Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wróciłam do żywych

Mam na imię Mariola. Mam 30 lat, wspaniałego, kochającego męża, dwie śliczne córeczki, dużą rodzinę, na którą mogę liczyć. Jesteśmy osiem lat po ślubie, przed ślubem spotykaliśmy się także osiem lat. Budujemy wymarzony dom. Mąż ma dobrą, stałą pracę. Ja wyjeżdżam raz na kilka lat za granicę, by nieco podreperować budżet. 19 sierpnia 2008 r. około godz. 18.00 telefon. Wiadomość: Marek się utopił. Pierwsze myśli: - Co za bzdura? Głupi żart! Nieporozumienie! Byłam w pracy. Wrzeszczałam na swoją szefową - Kto dzwoni z taką wiadomością! ? To nieprawda. Nie wierzę. Boże, o co chodzi? Nie! Nie! Nie! Następne myśli: - Boże! Już nas rozdzieliłeś. Dlaczego? Za co taka kara!? Mamy małe dzieci! Dom w budowie! Właśnie rozkręciliśmy działalność! Jadąc do domu jeszcze miałam nadzieję, że ktoś powie: to nieprawda, żart albo udało się go uratować. Niestety... Nikt tak nie powiedział. To była prawda. Najbardziej gorzka, bolesna prawda, jaką kiedykolwiek usłyszałam.

Kiedy się dowiedziałam o śmierci mojego męża umarłam razem z nim. I to nie przez to, że byłam na prochach i nic nie pamiętam. Nie dlatego, że inni podejmowali decyzje za mnie, bo nie byłam w stanie myśleć. Nie dlatego, że już nic mnie nie obchodziło. Ale dlatego, że 'dla mnie życie się skończyło, nie miało sensu. Wszystko co miałam, do czego dążyłam stało się nieważne.

Po kilku najgorszych dniach w moim życiu przyszedł czas na pogrzeb. Piękny pogrzeb, z mnóstwem ludzi. Mąż był cudownym człowiekiem, kochał ludzi, nigdy nie odmówił pomocy, koleżeński, uczynny, odważny, dobrze wychowany, nie raz uratował ludzkie życie. Był strażakiem, został pośmiertnie odznaczony złotym medalem za zasługi. I co z tego!? Ja już go nie mam i nigdy nie będę miała! Wszyscy mówili, że muszę być silna, są dzieci, Bóg tak chciał, zabrał Marka - był TAM potrzebny. Tak, oczywiście - zgadzałam się. Pochodzę z wierzącej, pobożnej rodziny, modlimy się wspólnie każdego dnia, chodzimy do kościoła. Jeżeli Bóg tak chciał, niech tak będzie.

W sercu jednak czułam zupełnie coś innego. Jeżeli Bóg zabrał mi Marka, to nie mam Go już o co prosić. Niech "nie wchodzi" do mojego domu, bo znowu mi kogoś zabierze. Po co mi TAKI Bóg! Czułam ogromny żal. Chodziłam na Msze św. Modliłam się za Marka. Ale to dziwne uczucie modlić się do Boga, który mnie skrzywdził. Rozbił moją rodzinę. Sprawił, że dzieci nie mają ojca. Czułam pustkę. Co z nami będzie? Jak sobie poradzę? Przecież Boga nie mogę o nic prosić.

Przez miesiąc, jeżdżąc z aktem zgonu Marka, załatwiłam mnóstwo spraw. Wiedziałam jedno - muszę jakoś wyglądać, nie pokażę nikomu że cierpię, że sobie nie radzę. Wszystko jest ok. Jak zapomnę, nie będę płakać - wszystko wróci do normy. Zapisałam się na gimnastykę, jeździłam na zakupy. Hałas wypełniał pustkę, którą miałam w środku. Chciałam ją zagłuszyć. Ale nie potrafiłam siebie oszukiwać, to było silniejsze ode mnie. Nienawidziłam małżeństw, które przechodziły obok mnie i śmiały się. Nie mogłam chodzić na cmentarz, tam szczególnie czułam bezsens życia. Nienawidziłam Boga. Złościłam się na Marka, że mnie zostawił. Słowem: w sercu i w głowie "kocioł". Marek w grobie! To straszne. Niedawno tak blisko, a teraz nieosiągalny. Nie przytuli mnie, nie zadzwoni, nie opowiem mu już nic, a był wspaniałym słuchaczem. Nikt mnie nie rozumiał. Ludzie oczekiwali ode mnie rzeczy, o których nie byłam w stanie myśleć. Przestałam płakać. Zaczęłam myśleć, że muszę przestać kochać. Myślałam, że zwariowałam. I tak parę miesięcy.

Mieszkam w Licheniu. Zawsze wiedziałam, że to miejsce nie tylko piękne krajobrazowo, ale też wyjątkowe dla ducha. Od koleżanki dowiedziałam się o rekolekcjach "Jak przeżyć żałobę?". Powiedziała mi: - Musisz spróbować! Pomyślałam: to będzie przełom, ktoś mi pomoże, dadzą receptę na życie a może wrócą mi Marka? Coś na pewno się zmieni. Jednak gdy nadszedł termin zwątpiłam:

- Po co to? Kto może wiedzieć, co ja czuję? Co oni mogą? Nikogo tam nie znam...

Ale spakowałam się i zgłosiłam. Na spotkaniu już po chwili chciałam zrezygnować, ale moja uparta koleżanka nie pozwoliła mi. Powtarzała:

- Tylko spróbuj, zostań, a może... Dzisiaj wiem, że te rekolekcje, to co zrozumiałam podczas nich, to najlepsze co mnie spotkało po śmierci Marka. Niby nic takiego, a tak wiele się zmieniło: moje myślenie, postawa wobec Boga, wiary, Kościoła, moich bliskich, samej siebie.

Dowiedziałam się, że nie ucieknę przed żałobą - choćbym wyjechała na koniec świata. Żałobę trzeba PRZEŻYĆ. Powiedziano mi, że mogę płakać: kiedy jest mi smutno, kiedy najbardziej brakuje mi męża, zawsze kiedy czuję ból. Do tej pory mówiono mi: -Niepłacz, Marek by tego nie chciał! Jakie to było okropne! Jak mam nie płakać?! Dowiedziałam się, że wcale nie muszę być silna, że nie zwariowałam, że to normalne. Straciłam tak bliską osobę, że nie zapomnę ot, tak sobie. A co najważniejsze, wiem, że Bóg mnie kocha, że jest miłością, dobrocią. Bóg nie chciał śmierci Marka - tak się po prostu stało. Na ziemi jest cierpienie, jest śmierć, są wypadki, ale one nie są od Boga. Bóg daje życie, nie śmierć. Bóg śmierci nie uczynił, ona po prostu jest, tylko my o tym zapominamy. Teraz wiem, że nie zostałam sama. Wiem, że Bóg jest ze mną. Mogę mu wszystko ofiarować: moje cierpienie, tęsknoty, obawy, troski, dzieci, które mam, a On mi pomoże. Wiem, że wszystko co było dobre w moim życiu jest od Boga. Wiem, że nie można liczyć tylko na siebie, a tak do tej pory było. Dziękowałam Bogu, ale tak naprawdę w sercu czułam, że to my z Markiem na wszystko pracowaliśmy, że to ja urodziłam zdrowe dzieci. Nie! Nasze życie było błogosławione przez Boga. Za wszystko mogę Mu dziękować i jeszcze o wiele rzeczy mogę prosić. I choć już nie ma Marka, Bóg jest ze mną. Przecież powiedział "nie opuszczę Cię ani pozostawię" (Hbr 13,5). Ten fragment Pisma Świętego znalazłam w portfelu Marka.

I tak będzie. Wiem, że nie mogę zapominać o Bogu, codziennie będę zapraszać Go do swojego domu, serca, życia. Mam wspaniałych rodziców, kochane córki, rodzeństwo. Żyję, oddycham. Jestem wśród żywych i wiem, że Bóg da mi siły - będę Go o to prosić.

Dziękuję za ućzestnictwo w tych rekolekcjach. Dziękuję Panu Bogu. Dziękuję mojej przyjaciółce. Dziękuję prowadzącym.

Mariola z Lichenia

Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 9, wiosna 2009


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej