Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Gdy wystarczać musi wzrok...

Kilkuosobowa grupka maluchów 4-, może 5-cioletnich oblega szczelnie swoją panią, usiłującą otworzyć drzwi mieszkanka tejże gromadki. Wtem zauważają kogoś obcego... Moment zawahania, który nie trwa nawet sekundy. Troje z nich uwalnia na chwilę swoją panią i z trudnym do odszyfrowania piskiem - krzykiem z roześmianymi buźkami biegną w moim kierunku. Teraz z kolei ja mam trzy "plastry" na sobie. Dwoje malców złożywszy rączki kiwa kilkakrotnie główką, a trzeci z nich gestem kciuka ułożonego równolegle do palca wskazującego na własnej szyi pokazuje koloratkę, wciąż niemiłosiernie krzycząc. Teraz zrozumiałem: "Kapłan!" "Kapłan!" - i też się cieszę.

- Jakie biedne te dzieci! - usłyszałem kiedyś - Nic nie słyszą...

To nie tak. Przecież żyją. Właśnie takie życie otrzymały i to jest ich skarb. W przeszłości bywało, że właśnie ten skarb, niemal dosłownie, zakopywano. Trudno było poradzić sobie z dzieckiem głuchym, o szkole nawet nie można było marzyć, więc najczęściej ukrywano nieszczęśników przed społecznością "normalnych".

Jedna z mam przyznała mi się niedawno: - Proszę księdza, gdy okazało się, że moje dziecko nie słyszy, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że nie będzie mówić, płakałam całymi dniami nad niemowlęciem, żywiąc ogromny żal do Pana Boga. Potem się jednak przyzwyczaiłam, zrozumiałam i pogodziłam. Dziś najbardziej kocham tego, który najmniej wyraźnie mówi "mama".

Od lat dziesięciu stykam się z głuchymi i zupełnie się nie dziwię słuchając niesłyszącego, który mówi. Najczęściej jednak posługują się oni wyłącznie migami, zupełnie nie wydając z siebie dźwięku. Szkoda. Ktoś nie przypilnował, zaniedbał, nie zmobilizował. Do I niedawna sam zupełnie nie wyobrażałem sobie pracy z małymi dziećmi nie- l słyszącymi. Jak nauczyć mowy malca, który nie ma pojęcia o dźwięku? Okazuje się, że są na to sposoby. Znają je nauczyciele z wejherowskiego przedszkola dla niesłyszących - placówki, która jako pierwsza w Polsce podjęła się tego zadania 42 lata temu. Poprzednie jej lokum było pałacem, ale raczej tylko z nazwy - zupełnie nie dostosowane do potrzeb dzieci, wymagające ogromnych remontów. Budynek, a właściwie budynki, w których od 4 lat mieści się wspomniane przedszkole, powstawało z myśląo XXI wieku. Pani dyrektor Wiesława Schroeder ma się czym pochwalić: każda grupa wiekowa, licząca 6-8 dzieci, zajmuje własny pawilon, na który składa się przedpokój, 2 sypialnie (dla chłopców i dla dziewcząt), sala zajęć, umywalnia, toalety. W obiekcie znajdują się też 2 sale gimnastyczne, basen z podgrzewaną wodą, gabinety do pracy indywidualnej, gabinet lekarski, estetyczna jadalnia i nowoczesna kuchnia.

Moją uwagę przyciąga solidne biurko - komputer, dar z Niemiec, ogromnej wartości, dla wejherowskiego przedszkola. To przyrząd audiometryczny do badania słuchu. Najważniejsi jednak - jak podkreśla pani dyrektor są ludzie. Kadra pedagogiczna zatrudniona w przedszkolu i internacie, to w 100 proc. surdopedagodzy, z co najmniej kilkuletnim stażem. Wspomagani są przez terapeutów, logopedów i psychologów. To ludzie o anielskiej cierpliwości i wielkim, oddanym (w cichości) sercu.

Jak dzieci trafiają do przedszkola? Najczęściej są kierowane przez Poradnie dla Dzieci z Wadami Słuchu. Choć było i tak, że państwo mieszkający kilkanaście kilometrów od Wejherowa, na specjalistycznych badaniach w Warszawie (!) dowiedzieli się, że powinni swoje dziecko umieścić w przedszkolu dla niesłyszących... w Wejherowie. Im wcześniej trafia tu dziecko, tym lepiej. Zwykle jest to przedział między 3 a 7 rokiem życia. Zdarza się, że są i starsze. Prawie zawsze są nieporadne, nie mówiące - ogólnie opóźnione w rozwoju. Najtrudniej jednak pracuje się z dziećmi ze sprzężonymi upośledzeniami, np. niesłyszące i dodatkowo upośledzone umysłowo, niesprawne ruchowo czy niedowidzące.

To prawda - przyznają wychowawcy-że dla samych dzieci lepiej byłoby, gdyby po zajęciach wracały do domu, ale ze względu na znaczne odległości jest to po prostu niemożliwe. One same zaś dopóki nie zorientują się, że rodzice co piątek zabierają je do domu, są trochę zagubione. Szybko jednak przywykają do siebie, do pań i nawet chętnie tu wracają.

Na sugestię dotyczącą integracji, pani dyrektor ciężko wzdycha: - To dobry pomysł, ale jak dotąd rzadko trafiają do nas stamtąd dzieci dobrze przygotowane. Rodzice wyjaśniają, że w przedszkolach masowych grupy są bardzo liczne, a nauczycielki nie mają możliwości ani wiedzy specjalistycznej, aby dobrze przygotować dzieci głuche do szkoły. Tu natomiast cały wysiłek kadry pedagogicznej nastawiony jest na rozwijanie mowy ustnej, aby ułatwić dzieciom kontakt z szerszym środowiskiem. Tu nie stosuje się mowy migowej(!) - tylko czytanie z ust i rozlepione niemalże wszędzie etykietki. Dzieci zaś same bardzo chętnie wykazują się swoimi osiągnięciami w kontakcie z dziećmi z przedszkoli dla słyszących. Podobnie jak one lubią jazdę na rowerze, wszelkie zabawy ruchowe, zabawy klockami, zwłaszcza lego, a uwielbiają wprost zabawę w wodzie w naszym krytym basenie.

Na mnie osobiście wielkie wrażenie zrobiły jasełka w wykonaniu niesłyszących przedszkolaków, które umiejętnie dzieliły swoją uwagę między akcją na scenie, a "dyrygującą" ich poczynaniami panią. Nawiasem mówiąc te zainteresowania sceniczne przenoszą się następnie na szkołę podstawową. W tym roku na przykład dzieci ze Szkoły Podstawowej dla Niesłyszących przygotowały fantastyczną inscenizację "Syna marnotrawnego", na potrzeby rekolekcji wielkopostnych. Dzieci to lubią. Chętnie występują przed własnymi rodzicami czy innymi gośćmi odwiedzającymi przedszkole. Wyżywają się zresztą nie tylko w teatrze - biorą udział w konkursach plastycznych a nawet tanecznych (!) i to z powodzeniem.

Dzieci szczególnie zdolne, po ukończeniu edukacji przedszkolnej, trafiają do szkół masowych i - jeśli mają dość samozaparcia - osiągają bardzo dobre wyniki.

Okazuje się, że to co wydawałoby się niemożliwe, na naszych oczach staje się faktem dzięki ogromnej cierpliwości i pracowitości ludzi spalających się dla tego dzieła. Do niedawna krążyły pogłoski o konieczności zamknięcia tejże placówki ze względu na duży koszt jej utrzymania. Starosta wejherowski tymczasem oficjalnie je zdementował. Czy na długo? Kroczący niż demograficzny uszczupla również liczbę dzieci niesłyszących. Ponadto: rodzice przywożący niegdyś swoje dzieci na północ, do Wejherowa, dosłownie z terenu całej Polski, teraz napotykają bariery ekonomiczne w postaci niezrozumiałych dla nich rozliczeń między województwami i zaczynają korzystać z eksperymentalnie powstających przedszkoli integracyjnych. Szkoda. Skoro tu są osiągnięcia... Myślę również o tych, którzy niekiedy blisko mieszkając, nie wiedzą gdzie kształcić swoje niesłyszące maleństwo. I dlatego ten głos - z konieczności - jest przyciszony.

Ks. ZENON PIPKA
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 21/99


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej