Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Bóg dał mi siłe, aby przebaczyć

     Być dobrym dziś nie jest łatwo, a nawet niebezpiecznie. Doświadczyła tego na sobie Maria Loley. Ale właśnie w takich ludziach objawia się nam najprościej Bóg, który jest Miłością.

     Maria Loley urodziła się w 1924 r. w Poysdorf w Austrii (Niederosterreich). Tam też się wychowała. Oboje rodzice byli bardzo pobożni i w głębokiej wierze starali się wychować swoje dzieci. Mieli niewielkie gospodarstwo. Ojciec dorabiał też jako robotnik w miejscowej hurtowni. W czasie wojny został wywieziony na przymusowe roboty poza granice Austrii. Władze nazistowskie zabroniły jego pięciorgu dzieciom ukończenie wyższych studiów. Nie byli prawomyślni. Maria pracowała jako pomoc domowa. Gdy wojna dobiegła końca zaczęła się prawdziwa wędrówka ludów. Wygnańcy i byli więźniowie wracali do ojczyzny, inni szukali schronienia w Austrii z przyczyn politycznych. Tyfus i biegunka robiły straszliwe spustoszenia wśród nich. Setki wygnańców dotarło do Poysdorf. Maria, która ukończyła kurs pielęgniarski Czerwonego Krzyża, razem z innymi zaopiekowała się chorymi i umierającymi. Tu zetknęła się bezpośrednio z ludzkim cierpieniem. Parę tygodni potem udała się do Wiednia, gdzie zaczęła naukę w szkole dla opiekunów społecznych. Tutaj zachorowała na tyfus. Po odzyskaniu zdrowia chciała w Wiedniu wstąpić do klasztoru. Nie przyjęto jej jednak ze względu na zdrowie. Postanawia wtedy poświęcić swe życie Bogu żyjąc w świecie i służąc ludziom potrzebującym. Nie założy rodziny. Kontynuuje zaczęte studia.

     Po uzyskaniu dyplomu podejmuje pracę w obozie dla uchodźców z Jugosławii w Steiermark. Możliwości pomocy było mało, a potrzeb wiele. Tysiące ludzi tłoczyło się w barakach. Praca była trudna. Maria uruchamia akcje dobroczynności, mobilizuje ludzi do pomocy. Przez to naraża się resztkom nazistów działających w ukryciu, którzy postanowili zlikwidować tę placówkę Caritasu i Marię. Aby ratować życie przenosi się do Salzburga. Będzie tam pracować do 1959 r. Gdy ojciec dostał zawału serca, wraca w rodzinne strony. Do 1975 r. będzie pracować w Mistelbach jako opiekun społeczny trudnej i zagrożonej młodzieży.

     Dzięki jej inicjatywie w 1976 r. powstaje kilka nowych projektów opieki społecznej. Przede wszystkim opieka nad ludźmi psychicznie chorymi poza szpitalem, w ich domu, następnie poradnia rodzinna i opieka domowa dla ludzi starszych i chorych. Sama skromnie przyznaje, że akcje te nie są jej wymysłem a raczej odpowiedzią na potrzeby ludzkie. Mordercza praca wyczerpuje serce. Maria musi w 1979 r. zrezygnować z pracy urzędowej. Choć jest chora, nie może obojętnie patrzeć na nędzę i cierpienie ludzi. Są to czasy stanu wojennego w Polsce, brak środków żywności, odzieży i leków... Zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, jak wielkiej pomocy potrzebują ludzie w Polsce. Pojechaliśmy tam i osobiście przekonaliśmy się, jaka bieda panuje w całym kraju. Sumienie nie pozwoliło nam przymknąć na to oczu. Urządziliśmy małą zbiórkę i zaczęliśmy się rozglądać za jakimś autem ciężarowym. Okazało się, że akcja ta znalazła wielkie uznanie wśród społeczeństwa. Osobiście byłam w Polsce z rzeczami 23 razy. Czesi nie pozwolili jej na tranzyt. Wtedy zmobilizowała polskie środki lokomocji. W sumie zorganizowała 56 transportów.

     W tym czasie opiekuje się przez 6 lat chorą matką. Ostatni transport do Polski zbiegł się ze śmiercią matki. Teraz rada parafialna w Poysdorf poprosiła ją o opiekę nad emigrantami, którzy szukali pracy w Austrii. "Byli to przeważnie ludzie z północnej Bośni. Gdy w 1992 r. wybuchła tam wojna, do Austrii napływają gromadnie rodziny pracujących w Austrii Bośniaków. Maria zorganizuje dla nich punkty zatrzymania i utrzymanie. Sama wspomina: Wędrowaliśmy po całym kraju szukając dla nich mieszkań, odzieży, żywności, a także szukaliśmy współpracowników. Kościół oddał nam wszystkie wolne budynki do dyspozycji. Rozmieściliśmy rodziny przybyszów w okolicznych wioskach i zmobilizowaliśmy mieszkańców do opieki nad nimi. Takie postępowanie było najbardziej ludzkie, oszczędne i integrowało ludzi. Maria uważała, że każdy współpracownik powinien zdawać sobie sprawę z losu emigranta. Być uchodźcą z własnej ojczyzny to najgorszy los człowieka. Trzeba uświadomić sobie, co taki człowiek potrzebuje, aby żyć, a nie to, co można mu dać. Uważała też, że razem z pomocą materialną musi iść w parze życzliwość.

     Pomoc dla bośniackich uchodźców funkcjonowała tak dobrze, że ONZ przyznało Marii i jej współpracownikom nagrodę w wysokości 100.000 szylingów. Sukces łączy się jednak z pierwszymi przejawami nienawiści. Nadchodzą listy z pogróżkami. W prasie ukazują się artykuły szkalujące. Przygasa życzliwość dla uchodźców. Marii i jej współpracownikom grozi się podpaleniem mieszkań, a nawet atakami na życie. Nie osłabia to jednak jej działania na rzecz uchodźców.

     Wtedy nadszedł tragiczny dzień 16 października 1995 r. Maria stała się ofiarą listu - bomby. Bóg przygotowywał ją na~to: Już na kilka miesięcy przed tym wydarzeniem przy czytaniu Pisma św. znalazłam w Liście do Hebrajczyków zdanie, które mnie szczególnie uderzyło: "Nie opuszczę cię ani pozostawię" (Hbr 13,5). Utkwiło mi głęboko w pamięci i nieustannie powracałam do niego w lekturze Słowa Bożego. Wiedziałam, że Bóg mnie nie opuści.

     Zwykle listy otwieram w domu. Tego dnia, gdy otwierałam na poczcie moją skrytkę pocztową, czułam, że powinnam list otworzyć tu, na miejscu. Co by się ze mną stało, gdybym go otworzyła w pokoju, gdzie jestem sama?

     Gdy bomba ukryta w liście eksplodowała przy otwieraniu koperty, Maria Loley przeżyła piekło. Takiego bólu nie czuła nigdy. Półprzytomna czekając na operację powtarzałam werset psalmu 90, 15: "Będę z nim w utrapieniu". Byłam gotowa na śmierć.

     Gdy odzyskała świadomość, w pokoju tłoczyli się dziennikarze i policjanci. Pytano, kogo podejrzewa o zamach. Uświadomiłam sobie, że nie zdradzę zamachowca. Przebaczam mu. Powiedziałam, że nie gniewam się na sprawcę zamachu. Chciałam przez to powiedzieć, że przebaczam.

     Każdy kto zetknął się z Marią Loley rozumie, że słowa te wypłynęły z głębi jej serca. Jest to człowiek, który naprawdę nie potrafi się na nikogo gniewać. Po przebaczeniu poczuła bliskość Boga. Zrozumiałam, że spiralę nienawiści mogę przerwać tylko przebaczając. Tylko przebaczenie uzdalnia do pokonania nienawiści.

     To poczucie bliskości Boga były jej potrzebne w dniach po wypadku. Były oczywiście słowa współczucia i uznania, ale równocześnie dostaje listy z dalszymi pogróżkami, kipiące nienawiścią, złośliwe, pełne pogardy. Mimo tego wszystkiego Maria ani razu nie pomyślała, by zaprzestać czynić dobro, opiekować się ludźmi potrzebującymi pomocy..

     Sytuacja w domu staje się nie do zniesienia. Ona, która pomogła tylu ludziom znaleźć dom, kawałek chleba, pracę, nowych przyjaciół, musi opuścić własny dom. Przenosi się w styczniu 1996 r. do Wiednia. Zmiana miejsca zamieszkania nie oznacza zerwania z pracą społeczną. Krótko po przybyciu spotyka zrozpaczonego obcokrajowca. Pomaga mu, a po nim prosi ją o pomoc stu innych. Zgłaszają się o pomoc zresztą nie tylko obcokrajowcy. Cechą szczególną naszych czasów jest strach, niepewność jutra, brak nadziei i ciepła ludzkiej życzliwości. Dlatego ludzie szukają słów pociechy, zrozumienia, rady i życzliwości u tej dobrej jak matka kobiety.

     Maria Loley opowiada o 23-letniej kobiecie, która we własnej ojczyźnie wbrew swej woli została matką i z dzieckiem zbiegła do Austrii. Dla rodziców i społeczności wioskowej była wyrzutkiem społeczeństwa nie godnym żyć. Gdyby pozostała w domu, prawdopodobnie straciłaby życie. Potwierdzają to listy z domu. Dwa razy odrzucono jej prośbę o azyl. Była bez pracy i bez zasiłku. Wspierała ją tylko Maria Loley i Caritas. Kobieta ta przeżywa w tej sytuacji stany depresji. Żyje w obcym środowisku. Potrzebuje trochę serca i znajduje je u Marii. Takich przypadków jest setki.

     Skąd Maria czerpie siły? Wiem, że służę Boguijest to dla mnie decydujące. Bóg działa. Ja tylko służę. On ma wszystko w swoim ręku. On wie, że wszystkiemu nie podołam, wie też, że jestem słaba. Sama żyjąc w serdecznej zażyłości z Bogiem, stara się też napotkanym ludziom w sytuacjach bez wyjścia uświadomić, że mimo wszystko są kochani. Bóg ich kocha. Łatwo to rozumieją, bo kocha ich także sercem czułym i wrażliwym Maria Loley.

     (por. "Yision 2000" 4/97, s. 12-13)

ks. Stanisław Szmidt


   

Różaniec Różaniec
abp Grzegorz Ryś
Jeśli szukasz głębokich rozważań tajemnic różańcowych, dobrze trafiłeś. Przedstawiamy Ci osobiste, oparte na słowie Bożym rozważania abp. Grzegorza Rysia. Myśli duchownego skupiają się tutaj wokół poszczególnych tajemnic czterech części Różańca.... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej