Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wyspa Kawalerów Rodyjskich

    Rodyjskie wzywałem wiatry
    I fale wzywałem morskie,
    Kiedy wypłynąć chciałem już.
    Kiedy pozostać chciałem tam,
    To falom mówiłem morskim:
    Nie szalejcie tak po morzach,
    Lecz ścielcie żeglarzom szlaki...
    Piosenka żeglarzy rodyjskich

     Pierwszymi mitycznymi mieszkańcami wyspy Rodos byli bracia Telhinowie. To oni wynaleźli dłuto kamieniarskie i stworzyli pierwsze posągi bogów olimpijskich w Lindos i Kamiros, a potrafili również sprowadzać chmury i deszcze. Ze związku boga mórz Posejdona z Alią, siostrą Telhinów, narodziła się piękna Rodos. W tej z kolei zakochał się słoneczny bóg Helios, który od niepamiętnych czasów najbardziej czczony był właśnie na Rodos. Tyle historia bogów...

     Śmiertelnicy interesowali się wyspą również od niepamiętnych czasów. Już 1500 lat przed Chrystusem istniała tam rozwinięta cywilizacja, pokrewna minojskiej. Wyspę zamieszkiwała początkowo ludność pelazgijska o niejasnym do dzisiaj (lidyjskim?) pochodzeniu. Wkrótce zdominowali ją Achaj owie i Kreteńczycy. Wykopaliska wskazują na ożywiony handel z Egiptem i Fenicją. Około roku 1200 przed Chrystusem Rodos skolonizowali Dorowie, którzy pozostali tu już na stałe. Homer w Iliadzie podaje, że dzielny Tlipolemos przywiódł dziewięć statków rodyjskich pod Troję. Fakt ten świadczy o sporych możliwościach gospodarczych wyspy Rodos. Tlipolemos poległ w pojedynku z sojusznikiem Trojan - Sarpedonem, ale statki zwycięskich Greków, pełne łupów, powróciły bezpiecznie do portów.

     Po okresie heroicznym Dorowie zajęli się handlem i rozbudową swoich polis. Już wówczas Rodyjczycy wykazywali wielkie zdolności handlowe i umiejętność doboru właściwych sojuszników. W VII wieku przed Chrystusem Doryjskie Hexapolis (złożone z miast położonych na Rodos: Findos, Jalissos, Kamiros oraz z sąsiedzkich Knidos, Kos i bogatego Halikarnasu) zdominowało akweny Morza Egejskiego i Fibijskiego. Rodyjczycy z zawziętością ścigali zwłaszcza piratów przeszkadzających w dochodowym handlu.

     Strategiczne położenie wyspy - tuż przy azjatyckim wybrzeżu, na południowym krańcu archipelagu Dodekanazu, czyli w miejscu krzyżowania się śródziemnomorskich szlaków handlowych wiodących do Egiptu i Syrii - nie pozwalało jednak mieszkańcom na spokojne i dostatnie życie. Ponoć w czasie najazdu perskiego w 491 roku przed Chrystusem bogini Atena, sprowadzając deszcze, skłoniła perskiego wodza Datisa do zwinięcia oblężenia Findos. Lecz Persowie wkrótce powrócili, a wyspa stanęła po ich stronie - pod Salaminą (480 rok przed Chrystusem) aż 40 rodyjskich statków walczyło przeciwko greckiej koalicji. W końcowej fazie wojny Rodyjczycy walczyli już razem z rodakami i wyzwalając miasta w Azji Mniejszej, starali się, by zapomniano o ich wcześniejszej polityce.

     W roku 408 przed Chrystusem mieszkańcy wyspy, mając dość powtarzających się sporów i walk o pierwszeństwo między głównymi polis, założyli wspólnie stolicę - Rodos - która szybko stała się głównym portem Dodekanezu. Rzadki to w antycznym świecie przykład kierowania się dobrze pojętym pragmatyzmem politycznym, a nie nieopanowaną, gwałtowną żądzą, czyli hyhńs, której często ulegał Aleksander Wielki. Rodyjczycy, którym ten najwspanialszy wódz starożytności nadał szeroką autonomię, wsparli go zarówno w wojnie z fenickim Tyrem, starym konkurentem handlowym (332 rok przed Chrystusem), jak i przy zakładaniu nowej stolicy helleńskiego Egiptu - Aleksandrii.

     Właśnie w czasach hellenistycznych potęga Rodos sięgnęła zenitu. Wtedy też wyspa przeżywała chwile największej grozy i chwały za sprawą Demetriusza Poliorketesa, znakomitego wodza marzącego o odnowieniu rozbitego na liczne królestwa imperium wielkiego Aleksandra.

     Na przełomie IV i III wieku przed Chrystusem Rodos była już jednym z ostatnich niezależnych polis. Silna, choć mała flota (do 50 okrętów) była złożona głównie z trójrzędowców (trier) i wynalazku rodyjskiego - szybkich triemoli ze składanym żaglem przeznaczonych do walk z piratami. We flocie tej służyli wyłącznie obywatele rodyjscy.

     A mieli oni czego bronić - ich ustrój (eunomia) pozwalał wszystkim żyć w spokoju i dobrobycie. Wyspa nie znała tak częstych w świecie greckim morderczych konfliktów społecznych. Słynny geograf Strabon pisał: "Rodyjczycy troszczą się o lud, chociaż władza w ich państwie nie do ludu należy. Ludowi zatem rozdaje się zboże, a bogaci pomagają biednym zgodnie ze zwyczajem pradziadów". Diodor dodaje, że wyspa "ustrój miała najlepszy ze wszystkich państw helleńskich (...) umiała dalekowzrocznie przewidzieć, co przyniesie największą korzyść, z każdym była w przyjaźni i nie mieszała się do wojen królów".

     Nie tylko chleba i oliwy było na wyspie pod dostatkiem, słynne wino rodyjskie znano od pustynnych wybrzeży Afryki po ośnieżone stoki Karpat...

     W 305 roku przed Chrystusem wyspa ściągnęła na siebie gniew Demetriusza Poliorketesa, kiedy to strzegąc swej neutralności, odmówiła wzięcia udziału w wyprawie przeciwko egipskim Ptolemeuszom. To wystarczyło. Demetriusz na czele potężnej, złożonej z kilkuset statków floty obiegł port rodyjski. Gdy atak od strony morza został krwawo odparty, uparty król kazał swym inżynierom skonstruować dziewięciopiętrową helepolis - burzycielkę miasta. Zaciekłe szturmy przy udziale maszyn oblężniczych, bohaterskie wypady oblężonych, bitwy morskie wypełniają historię kolejnych miesięcy. Warto może zwrócić uwagę na jeden drobny epizod - Demetriusz pozwolił spokojnie pracować znakomitemu malarzowi Protogenesowi, którego domek stał tuż pod murami oblężonego miasta. Nie wiemy, czy przypisywane malarzowi słowa: "Wszak z Rodyjczykami walczysz królu, nie ze sztuką", padły naprawdę, ale postawa Demetriusza, tak rzadka w czasie wojen, zasługuje na pamięć.

     W roku 304 Demetriusz musiał odstąpić. Nowe wojny królów wzywały go gdzie indziej. Z całej wyprawy rodyjskiej został mu tylko przydomek Poliorketes - "zdobywca miast" nadany przez szczęśliwych ze zwycięstwa Rodyjczyków. A mieszkańcy wyspy zyskali sławę wiernych i bohaterskich sojuszników, którzy nie dadzą się zastraszyć ani pokonać.

     Liczni królowie - zwłaszcza wdzięczni Ptolemeusze - oraz miasta greckie pomogły tak hojnie w odbudowie zniszczonego miasta, że stało się piękniejsze niż kiedykolwiek. Spryt kupiecki wyspiarzy pozwolił im korzystnie sprzedać pozostawione przez Antygonidę machiny oblężnicze, a za uzyskane drachmy zbudować słynnego Kolosa rodyjskiego.

     Dla wyspy zaczął się złoty wiek. Słynąca dotychczas z bogactwa Rodos stała się teraz opiekunką muz. W licznych świątyniach i gimnazjonach znajdowało się około 100 000 rzeźb! Na Rodos znalazł schronienie wygnany z Egiptu słynny astronom Hipparch (twórca systemu geocentrycznego), a znakomity mechanik bizantyjski Filon i jego następca Heron konstruowali machiny parowe, które znacznie wyprzedziły swoją epokę. Filozofowie z różnych szkól nauczali młodzież, sławę wyspy głosili poeci, a srebrne rodyjskie statery z różą i głową Kolosa były najchętniej przyjmowaną monetą na wschodzie Śródziemnomorza.

     Nawet pojawienie się Rzymian początkowo nie popsuło tej sielanki. Rodyjczycy szybko zorientowali się w nieposkromionych apetytach i militarnej potędze "synów Marsa i wilczycy" i popierali ich konsekwentnie we wszystkich konfliktach czy to z Macedonią, czy monarchiami Wschodu. Wierni jednak swej polityce niezależności, w czasie III wojny macedońskiej w 166 roku przed Chrystusem nie wsparli Rzymian, lecz prosili o pokój dla króla Macedończyków Perseusza. Rzymianie po zwycięstwie postanowili jednak ukarać Rodyjczyków - nie zniszczyli wyspy, to byłoby trudne i nieopłacalne - ale odebrali im wszystkie faktorie w Azji Mniejszej, a wyspę Delos ogłosili wolną od wszelkich ceł i opłat. Tam zaczęły napływać towary z Egiptu i Azji. Był to śmiertelny cios dla rodyjskiego handlu. Odtąd wyspa będzie powoli umierać, stając się celem kolejnych najazdów.

     Rzymianie potrafili wykorzystać Rodos również w inny sposób. Ci znakomici prawodawcy skrzętnie włączali w ramy swego ius to wszystko, co mogło im się przydać. Tak też uczynili z rozwiniętą przez rodyjskich kupców domeną prawa morskiego dotyczącą podziału ryzyka przy zrzucie ładunków (lub części wyposażenia) do morza. Do dzisiaj pod łacińską nazwą lex Rhodia de iactu wchodzi ona w skład praw morskich wielu państw.

     W późnych czasach rzymskich wyspa Rodos stała się celem wypraw turystycznych młodych patrycjuszy, którzy zwiedzali zabytki, uczyli się zamierzchłej historii i popijali wino. Cała zresztą Hellada zdawała się im wówczas wielkim muzeum, którego burzliwe dzieje przeminęły i czeka ją tylko spokojna wegetacja w nudzie wiecznego Imperium Romanum. Ale w historii nic nie trwa wiecznie i po stuleciach zastoju nastają wieki gwałtownych zmian.

     W 263 roku po Chrystusie wyspa została zdobyta i doszczętnie złupiona przez Gotów. Jej ludność była już wówczas w dużej części chrześcijańska. Wiarę Chrystusa zaszczepił tu sam Apostoł Paweł, który w czasie jednej ze swych misyjnych podróży nauczał w porcie Lindos. Chrześcijaństwo trafiło na podatny grunt i na miejscu dawnych świątyń wkrótce powstały liczne kościoły i klasztory. Nikt jednak nie niszczył pogańskich pozostałości. Wyspa Heliosa niemal bezboleśnie stała się ziemią chrześcijan.

     Wraz z całą Grecją, po podziale imperium, Rodos weszła w skład Cesarstwa Bizantyjskiego. Konstantynopol, drugi Rzym, nie był w stanie jednak powstrzymać powtarzających się coraz częściej barbarzyńskich najazdów. W 620 roku Rodos zdobyli Persowie, a 15 lat później Arabowie. Wtedy to leżący dotąd przy wejściu do portu Kolos został sprzedany przez najeźdźców żydowskiemu kupcowi, następnie pocięty na kawałki i przetransportowany jako złom do Afryki. (Ponoć karawana przeznaczona do przewiezienia Kolosa liczyła 900 wielbłądów).

     Tymczasem Bizancjum słabło nieustannie. Rodos wpadła przejściowo w ręce Turków seldżuckich, potem krzyżowców, by znów trafić do odnowionego Cesarstwa Bizantyjskiego.

     Jest już wiek XIV - muzułmanie niepowstrzymanie prą na zachód. Upada Królestwo Jerozolimskie, dwór basileusa jest bezradny i szarpany wewnętrznymi walkami, dłużej opiera się najeźdźcom tylko chrześcijańska Armenia. Zdaje się, że losy Rodos również są przesądzone...

     Po upadku Outremer zakony rycerzy broniących Grobu Pańskiego i pielgrzymów utraciły rację istnienia. Rycerzy Świątyni - templariuszy - zniszczy już wkrótce chciwy francuski król Filip Piękny.

     Niemiecki Zakon Najświętszej Marii Panny przeniesie swe zainteresowania z basenu Morza Śródziemnego nad zimny Bałtyk, gdzie da się poznać pogańskim Prusom i katolickim Polakom pod złowrogą nazwą Krzyżaków.

     Wierny swojemu pierwotnemu powołaniu pozostanie tylko zakon Rycerzy Szpitala Jerozolimskiego Świętego Jana zwanych joannitami lub szpitalnikami. Zakon szpitalników został formalnie zatwierdzony w roku 1113 bullą papieża Paschalisa II. Faktycznie zaś pochodzący z Amalfi brat Gerard, założyciel zgromadzenia, rozpoczął działalność jeszcze przed odbiciem Jerozolimy z rąk niewiernych w roku 1099. Opiekował się chorymi i ubogimi pielgrzymami w hospicjum jerozolimskim pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Już po kilkunastu latach otaczało go grono wiernych braci, a w chwili jego śmierci, w roku 1120, zakon miał w Królestwie Jerozolimskim i w Europie całą sieć hospicjów.

     Z czasem zmieniał się charakter zakonu: obok posługujących chorym (z czego zakon nie zrezygnuje nigdy) coraz liczniejsi byli bracia-rycerze, którzy chronili pielgrzymów przed napaściami muzułmanów w drodze do miejsc świętych. W czasie istnienia Królestwa Jerozolimskiego właśnie zakony rycerskie, mimo wzajemnej rywalizacji, wzięły na siebie ciężar walk z siłami islamu.

     Kolejne krucjaty na chwilę tylko powstrzymywały narastające zagrożenie ze strony niewiernych. Po utracie Jerozolimy przez chrześcijan stolicą królestwa została Akka i wtedy to szpitalnicy, mający w posiadaniu słynne zamki Krak de Chevaliers i Margat, byli u szczytu wpływów. Zakon był bogaty i potężny, ale nie cieszył się - w przeciwieństwie do templariuszy - podejrzaną sławą. Szpitalnicy byli ubodzy i oddani swemu powołaniu.

     W czasie oblężenia Akki w 1291 roku rycerze-zakonnicy walczyli bohatersko. Ale miasto upadło, a wskutek rzezi zginęli niemal wszyscy bracia. W kilka lat potem templariusze stracili wyspę Ruad - ostatni przyczółek chrześcijaństwa w Ziemi Świętej. Zakony rycerskie zostały bez ziemi...

     Po upadku Akki siedmiu ocalałych Rycerzy Szpitala dotarło na Cypr. Po kilku latach kapituła generalna obliczy siły zakonu na 80 rycerzy. A przecież jeszcze tak niedawno zakon był w stanie wystawić setki ciężkozbrojnych jeźdźców... Joannici nie załamali jednak rąk i zdając sobie sprawę z grozy sytuacji, szybko stworzyli flotę, która stała się wkrótce nowym symbolem siły i misji zakonu. Wyciągnąwszy wnioski ze smutnego końca templariuszy, rycerze św. Jana chcieli być niezależni od władzy świeckiej. Najlepsza byłaby nieduża wyspa, ale jak ją zdobyć?

     W kłębowisku sprzecznych interesów bizantyńsko-wenecko-genueńskich na Morzu Egejskim joannici popierali zazwyczaj zaprzyjaźnioną Republikę Genui. Dodajmy jednak z uznaniem, że dbając o własne interesy, nigdy nie działali na zgubę innych chrześcijan.

     W roku 1306, wykorzystując sprzyjające okoliczności, Wielki Mistrz Villaret wylądował na Rodos i podbił wyspę w krótkim czasie. Już w roku następnym papież zatwierdził prawa zakonu. W kilka tygodni później Filip Piękny uderzył we francuskich templariuszy...

     O ile zakon wszedł w posiadanie Rodos w sposób, co tu ukrywać, dosyć pokrętny, to cała historia jego panowania jest wspaniałym przykładem bezinteresownej walki w obronie Kościoła i chrześcijaństwa. Zdewastowana, choć bogata wyspa została w krótkim czasie przemieniona przez pracowitych zakonników-rycerzy w Wyspę Cudowną, opiewaną w rycerskich pieśniach. Odżyło rolnictwo, spustoszone winnice znów zaczęły owocować, a miasto Rodos stało się potężną twierdzą i bogatym portem. Tak je opisywał angielski pielgrzym z połowy XIV wieku: "(...) mieszkania wielu zwykłych obywateli dorównują siedzibie wielmożów. Są tam bankierzy, płatnerze i wszelkiego rodzaju rzemieślnicy potrzebni w mieście i w królewskim zamku. Poniżej tej budowli znajduje się budynek szpitala z matką przełożoną, pielęgniarką, lekarzem opiekunem i służebnicą wszystkich dotkniętych niemocą".

     Zakon stał się ponownie modny: setki młodych ludzi z całej Europy przybywało na Rodos, by walczyć w obronie wiary i... szukać przygód. Wysokie wymagania stawiane rycerzom-zakonnikom sprawiały jednak, że zakon nigdy nie był Legią Cudzoziemską średniowiecza ani zbiorowiskiem okrutnych kondotierów. Wszelkie odstępstwa od reguł zakonnych surowo karano, a najbardziej upokarzające było dożywotnie wykluczenie ze zgromadzenia. Rycerze dzielili się (od 1301 roku) na siedem prowincji: prowansalską, owernijską, francuską, hiszpańską, włoską, angielską i niemiecką. Początkowo największe wpływy mieli Prowansalczycy, z czasem dołączyli do nich Włosi.

     Dobrobyt, jakim cieszyła się wyspa, obejmował również jej rodzimą ludność grecką i pewnie dlatego nie było na Rodos żadnych powstań przeciw przybyszom. Z pewnością całkowite poparcie dla planów unii kościelnej z Rzymem nie cieszyło wszystkich prawosławnych, ale rycerze nikogo nie nawracali silą i nie wtrącali się zbytnio w wewnętrzne sprawy wyspiarzy. Dopiero po 1522 roku Rodyjczycy mieli się przekonać, czym jest "tolerancja" muzułmanów wobec innowierców...

     Czas nie upływał jednak Kawalerom Rodyjskim (bo tak zaczęto ich nazywać) beztrosko w cieniu klasztornych krużganków i wśród oliwnych gajów. Islam zagrażał bowiem państwom chrześcijańskim nieustannie, a ich najdalej na wschód wysuniętą forpocztą była obok Cypru właśnie wyspa Rodos. Szpitalnicy nie ograniczali się zresztą wyłącznie do obrony. Zdawać by się mogło, że wróciły dawne czasy rodyjskiego polis - niewielka flota zakonna zdołała oczyścić Morze Egejskie z muzułmańskich piratów. W ręce zakonników wpadła nawet Smyrna w Azji Mniejszej i pozostała w ich posiadaniu aż do 1402 roku. Większość wysp Dodekanezu również pozostawała pod panowaniem Kawalerów.

     Rycerze nie ustawali także w próbach krucjatowych. Uczestniczyli w egipskiej wyprawie bohaterskiego króla Cypru Piotra I w 1365 roku i w ostatniej, nieudanej europejskiej krucjacie pod Nikopolis (1396 rok). Ale najcięższe próby miały dopiero nadejść...

     Po chwilowej uldze w początkach XV stulecia, gdy Tamerlan zniszczył państwa islamu, a tureckiego sułtana Bejazyda zamknął w złotej klatce, potęga Turków znów niebezpiecznie wzrosła. W 1444 roku pod Warną zginął młodziutki król Władysław Warneńczyk. (Już wkrótce w Europie północnej Rzeczpospolita Obojga Narodów stanie się przedmurzem europejskiej cywilizacji w walce z islamem). Rok 1453 przyniósł upadek bohatersko bronionego Konstantynopola. Zdaje się, że przyszedł czas na Rodos...

     Tak myślał, po podbiciu Aten, Trapezuntu, Wołoszczyzny i Bośni sułtan Mehmed II. Wiosną 1480 roku jego 70-tysięczna armia wylądowała na Rodos. Kawalerowie Rodyjscy mogli mu przeciwstawić garnizon w sile 600 rycerzy oraz 2000 żołnierzy i uzbrojonych cywilów. Po odparciu gwałtownego szturmu, w czasie którego utonęły setki napastników, Turcy zdecydowali się na długotrwale oblężenie. Dzień i noc trwał ostrzał artyleryjski, ale mimo zniszczeń kronikarz zakonu najbardziej ubolewał nad stratą beczki pysznego wina rozbitej przez kulę, która wpadła do zakonnej piwnicy.... (Przypomina się opowieść "Sobiepana" Zamojskiego o świni trafionej przez Szwedów "w żywot" na zamojskim rynku). Turcy nie zamierzali rezygnować i przygotowali wielki most pontonowy, który po całonocnej zaciętej bitwie został spalony przez obrońców. Kolejny atak osmańskie wojska przygotowały od strony lądu (jak Demetriusz Poliorketes wiele wieków przed nimi). W krytycznym momencie szturmu, 27 lipca, gdy zielona flaga Mahometa powiewała już nad wieżą italską, ostatnią garstkę rycerzy powiódł na odsiecz siedemdziesięciokilkuletni Wielki Mistrz d'Aubusson, który choć ugodzony włócznią w płuco, powstrzymał wdrapujących się na mury napastników. Co więcej, dzięki znakomitej wiedzy medycznej współbraci d'Aubusson przeżył. Turcy zaś musieli zwinąć oblężenie... Przez kolejne dziesięciolecia rycerze z Rodos nadal stawiali czoło islamskiemu zagrożeniu. Umacniali też rodyjską twierdzę, wiedząc, że ich losy nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Kolejny sułtan turecki Sulejman Wspaniały w 1522 roku osobiście dowodził armią jeszcze potężniejszą niż jego poprzednik przed 40 laty. Jednocześnie zaatakowano Rodos i wszystkie posiadłości zakonu na morzu i w Azji Mniejszej. Nauczony doświadczeniem sułtan postanowił szturmować stolicę tylko od strony lądu. Działania prowadził z wyjątkową konsekwencją. Stopniowo upadały wszystkie twierdze z wyjątkiem Rodos, które odparło kolejne szturmy. Mimo wielkich strat nic nie wskazywało na nadchodzący koniec.

     Niestety, okazało się, że zasoby prochu zgromadzone przez rycerzy są zaskakująco małe. (Dopiero po stuleciach wyszło na jaw, że w zamurowanych podziemiach kościoła św. Jana ktoś zdradziecko ukrył wielkie zapasy prochu). Wielki mistrz l'Isle-Adam nie chciał się jednak poddać, ustąpił dopiero wobec nalegań mieszkańców i rady zakonu. 1 stycznia 1523 roku po honorowej kapitulacji wojska joannitów weszły do portu, by odpłynąć na statkach niepokonanej floty do kreteńskiej Kandii. Nazajutrz siły sułtana wkroczyły do twierdzy. W ciągu kilku lat większość kościołów zburzono lub zmieniono w meczety. Zaprawdę mieli rację ci Rodyjczycy, którzy woleli płynąć z rycerzami w nieznane niż zostać w bisurmańskiej niewoli...

     Upadek Rodos nie był końcem zakonu Kawalerów Rodyjskich, którzy - niezwyciężeni - przenieśli się na Maltę. Stąd pod zmienioną już nazwą Kawalerów Maltańskich mieli jeszcze przez wiele stuleci walczyć zwycięsko w obronie chrześcijaństwa. Istnieją zresztą do dzisiaj, zajmując się swym pierwotnym powołaniem - dobroczynnością i szpitalnictwem. Szkoda, że obecnie nie ma zakonu rycerskiego, który mógłby bronić chrześcijańskiego dziedzictwa Europy. To jednak nie dotyczy już dziejów Rodos.

     Panowanie Turków na Rodos miało trwać przez blisko cztery stulecia. Kwitnąca do niedawna wyspa straciła wszelkie znaczenie - zamulone porty podupadły, winnice wycięto, Grecy nie mogli posiadać żadnej własności osobistej, zabroniono im również mieszkania za murami miast. Nie budowano już świątyń. Okresowe bunty zdesperowanych mieszkańców były tłumione z orientalnym okrucieństwem. Z gorzką nostalgią wspominali mieszkańcy wyspy surowe rządy zakonu szpitalników.

     Gdy cała Grecja po krwawych wojnach z Turcją cieszyła się odzyskaną wolnością, na wyspie zjawili się nowi najeźdźcy - byli to Włosi. Witani w maju 1912 roku jako wyzwoliciele, zostali na wyspach Dodekanezu aż do roku 1943, kiedy zastąpili ich... Niemcy. Ostatecznie grecka flaga zawisła nad starym rodyjskim portem w marcu 1948 roku.

     Dzisiaj Rodos przeżywa kolejny w swej burzliwej historii okres prosperity. Spowodowali go turyści, którzy przybywają tłumnie z całego świata, by zobaczyć słynny akropol w Lindos, zamek szpitalników w Rodos czy Dolinę Motyli. Jak starożytnym Rzymianom wydaje się im, że czas na wyspie stanął w miejscu i nic ważnego już się nie wydarzy. Czy tak będzie? A może czas znów przyśpieszy, przynosząc wyspie nowych bohaterów? O tym przekonają się dopiero potomkowie dzisiejszych Rodyjczyków.

Janusz Kotański
W artykule wykorzystano: Anna Świderkówna Hellenika. Wizerunek epoki od Aleksandra do Augusta, Warszawa 1974; Anna Świderkówna Hellada królów, Warszawa 1999; H. J. Sire, Kawalerowie maltańscy, Warszawa 2000.

Miejsca Święte, nr 83


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej