Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Kto ratuje jedno życie

Dziś, kiedy sięga pamięcią do historii sprzed kilkudziesięciu lat, powtarza: "Tego by nikt nie wymyślił, tylko życie". I tęskni za tamtymi czasami, kiedy nowy zeszyt w szkole zaczynało się od słów: Bóg, honor i Ojczyzna.

W energicznych ruchach i bystrych, przenikliwych oczach ma wypisane lwowskie pochodzenie. Ojciec, urodzony w Austrii, by i wychowankiem hrabiego Skarbka. Tego samego, który wybudował Teatr Wielki we Lwowie i który wzdychał do przedwojennej aktorki Teofili Nowakowskiej. Pani Aniela, jako młoda dziewczyna, poproszona o przypilnowanie pustego domu aktorki, przymierzyła niejedną kreację tej damy lwowskiej sceny. Wiele lat po wojnie pamięć o Teofili Nowakowskiej powróciła wraz ze spotkaniem młodej dziewczyny, córki jej przyjaciółki z AK i, jak się okazało, wnuczki wychowanki lwowskiej aktorki.

Ze lwowskich pamiątek przechowuje pożółkłą metrykę ślubu z kościoła św. Mikołaja. Kiedy wybuchła wojna, jej mąż Stefan pracował w prochowni pod Jasłem. Pewnego dnia wyszedł do pracy i nigdy więcej go nie zobaczyła. Niespełna rok po ślubie. Został aresztowany i wywieziony do Oświęcimia. Później dowiedziała się, że tam zginął. Podobnie urwało się wspomnienie ich świetnie urządzonego mieszkania na pierwszym piętrze jednej z lwowskich kamienic. Pewnego dnia wyszła i więcej do niego nie wróciła.

Pamięta, to był czwartek, czternasty dzień wojny. Zbombardowana kamienica. Ona i wielu innych znalazło się pod jej gruzami. Słyszy jeszcze głosy mieszkających tam Żydów, a szczególnie młodego właściciela sklepu z owocami: "Tam są ludzie". Wyciągnęli ją z pogruchotaną czaszką, złamanymi nogami i uszkodzonym kręgosłupem. Znajomy lekarz, z którym pracowała wcześniej jako sanitariuszka, pochylił się nad nią i powiedział: "Za dwa tygodnie będziemy tańczyć". Po raz drugi ranna została w Warszawie. Kula snajpera trafiła ją, kiedy szła ze wzniesioną wysoko biało-czerwoną flagą.

Wiosną 1942 r. była już blisko Warszawy. Pułkownik lotnictwa - Edward, jego nazwiska nigdy nie poznała, wskazał jej adres pani Głowackiej w Podkowie Leśnej. Tam spotkała żydowską rodzinę - Felicję z mężem i synem Marcelem.

- Nie wiem, co się z nimi stało - mówi pani Aniela. - Felicję prawdopodobnie ktoś spotkał po wojnie w Katowicach. Marcelka nie odnalazłam.

Jesienią mieszkała już przy Marszałkowskiej pod numerem pierwszym. Na rogu Marszałkowskiej i Polnej. Tam zastało ją powstanie. Joanna, 16-letnia dziewczyna, o tym, co się stanie, poinformowała ją kilka minut przed piątą. Za chwilę wybiła piąta i to popołudnie warszawiacy zapamiętali do końca życia. Barykady, szpital przy Belwederskiej, torba sanitariuszki i ranni. Bez imion, twarzy, zbierani w pośpiechu między jednym a drugim obstrzałem. Polacy i Niemcy - ranni, stawali się do siebie podobni, jednakowo bezradni i zdani na ręce polskich sanitariuszek. Pani Aniela ratowała i jednych, i drugich. Pamięta, że bez namysłu sięgała po kolejnych rannych, tych, którzy byli najbliżej. Nie pamięta dokładnie młodego, może 17-letniego Niemca. Nie przyjrzała się jego twarzy. On zapamiętał ją na całe życie. I długo, jeszcze wiele lat po wojnie, wierzył, że kiedyś ją spotka. Po raz drugi zobaczył ją w sanatoryjnej jadalni w Piszczanach w ówczesnej Czechosłowacji. Były to późne lata 70., ona, dojrzała kobieta, przyjechała wzmocnić swoje zdrowie. Nie rozumiała, dlaczego na jej widok nieznany mężczyzna oniemiał. "Powstanie, Belwederska, barykada..." - przypomniał jej wydarzenia sprzed trzydziestu lat. Miał na imię Hans. Niewiele rozmawiali o wojnie, chodzili na spacery, słuchali koncertów. Do dzisiaj przesyłają sobie listy. On wkłada do nich zdjęcia pomników, których jest twórcą. Ona wystała mu pamiątkowy album o Lwowie. W następnym liście Hans dopytuje się, co chce dostać w prezencie za tę cenną książkę. Zdjęcie starszego, szpakowatego mężczyzny oparte jest o wazon z tulipanami w jej mieszkaniu. Rzeczywiście, taki scenariusz układa tylko życie.

- W czasie powstania człowiek nie był w stanie myśleć o nieszczęściu - wspomina pani Aniela. - Wszystko działo się tak szybko, nieszczęścia następowały jedno po drugim, jedno po drugim.

Czasem rozkłada stary album "Mokotów walczy 1944" i szuka znajomych twarzy. Sięga na półkę i spośród przechowywanych dokumentów wyciąga zdjęcie Danki z powstania, po wojnie powiększone na portret z małej legitymacyjnej fotografii, ofiarowanej jej z dedykacją. W szafie wisi jej mundur - ilekroć ją otwiera, by wyciągnąć jakieś ubranie, wzrok zatrzymuje się na nim.

Nie zapamiętała też twarzy rannych powstańców wyciąganych z wagonów. Niemcy powiedzieli: tu macie swoich rannych, ilu wyciągniecie, tylu będzie waszych, tylu ocaleje. Wydobywali więc ich na oślep, byle szybciej, byle więcej. I układali wprost na peronie. Ci, którzy mieli trochę siły, wychodzili sami. Podobna sytuacja powtórzyła się w Milanówku. I znowu ratowała wszystkich, których mogła wydobyć z wagonu.

Pamięta natomiast młodą 18-letnią dziewczynę z obozu dla Polaków. I jej matkę, która prosiła sanitariuszki o uratowanie córki. Aniela wyciągnęła z torby fartuch sanitariuszki, założyła dziewczynie i wyszły z obozu. Weszły dwie, opuściły go trzy. Niemcy stali w szeregu, a ona przechodząc między nimi myślała: "Żeby tylko nie dostać pejczem po twarzy".

Kiedy opuszczała Warszawę, była jesień. Właśnie wyciągnęli rannych z pociągu, usiedli na chwilę. Wszyscy zmęczeni, a ona zaczyna śpiewać.

- Co ci tak wesoło - pyta siedzący obok Stefan.

- Dzisiaj są moje urodziny - odpowiada, jest właśnie 8 października.

Nie wie dokładnie, ilu Żydów przewiozła w różne miejsca, ilu zawdzięcza jej życie.

- To byli rzetelni ludzie - mówi dzisiaj o nich pani Aniela.

Aptekarze z Jaremcza i ich córka Marylka. Doktor Gubiński. Człowiek, któremu towarzyszyła w podróży do krakowskiego getta, o charakterystycznym nosie zdradzającym wszystko. Owinęła mu twarz bandażem, wysoko - nikt nie rozpoznał w nim Żyda.

"Kto ratuje jedno życie, jakby świat cały ratował", a poniżej na dokumencie wydanym przez Radę Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata przy Instytucie Pamięci Narodowej Yad Vashem widnieje jej nazwisko. Podobnie jak na medalu z trzymającymi się dłońmi i drutami kolczastymi oplatającymi ziemię.

- Wtedy można przeżyć, kiedy ratuje się życie. Swoje czy innych - mówi, biorąc do ręki medal, który otrzymała w 1994 r.

Ostatni dzień wojny zastał ją już w Zabrzu. Przyjechała tu, bo ktoś powiedział: "Na Śląsku jest prąd i woda". Był piękny słoneczny dzień, szła ulicą Szczęść Boże, kiedy usłyszała syreny. Pierwsza myśl: nalot. Ale to był koniec wojny.

Ponownie wyszła za mąż. Odnalazła siostrę w Polsce. Udało jej się skontaktować z rodzicami we Lwowie. Dopiero wtedy, gdy wysłała kartkę z okazji 1 maja.

- Pamiętam dokładnie, była na niej uniesiona dłoń zaciśnięta w kułak - wspomina. - Wcześniej tamtejsza poczta poinformowała mnie, ża nasz dom nie istnieje, został zbombardowany.

Matka nigdy nie dostała pozwolenia na przekroczenie granicy. Zmarła z tęsknoty za Polską i dziećmi. Ojcu udało się wyjechać. Kiedy umierał, wyszeptał, że chce wrócić do domu. W trudnych latach 50., wbrew wszystkiemu, jego trumna dotarła do Lwowa.

Czasy, które nastąpiły nie sprzyjały AK-owskim wspomnieniom. Nie było jednak roku, aby pani Aniela nie odwiedziła Warszawy.

- Warszawa jest dla mnie jak dom - mówi. - Kto zna historię tylko z książek i filmów, może nie zrozumieć tego. Tylko to, co się przeżyło, naprawdę przylega do człowieka.

Mira Fiutak



Wasze komentarze:
 marzena aneta : 02.03.2025, 10:18
 Kto ratuje jedno życie dziękuję jakby cały świat ratował dziękuję,,Kto ratuje jedno życie jakby cały świat ratował "Boże Dobry Maryjo Jezusie kocham Was bardzo mocno proszę o miłość prawdę sprawiedliwość szczerość szacunek szczęście uczciwość ufność wiare zdrowie na całym świecie dziękuję modlitwa ma moc dziękuję nie ma modlitw nie wysłuchanych dziękuję modlitwa ma moc dziękuję modlitwa cuda czyni dziękuję miłość cuda czyni dziękuję nadzieja cuda czyni dziękuję pokora cuda czyni dziękuję sprawiedliwość cuda czyni dziękuję szczerość cuda czyni dziękuję szacunek cuda czyni dziękuję szczęście cuda czyni dziękuję uczciwość cuda czyni dziękuję ufność cuda czyni dziękuję wiara cuda czyni dziękuję wiara to pewność bez dowodu dziękuję wiara to droga którą docieramy do marzeń dziękuję marzenia się spełniają dziękuję spełniają się marzenia dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję
(1)


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Tomasza z AkwinuModlitwa do św. Tomasza z Akwinu

Litania do św. Tomasza z AkwinuLitania do św. Tomasza z Akwinu

Czy słuchać rodziców? - historia św. Tomasza z AkwinuCzy słuchać rodziców? - historia św. Tomasza z Akwinu Modlitwa do o bł. Juliana MaunoiraModlitwa do o bł. Juliana Maunoira

Modlitwa do bł. Mojżesza ToviniegoModlitwa do bł. Mojżesza Toviniego

Modlitwa do św. Kalinika z FrygiiModlitwa do św. Kalinika z Frygii

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej