Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Leśny Dom w Komańczy

     Przedziwne i nieodgadnione są wyroki Boże. Gdyby na parę tygodni przed pamiętną datą wigilii Chrystusa Króla 1955 roku powiedział ktoś, że w najbliższym czasie ustronny dom w Komańczy będzie świadkiem historycznych przeżyć i przyjmie w swe progi J. Eminencję Kardynała Prymasa Polski - Dostojnego Więźnia, ukrywanego od dwu lat przez władze państwowe w różnych miastach Polski - trudno byłoby uwierzyć w możliwość podobnych wydarzeń. A jednak - wielka karta dziejów Domu miała się wnet rozpocząć, a historia Kościoła w Polsce pisała już nowe rozdziały".

     Tak zaczynają się wspomnienia s. Stanisławy Niemeczek o wydarzeniach, które zaznaczyły się w dziejach małej miejscowości wypoczynkowej na skraju Bieszczad - Komańczy, a jeszcze bardziej klasztoru Nazaretanek.

     Komańcza leży na skrawku dziewiczej Polski, jeszcze dziś mało znanej i niewiele zniszczonej działalnością człowieka, odwiedzanej przez wytrawnych turystów i wczasowiczów. Miejscowość jest położona na styku dwóch krain geograficznych: Beskidu Niskiego i Bieszczad. W tym malowniczym zakątku Polski u schyłku lat 20. XX wieku zadomowiły się siostry nazaretanki. Zostały zaproszone przez biskupa diecezji przemyskiej Anatola Nowaka w 1927 roku. Biskup znał siostry z ich działalności wychowawczej w kraju i za granicą. Złożył propozycję matce generalnej Laurecie Lubowidzkiej, obiecał pomoc przy budowie klasztoru i opiekę nad dziełem ze strony lokalnego Kościoła. Już w 1928 roku do Komańczy przybyły pierwsze siostry, które zamieszkały w prywatnym domu nieopodal kościoła. Zajęły się pracą przy kościele i otworzyły punkt ambulatoryjny.

     Miejsce na klasztor zostało wybrane starannie. Miał to być stok niewielkiej góry Birczy, skąd rozpościerały się przepiękne widoki na wieś Komańczę i wszechobecne lasy. Ziemię pod klasztor ofiarował hrabia Stanisław Potocki. Prace zaczęły się od karczunku drzew i budowy prowizorycznej drogi dojazdowej na górę. U podnóża góry przepływa rzeka zwana Osławicą, a z góry spływa do niej niewielki potok Barbarka. Żeby dojść na górę, trzeba nieźle się namęczyć i zmachać. Wjazd w zimie to duże osiągnięcie, nawet jeśli spychacz życzliwych gospodarzy komańczańskich przejedzie chwilę wcześniej.

     Klasztor, nazwany przez siostry Leśnym Domem, od początku miał pełnić funkcje sanatoryjne i wypoczynkowe dla wychowanek, nauczycieli ze szkół nazaretańskich i sióstr chorych na gruźlicę. Za patronkę domu przyjęto św. Tereskę od Dzieciątka Jezus.

     W bardzo krótkim czasie powstał przepiękny klasztor wybudowany w szwajcarskim stylu, z murowaną podbudową i drewnianą resztą dwupiętrowego budynku. Dom zakonny został ostatecznie oddany do użytku w 1931 roku.

     Niezwykłe wrażenie, szczególnie o zmroku, sprawiają skrzypiące deski podłogi położonej w latach 30. ubiegłego wieku, delikatnie zakłócające ciszę domu klasztornego. Nawet krótki pobyt w klasztorze o dowolnej porze roku powoduje niezapomniane doznania. Widziałam Komańczę zimą - spowitą bielą śniegu, latem - tętniącą życiem, pełną turystów i pielgrzymów, wiosną - pokrywającą się świeżą zielenią oraz jesienią, gdy mieni się od kolorowego listowia... Każda pora jest przepiękna, każda tworzy niepowtarzalną scenerię. Cudowne są noce w Komańczy, czarne pomimo tysiąca gwiazd, tak pięknie widocznych na nocnym firmamencie, piękne są poranki, kiedy oszałamia człowieka śpiew ptaków.

     W kronice klasztoru komańczańskiego zapisało się wiele ciekawych historii, szczególnie z okresu wojennego i tuż po wojnie.

     Jesienią 1939 roku władze niemieckie przydzieliły do klasztoru kilka rodzin wysiedlonych z Wielkopolski, zajęły również część pomieszczeń na sztab wojskowy, a później, po zakończeniu działań wojennych, na własne cele wypoczynkowe. Przez cały okres okupacji istniał w klasztorze punkt ambulatoryjny prowadzony przez s. Bernadettę. Pomimo bytności Niemców w klasztorze przebywali nielegalni mieszkańcy - dwaj księża ukrywający się przed aresztowaniem. Jeden z nich pozostawał pod fałszywym nazwiskiem - Śmigaj, a drugi ukrywał się w budynkach gospodarczych. Ze względu na bliskość granicy z Węgrami w klasztorze gościli również "dziwni pielgrzymi"; byli to polscy uciekinierzy, którzy szlakiem przez góry próbowali wydostać się na Zachód. W 1943 roku, po pożarze kościoła w Komańczy, kaplica klasztorna zmieniła się w kościół parafialny dla okolicznych mieszkańców. Z czasów okupacji znana jest ciekawa historia tajemniczego jeńca, który był przetrzymywany w klasztorze przez żołnierzy niemieckich. W kronice klasztoru nie podano jego nazwiska ani pseudonimu, ale każde pokolenie nazaretanek przyjeżdżających w czasie nowicjatu do Komańczy słyszy od starszych sióstr tę dziwną i niesamowitą opowieść... Ze względu na położenie klasztoru przy granicy stacjonowali w nim żołnierze, a część budynku, zajęta jeszcze w 1939 roku, wykorzystywały jako miejsce postoju patrole przewożące aresztowanych Polaków do siedziby gestapo w Sanoku. Pewnego zimowego wieczoru żołnierze przyprowadzili rannego partyzanta. Pozwolili siostrze pielęgniarce zająć się rannym, a później zamknęli go w pomieszczeniu piwnicznym, gdzie miał doczekać rana. Następnego dnia miał zostać przewieziony na posterunek niemieckiej policji. Inna wersja mówi, że miał być rozstrzelany. Ale rano żołnierze zastali tylko wyłamane drzwi i ślady butów z kroplami krwi na białym puchu. Ślady prowadziły w głąb lasu, ścieżką do figury Matki Bożej zwanej Leśną. Przy figurze ślady urywały się. Cała sprawa była zadziwiająca i nie została wyjaśniona pomimo dalszych poszukiwań. Partyzant jakby rozpłynął się w powietrzu. Czy przybyli mu z pomocą przyjaciele z leśnych polan, czy ktoś z mieszkańców? Dlaczego nie było śladów poza figurą Maryi? Pytań bez odpowiedzi było wiele. Po kilku miesiącach siostry otrzymały z Węgier kartkę: "Żyję! Dziękuję Siostrom za wieczerzę". Kilka lat po wojnie człowiek ten zjawił się w Komańczy, aby podziękować Matce Bożej Leśnej. Opowiadał, jak z trwogą ukrywał się pod konarem pobliskiego drzewa i z ufnością wzywał pomocy Matki, a puszysty śnieg spadający z nieba zapewnił mu bezpieczeństwo. Z wdzięczności odnowił figurę Maryi i postawił ją na większym cokole. W 1944 roku w czasie przesuwania się frontu klasztor zmienił się w szpital wojskowy i wielu okolicznych mieszkańców schroniło się u sióstr na okres najcięższych walk. Aż trudno uwierzyć, ale żadna ze stron nie ostrzelała klasztoru. W chwili przejęcia terenu Komańczy przez wojska radzieckie w klasztorze na krótki okres "rozgościł się" sztab radzieckiego korpusu.

     Burzliwie zapisał się okres walk polsko-ukraińskich, który na tych terenach w latach 1944-1947 od płonących domów jest nazywany czasem łun w Bieszczadach. Polacy żyli w nieustannym strachu przed oddziałami UPA. W wyniku walk zginęło wielu naszych rodaków, a także Ukraińców. Dochodziło do pacyfikacji całych wiosek. Dziś jeszcze kilka kilometrów od klasztoru można dostrzec ruiny wioski, która pewnej nocy spłonęła, a jej mieszkańcy zostali zamordowani albo wygnani z ziemi ojców. W 1946 roku banda ukraińska zagroziła samemu klasztorowi, a po wygnaniu sióstr z domu próbowała spalić budynek. W tej sytuacji groźnej i strasznej z pomocą przyszli okoliczni mieszkańcy. Sami Ukraińcy przekonywali samozwańczy oddział, że siostry od lat służą im pomocą medyczną, nie patrząc na narodowość. Dzięki takiemu wstawiennictwu i pomocy siostry przeżyły, a klasztor ostał się. Wraz z przejęciem władzy w Polsce przez komunistów zmieniła się sytuacja nazaretanek. Większość szkół i ośrodków prowadzonych przez siostry na terenie kraju została przejęta na rzecz państwa. Zgromadzenie, żeby się utrzymać, musiało podjąć różne prace. Pomimo walki władzy państwowej z Kościołem siostry w Komańczy spotykały się z życzliwością niektórych miejscowych partyjnych - w zakładach państwowych zatrudniali oni kilka z nich do różnych prac. Było to: Nadleśnictwo w Sanoku, Kombinat Przemysłowy w Rzepedzi, Ośrodek Transportu Leśnego w Sanoku. Duża część lasu w rejonach Komańczy zawdzięcza swój żywot nazaretankom, ponieważ tym właśnie się zajmowały - sadzeniem i opieką nad młodymi drzewami, szkółkami leśnymi.

     Jeszcze przed pobytem Prymasa Wyszyńskiego w Komańczy siostry były poddane inwigilacji. Wobec domu i sióstr prowadzono pracę operacyjną. Klasztor nosił kryptonim "Wrona". Goście i wczasowicze także byli pod nieustanną "opieką" i kontrolą. Należy pamiętać, że władze miały ułatwioną pracę, ponieważ każdy dłuższy pobyt należało zgłosić na posterunku MO i zapisać w księdze meldunkowej. Dzięki otwartym dziś zasobom IPN można prześledzić listę osób obecnych w Komańczy w ciągu tych wszystkich lat. W sprawozdaniach oficerów operacyjnych wielokrotnie pojawiały się zapisy o działalności antypaństwowej, o wrogach Polski Ludowej, o tym, że Komańcza jest miejscem spotkań wrogów narodu - byłych żołnierzy AK i członków WiN. Natomiast po pobycie Prymasa miejscowość szybko zaczęła się stawać miejscem pielgrzymek. W sprawozdaniach podawano więc recepty na powstrzymanie praktyk religijnych. Nakładano na siostry kary za prowadzenie ośrodka wypoczynkowego, nakłaniano przedsiębiorstwa do zwolnienia sióstr z państwowych posad, często przeprowadzano wizytacje sanitarne, nakłaniano gminę do odebrania dzierżawionej przez siostry ziemi.

     Niezatarte wspomnienia z historii Leśnego Domu pozostaną jednak z czasów, kiedy przez rok żył tam Prymas Tysiąclecia. Skazany na więzienie w 1953 roku po słynnym non possumus, przetrzymywany w zamknięciu i odosobnieniu, był szykowany do wielkiego procesu pokazowego. W poprzednich miejscach odosobnienia - Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim i Prudniku Śląskim - traktowany jak groźny więzień, w Komańczy miał dużo większą swobodę. W porównaniu z wcześniejszym więzieniem warunki w Komańczy były prawie luksusowe. Przede wszystkim Prymas pierwszy raz od czasu aresztowania nie mieszkał pod wspólnym dachem ze strażnikami, dano mu swobodę poruszania się po domu i najbliższej okolicy. Sam klasztor został włączony w pas graniczny, a około 100 m od budynku, w willi "Wiera" powstał posterunek WOP. Przy drodze wjazdowej do klasztoru pojawiły się budki graniczne, ażeby się do niego dostać, trzeba było mieć przepustkę z ministerstwa. Okolice patrolowali żołnierze WOP, którzy kontrolowali drogi do Komańczy i przystanek kolejki wąskotorowej.

     Władze komunistyczne pozwoliły rodzinie i dostojnikom kościelnym odwiedzać Prymasa Wyszyńskiego. Tu po dwuletniej rozłące spotkał się ze swoim ojcem. To w komańczańskim klasztorze Prymas Tysiąclecia przygotował Rotę Ślubów Narodu Polskiego, Wielką Nowennę Tysiąclecia Chrztu Polski, cały czas pisał także Listy do moich kapłanów, Zapiski więzienne, Dziennik duchowy. Siostry zapewniły mu pomoc sekretarską.

     Dzisiaj historia uwięzienia Prymasa w Komańczy jest dobrze opisana, znane są nazwiska odwiedzających, ważne decyzje, które tutaj zapadły Wspomnienia spisane przez s. Stanisławę, sekretarkę Prymasa, ukazują dostojnika w jego zwyczajności. Siostra wspomina, jak w ogrodzie oglądał owoce pracy sióstr, jak w czasie sianokosów i żniw zachodził do koszących, jak na zakończenie prac polnych uczestniczył w ognisku i zajadał się pieczonymi ziemniakami. Zachwycał się pięknem przyrody, zachodzącym słońcem. Tak zwyczajnie...

     Po roku, w bardzo trudnym dla Polski okresie, w czasie tzw. odwilży październikowej, Prymas został poproszony przez nowe władze o powrót z wygnania. W klasztorze przebywał od 29 X 1955 do 28 X 1956 roku, cały rok, tak bardzo brzemienny w skutki dla późniejszych dziejów Kościoła w Polsce. Później, już jako gość, a nie więzień, odwiedził Leśny Dom trzykrotnie.

     Już pod koniec lat 50. Komańcza stała się miejscem, gdzie zaglądali i przybywali wczasowicze, turyści czy pielgrzymi. Nazaretanki początkowo udostępniły zwiedzającym pokój Prymasa na I piętrze klasztoru, natomiast po kilku latach, ze względu na dużą liczbę odwiedzających, utworzyły izbę pamięci na parterze budynku. Dzisiaj Komańcza jest miejscem, które odwiedza większość turystów przyjeżdżających w Bieszczady. Organizowane są pielgrzymki oraz wycieczki, w sezonie letnim grupa za grupą wspina się na Birczę.

     Jeszcze kilka lat temu gości witała przed klasztorem zawsze uśmiechnięta s. Eliza, nazaretanka, która prawie całe życie zakonne spędziła w Komańczy. Przyjęła na siebie rolę gawędziarza Leśnego Domu. Stali bywalcy doskonale znają historię jej życia, a także pieśń Dziad i baba, którą chętnie śpiewała swym tubalnym głosem. Dziś jeszcze krążą opowieści o ściganiu siostry przez władze komunistyczne za naukę religii w Komańczy i okolicznych wioskach. Siostra pracowała na terenie parafii jako katechetka od 1960 roku. Kilka lat później, w 1968 roku, została oskarżona o "nielegalne prowadzenie zajęć w punktach katechetycznych", za co groziło jej więzienie. Cała sprawa skończyła się skazaniem siostry na grzywnę i wielokrotnych zakazach nauczania religii. Dziś przeszła na zasłużoną emeryturę, a jej rolę w oprowadzaniu grup przejęła s. Bogumiła.

     Komańcza - kraina zieloności, połacie wielkich przestrzeni, las, las... Warto choć na moment zaszyć się w tym przepięknym skrawku południowej Polski i odpocząć w klasztornej ciszy.

Ikona w kościele greckokatolickim

     Cudowna ikona Najświętszej Maryi Panny w typie Hodegetrii pochodzi z nieistniejącej cerkwi we wsi Śliwnica na trasie Przemyśl - Sanok. Z opowiadań wiadomo, że cieszyła się szczególnym kultem. W czasie drugiej wojny światowej cerkiew spłonęła. Ikonę znaleziono nieopodal pogorzeliska. Po wojnie obraz opuścił wieś. Jego powojenne losy nie są całkiem jasne. Na początku lat 90. ubiegłego wieku obraz trafił do Komańczy, do nowo zbudowanej cerkwi, gdzie od razu został otoczony szczególną czcią.

     Gdy ikona opuściła Śliwnicę, we wsi wzrosła liczba wypadków. Kiedy powiązano obydwa fakty, proboszcz miejscowej parafii rzymskokatolickiej poprosił o kopię ikony. Od powrotu obrazu wieś znów otacza szczególna opieka Maryi.

Ks. Andrzej Żuraw



S. Maria Józefa Życińska CSFN
S. Niemeczek, Kronika z pobytu ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski w Komańczy, 1958, mps; D. Kozieł, Nazaretanki, w: Diecezja przemyska w latach 1939-1945, t. III, pod red. J. Krausa i J. Musiała, Przemyśl 1990, s. 469-475; B. Zamora, Ojciec narodu w komańczańskim klasztorze, Mielec 2009.
Miejsca Święte, nr 165


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej