Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ten facet mnie denerwował

Dwa niewielkie pokoje, wynajmowane od niedołężnej, starszej pani. W pierwszym - rozłożona kanapa ze śpiącym czteroletnim Michałem i dwuletnią Zuzią. Obok łóżko piętrowe: pokład dolny - siedmioletni Jaś, na górze dziewięcioletni Szymon, jeszcze czyta przy nocnej lampce, mimo, że już prawie 22.00. Wycofuję się na palcach, żeby poznać się jeszcze z zawiniątkiem w dłoniach Ilony: jest to zupełnie nie śpiący, nastawiony bardzo towarzysko, trzymiesięczny Staś.

A więc naprawdę jest ich pięcioro.

Od 10 lat są małżeństwem, mają po 33 lata. Ilona zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Jacek jest dziennikarzem radiowym.

Elżbieta: Kiedy zapytałam Jacka o żonę, powiedział mi: "Moja żona jest święta". Wytłumaczcie się z tego określenia! Ilona: Ja z tym nie mam nic wspólnego! Niech Jacek się tłumaczy z tej herezji!

Jacek: Rzeczywiście, kiedy się poznaliśmy mocno się zastanawiałem, czy ona ma jakiekolwiek wady. Wydawała mi się uosobieniem dobra: cicha skromna, nieśmiała, pełna współczucia dla innych. Ja byłem jej zaprzeczeniem, zawsze uchodziłem za rogatą duszę. Wkrótce jednak okazało się, że życie z takim aniołem może być trudne do zniesienia. Ilonkę można było streścić w słowach "powinnam", a mnie w słowie "chcę". W efekcie mój anioł był pełen cichej pretensji, niezadowolenia z siebie, poczucia rezygnacji, której ja nie znoszę. Szczęśliwie po latach pozbył się tej fałszywej pokory: potrafi czasem wpaść we wściekłość, wrzasnąć, że czegoś chce i postawić mnie i resztę mężczyzn w domu na baczność.

I: Jacek też już od czasu do czasu rozumie, że coś powinien.

J: Przyznam że pierwsze dwa lata małżeństwa wspominam jako bardzo trudne, bo mamy zupełnie odmienne charaktery. Naprawdę nieraz myślałem, że tylko Bóg jest w stanie na co dzień podtrzymywać nasze małżeństwo. Naprawdę nieraz doświadczaliśmy cudu, kiedy On uzdalniał nas, żeby powiedzieć "przepraszam", albo wybaczyć po kolejnej awanturze, które wciąż się zdarzają. "O własnych siłach" już dawno byśmy się pozabijali.

E: Jak się poznaliście?

J: Poznałem Ilonkę w Lublinie na KUL-u. Byłem wtedy na pierwszym roku historii. Spotykałem ją w mieszkaniu studenckiego małżeństwa, z którym byłem zaprzyjaźniony. Nie zwróciłem na nią szczególnej uwagi. Zawsze gdzieś w cieniu, z jakąś bratanicą czy siostrzenicą na rękach. Potem spotkałem ją w trakcie egzaminów wstępnych, w których uczestniczyłem jako przedstawiciel samorządu studenckiego. Ilonka zdawała wtedy na pedagogikę. Zdała bez problemów, ale do dziś mi wypomina, że jej wtedy nie podpowiadałem.

I: Ten facet mnie denerwował! Kiedyś na stołówce była zbiórka kartek na obiad dla kogoś, kto przyjechał spoza Lublina. Wszyscy dawali, a on powiedział, że nie da, bo chce się sam najeść. Takim go zapamiętałam. Innym razem odwiedził moich przyjaciół, u których byłam gościem, a na zakończenie wizyty bezczelnie zaproponował mi, żebym odprowadziła go do autobusu!. Byłam zbulwersowana i oczywiście odmówiłam...

J: To prawda, ale trzeba przyznać, że już w miesiąc po naszej pierwszej randce zadałem Ilonie sondażowe pytanie, co by powiedziała gdybym poprosił ją o rękę.

E: ...I ...?

J: Odpowiedziała wymijająco, że zacznie się zastanawiać, kiedy rzeczywiście ja o to zapytam. Rok później udało mi się ją namówić na udział w kursie przedmałżeńskim, pod pretekstem, że jest prowadzony według nowej metody przez ciekawych wykładowców.

E: Bardzo sprytnie!

J: Ale na ślub musiałem czekać jeszcze przez półtora roku!

E: Zapewne wiele się amieniło po tych 10 latach. Widzę przypiętą na tablicy kartkę z dużą ilością zadań: naprawić klamkę w pokoju dzieci, uszczelnić okna, zrobić zakupy ...

J: To były zadania na poprzedni rok!

I: Niektóre z tych rzeczy można już odhaczyć, co jest dla mnie dużym osiągnięciem!

E: Czy dużo pracujesz?

J: Myślę że właśnie moja praca często staje się powodem konfliktów między nami, bo jestem pasjonatem i często spędzam w pracy więcej czasu niż potrzeba. Nawet jeśli nie jest związane z zarabianiem pieniędzy. Wtedy moja żona naprawdę może czuć się osamotniona. Przełomem było to, kiedy kilka lat temu postanowiłem stanowczo nie pracować w niedzielę. A wciąż jeszcze jest sporo do zmiany. Tym bardziej, że nasi najstarsi synowie mają 7 i 9 lat i rzeczywiście potrzebują mojej obecności.

E: Macie pięcioro dzieci, czy tak sobie postanowiliście?

I: Zanim się pobraliśmy, ja byłam naładowana ideałami. Marzyłam nawet, aby pracować po studiach w tzw. "wiosce dziecięcej", samotnie opiekując się gromadką adoptowanych dzieci. Wyobrażałam sobie, że będę opiekować się sierotami i stworzę dla nich dom.

J: Byłem przerażony jej marzeniami tego rodzaju.

I: Kiedy się pobraliśmy, kiedy przyszedł na świat Szymon, wszystkie ideały uległy weryfikacji. Były momenty, kiedy czułam, że to ponad moje siły. A przecież miałam tylko jedno dziecko. Dawne pomysły pracy z tabunem dzieci, powracały w formie sennych koszmarów.

E: Jak w takim razie możliwe, że macie teraz piątkę dzieci?

I: Bardzo ważne dla nas było to, że odnaleźliśmy swoje własne miejsce w Kościele we wspólnocie neokatechumenalnej i jako małżeństwo, jesteśmy wciąż formowani, wychowywani. To naprawdę wielkie oparcie. Coraz bardziej czuliśmy, że Bóg jest Kimś bardzo konkretnym, kogo obchodzą nasze problemy i trudności, kto się nami opiekuje. Myślę, że zawsze, jeśli człowiek się zbliża do Boga, jeśli odkrywa w Nim kochającego Ojca, ustępują różne lęki, które człowiek normalnie przeżywa.

E: Czego dotyczą te obawy?

I: Czy wystarczy nam pieniędzy na utrzymanie? Jak pogodzić pracę zawodową z obowiązkami domowymi? Co powiedzą ludzie, jak rodzina przyjmie wieść o kolejnym potomku? Gdzie będziemy mieszkać, czy będzie nas stać na wynajem?

J: Za każdym razem kiedy ma się nam urodzić dziecko, kiedy mogę być z Iloną w trakcie narodzin i potem już w domu z maluchem, przychodzi potem czas zmęczenia, przygniatającego poczucia odpowiedzialności, czasem bezradności. Wtedy na nowo rozpoczynamy rozmowę, czy trójka, czwórka czy piątka dzieci to nie dość. Ale zawsze do tej pory przychodził moment kiedy przychodziło pewne poczucie bezpieczeństwa w Bogu, że troszczy się o nasz byt, daje pieniądze każdego dnia. Naprawdę kocha. I ...

E: Chwileczkę, Bóg daje ci pieniądze?! Masz pieniądze, bo pracujesz.

J: Nie. Po pierwsze: Od 6 - 8 lat mam silne poczucie, że każdą kolejną pracę daje mi właśnie On. Często niezależnie od moich wysiłków lub wbrew nim. To właśnie tzw. "nieprzypadkowe przypadki". Po drugie: od czasu jak przestałem się zapożyczać w sytuacjach "kryzysowych" i zacząłem tę sprawę powierzać Jezusowi, teraz, gdy mamy w kieszeni ostatnie 10 groszy... On interweniuje naprawdę i pieniądze pojawiają się... Choć z pewnością Bóg nie chce, bym był nieodpowiedzialny i leżał do góry brzuchem. Ale pomaga.

E: Czy czujecie się szczęśliwi?

J: Przez wiele lat myślałem, że szczęściem jest odnieść sukces zawodowy, mieć furę pieniędzy, mnóstwo czasu na czytanie książek i chodzenie do kina, że szczęściem jest samorealizacja. I nadal o tym marzę. Ale doświadczyłem, że najważniejsza jest jedność w naszym małżeństwie. Jeśli sięgam po to wszystko i nie trzymam sztamy z Iloną - wtedy zero szans na szczęście. I jeszcze jedno: z każdym dzieckiem, które pojawia się w naszej rodzinie, z tym jak one rosną i zmieniają się, Pan Bóg zmienia moją definicję szczęścia.

I: Moim szczęściem na pewno jest rodzina. Chociaż to niekoniecznie jest sposób na szczęście dla wszystkich. Patentem na szczęście dla wszystkich jest po prostu być kochanym. Im bardziej czuję się kochana przez Boga, przez męża, przez dzieci, tym bardziej jestem szczęśliwa.

J: Zresztą wiele z tego o czym mówimy, zawdzięczamy innym małżeństwom, z którymi jesteśmy zaprzyjaźnieni, i które mają znacznie poważniejsze doświadczenia. Mają ośmioro, dziesięcioro dzieci i są normalni. Są szczęśliwi, mimo własnych wad, trudnych charakterów, czy braku pieniędzy, mają ufność w Bogu, Mając taki punkt odniesienia, spokojniej patrzę na własne życie. My naprawdę nie jesteśmy żadnymi bohaterami, raczej uczestniczymy w pewnej przygodzie, której autorem i motorem jest Bóg.

Rozmawiała Elżbieta Ruman


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. IreneuszaModlitwa do św. Ireneusza

Litania do św. IreneuszaLitania do św. Ireneusza

Ksiądz Bosko pamiętał o najbardziej zagrożonychKsiądz Bosko pamiętał o najbardziej zagrożonych

Dlaczego litować się nad kimś, kto nie miał litości?Dlaczego litować się nad kimś, kto nie miał litości?

Czy pierwsze przykazanie nie obowiązuje jeśli w kościołach są obrazy i rzeźby Jezusa, Maryi czy świętych?Czy pierwsze przykazanie nie obowiązuje jeśli w kościołach są obrazy i rzeźby Jezusa, Maryi czy świętych?

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej