Błogosławiona winaW tłumie wiernych przez całą Mszę wypatrywał żony i córeczki. Na darmoPóźne jesienne popołudnie. Mimo powszedniego dnia, w kościele Świętej Rodziny w Poznaniu tłum ludzi. Na ambonie staje młody, dobrze zbudowany mężczyzna w skórzanej kurtce. - W miejscu, gdzie czczony będzie ten wizerunek, powstrzymana zostanie aborcja - mówi z przekonaniem, wskazując na wielką kopię obrazu Matki Bożej Guadalupe z dalekiego Meksyku.Przed przyjazdem do Poznania Paweł Niedżwiedzki zawiózł już obraz Patronki obu Ameryk do ponad stu polskich parafii. - Może w ten sposób odpokutuję za błędy mojej młodości - mówi Niedżwiedzki.
Krzyż, różaniec i serce"Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości" - te słowa wypowiedziane cztery lata temu przez Papieża w Kaliszu poderwały Pawła Niedżwiedzkiego na nogi. Kiedy Papież skończył odprawiać Mszę, Niedżwiedzki pobiegł do szwagra. Zaczął go namawiać, żeby objechali całą Polskę z obrazem Matki Bożej Guadalupe.Dwa miesiące później wsiedli obaj do poloneza i pojechali do Zakopanego, gdzie w tamtejszym kościele umieścili pierwszy wizerunek Madonny z Meksyku. Z Zakopanego ruszyli na północ. Zatrzymywali się co kilkadziesiąt kilometrów i zostawiali w kościołach obraz Patronki Dzieci Poczętych. Kiedy dotarli do Gdańska, pojechali do Chojna niedaleko niemieckiej granicy. Stamtąd przejechali kraj wszerz aż do Białegostoku. Punkty na mapie Polski, w których zostawili obraz, wyznaczyły krzyż. - Cala misja zabrała nam dwa tygodnie - opowiada Niedżwiedzki. - Przemierzyliśmy kraj z południa na północ i z zachodu na wschód, zostawiając po drodze ponad 30 obrazów. W następnym roku umieścili obraz w parafiach dookoła całej Polski. - Przypomina to trochę różaniec - mówi Niedżwiedzki, pokazując na mapie połączone punkty niecodziennej pielgrzymia. Potem wybrał trasę, która utworzyła serce wypełniające środek kraju. Teraz chce rozesłać obraz we wszystkie strony, niczym promienie biegnące z serca. - Cała Polska przed nami - zapowiada Niedżwiedzki. Biskup nie wierzyłW zimny poranek, 9 grudnia 1531 roku Indianin Juan Diego przechodził koło góry Tepeyac w dolinie Mexico City, kiedy usłyszał śpiew ptaków, a potem głos wołający jego imię. Kiedy zobaczył piękną dziewczynę o meksykańskiej urodzie, rzucił się na kolana."Mój synu, jestem Maryja zawsze Dziewica. Idź do biskupa i powiedz mu, żeby wybudował mi tutaj świątynię, abym mogła pocieszać i pomagać wszystkim, którzy mnie potrzebują i okazywać im swoją miłość" - usłyszał Juan Diego. Biskup nie uwierzył jednak prostemu Indianinowi. - Wtedy Maryja kazała mu nazbierać róż dla biskupa, które rosły u podnóża góry mimo zimowej pory - opowiada Paweł Niedżwiedzki, który historię objawień Matki Bożej Guadalupe ma w małym palcu. - Kiedy Juan Diego poszedł z kwiatami do pałacu biskupiego i wysypał je ze swojego zgrzebnego płaszcza, wówczas na rozwiniętej pelerynie zajaśniał piękny wizerunek Madonny. Jak podaje tradycja, skruszony biskup miał wtedy paść na kolana. U podnóża wzniesienia wybudował najpierw stojący do dziś drewniany kościółek, a następnie wielką barokową bazylikę, gdzie umieszczono wizerunek Madonny. W 1990 roku Jan Paweł II beatyfikował Juana Diego. Dziś Guadalupe to największe sanktuarium na świecie. Każdego roku przybywa tam 14 milionów pielgrzymów. - Ludzie od głównego wejścia bazyliki idą do obrazu na kolanach - opowiada Niedżwiedzki, który był w meksykańskim sanktuarium. Piekło zamiast rajuJest rok 1981. Paweł Niedźwiedzia nie ma jeszcze pojęcia o sanktuarium Matki Bożej Guadalupe. Miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego dostaje paszport. Od dzieciństwa marzył o wyjeździe do Ameryki. Ma 22 lata. Jest pełen energii i marzeń. Kiedy przejeżdżał granicę, wydawało mu się, że przekroczył bramy raju.- Szybko się rozczarowałem - opowiada dziś w swoim mieszkaniu w Piszu, w którym mieszka z żoną Reginą oraz 10-letnią Adrianką i dwuletnim Piotrusiem. Emigracyjna rzeczywistość wyglądała inaczej, niż się spodziewał. Pobyt w austriackim obozie dla uchodźców w Trajkirschen, dokąd trafił po wyjeździe z Polski, wspomina jak koszmar. Gdyby nie stan wojenny, najpewniej wróciłby stamtąd do kraju. Gdy w połowie 1982 roku wylądował wreszcie w Ameryce, wstąpiły w niego nowe siły. Szybko znalazł pracę i zamieszkał z polską dziewczyną, która lepiej od niego znała Amerykę. Po czterech latach kobieta odeszła razem z zarobionymi przez niego pieniędzmi. - Wtedy zacząłem pić - przyznaje Niedźwiedzia. W 1989 roku po raz pierwszy przyjechał do Polski. W rodzinnym Jastrzębiu poznał Reginę. Zakochał się. Wzięli ślub. - Ale po trzech tygodniach małżeństwa musiałem lecieć do Ameryki, żeby nie stracić prawa stałego pobytu - opowiada Niedźwiedzia. Po pięciu miesiącach wraca do żony. Tym razem jest w domu rok. Na świat przychodzi córeczka Adrianka. - Teraz wszystko ułożyłoby się pewnie dobrze, gdyby nie to, że znów pojechałem do Stanów. Gnało mnie po "kasę" - przyznaje Paweł. Na Alasce załapał się na statek rybacki, który na Morzu Beringa łowił kraby. Harował po 16 godzin na dobę. Po zakończeniu trzymiesięcznego kontraktu okazało się, że pieniądze nie były wcale takie, jakich się spodziewał. Znowu zaczął zaglądać do kieliszka. Któregoś majowego dnia 1993 roku dostał list od żony. - Nie musisz już wracać. Poznałam kogoś innego - pisała do niego Regina. Pieszo z obrazamiPaweł Niedźwiedzia nie wie, jak pod koniec 1993 roku po kolejnej popijawie w barze w Jastrzębiu obudził się trzeźwy w kościele. Kiedy następnego dnia sytuacja się powtórzyła, zaczął sam siebie pytać: "Przecież ja nie chodzę do kościoła, kiedy jestem trzeźwy, więc dlaczego i jak trafiam tu, gdy jestem pijany?" Nie znalazł odpowiedzi. Jakiś czas później Niedźwiedzia razem z matką i szwagrem wybiera się w pielgrzymkę z grupą ludzi z Jastrzębia, którzy jeżdżą po całej Polsce i ofiarowują obrazy Jezusa Miłosiernego z napisem "Jezu, ufam Tobie". - Po wielu latach poszedłem do spowiedzi i Komunii - opowiada dziś Niedźwiedzia. Nie przypuszczał wtedy jeszcze, że pół roku później sam będzie propagował kult Miłosierdzia Bożego w Stanach Zjednoczonych.W sierpniu 1994 roku, kiedy Kościół obchodził Rok Rodziny, Niedźwiedzia podjął się niecodziennej pielgrzymki. Postanowił roznieść po amerykańskich kościołach 60 płóciennych obrazów Jezusa Miłosiernego. - Byłem już po rozwodzie z Renią. Ostrożny proboszcz- Na początku nie wierzyłem w nawrócenie Pawła - przyznaje kanonik Zbigniew Bzdak, proboszcz parafii Matki Miłosierdzia Ostrobramskiej w Piszu. - Wydawało mi się blade.Ksiądz Bzdak słyszał już o Niedźwiedzkim, nim poznał go osobiście. Na początku lat dziewięćdziesiątych do Piszu sprowadzili się teściowie Pawła razem z Reginą. Zamieszkali w parafii Matki Miłosierdzia Ostrobramskiej. - Rodzice Reginy opowiadali mi o nieudanym małżeństwie swojej córki - wspomina proboszcz. W 1993 roku ksiądz Bzdak dostał telefon ze Śląska. Kobiecy głos prosił o pozwolenie umieszczenia w piskim kościele Obrazu Jezusa Miłosiernego. Proboszcz zgodził się. W gronie ludzi, którzy przywieźli wizerunek był Paweł Niedźwiedzia. Ksiądz Bzdak zgodził się, żeby Paweł opowiedział w kościele o swoim nawróceniu. - Jak mówił, ludzie płakali - wspomina proboszcz. Paweł Niedźwiedzki pamięta dobrze tamten dzień. W tłumie wiernych przez całą Mszę wypatrywał żony i córeczki. Na darmo. Dopiero później dowiedział się, że nie było ich w Piszu, bo wyjechali na pogrzeb. W czerwcu dziewięćdziesiątego siódmego roku Paweł i Regina przyszli razem na piską plebanię. Opowiedzieli proboszczowi, że chcą do siebie wrócić. W Adwencie odnowili swoje ślubowanie. Ksiądz Bzdak: - W Pawle dokonała się ogromna przemiana. Jest pokorny i ma odwagę mówić o swoim poplątanym życiu. Szklarz ma pracęUbrany w wojskową kurtkę moro Jan Bąk, właściciel Zakładu Szklarskiego w Piszu, jest dumny, że oprawione przez niego obrazy Matki Bożej Guadalupe wiszą w kościołach całej Polski. - Dajemy podwójne szkło, żeby obraz się nie marszczył - tłumaczy Bąk, pokazując w swoim warsztacie jeden z oprawionych obrazów. Niedźwiedzki zaczął szerzyć w Polsce kult Matki Bożej Guadalupe przez przypadek. W grudniu 1996 roku zaproponowano mu, żeby wziął udział w peregrynacji meksykańskiego wizerunku po ziemi kalifornijskiej. Początkowo nie zgodził się. Ale kiedy jechał samochodem w swoich sprawach do Arizony, w połowie drogi zawrócił. - Coś mnie tchnęło, żeby się tego podjąć - wspomina.Kiedy w Ameryce jeździli od kościoła do kościoła, żeby zostawiać w nich obrazy, zaczął zastanawiać się, czy nie zorganizować podobnej misji w Polsce. Ale czy u nas ktoś zechce przyjąć obraz z Meksyku? - zadawał sobie pytanie. Postanowił spróbować. Napisał do Prymasa. Ku jego zdziwieniu dostał pisemną zgodę. Do tej pory obrazy Matki Bożej Guadalupe wiszą w 146 polskich parafiach. Niedźwiedzki przejechał z nimi prawie 40 tysięcy kilometrów. Nie bierze za nie pieniędzy. - Koszty podróży zwracają się ze sprzedaży małych obrazków z meksykańskim wizerunkiem i książki, w której opisałem swoje nawrócenie - mówi Paweł. Czasem w jego podróżach towarzyszy mu żona. - Cieszę się, że mąż robi coś dobrego - mówi Regina Niedźwiedzka, trzymając na kolanach dwuletniego Piotrusia. Może tak miało być- Coś ty, Paweł, zgłupiał? - słyszy czasem Niedźwiedzki od swoich dawnych kumpli, kiedy jest w Jastrzębiu u mamy. Na ścianie w jego piskim mieszkaniu wisi oprawione w ramki obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. - Mógłbym wyjechać tam z rodziną i nie myśleć w ogóle o Polsce - mówi Niedźwiedzki. - Ale nie widzę siebie już w roli człowieka interesu, który myśli tylko o tym, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy.Twierdzi, że ma w życiu do spłacenia wielki dług. - Jeżeli Pan Bóg wydobył mnie z takiego dziadostwa i połączył z rodziną, to chyba jestem Mu coś winien - mówi Niedźwiedzki. - A może to była błogosławiona wina? - zastanawia się po chwili. STANISŁAW ZASADA
Przewonik Katolicki
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |