Światło na Północy
Za górami, za lasami, wśród malowniczych fiordów dalekiej północy Norwegii, żyje 13 sióstr karmelitanek. Siostry z Tromso niosą światło życia modlitwą i Ewangelią w ciemności długiej nocy polarnej. Swoją obecnością promieniują
na kraj od stuleci odwykły od widoku habitu.
Trzeba bowiem wiedzieć, że Kościół
katolicki w Norwegii praktycznie przestał
istnieć w wyniku prześladowań, jakich doznał
po wprowadzeniu reformy luterańskiej
w 1537 roku, w czasie, gdy Norwegia była
częścią królestwa Danii. Mocą nakazów
królów duńskich, w ciągu kolejnych dziesięcioleci
katolickie duchowieństwo niemal
doszczętnie wyniszczono lub wypędzono.
Wielu - tak jak kilka wieków wcześniej
święty Olaf, król Norwegii, męczennik i patron
kraju - wierność Kościołowi opłaciło
śmiercią. Pozbawieni swych dotychczasowych
duszpasterzy, wierni, bez możliwości
wyboru, stali się protestantami. Pomimo
zakazu oddawania czci świętym, długo
jeszcze pielgrzymowali do katedry w Trondheim,
do relikwii św. Olafa. Żeby korzystać
z sakramentów, katolicy norwescy
musieli jeździć do Holandii lub Niemiec.
Przez 500 lat budowano w Norwegii
mur uprzedzeń i niechęci do katolików
("Kościół katolicki to wróg ludzkości"),
traktując papieża i księży niemal jak wcielenie
diabła. Jezuici, uważani za szczególnie
"niebezpiecznych", aż do 1953 roku
nie mieli wstępu do tego kraju. Ślady długo
wpajanej niechęci i propagandy antykatolickiej
są nadal odczuwalną trudnością w
budowaniu dialogu.
Dziś katolików w Norwegii jest niewielu
i wywodzą oni się przeważnie ze środowisk
przybyłych z zewnątrz. Norwescy chrześcijanie
to głównie protestanci należący do
państwowego Kościoła, którego głową jest
panujący monarcha. Większość Norwegów
uważa się jednak za agnostyków lub żyje we
wtórnym pogaństwie. Dzięki silnej ekonomii
i bogactwom naturalnym kraju, społeczeństwo
Norwegii zalicza się do najzamożniejszych
w świecie. Materialny dostatek i
wysoki standard życia (nawet bardzo młodych
ludzi) nie zaspokajają naturalnej potrzeby
sensu istnienia i wielu ludzi odczuwa
dotkliwą egzystencjalną pustkę, w ich życie
wdziera się często przerażający smutek. Towarzyszy
temu faktyczny rozpad rodziny i
rozkład tradycyjnej moralności. W efekcie
Norwegia stoi w czołówce statystyk pod
względem ilości chorób psychicznych i samobójstw.
Jak namacalna jest tam kultura
śmierci, tak wielka jest też potrzeba
niesienia światła Ewangelii.
Dziedzictwo świętego Olafa nie zostało
unicestwione. Pragnienie szczerego i radykalnego opowiedzenia się za Bogiem i życia
Jego Ewangelią odżywa dziś wśród wielu
ludzi. A jeżeli małymi krokami dokonuje się
także zmiana stosunku ludzi do Kościoła katolickiego,
to dzieje się to również za sprawą
karmelitanek z Tromso.
Wołanie z Północy
Położone daleko za Kręgiem Polarnym
Tromso, ze swoim portem dalekomorskim
i uniwersytetem, jest najdalej na Północy
położonym dużym miastem Europy. Dzięki
ciepłym morskim prądom tutejszy klimat
nie jest bardzo surowy, jednak występuje tu
uciążliwe zjawisko trwających wiele miesięcy
okresów dnia i nocy polarnej
(gdy słońce nie chowa się za horyzont
i się zza niego nie wychyla).
Panujące przez kilka miesięcy
w roku ciemności w jakiś sposób
symbolizują ciemności duchowe,
w jakich żyje tu wielu ludzi.
Klasztor karmelitanek (jedyny
na świecie Karmel znajdujący się
za Kręgiem Polarnym) powstał w
1990 roku. Pierwszych 12 polskich
sióstr, wraz ze zmarłą już
matką Dąbrówką, przybyło tu z
klasztoru na Islandii na zaproszenie
miejscowego katolickiego
biskupa. Pragnął on, by zaistniało
w Norwegii kontemplacyjne
zgromadzenie, którego misją byłaby
modlitwa za kraj i ludzi oraz
dawanie autentycznego świadectwa
wierności wartościom Ewangelii
w połączeniu z ofiarą życia. Paląca
była też potrzeba modlitwy w obronie życia
(Tromso jest tym spośród miast norweskich,
w którym dokonuje się najwięcej
aborcji). Nie bez znaczenia był fakt, że polskie
siostry znały już trudności życia na
Północy oraz władały podobnym do norweskiego
językiem islandzkim.
Odczytując w zaproszeniu biskupa Boże
wezwanie, karmelitanki zgodziły się założyć
swoją wspólnotę na tej "samotnej wyspie",
w zupełnie obcym środowisku. A początki
były bardzo trudne. Siostry zamieszkały w
ciasnym domu, spały na materacach i miały
tylko jedną lampę. Przez pierwszy miesiąc
pobytu w kręgu jej światła toczyło się całe
wspólne życie sióstr i przygotowywały się
przyszłe wielkie Boże dzieła...
Kiedy zaczęło przybywać sióstr z "północnym"
powołaniem, potrzeba było więcej
miejsca. Rozpoczęto budowę klasztoru
na obrzeżach ruchliwego miasta. Budowa
była możliwa dzięki zbiorowej pomocy
wielu osób. Ktoś przysłał skrzynię pełną
narzędzi, z Polski przychodziły nawet pojedyńcze
złotówki... Z uwagi na wysokie
koszty, wiele prac siostry musiały wykonywać
same: karczowały las, nosiły cegły,
kładły podłogi, malowały, piłowały, szpachlowały,
wierciły. Dla nich był to widomy
udział w "budowaniu" Królestwa Bożego
na ziemi, dla otoczenia - powód do coraz
żywszego zainteresowania tymi "dziwnymi
kobietami" w brązowych habitach biegającymi
z taczkami po placu budowy...
Od samego początku Boża łaska wspomagała
ludzkie działania: wielu ludzi otwierało
swoje serca na potrzeby sióstr, otrzymując
w zamian prostą wdzięczność i modlitwę.
Zaczęła się tworzyć jakaś
niewidzialna więź między katolickimi mniszkami
i ludźmi surowej Północy. Wiele osób
było zaskoczonych - zupełnie innym od oczekiwanego
- widokiem młodych sióstr, pełnych
energii i promieniejących radością.
Zdumiewała prostota ich życia, poświęconego
Bogu i modlitwie.
Poruszające są świadectwa przypadkowych
ludzi: kierownika budowy, robotników,
sąsiadów. Obecność sióstr była dla
nich źródłem wewnętrznych pytań i refleksji.
Miały miejsce liczne i piękne przemiany,
wiele z nich pozostaje tajemnicą serc.
Znamienne jest, że w dzień konsekracji
kościoła klasztornego, grupa pracujących
przy budowie protestanckich robotników
ofiarowała siostrom w darze zakupiony
przez siebie piękny i kosztowny obraz
Matki Bożej, autorstwa znanej w Norwegii
protestanckiej malarki.
W klasztorze jest obecnie 13 Polek i 1
Norweżka. Swoim wysiłkiem, aby opanować
język norweski, polskie karmelitanki zdobyły
już serce i szacunek wielu Norwegów.
Życie i powołanie
Siostry w Tromso pełnią swoją posługę
ciągle odkrywając hojność Bożych zamiarów.
Ich codzienne życie wyznaczone karmelitańskim
rytmem wspólnej modlitwy
i indywidualnej kontemplacji wypełniają
różne prace. Aby się utrzymać, siostry malują
ikony, haftują ornaty i wykonują różne
inne prace artystyczne. Służąc Kościołowi
komponują muzykę liturgiczną i tłumaczą
nieobecne w tamtejszej tradycji modlitwy
i pieśni. Modlą się i pracują, jak wszystkie
karmelitanki na świecie. Pod wieloma
względami jednak Karmel w Tromso jest
różny od wszystkich innych. Chcąc być widzialnym
znakiem, siostry godzą się być
bardziej widoczne. Duże okna w kościele
i szerokie kraty symbolicznie dają wgląd
w klasztorne korytarze i czasem można w
nich dostrzec przemykające sylwetki.
Wydaje się jednak, że specyfiką ich
wyjątkowego powołania jest sama obecność.
Ta obecność zastanawia i prowokuje,
stając się początkiem zainteresowania
kolejno klasztorem, modlitwą, wreszcie -
Bogiem.
Kościół klasztorny jest stale otwarty.
Modlitwa i śpiewy przyciągają wiele osób,
które przychodzą obserwować nabożeństwa
i modlić się z siostrami. Dla wielu
jest to pierwsze doświadczenie kontaktu
z sacrum. Niektórzy przychodzą z ciekawości,
przyciągnięci klimatem prostego
kościelnego wnętrza i widokiem klęczących
za kratami kobiet w białych i czarnych
welonach. Wszystko to frapuje i zastanawia: Po co? Dlaczego? Jak? Takie młode...
To zainteresowanie bywa początkiem drogi
poszukiwania i odkrywania Boga. Często
po nabożeństwie siostry są proszone o indywidualną
rozmowę. Kraty klauzury nie
stanowią wówczas bariery dla Bożego działania
ani dla wzajemnego dzielenia.
Każdy może przyjść do sióstr ze swoimi
sprawami. Klasztor ma prawdziwych przyjaciół.
Przychodzi młodzież, czasem całymi
grupami, zadaje pytania. Przychodzą rodziny.
Zdarzają się nawet protestanccy pastorzy,
którzy proszą, by ich nauczyć karmelitańskiej
modlitwy wewnętrznej. Ludzie dzwonią
i piszą, prosząc o modlitwę w różnych
sprawach, dzięki czemu siostry, pomimo
zamknięcia, stają niejako po środku ich
życia. Pewien pastor żalił się kiedyś siostrom:
Nie pamiętam już, kiedy ktoś mnie prosił o modlitwę...
Wstawiennictwo karmelitanek z Tromso
rodzi piękne owoce, stając się znakiem
jedności i obecności Boga pośród ludzi.
Owoce z Nieba
***
Pewien pastor przyszedł prosić siostry
o modlitwę w intencji poczęcia wyczekiwanego
od 10 lat dziecka. Podejmowane
próby leczenia były bezskuteczne - lekarze
pozostawali bezradni. W końcu przełamał
się i poprosił siostry o modlitwę (trzeba
sobie wyobrazić, jakiej to wymagało pokory
od protestanckiego duchownego!). Dla
nich to już ostatnia szansa, a słyszał, że siostry
modlą się "skutecznie". Siostry obiecały
modlitwę z zastrzeżeniem, że i tak
stanie się, jak Bóg zechce. Nie minął rok,
jak pastor wraz z żoną i noworodkiem zajechał
do klasztoru prosto ze szpitala. Od
tej pory jest wiernym przyjacielem sióstr
i... modli się na różańcu. A Pan błogosławi
jego rodzinę kolejnymi "latoroślami".
***
Wplatając w swe powołanie modlitwę za
dzieci nienarodzone, w łączności z miejscową
protestancką organizacją zaangażowaną w obronę
życia, siostry podjęły się duchowego wsparcia
matek znajdujących się w obliczu pokusy
aborcji. Każda z kobiet była ogarnięta wstawiennictwem
sióstr, każda otrzymywała materialną
pomoc ze strony świeckiej organizacji.
Po narodzeniu dziecka wręczano mamie malowaną
przez siostry świecę, jako widomy znak
modlitwy w jej intencji. Z biegiem czasu świec
ubywało setkami, a do klasztoru przychodziło
coraz więcej "świeżo upieczonych" matek ze
swoimi dziećmi, by podziękować za modlitwę.
***
Od samego początku dużo uwagi powstawaniu
pierwszego w historii kraju klasztoru
kontemplacyjnego poświęcały rozmaite norweskie
media. Temat okazał się niezwykle
atrakcyjny i budzący zainteresowanie. Opisywano
więc życie sióstr, publikowano zdjęcia,
rozmowy, dokumentowano postępy budowy.
W tej atmosferze ogólnej ekscytacji wydarzeniem,
które za pośrednictwem gazet, radia
i telewizji prawdziwie poruszyło Norwegię
była haniebna nocna kradzież betoniarki z
klasztornego placu budowy. Odbiło się to szerokim
echem wywołując szczere oburzenie społeczeństwa
i różnych organizacji oraz idącą za
tym falę solidarnej pomocy. Skutkiem działania
wielu osób postanowiono odkupić skradzione
siostrom mienie. Ktoś kradnąc betoniarkę zamiast
wyrządzić krzywdę siostrom, przyczynił
się do ich ogromnej reklamy i spowodował falę
nieoczekiwanej życzliwości.
***
Pewien pastor protestancki przetłumaczył
na norweski teksty polskich kolęd, a
siostry je nagrały jako podkład do norweskiego
filmu o Bożym Narodzeniu w klasztorze.
Piękną muzykę postanowiono wydać
na płycie, lecz producent wydał niewielki,
kilkutysięczny nakład, spodziewając się raczej
straty, niż zysku.
Przedstawiana jako ciekawostka płyta
karmelitanek z Tromso ukazała się w sprzedaży
przed Bożym Narodzeniem. Wkrótce
po emisji w telewizji filmu o siostrach z
Tromso zrodziło się wielkie zainteresowanie
klasztorem i kolędami. Nakład płyt został
wkrótce wyczerpany i coraz więcej
osób dopytywało się o nie w sklepach.
Wydawca kilkakrotnie zwiększał pierwotny
nakład, płyta sióstr okazała się najlepiej sprzedawaną
w 2000 roku i znalazła się w czołówce
norweskiej listy przebojów.
***
Operator koparki sprowadzonej do prac
budowlanych został poproszony o przeoranie
maszyną małego pola pod uprawę warzyw.
Aby nakłonić go do pomocy, siostry
zaproponowały prostą wymianę usług: Ty
nam przygotujesz miejsce pod ziemniaki, a
my wymodlimy ci miejsce w Niebie...
***
Pewien człowiek, cierpiący na raka trzustki, znalazł się w szpitalu w ciężkim
stanie. Widząc beznadziejną sytuację, osoba znająca siostry z Tromso zaproponowała mu, iż poprosi o modlitwę w jego intencji. Człowiek ten był agnostykiem i zdecydowanie odrzucał taki pomysł. Gdy jednak wobec szybkiego postępu raka, lekarze nie dawali już żadnych szans, pogrążony w głębokiej rozpaczy zgodził się. W efekcie intensywnego wstawiennictwa sióstr, nowotwór niespodziewanie wszedł w fazę ponad rocznej remisji, w którym to czasie
Pan Bóg dokonał głębokiego uzdrowienia wewnętrznego tego człowieka. Boże dzieła powstają we wszystkich zakątkach
świata, na wszystkich długościach i szerokościach. Zachwycają i inspirują. Nie powstałyby jednak często bez ludzkiej zgody i ofiary, bez czyjegoś osobistego fiat. Jak piękne potrafią być Boże owoce na Północy!

Nasza wspólnota liczy 14 sióstr,
ale może nas być 21...
Nasz adres:
Karmelittklosteret
Holtvegen 38
9012 Tromso, Norwegia
Tel: 77 69 10 80, Fax: 77 69 10 81
totus.tuus@karmel.katolsk.no
http://karmel.katolsk.no
Wojciech Walasiak
Publikacja za zgodą redakcji
Miłujcie się!, nr 9-10/2001
|