Nie bałam się. Po prostu chciałam tej spowiedzi, jak nigdy!Mnóstwo młodzieży zbliżyło się do celu, po drodze pełnej od duszącego kurzu. Można było nas wytrzepać na drągu, tak jak trzepie się dywany - stare, brudne i wietrzone tylko od "wielkiego święta".Dywan na trzepakuCzyż nie jesteśmy doskonałym przykładem takiego dywanu? A czy Lednica nie jest takim wielkim świętem? Na te dwa pytania możemy odpowiedzieć pozytywnie. Wielu z nas poszło na taki "trzepak" samemu. Ale jeszcze więcej po apelu o. Jana Góry: "Proszę, idźcie tutaj na tym polu do spowiedzi. Wiem, że jest wam ciężko w waszych parafiach - bo tam rzadko kto zwraca na was uwagę, ale tutaj jesteście najważniejsi! Dlatego proszę młodzież: niech idzie do spowiedzi; a księży: spowiadajcie jak najliczniej".Byłam już dawno po sakramencie pojednania, kiedy o. Góra wypowiadał te słowa. Dlatego widziałam poruszenie i emocje na twarzach młodych ludzi. Następstwem były kolejki do kapłanów, łzy i radość. Mnie samej było trudno, ale kiedy w naszym sektorze zobaczyłam samotnego księdza ze stułą, już wiedziałam, że to u niego będę "trzepana". Nie bałam się, nie drżałam - po prostu chciałam tej spowiedzi, jak nigdy! Kiedy już odeszłam, usłyszałam od kolegi: "Ale cię długo trzymał..." Lecz ja stwierdziłam, że "to nie ksiądz mnie długo trzymał, tylko ja jego!" Przytuliłam się do Kamila, bo powiedział: "Wiesz, zrobiłem ci zdjęcie". Upamiętni ono bardzo ważną chwilę w moim życiu "całkowitego oczyszczenia". Lecz to nie był koniec działania Bożej ręki nad nami. Po pięknie śpiewanej Koronce zaczął padać straszny deszcz... Wszystko mi zmokło... i... nagle przestało padać..., więc zdjęłam z siebie mokrą kurtkę i ...dopiero wtedy strasznie przylało! Rozpętała się burza. Poczułam jak strumienie wody obmywają moją twarz i dłonie. Jakieś niewidzialne ręce chwyciły moją duszę... słyszałam piosenkę: "...tylko orły szybują nad granią..." Już wiedziałam, że to Maryja - to Jej sprawka. Znowu chciała, abym była dobra i abym nauczyła się czysto kochać... Po tym zdarzeniu nie miało dla mnie znaczenia to, że z włosów mi kapało, a w butach chlupało! Tańczyłam, skakałam i śpiewałam dla Maryi. Po odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych znów zaświeciło delikatne słońce. Pomyślałam: "Maryja cieszy się ze swoich dzieci i delikatnie głaszcze je po głowach". Nocą przechodziłam pod lednicką rybą. Wtedy zobaczyłam, ile nas naprawdę jest. Całe mnóstwo migoczących świeczek nie gasło, bo wiatr już nie wiał tak mocno, deszcz przestał padać, a na niebie było całe morze gwiazdek. To było jedyne w swoim rodzaju "odnowienie Chrztu" z taką ilością wody na naszych grzesznych umysłach i ciałach. Dziękuję Maryi za ten deszcz, bo uświadomił mi on, jak bardzo potrzebowałam dobrego wytrzepania i totalnego zmycia brudów codzienności. Moje serducho coraz bardziej się cieszy i kocha, i wyznaje taką zasadę: L.E.D.N.I.C.A. - czyli: Ludzie Ewangelii Daleko Nieście Imię Chrystusa. Amen! Kaja S.
Rycerz Niepokalanej - wrzesień 2005
|
| [ Strona główna ] |
|