Bóg zaczął odmieniać moje życieJestem katolikiem od zawsze. Zacząłem błądzić mniej więcej od drugiego roku studiów, kiedy to zacząłem pracować, mieć swoje pieniądze i to co mi zaimponowało to umiejętność zabawy moich kolegów - byli wśród nich również moi kuzyni. Oni właśnie byli dla mnie od pewnego momentu najistotniejsza częścią mojego życia oraz oczywiście zabawy i imprezy.Znudzilo mi sie chodzenie do kosciola w kazda niedziele po tym jak zaczalem zarabiac swoje pieniadzie, zyskiwac niezaleznosc finansowa od rodzicow i zaczalem powoli miec w d... wszystko to co oni do mnie mowili. W mojej swiadomosci zaczynalo zyc przekonanie ze najwazniejsza jest zabawa, bo zycie w koncu jest krotkie. A warunki do tego zaczynalem miec coraz lepsze, bo po kilkunastu miesiacach pracy zostalem kierownikiem w bardzo znanej na calym swiecie firmie i zarabialem calkiem nienajgorzej. Zawsze po pracy, kiedy konczylem druga zmiane ok. polnocy podjezdzal po mnie mercedes z kolegami lub inny niewiele gorszy samochod i wypadalismy na calonocne eskapady. Na poczatku byly to niewielkie ilosci piwa, zaczalem palic coraz wiecej papierosow no i oczywiscie po kazdej imprezie były jakies panienki. Z czasem nawet doszlo do tego ze zakochala sie we mnie jedna z moim pracownic, ktora wynajmowala mieszkanie z dwiema kolezankami, a wiec warunki do robienia imprez mocno nasaczanych alkoholem oraz po tym orgie seksulane byly prawie "codziennoscia". Panna ta nie miala nic przeciwko uzywaniu swojego ciala jako "przyrzad" do sprawiania wzajemnej przyjemnosci a rowniez panienki ktore z nia mieszkaly polubily moich kolegow. Dochodzilo do tego ze koledzy nawet byli sklonni przekonac mnie do tego ze dzownilem o 4 czy 6 rano do Ani (bo tak miala na imie moja partnerka) żeby zrobic u niej impreze, kiedy bylismy w knajpie lub na dyskotece; gdyz nie bylo juz otwartych zadnych lokali. Ania oczywiscie mocno we mnie zakochana, po krotkim marudzeniu z checia przyjmowala nas do siebie. Jak sie nietrudno domyslec z czasem rowniez doszly narkotyki (ale nie jakas tam marihuana czy haszysz - z tym mialem do czynienia juz wczesniej) - amfetamina, kokaina, ekstaza... Byly pieniadze, byla zabawa. Mozesz sobie wyobrazic jedynie co dzialo sie w tym mieszkaniu gdy po alkoholowej libacji i narkotykach jej uczestnicy kladli sie parami do "spac". Z czasem zaczalem miec coraz wiecej schiz - szczegolnie po zjazdach ponarkotykowych i kacu alkoholowym. Zaczelo mnie to wszystko zastanawiac - czy ja aby nie przesadzam. Juz prawie od samego poczatku nie chcialem fizycznego "zwiazku" z Ania, ale pod wplywem kolegow kontynuowalem. Po kazdej takiej imprezie przyrzekalem sobie ze nigdy wiecej. Niestety trwalo to jakies dwa lata. Z czasem powoli zaczalem sie "uwalniac" od Ani. Wkrotce poznalem dziewczyne, ktora byla dla mnie calym swiatem, i jak się szybko okazalo i ja dla niej rowniez bylem. Juz po miesiacu znajomosci jednak musialem wyjechac do Stanow na dwa miesiace. Kasia jednak czekala na mnie cierpliwie obiecujac ze nawet gdyby miala czekac kilka lat to będzie czekac. Pisala bardzo dlugie listy, co dwa tygodnie dostawalem po 16 stron. Mielismy wspolne plany, marzenia, wzajemne obietnice. Kiedy po dwoch miesiacach wrocilem, czekala na mnie na lotnisku w Warszawie witajac mnie ze lzami szczescia. Ten wyjazd jeszcze bardziej nas umocnil. Jednak to co dzialo sie wczesniej w moim zyciu zaczynalo miec coraz wiekszy wplyw na moje relacje z Kasia podczas gdy bylem coraz bardziej pewny jej uczuc. Doszlo do tego ze poszlismy do lozka (bylem jej pierwszym facetem). Po tym fakcie wszystko to co sie dzialo dalej bylo niestety jednym wielkim dzielem szatana. Na nowo odzyla moja nadpobudliwosc seksualna, coraz czesciej naklanialem Kasie do wspolzycia. Ona oczywiscie nie zawsze tego chciala (pewnie nigdy tego nie chciala, ale w ogole zaczela wspolzyc ze mna sadzac ze w ten sposob udowodni mi swoja milosc - chociaz ja wcale nie nalegalem na ten jej pierwszy raz). Kiedy odmawiala obrazalem sie, krytykowalem za rozne zachowania, traktowalem ja drugorzednie, czasami wrecz jak ktos malo wazny w naszym zwiazku. Niedlugo to trwalo jak Kasia postanowila odejsc ode mnie. To byl najwiekszy szok w moim zyciu - bo mimo moich negatywnych zachowan wobec niej w glebi serca bardzo ja kochalem i chcialem spedzic z nia reszte zycia. Cierpialem niesamowice, nalegalem zeby wrocila, nachodzilem ja, co jak domyslasz sie doprowadzilo do jeszcze gorszych relacji miedzy nami. W koncu zaczalem sie modlic. Na poczatku o to zebysmy mogli byc na nowo razem, zeby Bog zmienil ja i jej podejscie do calej tej sprawy. Jednak z czasem dopiero zrozumialem ze problem tak naprawde nie tkwi w jej decyzjiale w moim egoizmie i hedonizmie. Wiec zaczalem powoli Bogu oddawac swoje zycie i modlic sie o pokore, czysta ludzka milosc oraz cierpliwosc wobec ludzkich wad (jestem strasznym krytykantem - teraz pewnie troche mniejszym). Z czasem Bog zaczal odmieniac moje zycie. W sierpniu 2001 poszedlem po raz pierwszy na piesza pielgrzymke do Czestochowy. Poznalem tam wiele wspanialych, mlodych osob, ktorzy wcale nie ukrywali swoich slabosci i grzechow. Zachecajac mnie do wstapienia do roznych wspolnot nie obiecywali "raju". Rozmawiali ze mna radosnie i zarazem konstruktywnie podajac jedynie za glowny argument to ze na pewno znajde tam wsparcie, ale nie moge traktowac wspolnoty jako lekarstwo na wszystko. Od pazdziernika 2001 jestem w Odnowie w Duchu sw. Pierwszy kurs jaki przezylem to Seminaria Nowego Zycia - juz na poczatku kursu rzucilem palenie i przestalem naduzywac alkoholu (z narkotykami uporalem sie jeszcze zanim bylem w zwiazku z Kasia). W listopadzie zeszlego roku bylem na kursie Filip, ktory umocnil mnie tylko w wierze katolickiej. Jestem przekonany ze jestem dobrze "ulokowany" jesli chodzi o moje zycie duchowe. W koncu kosciol katolicki jest jedyym zalozonym przez samego Jezusa Chrystusa - a wszystko co inne - baptysci, sw. Jehowy, zielonoswiatkowcy.... to "koscioly" które zostaly zalozone przez osoby swieckie dlugo po zyciu Chrystusa, ktore się zbuntowaly przeciw kosciolowi Jezusa. Jestem pewien ze bede trwal do konca zycia w tym kosciele katolickim, oczywiscie za laska Boza, bo bez niej pewnie nie poradzilbym sobie z zadnym z moich nalogow. Wiele pomaga mi modlitwa wspolna na spotkaniach Odnowy oraz spotkania w grupach domowych. Jesli mam trudnosci i problemy z modlitwa to czytam Pismo Swiete - tam znajduje odpowiedz na wszystkie moje problemy. A jesli nawet zdarzy sie ze zawiedzie mnie ktos ze wspolnoty to w koncu to tylko czlowiek i zawsze jest ktos inny kto chetnie mi pomoze, chocby sama obecnoscia czy wysluchaniem mnie i rozmowa. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do uczestnictwa w jednym z wyzej wymienionych przez mnie kursow, a na pewno Twoje watpliwosci przynajmniej w niewielkiej czesci co do wiary i zycia duchowego zostana rozwiane. Paweł
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |