Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ciekawski sopel

     Na zielonych zboczach alpejskiego urwiska, pod wystającą skałą znajdowała się nora białego zająca. Nawet liczne i długie sople, które zwisały u wejścia do nory, z odrobiną zazdrości całymi godzinami podziwiały go, kiedy tak spał otulony swym białym futerkiem. Pod koniec zimy na skale sterczącej ponad norą dał się zauważyć sopel uparcie przyczepiony do brzegu szczeliny.

     - Nie masz zamiaru odejść? - zapytała go pewnego dnia najbliższa jodła.

     - Ja nie odchodzę: pozostaję. Przez całą zimę słyszałem wychwalanie wiosny i jej barw; lata z jego światłem i wiatrem, który zda się być pieszczotą, radości z kwiatów i trawy, nieba jaśniejącego i czystego... Dlaczego ja miałbym nie poznać tyle wspaniałych rzeczy? Dlatego postanowiłem pozostać do wiosny, a może nawet do lata!

     Kiedy powietrze zaczęło się ogrzewać, sopel z suchym trzaskiem oderwał się od szczeliny i wpadł w zagłębienie skały, gdzie nie dochodziło słońce i skąd mógł wygodnie oglądać oczekiwanego widoku.

     Poczuł, że spadł komuś na grzbiet.

     - Nie widziałem, że tu byłeś. Jeśli pozwolisz, przedstawię się: jestem sopel lodowy, ostatni sopel zimy.

     - Dobrze, bardzo mi miło. Jestem nabojem, nabojem do strzelby myśliwskiej. Jestem doskonałej marki i... oczywiście pełny. A znajduję się tu tylko z powodu nieprzyjemnego zbiegu okoliczności. Podczas nagonki mój właściciel zgubił mnie. Zając może podziękować niebiosom: gdyby miał do czynienia ze mną, z pewnością nie umknąłby!

     Był to nabój bardzo twardy i wyniosły, i na wszystko patrzył z punktu widzenia nabojów.

     - Co ci zrobił zając?

     - Nic mi nie zrobił. Ale nie musiał urodzić się zającem. Zabiję go!

     Powietrze już się nieco nagrzało i zając krążył w okolicy w poszukiwaniu pożywienia.

     Sopel z trudem bronił się przed topnieniem i próbował przytulić się do zagłębienia skały w najgłębszym i najchłodniejszym miejscu. Za wszelką cenę chciał zobaczyć kwiaty rododendronów, szarotki alpejskiej, delikatną zieleń świeżej trawy, jasne i czyste niebo w blasku krystalicznego światła.

     Budząc się pewnego ranka nie zobaczył naboju. Świeże ślady człowieka odbiły się na ziemi poniżej skały. Popołudniu w górach rozległ się strzał. Wieczorem, zając wlokąc się, z trudem powrócił do nory. Krwawił, był ranny.

     Sopel lodu, który tyle nocy czuwał nad nim, wzruszył się.

     - Piiiić... - jęczało biedne zwierzątko.

     Sopel nie chciał już nic więcej słyszeć. Poturlał się na brzeg szczeliny, na skałę ciągle jeszcze rozgrzaną przez słońce i zaczął szybko topnieć. Gęstymi i chłodzącymi kroplami spadał na rany zająca, orzeźwiającymi kroplami na jego spierzchnięte wargi.

     - Kto tam na górze płacze? - wyszeptał zdumiony zając, kiedy zaczął dochodzić do siebie.

     Ale sopel nie mógł już odpowiedzieć. Rozpuścił się całkowicie nawet nie zastanawiając się nad tym, że szarotki alpejskie i rododendrony jeszcze nie zakwitły; że niebo jeszcze nie było czyste i błękitne. To wszystko musiało być piękne, ach, jakże piękne, aż chciało się zobaczyć.

     Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13).

Bruno Ferrero



   


Dzieci z Bullerbyn Dzieci z Bullerbyn
Astrid Lindgren
Opowieść o grupie dzieci zamieszkujących małe miasteczko Bullerbyn. Autorka barwnie opisuje liczne przygody, które przytrafiły się grupie przyjaciół oraz ich rodzinom. Ciepła historia podkreśla siłę przyjaźni i jej rolę w życiu... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej