Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Z podziemia religijnego do parlamentu

     Frantiśek Miklośko urodził się w 1947 r. w słowackiej Nitrze jako najmłodszy z czworga dzieci. Rodzice byli profesorami. Wiedzę i stanowisko łączyli z głęboką religijnością. Właśnie rodzicom, a szczególnie pobożnej matce zawdzięcza swe religijne przekonania i światopogląd, ale też i radosne spojrzenie na życie i świat. Do ukończenia szkoły średniej mieszkał na wsi. Uważa, że dzisiejsza młodzież ma nieco inne problemy niż on wówczas. Z szelmowskim uśmiechem wspomina: Dziś młodzi uśmiechają się z powątpiewaniem, gdy opowiadam, że jeszcze jako czternastoletni chłopak wierzyłem w bociany. Do matury sprawy te mnie naprawdę nie interesowały.

     Wspomina też chętnie spotkania z księżmi i zakonnikami z pobliskiego domu misyjnego, którzy wywarli duży wpływ na jego wychowanie religijne. Wspomina ich z dużą sympatią i szacunkiem. Ludzie ci byli bardzo zaprzyjaźnieni z rodziną Frantiśka.

     Były to czasy prześladowania Kościoła przez komunistów. Chłopiec był świadkiem ich odwagi i trwania przy wierze. Jego matka, nauczycielka języków obcych, tłumaczyła wydawane nielegalnie pisma i książki religijne. Praktycznie żyła w ciągłym zagrożeniu. Miał zaledwie 3 lata, gdy komuniści urządzili pierwszą rewizje w ich domu. Potem powtarzały się często. Każda działalność dla Kościoła była niebezpieczna. Kto włączał się w propagowanie wiary i pism religijnych, musiał się liczyć z więzieniem. Państwo powoli, ale systematycznie niszczyło w ludziach przekonania religijne, a elitę religijną eliminowano do więzień. Także matka Frantiśka była wielekroć przesłuchiwana przez słowackie UB. Od matki nauczył się nieugiętości i odwagi w obronie swoich przekonań religijnych. Sam wspomina, że Kościół był dla niego czymś pięknym i radosnym. Święta roku kościelnego przeżywano w rodzinie bardzo głęboko i żywo.

     Po ukończeniu matury zaczyna w Bratysławie studium matematyki i fizyki. W 1966 r. zaczyna się nowy rozdział jego życia. Spotyka trzech ludzi, którzy wywrą ogromny wpływ na jego życie: to Vladimir Juki, ks. bp Koree, Silvester Krcmery. Wszyscy oni zostali po 14 latach więzienia wypuszczeni na wolność. Z powody swych przekonań religijnych byli szykanowani, bici, zamykani w karnych obozach 4. Pod ich przewodnictwem zaczęły organizować się małe grupy studentów katolickich. Miklośko należy do jednej z tych grup. Odtąd aż do 1989 r. działa w podziemnym Kościele.

     Wkrótce zostaje odpowiedzialnym za wszystkie nielegalne grupy studenckie na uniwersytecie w Bratysławie. Po 8 do 12 studentów spotyka się co tydzień w prywatnych mieszkaniach. Fran- tiśek dobiera odpowiednią literaturę do dyskusji na spotkaniach, tworzy ramy organizacji dla 50 rozproszonych grup studenckich, troszczy się o ich trwanie i bezpieczeństwo w konspiracji. Zebranie wyglądało tak: przede wszystkim modlitwa, potem czytanie Pisma Św., milczenie, medytacja, dyskusja nad przeczytaną książką, omawianie zagadnień teologicznych i aktualnych problemów.

     Po ukończeniu studiów pracował Miklośko w latach 1871-1983 jako matematyk przy Akademii Nauk. Pod koniec lat 70. wraz z dwoma przyjaciółmi zaczyna wydawać nielegalne czasopismo. Redagowano je najpierw w jednej z chat w górach, potem pod Bratysławą, wreszcie w piwnicy jednego domu w samym mieście. Czasopismo w ukazywało się co dwa miesiące w nakładzie 1000 egzemplarzy. Każdy zeszyt liczył 40 stron. W 1983 r. zrezygnował z pracy naukowej w Akademii Nauk. Czuł się tam zamknięty jak w getcie. Wolał pracę dydaktyczną w szkole z uczniami. Niestety, żądano od niego podpisania deklaracji, że będzie uczył uczniów w duchu ateizmu. Nie mógł tego zrobić, więc nie dostał pracy.

     Decyduje się więc na pracę fizyczną. Został palaczem w kotłowni. Wprawdzie nie zamierzałem do końca życia pracować fizycznie, ale decyzja ta miała w sobie coś radykalnego dla mnie. Trudno ocenić w pełni doświadczenia, jakie wtedy zebrałem, ale dziś nie mógłbym się bez nich obejść. Pracował tam 4 lata.

     W tym samym czasie zaczyna współpracę z "Głosem Ameryki" i "Wolną Europą". Przesyła tam informacje o życiu religijnym na Słowacji. Nie uchodzi to jednak uwagi policji. Przynajmniej raz w miesiącu bywa aresztowany i długie godziny przesłuchiwany. Po prostu chcą go zastraszyć, a także wydobyć informacje o współpracownikach i jego działalności w ogóle. Od ks. bpa Koreca i Sil- vo Krcmery nauczył się ignorować ich pytania. Nie odpowiadał na pytania. Dopiero po 1989 r. przekonał się, że policja zamontowała w jego pokoju dwa mikrofony. Dzięki temu mieli dużo informacji o nim i jego działalności.

     W latach 80. zaczyna organizować ze swoimi współpracownikami pielgrzymki. Dla Kościoła w Słowacji rodzi się nowa epoka. Tysiące młodych ludzi kilka razy w ciągu roku nawiedza różne sanktuaria, modli się podczas nocnych czuwań. Oczywiście oficjalnie było to zabronione. Gdyby uczestnikami byli ludzie starzy, władze patrzyłyby na to z przymrużeniem oka. Denerwował ich fakt, że byli to ludzie młodzi.

     Znów zaczynają robić naciski na Frantiśka. Księżom, którzy przyjmują pielgrzymów, grozi się represjami i więzieniem. Dlatego któregoś razu 20 000 młodzieży musiało nocne czuwanie odbywać pod gołym niebem. Kościół był zamknięty. Wśród pielgrzymów jest wielu tajniaków, którzy ostentacyjnie pokazują magnetofony i robią zdjęcia uczestników. Mimo to w 1988 r. na zakończenie Roku Maryjnego do Nitry przybyło ponad 100 000 pielgrzymów, aby uczcić Matkę Bożą.

     Miklośko zostaje po raz któryś tam zatrzymany przez policję. Ostrzegają go, że jeżeli nie zaprzestanie swej działalności, będzie przykładnie ukarany. Jest to ostatnie ostrzeżenie. Ale Miklośko jest nieustraszony.

     W tych trudnych latach, tak jak dawniej, nie zaniedbuje opieki nad tajnymi grupami religijnymi młodzieży studenckiej. Nawiązuje też kontakty z grupami dysydentów wśród artystów, pisarzy, jak i naukowców. Współpracuje z redakcjami tajnych czasopism. Są to czasy ścisłej współpracy między duchową elitą Słowacji. Dziś wspomina z radością: było to fantastyczne doświadczenie. Poznałem wtedy wielu różnych ludzi i mogłem brać udział w wielu akcjach. Jego przyjaciele wspominają, że był to człowiek nie tylko nieustraszony, ale też bezinteresowny w walce o wolność Kościoła. Ileż trzeba było odwagi i pokory przy zbieraniu podpisów pod petycjami o uwolnienie więźniów politycznych. Później zresztą nigdy nie chwalił się dokonaniami, nie robił z siebie bohatera i nie lubił na te tematy rozmawiać. Bóg to oceni, to mi wystarczy.

     Przez dwa lata pracował nad książką o prześladowaniu Kościoła na Słowacji. Sam przyznaje, że właśnie wtedy poznał duszę swego narodu. W 1988 r. jest głównym organizatorem demonstracji ze świecami w Bratysławie. Pomysł tego rodzaju demonstracji przyszedł z Zachodu. We wszystkich krajach, gdzie żyją Słowacy, nasi ludzie mieli w wyznaczonym dniu i o tej samej godzinie zjawić się przed ambasadami i poselstwami i domagać się wolności religijnej i politycznej dla udręczonego narodu. Przewidziane były przemówienia i rozwijanie transparentów z hasłami. My w Bratysławie nie mogliśmy ani wygłaszać przemówień, ani rozwijać transparentów. Przyszliśmy z płonącymi świecami. Demonstracja trwała pół godziny. Chodziło nam o prawo Kościoła do obsadzania wakujących biskupstw oraz o wolność religijną i obywatelską. Każdy, komu sprawy te były drogie, miał wziąć udział w demonstracji. Oczywiście ja zjawiłem się przede wszystkim.

     Oczywiście został natychmiast "zwinięty" przez tajną policję. Mimo to zebrało się wtedy od 10 do 15 000 ludzi. Demonstrowali w obronie praw religijnych i obywatelskich, odmawiając różaniec i trzymając w rękach płonące świece. Policja usiłowała rozpędzić tłum armatkami wodnymi, które wjechały między ludzi. Ludzie rozproszeni wracali ponownie na plac. Wielu zamknięto w areszcie na 24 godziny. Tak zaczął się początek końca komunizmu w ówczesnej Czechosłowacji.

     W końcu nadszedł listopad 1989 r. Miklośko reprezentuje chrześcijan w komitecie rewolucyjnym, który utworzyli słowaccy i czescy dysydenci wokół Wacława Havla. Nie mogło go tam zabraknąć, bo przecież przez ostatnich 20 lat był obecny we wszystkich poczynaniach podziemia na Słowacji.

     17 listopada rozpoczęła się rewolucja w Bratysławie. Po zmianach Miklośko nie chce mieszać się do polityki. Wolałby raczej wrócić do studentów. Zaistniałe fakty polityczne zmuszają go do zmiany decyzji. Dochodzą do głosu grupy skrajnych nacjonalistów i umacniają się komuniści. Sam wspomina, że z ludzi, którzy przygotowali zmiany, nikt nie chciał mieszać się w politykę. Byli to artyści, pisarze, naukowcy. Ale spostrzegliśmy się, że do władzy dojdą komuniści z roku '68, jeżeli nas tam zabraknie. Musieliśmy wziąć władzę w swoje ręce... Po wyborach w 1990 r. zostałem przewodniczącym słowackiego parlamentu. Zatem według konstytucji pierwszy człowiek w państwie. Mówię to dla żartu. Jest to kariera, którą sobie trudno wyobrazić...

     Na tym stanowisku pozostaje przez caiy czas tworzenia się konstytucji. Potem jest w parlamencie jako poseł z ramienia partii chrześcijańsko-demokratycznej i przewodniczący tego ugrupowania parlamentarnego.

     Jak Frantiśek Miklośko widzi zadania katolika w polityce?

    Często rozmawiamy z przyjaciółmi na ten temat. Uważamy, że sensem istnienia i zadaniem partii chrześcijańskiej jest obrona wartości chrześcijańskich w społeczeństwie. Powinna być głosem Kościoła. Chcielibyśmy wprowadzać w życie społeczną i moralną naukę Kościoła.

     Przez 20 lat przygotowywali się do działania na wolności. Teraz, gdy ją mają, trzeba jeszcze z 10-15 lat wytężonej pracy, aby z partii chrześcijańsko-demokratycznej zrobić naprawdę silną i mającą wpływ na społeczeństwo partię. Będą starali się dotrzeć do każdej wioski, aby pozyskać ludzi dla wartości chrześcijańskich. Ciągle, mimo tylu obowiązków, chodzi na spotkania młodzieży katolickiej w górach i czyni to z radością. Tak jak kiedyś, chodzi mu przede wszystkim o pogłębienie wiary i przekonań u młodych ludzi. Trzeba walczyć o wartości chrześcijańskie nie pytając, co to da. I tu trzeba być pokornym i bezinteresownym. Jest to po prostu dawanie świadectwa Chrystusowi.

     (por. "Yision 2000", 6/95, s. 12-13)

ks. Stanisław Szmidt


   

Uzdrowienie finansów. Jak z Bożą pomocą wyjść z długów? Uzdrowienie finansów. Jak z Bożą pomocą wyjść z długów?
Małgorzata i Wojciech Nowiccy
Jeśli chcesz uporządkować swoje finanse, albo zmagasz się z długami, których nie możesz spłacić, nie myśl, że jesteś w sytuacji bez wyjścia.

Nie martw się i nie polegaj wyłącznie na swoim rozumie. Możesz pokonać każdą trudność. Potrzebujesz jedynie podjęcia pewnej decyzji...... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej