Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Moja najlepsza "inwestycja"

Historia autentyczna

Mam swoje przyzwyczajenia. Jedno z nich - jeżeli nie wypadnie coś nieprzewidzianego - to niedzielna Msza św. o ósmej... Mam też w kościele swoje ulubione miejsce... przy filarze z lewej strony ołtarza. Nad ołtarzem obraz Matki Bożej namalowany mistrzowską ręką. Nieraz aż do bólu wpatrywałem się w Nią, taka była cudowna, dobra, miła... jakby chciała klęczących przed Nią objąć i przytulić do siebie. Ona, Pani i Królowa stojąca na kuli ziemskiej i przyciskająca stopą zło tego świata, usymbolizowane w postaci węża-szatana, błogosławi przychodzącym do Niej. Ileż z Jej oblicza czerpałem ufności!

Kiedyś, wiele lat temu... pamiętam, było bardzo zimno, a ja stanąłem w swoim ulubionym miejscu, gdy moją uwagę zwróciła klęcząca przed ołtarzem młoda, może trzydziestoletnia kobieta. Zapamiętałem czarną opaskę na jej lewym ramieniu. Przed nią klęczało dwoje dzieci; chłopiec około siedmiu lat i nieco młodsza dziewczynka. I może właściwie to pierwsze spotkanie szybko uleciałoby z mojej pamięci, gdybym odtąd co niedzielę o ósmej nie widywał modlącej się trójki.

Minęła zima, wiosna, a za nią i lato. Zrobiło się ciepło. Dziewczynka zjawiała się w niebieskiej sukience, w białych podkolanówkach i niebieskich sandałkach, chłopiec zaś w tenisówkach i granatowym ubranku z białą koszulą, która podkreślała opaloną buzię dziecka. Ich matka nosiła szarą, skromną suknię. Właśnie tak zapamiętałem ich przed laty: jasne włoski dziewczynki z niesfornym loczkiem, złożone rączki obojga malców, oczęta wpatrzone w Maryję... Minęło kilka lat. Trójka przychodziła na ósmą do naszego kościoła, dzieci wyrastały, a tylko na głowie matki pojawiały się z każdym rokiem wyraźniejsze pasma siwych włosów.

Kiedyś zauważyłem, że od pewnego czasu na Mszę św. przychodzą tylko dzieci. Jej nie widziałem od półtora roku, może więcej... Którejś niedzieli wydawały się bardziej przygnębione, zatopione w modlitwie, nieobecne w tłumie. Dziewczynka często sięgała po chusteczkę, chłopiec też miał łzy w oczach. Później podeszła do nich zakonnica i szeptała coś dziewczynce. Uklękła obok i tak trwali wpatrzeni w Matkę Boga.

Tego dnia odczułem niepokój. Chciałem podejść do siostry zakonnej i zapytać o matkę, ale i tak domyślałem się, co właściwie zaszło. Zakonnicę spotkałem kilka dni później i prosiłem o rozmowę. Nieco speszony opowiedziałem, że obserwuję od lat rodzinę i zapytałem, co się stało. Siostra spojrzała na mnie uważnie i powiedziała: "Widzi pan, ojciec zmarł, gdy Ania miała pięć lat, Tomek siedem. Teraz ich matka leży w sanatorium w Otwocku, bo zaziębiła grypę i nabawiła się gruźlicy. Stan chorej bardzo się pogorszył ostatnio..." Dowiedziałem się też, że chłopiec kończy technikum, dziewczynka jest w trzeciej klasie liceum medycznego. Tomek próbował dorabiać rysunkami technicznymi, do których ma duże zdolności, Anna gospodarzy w mieszkaniu, ale zasiłek chorobowy matki jest niewielki. Zresztą często jeżdżą do Otwocka do matki i zawsze pragną sprawić jej jakąś przyjemność. Przecież ona dla nich zaharowywała się, pracowała w pralni; to było ponad jej siły, a jeszcze brała dodatkowe prace. Zrozumiałem, że siostra opiekuje się rodzeństwem, odkąd ich matka choruje.

Mnie samego zaskoczyła moja nagła decyzja. Pracowałem na nieźle płatnym stanowisku, byłem samotny i nie odczuwałem kłopotów finansowych. Akurat miałem sporą sumkę odłożoną na zakup przyczepy kempingowej do mojego samochodu. Te pieniądze przekazałem siostrze zakonnej. Prosiłem, by zawiadomiła mnie, gdy dzieci będą w jakiejś potrzebie. Zakonnica ponownie obrzuciła mnie przenikliwym spojrzeniem. Chwilę wzbraniała się przed przyjęciem pieniędzy, ale kiedy nalegałem, ustąpiła. Powiedziała tylko: "Dlaczego pan to robi?" Nie byłem przygotowany na takie pytanie; mówiłem coś o naszej wspólnej Mszy w kościele o ósmej. "Niech mnie siostra źle nie rozumie - mówiłem - chcę jedynie im pomóc". Chyba ją przekonałem. A ja wróciłem do domu szczęśliwy.

Zdziwioną minę miał mój szef, gdy następnego dnia powiedziałem mu, że zgadzam się na prace zlecone w nadgodzinach, na co namawiał mnie od dwu tygodni. Jego malutkie oczka zwęziły się jeszcze i jadowicie wysyczał: "Samochód nawala, czy alimenty...?" Siląc się na spokój powiedziałem ugodowo: "Może jest pan bliski prawdy..." Uśmiechnął się obleśnie: "Zawsze powtarzałem, że nie ma ludzi doskonałych i każdy kiedyś wpadnie". Podpisałem umowę, by mieć pieniądze dla dzieci, trochę jakby "moich".

Zakonnica odtąd telefonowała do mnie co tydzień. Opowiadała mi o Ani i Tomku, o ich ocenach w szkole, o ich sprawach domowych. Pieniądze, które jej przekazywałem, wpłacała na książeczki oszczędnościowe.

Mówiła, że co dwa tygodnie rodzeństwo podsumowuje wydatki domowe i sprzecza się często, że to lub tamto zostało kupione niepotrzebnie. Jedno im ciąży najbardziej; matka czuje się coraz gorzej, choć próbuje ukryć swój stan przed dziećmi. Któregoś listopadowego dnia usłyszałem, że zmarła.

Byłem na jej pogrzebie. Stałem wśród innych, daleko od dzieci, jednak na tyle blisko, że widziałem ich rozpacz, choć sam miałem oczy pełne łez. Anna i Tomasz nic o mnie nie wiedzieli; tak się umówiłem z siostrą i za nic nie chciałem, by cokolwiek podejrzewali.

Oboje pokończyli szkoły średnie; Tomek był na politechnice, Anna pragnęła wstąpić do zakonu i pracować na misji w szpitalu dla trędowatych. W dwóch ostatnich latach szkolnych podczas wakacji pracowała jako salowa w szpitalu. Tomek dorabiał korepetycjami z matematyki i fizyki.

Czas mijał. Dzieci dorosły. Siostra zaczęła mnie nagabywać, żebym zgodził się na spotkanie z nimi. Odmówiłem. Ale do bezpośredniego spotkania jednak doszło...

Była niedziela. Przed południem wybrałem się na grób zmarłej matki Anny i Tomasza. Mogiła zadbana, pod krzyżem kwiaty, widać, że dzieci często tu przychodziły. Położyłem swoją wiązankę, pomodliłem się i już chciałem odejść, gdy posłyszałem zbliżające się kroki. Było za późno, by zniknąć. Nadeszła zakonnica i Anna. Odruchowo ukłoniłem się. Siostra patrząc mi w oczy dobitnie wypowiedziała moje imię i nazwisko przedstawiając mnie dziewczynie. Następnie zwróciła się do mnie: "Ania jutro wyjeżdża do klasztoru i Bóg wie, czy kiedykolwiek będzie miała możność poznać pana... Proszę wybaczyć, że łamię umowę, ale... Aniu, to jest ten pan, wasz tajemniczy opiekun". Dziewczyna nie spuszczała wzroku z mojej twarzy, potem powiedziała: "Siostro, ja tego pana znam!" To mnie zaskoczyło. "Skąd?..." "Często pana widzę w kościele... Nie wiem tylko, dlaczego pan opiekował się nami? I nie wiem, jak mam dziękować, brak mi słów... Oboje z Tomkiem łamaliśmy sobie głowy, kto nam pomaga..."

Dziewczyna mówiła to jednym tchem, czułem się coraz bardziej niezręcznie. Chciałem zmienić temat i zapytałem o jej plany. Potwierdziła to wszystko, co już wiedziałem od siostry, a mnie uderzyła pewność i zdecydowanie jej głosu. W jej niebieskich oczach był spokój i siła woli. Tomek za dwa lata ukończy politechnikę, marzy im się wspólna praca w Afryce. "Szkoda, że jego tu nie ma - dodała - leży w domu, ma ropną anginę".

Nie obeszło się bez pytania o sposób odwdzięczenia się za moją opiekę, ale mnie wystarczała świadomość, że Anna i Tomasz są dobrymi ludźmi. "Być dobrym jak chleb" - mawiał bł. Albert Chmielowski. Oto dwoje dobrych, młodych ludzi. Ostatecznie stanęło na tym, że niekiedy otrzymam od nich pocztówkę z pozdrowieniami i wiadomościami od obojga. Znowu upłynęło trochę lat. Anna, a właściwie siostra Teresa, pracuje wśród trędowatych w Afryce, Tomasz ukończył architekturę na politechnice, obronił pracę doktorską i obecnie przebywa w Kairze, gdzie pracuje w tamtejszym muzeum historii starożytnej. Piszą do mnie, a ilekroć są w kraju, zawsze mnie odwiedzają; kiedyś byłem akurat na wczasach w Zakopanem, ale i tam mnie odszukali. Radosne są te nasze spotkania.

Siostra zakonna, która im pomagała, ma na imię Agnieszka i teraz pracuje w Gdańsku, korespondujemy ze sobą. I ostatnia refleksja: dzisiaj ludzie kalkulują, obliczają... Chciałbym przedstawić im swój rozrachunek; to, co mogłem ofiarować Annie i Tomaszowi, uważam za moją najlepszą "inwestycję".

Jan Stołowicki


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Czy ty musisz kraść?Czy ty musisz kraść?

Katecheza papieska o Dziesięciu Przykazaniach BożychKatecheza papieska o Dziesięciu Przykazaniach Bożych

Jezus Dobry PasterzJezus Dobry Pasterz

Ja jestem krzewem winnym, wylatoroślamiJa jestem krzewem winnym, wylatoroślami

Miłość bez zobowiązań?Miłość bez zobowiązań?

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej