Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Lekarz - apostoł

     Dr Sylwester Krcmery urodził się w środkowej Słowacji. Tam też wraz z czworgiem rodzeństwa wychowywał się. Rodzice byli katolikami, ale Sylwester nie był zbyt pobożny, był tylko takim "niedzielnym katolikiem". Dopiero znacznie później dzięki przyjaciołom włączył się w rekolekcje dla młodzieży i przeżył nawrócenie. Było to przed maturą. W czasie wojny rodzice przenieśli się do Bratysławy. Tutaj też zaczął Sylwester studia medyczne. W 1943 r. poznał tu o. Kolakovica, duszpasterza studentów. Był to człowiek Boży, charyzmatyk (tak nazywa go dr Krcmery), który starał się nauczyć młodzież studencką nowego spojrzenia na Kościół, na wiarę, a przede wszystkim chciał wychować tych młodych ludzi na apostołów, zaangażowanych laików.

     Po wojnie kontynuował studia w Pradze. Tutaj też zaczął wcielać w życie to, czego nauczył się w Bratysławie: stara się być aktywny religijnie. Tworzy wśród kolegów "Kręgi Biblijne". Tym razem jest to niebezpieczne. Po przejęciu władzy przez komunistów zaczyna się prawdziwe prześladowanie chrześcijan. W 1948 r. zlikwidowano prasę katolicką i zakony, a w 1950 r. rozprawiono się z duchowieństwem. Powstały "klasztory koncentracyjne", gdzie zmasowano zakonników i "niebezpiecznych" księży.

     Krcmery jest najpierw asystentem profesora przy katedrze chorób skórnych. Pracuje w klinice Akademii Medycznej. Karierę przerywa mu powołanie do wojska. Tutaj zostaje aresztowany za "szpiegostwo i zdradę państwa". Powodem aresztowania są kontakty z księżmi. Władze traktują wszystkich księży jako agentów państwa watykańskiego. Trzy lata spędza w areszcie śledczym. Gdy wreszcie wytoczono mu proces, otrzymał 14 lat więzienia.

     Także i tam uczestniczyliśmy potajemnie w Eucharystii. Początkowo odprawiali nam mszę wspólnie z nami uwięzieni księża. Później, gdy ich odłączono, celebrowali nam mszę księża tajnie wyświęceni. Zresztą przygotowywaliśmy się na ewentualne uwięzienie, ucząc się na pamięć każdy jednej Ewangelii. Dzięki temu skarbowi udało nam się przeżyć więzienie. Tekst Ewangelii przepisywaliśmy na papierze toaletowym i przekazywaliśmy dalej. Więzienie było doskonałą szkoła apostolatu. Dzięki naszej aktywności nawróciło się wielu ludzi. Piękne było to, że apostołami byli właśnie ludzie świeccy. Był to najbardziej owocny okres w moim życiu. Dziś mogę powiedzieć, że więzienie było dla mnie łaską. Dlatego też nie gniewam się na moich prześladowców i przebaczam im z serca.

     Ludzie niewierzący załamywali się już w pierwszych dniach śledztwa. Zresztą służyło temu tzw. "pranie mózgu". Chodziło o to, aby ludzi złamać i wykończyć nerwowo poprzez izolację, dręczenie, zastraszenie. Kto miał za sobą przynajmniej jedną próbę samobójstwa, był "dojrzały" do publicznego procesu. Taki człowiek przyznawał się do wszystkiego i na wszystko się godził. Oczywiście i my chrześcijanie baliśmy się, ale nie można było nas zupełnie izolować: umieliśmy się modlić, rozmyślać. Izolatka była okazją do pogłębienia życia duchowego. Było to swego rodzaju "ogołocenie wewnętrzne". To już w więzieniu zaczęła się odnowa. Wielu ludzi stojących z dala lub tylko luźno związanych z Kościołem, nawróciło się. Przybywało ciągle konwertytów. Trzeba było ich katechizować. To był naprawdę bardzo owocny czas dla Kościoła.

     W 1964 r. zostaje zwolniony z więzienia, ale nie mógł wrócić na dawne miejsce pracy. Zaproponowano mu pracę w radiologii. Nikt nie chciał tam pracować. Przestawia się zatem i po paru latach zostaje nawet ordynatorem oddziału.

     W 1964 r. wypuszczono mnie po 13 latach z więzienia. Gdy poszedłem w Bratysławie do kościoła i zobaczyłem parę starszych pań i puste ławki, rozpłakałem się. Katolicy z przekonania byli przeważnie w więzieniach. Nie było komu apostołować. Dopiero gdy w latach 60. i 70. zaczęto ich wypuszczać z więzienia, sytuacja się zmieniła. Pod koniec lat 70. i w latach 80. kościoły znów zaczęły się napełniać. Zarówno w więzieniu jak i potem na wolności uważaliśmy, że trzeba być misjonarzem. Każdy, kto pogłębił w sobie wiarę i przeżył radosną bliskość Boga, chciał się swoim doświadczeniem dzielić z innymi. Zaczęły powstawać kilkuosobowe kręgi pogłębiania wiary. Właśnie dzięki tym grupom przetrwała wiara w czasie prześladowania. Te grupu stały się potem bardzo dynamiczne. Tak było zresztą w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Zaczęliśmy pozyskiwać dla Boga poszczególnych ludzi z otoczenia. W czasie prześladowania grupy te były bardzo małe: 3 do 4 osób. Potem zwiększyły się do 10 osób. Większe grupy nie zdawały egzaminu. Nie było można nawiązać osobistego kontaktu z każdym. Chodziło nam nie tylko o pogłębienie wiedzy religijnej, ale też o pogłębienie modlitwy i pracy nad sobą, a także przygotowanie do apostolstwa.

     Głównym inicjatorem tego rodzaju pracy w grupach był właśnie dr Sylwester Krcmery. Pracowano nie tylko ze starszymi. Powstawały kręgi wiary wśród dzieci, młodzieży. Urządzano dla nich wycieczki, rekolekcje, obozy w czasie ferii...

     Czy nie wiązało się to z pewnym ryzykiem, niebezpieczeństwem? Oczywiście młodzież i dzieci nie mogły manifestować swojej wiary. Kto pojawił się w kościele, nie miał szans na przyjęcie do szkoły wyższej. Także nasze obozy nie były jawne. Trzeba było młodzież przygotowywać na spotkania z policją, jak odpowiadać na pytania i jak zachować się w czasie rewizji w domu. Dłuższy czas udawało nam się wymknąć spod ich kontroli, potem ruch ten stał się tak powszechny i znany także na Zachodzie, że policja za bardzo ingerować nie mogła. Bano się rozgłosu, że katolicy są prześladowani. Dużą rolę tutaj odegrał też sam Papież. Od początku stanął po stronie "Kościoła milczenia" (który praktycznie powiedział więcej niż Kościół na Zachodzie).

     Z czasem zaczęła rosnąć liczba ludzi wierzących, ludzie wyzbywali się strachu.

     Trzeba też powiedzieć, że opozycja na Słowacji od początku miała charakter religijny.

     Działalność apostolska dra Krcmery nie ukryła się przed bacznym okiem policji. Pozbawiono go zatem stanowiska ordynatora. Wprawdzie odniósł się do sądu pracy i sprawę wygrał, może dlatego, że zainteresował się tym mocno Zachód, ale na stanowisko jednak nie wrócił. Wypłacono mu należną pensję i do emerytury pozostał zwykłym lekarzem.

     Zmiany, jakie zaszły w ostatnich czasach i uzyskanie wolności przez Kościół cieszą go bardzo. Nie trzeba się bać szpicli, podsłuchiwania, rewizji... Spodziewamy się, że w dalszym ciągu będzie działać łaska Boża, bo nie zależy to tylko od naszych ludzkich wysiłków. W gruncie rzeczy zależy wszystko od nieustannego procesu nawracania się. Perspektywy są dobre. Od 40 lat działam w apostolacie ludzi świeckich i nigdy nie przeżyłem tylu nawróceń, co w ostatnich latach.

     Oczywiście nie wszystko jest w porządku. Mamy do rozwiązania całą górę problemów. Są one konsekwencją błędnych dróg, na jakie wprowadzono społeczeństwo w minionych 40 latach: materializm, konsumizm, seks i cała fala sekt, które napływają z Zachodu. To są zagrożenia. Jesteśmy bardzo wdzięczni Zachodowi za poparcie nas w czasie prześladowania i za informacje, jakie różnymi drogami do nas wówczas docierały. Dziś muszę się przyznać, że Zachód nas szokuje swoim stosunkiem do Papieża, do Kościoła. W tamtych trudnych czasach uratowała nas jedność z Kościołem, z Papieżem i nabożeństwo do Matki Bożej. Byłoby bardzo źle, gdyby kontakt z Zachodem miał to wszystko zburzyć.

     Trzeba też trzeźwo stwierdzić, że teraz będziemy mieli więcej problemów niż w czasie komunizmu. Prześladowanie jednoczyło nas. Teraz się to zmieniło. Jedno jednak wiemy: Ewangelia ma tę samą moc, co przed 2000 lat. Musimy ciągle pytać, czy jesteśmy otwarci na tę moc, jak Kościół w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

     Przejście na emeryturę nie zwolniło młodzieńczej aktywności dra Krcmery. Ciągle gromadzą się wokół niego młodzi, poszukujący ludzie. Dobroć i spokój tego starca maja dziwną moc przyciągania. Zrodziły ją lata cierpienia i odwaga. Ten człowiek także dziś promieniuje na ludzi swoją głęboką wiarą.

     (por. "Yision 2000", 3/90, s. 10-11)

ks. Stanisław Szmidt


   

Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba
o. Adam Szustak OP
To konferencja, która całkowicie odrzuca w kąt starotestamentalną zasadę handlowania z Panem Bogiem. O. Adam Szustak na pierwszy plan wysuwa tutaj to, co mamy najcenniejsze, czyli... naszą relację z Bogiem, opartą na wolności. Żeby Ci to pokazać, o. Adam Szustak sięga po historię Hioba i... niemal odwraca ją do góry nogami, ukazując nieznane dotąd spojrzenie. ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej