Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Z jakich powodów dorastająca młodzież zaniedbuje Komunię Świętą?

Kiedy właściwie staję się chrześcijaninem? Czy wystarcza samo przyjęcie, sakramentu chrztu? Czy w momencie, w którym świadomie zaczynam wierzyć w Boga? Czy może wtedy, kiedy spełniam bardziej lub mniej regularnie praktyki religijne?

To nie są pytania teoretyczne. Pojawiają się w życiu każdego człowieka dokonującego refleksji nad swoją wiarą. Chrystus, wiedząc o tym, sam rozstrzygnął pytanie w sposób nie budzący wątpliwości: "Będziesz miłował Pana, Boga swego..." Fundamentem Nowego Prawa jest zatem przykazanie miłości Boga. Na poziom prawdziwego chrześcijaństwa wchodzę dopiero wtedy, kiedy między mną a Bogiem zaistnieje głęboka więź miłości. Nie bójmy się tego słowa mimo wszystkich osłabiających je skojarzeń. Nie chciejmy po prostu poprawiać Jezusa.

Łatwo mówić o miłości do Boga. Jak się jednak jej nauczyć? Jak ją zrozumieć? Problem nie jest tak skomplikowany, jakby można sądzić na pierwszy rzut oka. Każdą bowiem międzyosobową miłością rządzą te same prawa, a więc: poznanie, dialog, rozwój, obecność, niemożność zastąpienia przez inną osobę.

Miłość do Boga, tak jak i wzajemna miłość ludzi, może wzrastać lub maleć. Nie może zatrzymać się na pewnym etapie i trwać. Z istoty swej bowiem jest dynamiczna. Świadomy więc wybór chrześcijaństwa oznacza podjęcie nieustannej troski o wzrost miłości do Boga.

Miłość rozwija się jednak tylko dzięki obecności. Jeżeli zatem Jezusowi zależało na ludzkiej miłości, musiał z nami pozostać. Żaden z sakramentów nie wyraża tak bardzo tej obecności, jak Eucharystia. W żadnym bowiem nie spotykam, nie dotykam Boga równie bezpośrednio. Od Eucharystii zatem, jako od najpełniejszego SPOTKANIA z Bogiem, zależy całe moje chrześcijaństwo, skoro "obecność jest pokarmem miłości". Eucharystia właściwie umożliwia trwanie we mnie chrześcijaństwa. Zaniedbanie jej grozi straszliwymi skutkami w życiu religijnym człowieka. Ostatecznie bowiem Eucharystia jest spotkaniem z ukochanym Przyjacielem. Jeżeli więc ktoś nie traktuje właściwie Eucharystii, to chyba dlatego, ze tej podstawowej prawdy nigdy nie zrozumiał.

Nie ma chyba katechety, który nie stawiałby dzieciom przygotowującym się do I Komunii św. zasady "ile razy Msza Św., tyle razy i Komunia Św., jako idealnego wzorca uczestniczenia w Eucharystii. Z bólem obserwujemy potem stopniowe kruszenie się szeregów komunikujących. Pozostają nieliczne jednostki, dla których wspomniana zasada stanowi życiową regułę. Z jakich powodów dorastająca młodzież zaniedbuje Komunię Św.?

Tak się złożyło, ze niedawno przeprowadziłem ankietę anonimową wśród uczniów klas VIII na ten, między innymi, temat. Oprócz odpowiedzi "wstydzę się, bo uważają mnie za dewotkę", "mam grzechy" itp" najbardziej zdumiała mnie ogromna wprost ilość odpowiedzi (ponad 40%) typu "właściwie nie wiem dlaczego". Te odpowiedzi świadczą o tym, ze młodzież - ale chyba nie tylko młodzież - ciągle nie uświadamia sobie, iż Komunia św. jest spotkaniem z KIMŚ, Kto nas kocha i Kogo możemy kochać. Wynika z takich wypowiedzi również, że ciągle nie zdajemy sobie sprawy, iz zaniedbując Eucharystię, zaniedbujemy samą istotę naszego chrześcijaństwa: rozwój miłości do Boga. Gdyby bowiem w naszej świadomości Eucharystia była naprawdę spotkaniem z Przyjacielem, to czy nawet największe zmęczenie, najlepszy film albo zwykłe lenistwo mogłoby odciągnąć od tego spotkania?

Mówię czasem młodym ludziom: Wyobraź sobie, ze osoba przez ciebie kochana leży w szpitalu. Umówiłeś się z nią, że dwa razy w tygodniu będziesz ją odwiedzał. Częściej zresztą nie możesz, bo szpital jest zamknięty i lekarze zabraniają. Nadchodzi termin umówionego spotkania. Ta osoba juz wyczekuje twego nadejścia... Czy mimo westernu wyświetlanego w telewizji, pomimo miłych gości, którzy akurat cię odwiedzili, mimo usprawiedliwionego zmęczenia, nie pójdziesz na tamto spotkanie? Jeżeli nie - to wybacz - ale nie wierzę w waszą miłość. Z Eucharystią jest podobnie. Tyle, że ten, kto czeka, to nie człowiek, a Bóg...

Zwróćmy wreszcie uwagę na inny aspekt miłości: niezastąpioność. Mówimy często, że nie ma ludzi niezastąpionych. I jest to stwierdzenie słuszne w każdym wymiarze ludzkiego życia: w pracy, zdolnościach, zainteresowaniach... Niemniej istnieje jeden wyjątek: miłość. Wróćmy do przykładu z osobą ukochaną. Choćby tego dnia odwiedzili ją koledzy ze szkoły, z pracy, krewni, sąsiedzi - ona i tak będzie czekała na swego ukochanego (ą) i jego nieobecność dotkliwie odczuje. Równie niezastąpiony jest dla Boga każdy z nas. Miłość Boga bowiem tym różni się od naszej, że kocha On każdego z nas zupełnie inaczej, każdego z osobna w sposób najprawdziwszy i nieskończony. A zatem każda moja nieobecność jest wielkim - używając języka obrazowego - zranieniem Jego miłości.

W jakże piękny i niedościgły, choć zarazem bardzo prosty sposób przedstawił omówione tu aspekty miłości i przyjaźni Antoine de Saint-Exupery w Małym Księciu. Lis, którego Mały Książę spotkał w swej wędrówce po ziemi, każe się "oswoić", "stworzyć więzy", czyli nawiązać przyjaźń. Bez niej bowiem, tłumaczy lis "jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty także mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie (...). Jeśliby mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki (...). Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie! (...). Najlepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład o czwartej po, południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia!"

Ta niewielka i mądra książeczka wyraża całą, wielką teorię przyjaźni, miłości: niezastąpioność, jedyność i szczęście, które miłość wnosi w życie człowieka. Miłość decyduje o wygranej lub przegranej naszego życia. A cóż dopiero ta Miłość, która się nigdy nie skończy? Czy więc zdajemy sobie sprawę .z tego, co odrzucamy, zaniedbujemy, lekceważymy - gdy zaniedbujemy spotkanie z Jezusem w Komunii św.?

Jezus, zostając pod postacią chleba, czyniąc z Eucharystii znak swojej realnej obecności, dobrze znał ludzką naturę i jej nienasycenie w miłości. Człowiek bowiem zawsze pozostanie wrażliwy na miłość i będzie jej spragniony. Tu leży szansa czy tez siła Eucharystii, o ile w ogóle można tego rodzaju określeń używać w odniesieniu do Komunii św.

Nawiązując do uwagi podkreślającej, że Eucharystia jest znakiem jedności z Bogiem, ale i z ludźmi, chciałbym przytoczyć fragment wspomnień Matki Teresy z Kalkuty. Dotyczy on omawianego problemu: "Młoda dziewczyna przybyła do Indii, by wstąpić do Misjonarek Miłości. Mamy zasadę, zgodnie z którą nowo przybyli zaraz następnego dnia po przybyciu udają się do Domu dla Umierających. Powiedziałam tej dziewczynie: "Widziałaś w czasie Mszy Św., z jaką miłością i troską ojciec dotykał Jezusa ukrytego w Hostii. Czyń tak samo, gdy pójdziesz do Domu dla Umierających, bo znajdziesz tam tego samego Jezusa, który będzie ukryty w wycieńczonych ciałach naszych biednych". I poszła. Wróciła po trzech godzinach i powiedziała do mnie z uśmiechem, jakiego nigdy przedtem nie widziałam: "Matko, przez trzy godziny dotykałam Chrystusa". Spytałam: "Jak to robiłaś?" Odpowiedziała: "Kiedy tam przyszłam, przyniesiono człowieka, który przez dłuższy czas leżał w rynsztoku. Był poraniony, brudny, obsiadło go robactwo, oczyściłam go i wiem, że dotykałam Chrystusa".

Trzeba młodym ludziom, i nam wszystkim także, ciągle na nowo uświadamiać z KIM spotykamy się w Eucharystii i jak wiele w naszym życiu od tego spotkania zależy. Dlatego tez księdzu profesorowi Tarnowskiemu należą się gorące podziękowania, za poruszenie tej problematyki w ramach Nadzwyczajnej Sesji Domowej Rady Pedagogicznej. Słusznie bowiem można się spodziewać, ze w wyniku dyskusji, tak ciekawie zapoczątkowanej, wiele spraw zostanie wyjaśnionych i na nasze spotkanie z Przyjacielem w Eucharystii pójdziemy jeszcze radośniej i bardziej odpowiedzialnie.

Ks. Wiesław Mering
* Matka Teresa z Kalkuty, Droga miłości, s. 41-42.



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej