Syn jest głuchy na moje prośby dotyczące jego stylu życiaProszę mi poradzić, co mam zrobić z moim dorosłym synem. Zaniedbuje czasem Kościół, chociaż inaczej go wychowałam. Nie podoba mi się to, że on i synowa okazują sobie za dużo czułości przy obcych ludziach i przy dzieciach. Moim zdaniem powinno to się ograniczać do małżeńskiej sypialni. Klnie i śmieje się, kiedy zwracam mu uwagę, że człowiek kulturalny i wykształcony nie powinien tak mówić. Jakby mi robił na złość! Okropnie się ubiera. Chociaż dba o mnie i opiekuje się mną, to jest głuchy na moje prośby dotyczące jego stylu życia. Mówi, że to jego życie i nie mam prawa zwracać mu uwagi. Przecież jestem jego matką! Zawsze będę miała do tego prawo! HelenaRaczej kochać, niż krytykowaćDroga Pani Heleno!Częściowo rozumiem Pani rozterki, gdyż też w pewien sposób wychowuję moich podopiecznych. Częściowo, ponieważ bronię się przed ingerowaniem w ich sprawy. Odzywam się wtedy, gdy zostanę poproszony o pomoc i radę. W przeciwnym przypadku zauważam, że wychodzę na intruza, personę non grata. Nie potrafię też do końca zrozumieć tej niezwykle silnej więzi matki i dziecka. Odnoszę jednak wrażenie, że w tych relacjach po prostu brakuje Pana Boga. Konkretnie świadomości w sercach wielu matek, że dziecko nie jest ich własnością! Macierzyństwo jest darem Boga i zadaniem, by dać życie i wychować, a nie by sterować całym życiem tego człowieka. To trudna sztuka - umieć w pewnym momencie nabrać dystansu. Serce matki, i nie tylko matki, boli wtedy, gdy dorosłe dziecko wybiera własną drogę życiową. Nie zawsze zgodną z naukami z dzieciństwa i marzeniami rodziców. Ma jednak do tego prawo, musi wypełnić swoje powołanie i sam zdać sprawę ze swojego życia przed Bogiem. Rodzice mogą mówić o tym, co im się nie podoba, ale nie powinni próbować wpływać na postępowanie swych dorosłych dzieci. Zresztą zwracanie uwagi dorosłemu dziecku porównać można z sianiem burzy. Więcej - podświadomie taka sytuacja może być odbierana jako brak miłości. Jeżeli Pani chce syna zmienić, to znaczy, że go Pani nie akceptuje, nie kocha. Domyślam się, że tak nie jest, ale syn może to tak odbierać. Przypuszczam, że Pani syn spotyka w swoim życiu dostatecznie wielu krytyków i sędziów i nie potrzebuje jeszcze jednego w osobie swojej matki. Prawdopodobnie ze wzruszeniem i radością przyjąłby słowa, że Pani go kocha i akceptuje takim, jaki jest. Więcej dobra Pani by tymi słowami zrobiła. Mam wrażenie, że czując wsparcie i akceptację z Pani strony zaniechałby wielu sztucznych działań na pokaz. Człowiek, który czuje się kochany, który wie, że nikt z bliskich nie chce go zmieniać, sam zacznie nad sobą pracować. Będzie się starał, by jego zachowanie było miłe i dobre dla jego otoczenia. Proszę się za niego modlić i pozwolić mu kierować własnym życiem. Więcej tym Pani osiągnie. Uwielbiam cytować przysłowie: "Więcej pszczół łapie się na łyżkę miodu, niż na beczkę octu". Proszę kierować się dobrocią, miłością i szacunkiem, a na pewno znajdzie Pani drogę do synowskiego serca i żadne uwagi nie będą już potrzebne. Ks. JAN
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |