Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wdzięczność za powołanie źródłem siły

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję Księdzu za list oraz książki. Dziękuję za pomoc w mojej sprawie. List Księdza na początku bardzo mnie zaskoczył; bo myślałem, że nie dostanę odpowiedzi, ale gdy go przeczytałem, bardzo mnie ucieszył.

Dużo czasu upłynęło od momentu, gdy napisałem tamten list do Księdza. Dużo się zmieniło. Ostatni miesiąc był bardzo ciekawie-nieciekawy. Byłem załamany, wesoły, zły - miałem wahania nastrojów. Teraz wszystko wraca do normy. Bardzo trudno mi w ostatnim czasie skupić się na modlitwie. Ciągle coś mnie rozprasza. Chyba dlatego właśnie ostatnio mam - miałem - taki nastrój. Nie potrafię odnaleźć równowagi. Po przeczytaniu listu od Księdza ciągle w głowie mam to jedno zdanie - akapit o "bólu w sercu Boga", jaki zadałem. Przyjąłem do wiadomości, że skoro chcę iść za Jezusem, a chcę, ale ciągle wracam do Dagmary, ranię Boga tym, że nie potrafię Mu zaufać. Skoro Bóg postawił na drodze mego życia Dagmarę, przez nią wskazał mi drogę, dlaczego teraz ciągle patrzę wstecz i myślę, że gdy byliśmy razem, wszystko szło mi łatwiej. Tak trudno mi zrozumieć - zaufać Mu. Przepraszam, że piszę takie słowa, ale nie mam osoby, z którą mógłbym o tym porozmawiać.

Wracając jeszcze do sprawy z Dagmarą. Dziękuję za te słowa w liście. Staram się traktować Dagmarę jak każdą inną moją koleżankę, chociaż jest to bardzo trudne. Pyta ksiądz, co rozumiem pod wyrażeniem "być dla siebie"? Chodziło mi o pomoc dla siebie nawzajem: w nauce, w pracy animatorskiej, tak jak z innymi koleżankami czy kolegami. Być dla siebie - pomagać sobie.

Na tym kończę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko.

Andrzej
Drogi Andrzeju!

Wczytuję się w Twoje słowa, które są reakcją na mój poprzedni list. Cieszę się, że otwartym sercem przyjąłeś moje uwagi i sugestie. Wciąż uważam, że dar powołania to niezwykły gest Boga, pełen hojności. Nie wolno go zatem ani porzucać, ani widzieć w opozycji do życia małżeńskiego. Na związek z Dagmarą patrzysz dojrzale - to dobrze. Ta znajomość wiele Cię nauczyła, czasem sprawiała Ci ból. Wszystko to miało jednak swój sens. Głęboki sens. Czas unaoczni, ile wówczas skorzystałeś, jak bardzo wydoroślałeś w swym spojrzeniu na życie, na ludzi, na przyjaźnie, na wartości. Nadeszła chwila, gdy pójście drogą ku kapłaństwu wyraźnie domaga się jednoznacznych decyzji. Niepodjęcie ich będzie oznaczało zgodę na stan "zawieszenia", niepewności, będzie wyrazem braku jednoznacznej opcji życiowej. A tak żyć nie można. To bardzo męczy i na dłuższą metę jest nie do zniesienia. Dlatego potrzebna jest, bardzo potrzebna, konsekwentna decyzja. Z Kim chcesz pójść dalej w życie? Z Twego listu płynie jasne wskazanie...

Twoje słowa dają do zrozumienia, że pragnienia kapłaństwa nie porzuciłeś. Przeciwnie, jesteś gotowy pójść za głosem Jezusa, który słyszysz w swym wnętrzu. Cieszę się! Teraz nadszedł czas dalszej pracy, duchowej formacji, rozwinięcia walorów ludzkich i umocnienia wiary. Na tej drodze pragnę polecić Ci książkę, która powstała z myślą o osobach podobnych Tobie. W toku mojej pracy zauważyłem, że dla wielu młodych ludzi, którzy dokonali już wyboru, decydując się na wstąpienie do seminarium czy do wspólnoty zakonnej, a którzy jeszcze nie mogą swego pragnienia z różnych względów zrealizować, czas oczekiwania jawi się jako czas zmarnowany, stracony, bezużyteczny. Tymczasem nie! Może to być okres bardzo solidnego przygotowania, owocny i wspaniały. Już wtedy należy rozpocząć budowanie mocnych fundamentów pod przyszłe duchowe inwestycje... Co należy uczynić? Czym się zająć?

We współpracy z duszpasterzami, którzy od dawna pracują wśród powołanych, przygotowaliśmy książkę, której tytuł dobrze oddaje zawartość: Między decyzją a bramą. To znaczy: "jestem już po decyzji, przynajmniej w znaczeniu wstępnym, ale jeszcze przed przekroczeniem progu wspólnoty, którą wybrałem". Podtytuł dopełnia obrazu zawartości; brzmi on: ...czyli w jaki sposób przygotować się do realizacji powołania. Zawarte są w niej uwagi, podpowiedzi, wskazówki, rady dotyczące kilku wymiarów ludzkiej osoby (uwzględniając, że mamy do czynienia z osobą pragnącą poświęcić się Bogu). Pierwszy rozdział poświęcony jest doskonaleniu osobowości. O. Roman wskazuje na istotne elementy rozwoju osobowego, albowiem to, jakimi jesteśmy ludźmi, rzutuje na to, jakimi będziemy kapłanami, zakonnikami, siostrami - tak dla Boga, jak i dla naszych braci i sióstr, z którymi przyjdzie nam tworzyć wspólnotę i pracować. Ufam bardzo mądrości o. Romana. Tematy podjęte przez niego: Kryteria dojrzałości uczuciowej człowieka, Przyjaźń w rozwoju osobowości czy Integracja ludzkiej seksualności i uczuciowości mówią same za siebie. Drugi rozdział poświęcony jest chrześcijańskiemu dojrzewaniu. O. Jerzy poruszył trzy zagadnienia: odpowiedzialność, eklezjalność i kierownictwo duchowe. Istotę pierwszego i trzeciego bez trudu - jak ufam - odczytujesz. Chciałbym się więc zatrzymać przy eklezjalności - co to pojęcie oznacza? Rozumiemy je jako sposób bycia powołanego, postawę, w której ujawnia się jego identyfikacja z Kościołem. Nie wchodząc zbyt głęboko, dodam jedynie, że jednym z problemów pojawiających się u osób wstępujących na drogę życia kapłańskiego i zakonnej konsekracji jest dychotomia: idą drogą Kościoła, ale Kościołem się nie czują... Chcą żyć w Kościele, ale dystansują się do niego. Przełamanie tego zjawiska, odkrycie więzów łączących powołanego z Kościołem, umiłowanie Kościoła, działanie w duchu Kościoła, itd. - to wszystko stanowi ważną część przygotowania w okresie przed wstąpieniem.

Trzecia część komentowanej książki jest poświęcona modlitwie. Trudno sobie wyobrazić powołanego, który się nie modli. Nie można umocnić swego powołania bez modlitwy. Modlitwa jest warunkiem jego rozwoju; jakby osią, wokół której krążyć winny wszystkie pozostałe wartości. Bardzo bym chciał, żebyś przekroczył(a) tę bramę z własnym smakiem modlitwy. Wnieś ten smak do wspólnoty, w którą wchodzisz, ale jednocześnie otwórz się na "smaki", które tam zastaniesz - tak pisał o. Piotr, autor tej części. Jej tytuł Smak modlitwy oddaje treść rozważań w niej zawartych. Część czwarta i piąta naszej książki dotyczy powołań szczegółowych: w rozdziale "Kapłaństwo umiłowane" ks. Aleksander przedstawia dziesięć rad dla kandydatów do seminarium diecezjalnego, a w części ostatniej - "Zakon- ność w cywilu" - o. Andrzej zwraca się do tych młodych osób (tak dziewcząt jak i chłopców), którzy wybrali życie zakonne. Jego uwagi uczą, jak przyjąć w całej rozciągłości wymagania rad ewangelicznych. Żyć według zasad ubóstwa, czystości i posłuszeństwa można bowiem jeszcze przed wstąpieniem, będąc uczniem, studentem czy pracownikiem... Na czym to polega? Jak to możliwe? I po co? Odsyłam Cię do książki.

Poświęciłem tyle miejsca prezentacji tej pozycji, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ważny jest obecny moment Twojego życia. Zostało jeszcze wiele do zrobienia, Andrzeju. Już wybrałeś, a jednocześnie wyznajesz - niepotrajię odnaleźć równowagi. A ona jest ważna. Nie można decydować się na życie kapłańskie, gdy w sercu panuje niepokój. Nie można planować takiego życia, jeśli wcześniej nie wyciszysz wszystkich obaw, odmiennych pragnień, poczucia niezdecydowania czy zbędnych, pokonywalnych wątpliwości. W tym czasie, który jest Ci dany od Pana, Twój wysiłek powinien być skierowany na rozeznawanie daru, rozbudzanie wdzięczności i rozwijanie umiejętności. Czyniąc to, okażesz się godny powołania.

Nie znam podłoża sygnalizowanego braku równowagi, ale na pewno nie służy jej odzyskaniu poczucie winy. Jeśli napisałem Ci o bólu w sercu Boga, to raczej dla uzmysłowienia, że za powołanie trzeba dziękować, a nie po to, abyś teraz załamywał ręce. To deprymuje i nie służy rozwojowi. Poczucie uchybienia jest ważne i cenne, ale jego rolą jest skierowanie nas na nowo ku dobru, a nie zatrzymywanie na sobie. Dlatego "odbij się" od tego negatywnego doświadczenia. Nie trzeba czynić z niego kluczowego przeżycia, które ograniczy swobodę ducha i wolność decyzji. Nie bez powodu napisałem powyżej o ciągłym poznawaniu powołania, o wdzięczności i o zdobywaniu umiejętności. To trzy etapy Twej drogi. Wydaje mi się, że powołanie odkryłeś i wciąż odkrywasz. To zadanie postrzegasz jako coś istotnego. Jesteś gotowy je przyjąć. Etap pierwszy trwa... W porządku. Zarazem, masz teraz czas na przygotowanie - opisana powyżej książka wniesie w tej dziedzinie wiele. Zakładam, że jesteś gotowy wyruszyć w drogę, nie chcesz biernie czekać i już teraz jesteś przygotowany na pracę oraz formację. Oznacza to, że również trzecie zadanie jest spełnione. A drugie? - Jest nim wdzięczność! Wdzięczność nie należy do spraw błahych. Wyraża bardzo wiele. W niej ujawnia się postrzeganie powołania, rozumienie misji, przyjmowanie zadań. Po tym, jak człowiek dziękuje, widać, jak rozumie dar, jak go przyjmuje, co chce z nim uczynić... Wdzięczność, ponadto, otwiera nas na nową łaskę, nowy dar. Proszę Cię bardzo, abyś w tej dziedzinie zrobił jak najwięcej. To oczywiste, że trudno jest dziękować, jeśli nie zna się wszystkich ku temu racji. Dlatego dziękowanie ma sens, jeśli wcześniej rozpoznamy istotę daru. Podobnie rzecz się ma z konsekwencjami powołania - jeśli odkrywamy owoce takiego życia, tak nadprzyrodzone jak i naturalne, to wtedy nie można nie dziękować za powołanie.

Sądzę, że im większa będzie świadomość daru, tym mocniejsze poczucie wdzięczności. A im częściej będziesz dziękował, tym więcej będzie w Tobie wolności i spokojnego spojrzenia wstecz. To, że Bóg przez Dagmarę wskazał Ci drogę życia, to pewnie prawda. Ale myślę, że błędna jest Twoja interpretacja: gdy byliśmy razem szło mi wszystko łatwiej. Może na płaszczyźnie efektów naturalnych, odczuć emocjonalnych, osiągnięć ocenianych w kategoriach tego świata - tak, być może tak. Może wówczas rzeczywiście tak było, że ona Cię dopingowała, byłeś w stanie osiągać więcej, szybciej, sprawniej. To naturalne, gdy się coś czyni dla kogoś. Ale nie zaprzeczysz, że liczy się nie to, jak łatwo... Bo czasem jest łatwo, ale zarazem zupełnie źle... Liczy się to, dla Kogo, za jaką cenę, kosztem czego... To jest miejsce na rzeczywistość nadprzyrodzoną, na obecność Bożego błogosławieństwa w ludzkim wysiłku, który - czasem tak się może wydawać naszym oczom - nie przynosi zupełnie żadnego owocu. A jednak w oczach Bożych jest heroizmem. Uczestniczymy, drogi Andrzeju, w sprawach, których nie można oceniać jedynie ludzką miarą. Trzeba otworzyć się na Boży sens i Boże kategorie. Mimo że czasem rzeczywiście trudno jest Boga zrozumieć, trudno jest Mii zaufać, trzeba to zrobić! Patrz przed siebie, w przyszłość. Tak wiele zależy od uwolnienia się od przeszłości, od tego, co było, od tego, jak było, od tęsknoty... Przypominają się mi słowa św. Teresy z Lisieux: Nie jestem orłem, mam jednak orle oczy i serce, bo mimo mej bezmiernej maleńkości mam śmiałość wpatrywać się w Boskie Słońce, Słońce Miłości. Mamy poczucie, że niewiele potrafimy, że trudno nam przychodzi coś osiągnąć. Czy jednak nie oznacza to, że wciąż nie wiemy, dla Kogo o to się staramy? Kim jest Ten, komu służymy? Kto jest źródłem i celem naszych działań? Pomyśl, czy wówczas można pomyśleć, że "dawniej było łatwiej, a teraz jest trudniej"? Tak wiele zależy od naszej świadomości, z Kim idziemy przez życie...

Drogi Andrzeju, zmierzam ku końcowi mego listu. Zapraszam Cię do autentycznej wdzięczności za dar powołania. Traktuję to jako Twoje podstawowe zadanie. Myślę, że wdzięczność jest źródłem, z którego wytryśnie nowe spojrzenie, nowe odczucie, nowe wewnętrzne doświadczenie. Jeśli bowiem u podłoża tej wdzięczności znajdzie się rozpoznanie daru z wszystkimi jego konsekwencjami, to nie przypuszczam, abyś mógł się oprzeć temu porywowi Bożej miłości i hojności, z którą zawładnął Twoim życiem. Jesteś teraz jakby w środku cyklonu. Wiele spraw wokół Ciebie się kręci, wiele wrażeń powraca, tak trudno zrozumieć to, co przychodzi, żal pożegnać się z tym, co było. Jedno jest tylko wyjście: wyciszyć, uspokoić, zrozumieć, przyjąć i odpowiedzieć. Warto przetrwać tę zawieruchę, aby się mogło okazać, że nic nie jest tak ważne jak umiłowanie Boga i pełnienie Jego świętej woli. Nie jesteśmy orłami, ale... miej orle oczy i serce...

Dziękuję za kontakt, za wymianę myśli. Jestem w dalszym ciągu do Twojej dyspozycji. Niech Maryja pomaga Ci w wewnętrznej akceptacji powołania i w rozwijaniu go.

ks. Józef Tarnawski SP
eSPe nr 59


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Dlaczego Pan Bóg stworzył świat?Dlaczego Pan Bóg stworzył świat?

Kto to taki... przyjaciel?Kto to taki... przyjaciel?

św. TarazjueszaModlitwa do św. Tarazjuesza

Modlitwa poświęcenia się Matce Bożej Trzykroć PrzedziwnejModlitwa poświęcenia się Matce Bożej Trzykroć Przedziwnej

Pan kieruje nas ku przyszłościPan kieruje nas ku przyszłości

Najbardziej popularne

Nowenna do św. RityNowenna do św. Rity

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej