Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

La Barbagia - Ziemia Barbarzyńców

     Sardynia przez mieszkańców terraferma (stałego lądu) często jest zwana "inną", dziką, niedostępną. Pierwsze zetknięcie z Sardynią nie potwierdza tych opinii. Być może dlatego, że podróżni przybywający tu samolotem lub promem docierają najpierw do dużych miast, usytuowanych na wybrzeżach. Aby poznać prawdziwe, surowe oblicze Sardynii, trzeba wyruszyć w głąb wyspy. Tam bowiem od wieków zamieszkuje rdzenna ludność. Zepchnięta przez najeźdźców opuściła wybrzeża i urodzajne ziemie, by na stale pozostać na niedostępnych i jałowych wyżynach. I Barbari - barbarzyńcy - tak pogardliwie określali ich Rzymianie, dziwiąc się uporowi, z jakim ci dumnie bronili swojego dziedzictwa. Dziedzictwa, które jak się tu wierzy, pochodzi wprost od archaicznych przedstawicieli cywilizacji nuorskiej. La Barbagia - Ziemia Barbarzyńców - ta nazwa na zawsze przylgnęła do krainy w środku wyspy, gdzie schronili się prawdziwi Sardyńczycy. I mimo że wyspa przeżywała bardzo burzliwe dzieje, przechodząc z rąk do rąk kolejnych zaborców, to jednak Barbagia nigdy nie ugięła karku. Odsunięci całkowicie od morza Sardyńczycy zajęli się pasterstwem. Na górskich zboczach porośniętych ostrą makią wykształciła się bardzo bogata kultura i pastoń (pasterzy). Prawdziwy Sardyńczyk to pasterz, a nie rybak. Po dziś dzień patrzy on na morze z nieufnością, powtarzając stare powiedzenie przodków: Furat chi de su mare venit - "rabuje, kto przybywa od morza".

     Bogactwem Barbagii nie są oszałamiające budowle, dzieła sztuki, literatura - solą tej surowej ziemi są ludzie. Ich obyczaje, kultura i tradycje nierozerwalnie związały się z szałasem pasterskim. Sardynia szczyci się do dzisiaj tym dziedzictwem i chce je pokazać coraz liczniej przybywającym na wyspę odwiedzającym. Dla nich otwarto w 1976 roku w Nuoro - niekwestionowanej stolicy krainy - jedno z wielu muzeów etnograficznych. Duże zbiory zgromadzono w kompleksie zbudowanym na kształt typowej wioski sardyńskiej. Trasa zwiedzania rozpoczyna się od działu strojów ludowych.

     Stroje ludowe

     Jako pierwsze zwracają uwagę bardzo bogate zarówno pod względem kolorów, jak i rodzajów, przepiękne ubrania kobiece. Głowa zawsze przykryta - ciężki wyszywany czepiec lub rodzaj chusty całkowicie zakrywającej włosy. Czasem okrycie głowy - podobnie jak u ludów arabskich - z welonem pozwalającym na szczelne zasłonięcie dolnej części twarzy. Biała haftowana koszula, a na niej kolorowy kubrak spięty w talii. Spódnica, a właściwie spódnice, których może być nawet siedem, zakładane jedna na drugą, suto marszczone, czasem plisowane. Na nogach trzewiki. Poszczególne okrycia mniej lub bardziej strojne, w zależności od zamożności właścicielki (z niektórych wprost kapie złoto). Z dużym zdziwieniem konstatujemy, czytając opisy, że nawet pozostające w niewielkim oddaleniu wioski prezentowały zupełnie odmienny styl odzieży. Najciekawszy wydaje się strój, w którym jedna z wielu spódnic pełni również funkcję chusty zakrywającej tył głowy wieśniaczki. Kobieta jest niczym perła zamknięta w przedziwnej muszli.

     Znacznie uboższe pod względem formy pozostają ubrania męskie. Na głowie zazwyczaj szeroka, opadająca na jedną stronę czapka. Biała prosta koszula, na niej czarna, długa, związana w pasie kamizela i czarny, równie długi surdut. Szerokie białe spodnie i wysokie skórzane buty z getrami. Stroju dopełniają złote guzy przy koszuli.

     Dziś już nie spotyka się tak ubranych ludzi. Tylko większe święta stwarzają okazję do przywdziania tradycyjnych strojów. Są one najczęściej stare, przekazywane z pokolenia na pokolenie, a tym samym mają ogromną wartość.

     Biżuteria

     Cenę zapewne podnosi towarzysząca ubiorom biżuteria. Ludowe złotnictwo sardyńskie jest znane w całych Włoszech. Z warsztatów wiejskich mistrzów wychodziły kolczyki, brosze, klamry, naszyjniki, ale także różańce, srebrne i złote, duże, z których zwisały krzyże i medaliony na relikwie. Tworzono również mniejsze przedmioty o dzisiaj już nieco śmiesznych zastosowaniach, jak sztyfciki ze srebra do czyszczenia zębów i uszu.

     Co ciekawe, wszystkie mniejszej wartości kamienie (granaty, turkusy, korale) są oryginalne, w przeciwieństwie do takich klejnotów, jak szmaragdy i rubiny - te pozostają zawsze sztuczne. Cała wartość sardyńskiej biżuterii to precyzja jej wykonania.

     Charakterystyczne są obrączki - złożone z niezliczonych złotych ziarenek filigranowych. Poza funkcjami dekoracyjnymi klejnoty miały również znaczenie symboliczne, np. Is buttoneras - typowe guziki - mają formę kobiecej piersi, symbolizują szczęście i płodność.

     Launeddas

     Kiedy nasyci się już oczy licznie prezentowanymi wyrobami złotniczymi, można spokojnie obejrzeć instrumenty muzyczne. Wśród prostych bębenków i prymitywnych fujarek na uwagę zasługuje le launeddas.

     Instrument niemal tak stary jak sama wyspa, należący do grupy dętych, drewnianych. Najstarszym świadectwem jego pochodzenia jest figurka nuorska z IX wieku przed Chrystusem przedstawiająca grającego mężczyznę. Budowa instrumentu od wieków pozostaje taka sama - trzy piszczałki o różnej długości (od 40 do 50 cm), z czego dwie dłuższe pozostają złączone. Tylko z pozoru gra na nim jest prosta. W rzeczywistości wymaga od muzyka wielu lat intensywnych ćwiczeń. Szczególny nacisk kładzie się na odpowiednie gospodarowanie oddechem. Dźwięk wydobywający się z launeddas przypomina dudy.

     Mammuthones

     Ostatnie sale muzeum są dla odwiedzających prawdziwą niespodzianką.

     Prezentuje się w nich sardyńskie przebrania karnawałowe. Tu można obejrzeć między innymi mamuthones nierozłącznie związane z niewielką miejscowością Mamoiada. Corocznie 17 stycznia główną ulicą miasteczka przechodzi tajemnicza procesja. Dwunastu odzianych w ciemne owcze skóry mężczyzn (mammuthones) prowadzonych przez ośmiu odświętnie ubranych strażników (issokadores). Twarze nietypowych więźniów kryją się pod czarnymi, drewnianymi maskami. Ich ramiona przygniata niecodzienny ciężar - około 30 kg pasterskich dzwonków. W dwóch rzędach w przedziwnym tańcu posuwają się niespiesznie w otoczeniu obstawy. Obserwatorów uderza kontrast - brudni, czarni, zniewoleni mammuthones i ich prześladowcy w kolorowych, żywych strojach. Naukowcy do dzisiaj nie wiedzą, skąd się wywodzi ta tradycja. Pożegnanie starego roku? (symboliczna liczba mammuthones - tyle co miesięcy). Pasterze odrzucający strach, że zamienią się w zwierzęta? A może - jak dowodzą niektórzy - nuorska tradycja bezlitosnego eliminowania starszych, słabszych jednostek? Te pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi.

     Muzeum w Nuoro przechowuje również liczne przedmioty rękodzieła, np. dywany, proste meble czy kolekcję archiwalnych zdjęć. Oglądając wszystkie te skarby, należy pamiętać, że nie są to relikty przeszłości, ale świadectwa życia. Życia, które wśród niedostępnych gór toczy się własnym rytmem.

     Z żalem opuszczamy Barbagię - "na - starszą republikę pasterzy", jak to określił Guido Pioveno.

Sylwia Wośko

Miejsca Święte nr 66


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej