Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Notatki z Sajgonu

Moje myślenie o Sajgonie ukształtowały amerykańskie filmy. Z zapamiętanymi z nich obrazami przybywałem do tego miasta. A pobyt w Wietnamie umożliwili mi moi francuscy przyjaciele i jestem im za to bardzo wdzięczny. Sajgon, zdegradowana w 1976 roku stolica południowej części Wietnamu, dzisiaj jest metropolią liczącą ponad 5 milionów mieszkańców i siedzibą dwóch uniwersytetów. Centrum miasta ciągle jest bardzo piękne, choć bieda wyłazi wszystkimi możliwymi szparami. Ale po kolei.

LOTNISKO

Pamiętałem komunikaty z lat siedemdziesiątych o jego bombardowaniu. Rozglądałem się też wokół z dużym zaciekawieniem. Port lotniczy nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości: jestem w komunistycznym kraju. Dlaczego? Wyobraźmy sobie ogromnąhalę przylotów, zupełnie pustą. Wypełniali jątylko aktualnie przybyli i ponad 20 siedzących obok siebie, przy stolikach, urzędników granicznych. Byli młodzi, mówili po angielsku, ale na twarzach jakby maski: żadnego drgnienia, uśmiechu, gestu, kontaktu, ludzkiego odruchu. Sama tylko śmiertelna powagą napięcie, uwagą ostrożność. Chyba chodziło o to, żeby nie przepuścić wrogą który może usiłuje sforsować granicę?! Kto wie?! Tym młodym mo- łojcom z Vietcongu brakowało tylko pepesz. Tam, na granicy zwątpiłem przez chwilę czy wyjazd do Wietnamu był sensowny. Jacek, mój francuski przyjaciel, ostrzegał mnie: "Chceszjechać do komunistycznego kraju? Mało tego miałeś u siebie?!"

Miałem, rzecz jasna, w paszporcie wizę wystawio- nąprzez wietnamską ambasadę w Warszawie. Okazało się, że to nie wystarcza. Musiałem wypełnić specjalny formularz (z prawie setkąpytań!) i ozdobić go własnym zdjęciem...

POJAZDY

Formalności graniczne to jeszcze nie koniec zdziwień. Kolejna sytuacją znana mi dotąd z filmów stała się rzeczywistością na ulicach Sajgonu: rzeka czy raczej morze, a nawet ocean pojazdów dwukołowych - rowerów, motorynek, skuterów! Tego nie da się porównać z niczym, co znamy w Europie. Całe ulice pełne jednośladów! Naiwny turysta myśli, że tylko ulice, że chodnik należy do niego! Otóż to jest błąd; również na chodnikach nie powinniśmy czuć się zbyt pewnie: przecież przy tak zatłoczonych jezdniach nie powinno nikogo dziwić wykorzystywanie każdej luźnej przestrzeni, każdego nie zajętego fragmentu. A że takimi fragmentami są wyłącznie chodniki? Ostatecznie turysta może podziwiać zręczność młodych Wietnamczyków, Opatrzność, która nad nim czuwa,no i może zatęsknić za starymi, europejskimi zwyczajami!

MÓJ HOTEL

Wróćmy jednak do śladów socjalizmu w codziennym życiu. Dostrzegłem je np. w zatrzymaniu paszportu w recepcji hotelu. Mój uprzejmy przewodnik tłumaczył (a zawsze był pełen uśmiechów i ukłonów), że to dla mojego dobra: paszport mógłby mi np. zginąć, wypaść, zostać ukradziony. I jak w to nie wierzyć?

Na każdym piętrze hotelu stale siedział "korytarzowy", który czujnym okiem rejestrował wejścia, wyjścią obyczaje. Śniadanie wybierało się każdorazowo zaznaczając potrawy krzyżykiem na specjalnej karcie.

A kiedy zasiedliśmy do obfitego i smacznego lunchu, mój przewodniki kierowca samochodu-nie jedli razem ze mną. Dla nich była przeznaczona inna, pośledniejsza sala. Panami są turyści. Pewnie dlatego też we wspomnianym samochodzie (duża, czarna limuzyna) zawsze otwierano przede mnądrzwi.

SPRAWY KOŚCIELNE

Bardzo byłem ciekaw wietnamskiego katolicyzmu, który po roku 1975 przeszedł falę surowych prześladowań. W samym centrum miasta stoi ogromna katedra Matki Boskiej, zbudowana pod koniec XIX wieku przez Francuzów. Cegły na budowę, trwającątylko cztery łatą przywieziono z Marsylii. Przed katedrą na dość zadbanym skwerku, stoi posąg Matki Bożej Królowej Pokoju.

Wnętrze świątyni, typowe dla neogotyku, bardzo ciemne - chyba dla uchronienia przed palącym słońcem. Zwróciła też mojąuwagę prostą niewyszukana katedra biskupa Sajgonu - od dwu lat zresztą wakująca.

Obok świątyni odnaleźliśmy całkiem pokaźny sklep (chciałoby się napisać "Przy katedrze", jak w Pelplinie) z dewocjonaliami. To tam spotkałem siostrę Lam, osobę ogromnej kultury i żywej inteligencji. Przez kilka lat przebywała w Szwajcarii, a teraz prowadzi wspomniany magazyn i szkołę języków obcych dla wietnamskich dzieci. Okazało się zresztą że równie sprawnie Siostra uczy dorosłych. Jedyne zapamiętane wietnamskie słowo zawdzięczam właśnie jej: chodzi o nazwę Polski, co brzmi po wietnamsku B A-LAM. "Zapamięta ksiądz łatwo moje imię dzięki temu. Jestem siostra Lam". Istotnie, zapamiętałem.

Według mojej rozmówczyni sytuacja Kościoła w Wietnamie ciągle się poprawia. Trudne były pierwsze lata po roku 1975. Dziś jeszcze nie jest idealnie (m.in. znakiem tego jest właśnie nieobsadzona stolica biskupia w Sajgonie), ale nie ma porównania z okresem bezpośrednio po upadku Wietnamu Południowego.

Zadziwiły mnie godziny Mszy świętych w niedzielę, w sajgońskich kościołach. Pierwsze bowiem nabożeństwa odbywają się już o...5.00 rano! Potem o 6.30 i 8.00, a następne o 16.30 i 18.00. Tłumaczyłem sobie taki rozkład znowu usiłowaniem uniknięcia największego skwaru. W każdym razie nikt z miejscowych nie rozumiał mojego widocznego zdziwienia takimi godzinami.

ŚLUB

Miałem też (oczywiście zupełnie przypadkowo) okazję uczestniczenia we Mszy św. ślubnej. Ceremoniał sakramentu jest taki sam w całym Kościele, ale kilka szczegółów drugorzędnych zwróciło mojąuwagę. Otóż na czytania tej Mszy św. - młoda para, oboje, podeszli do ambonki: stali obok siebie, a Pan Młody przeczytał tekst Pisma Świętego. Wydawało mi się to niesłychanie stosowne i piękne: na swojej ślubnej Mszy św. Oboje jakby głosili Słowo Paną któremu chcąw życiu małżeńskim pozostać wierni.

Zdarzało mi się już widzieć w Polsce, że Pan Miody podchodził, aby przeczytać tekst Pisma Świętego.; nigdy nie widziałem pary aktywnie wykonującej czytania. Zastanawiam się jednak, czy udałoby się polskich narzeczonych przekonać do takiego scenariusza?

Drugi ciekawy moment dokonał się po ceremonii zaślubin. Młodzi otrzymali dwie świece, które odpalili od paschału i postawili na specjalnej podstawce przy ołtarzu. To był ich bardzo osobisty dar ołtarza na tę Eucharystię.

Równocześnie jest to jakiś znak tego, że nie zapomną o takich darach w zaczynającym się życiu rodzinnym.

Wreszcie, już po Mszy Św., ksiądz staje razem z młodymi przed ołtarzem i tam wykonuje się pamiątkowe, wspólne zdjęcie.

Oba sajgońskie kościoły, które widziałem, robią wrażenie ubogich; zauważyłem np. liczne zacieki i liszaje na ścianach; prezbiteria wszakże i ołtarze były czyste i zadbane.

Znak pokoju przekazuje się tu przez głębokie pochylenie ku sąsiadom. Jest to gest naturalny w buddyjskiej kulturze; oglądałem go wielokrotnie w buddyjskich świątyniach. Ksiądz, rozpoczynający Mszę Św., także nie przyklęknął przed tabernakulum, a ty lko się bardzo głęboko, przed Najświętszym Sakramentem pochylił.

Sajgończycy klękają jednak na czas Przeistoczenia i trwają w tej pozycji aż do Ojcze Nasz.

Wreszcie zwraca uwagę odświętny wygląd wiernych i duży procent uczestniczącej w niedzielnej Mszy św. młodzieży.

AMBASADA

W tym miejscu bardzo chciałem się znaleźć. Mojego przewodnika poprosiłem o pokazanie ambasady amerykańskiej w pierwszej kolejności.

Z ulicy widoczne są wyraźnie schody prowadzące na taras ulokowany na dachu budynku. To przecież stąd odlatywały ostatnie helikoptery do USA, w końcowych dniach kwietnia 1975 r.

Kroniki filmowe utrwaliły obraz dziesiątek, a pewnie raczej nawet setek tysięcy przerażonych Wietnamczyków współpracujących z Amerykanami, których teraz sojusznicy zostawiali na pastwę zwycięzców z północy... Oczyma duszy widziałem wyciągnięte ręce, rozpaczliwe wysiłki sforsowania metalowego ogrodzenia ambasady; słyszałem jęki rozpaczy i myślałem o wolności, odpowiedzialności, polityce, zdradzie. To straszne miejsce nie przynosi chluby Ameryce.

To także tutaj, 30 kwietnia 1975 roku, przez główną bramę, wjechał na teren opustoszałego już gmachu pierwszy czołg Vietcongu. Ten fakt wyznaczył cezurę w najnowszej historii Wietnamu.

Dziś, po 22 latach od tamtych wydarzeń, nowy ambasador Stanów Zjednoczonych, który zresztą sam był uczestnikiem wietnamskiej wojny, planuje odzyskać budynek i otworzyć w nim konsulat amerykański. Ponieważ w ostatnich latach stosunki między obu krajami się znacznie polepszyły, moi rozmówcy uważali takie rozwiązanie za całkiem możliwe. Kiedy siwy gmach dawnej ambasady oglądałem z różnych stron, podszedł do mnie Wietnamczyk, który powiedział coś z czego zrozumiałem tylko: "Helikoptery, helikoptery..." Uświadomiłem sobie, że wielu turystów przyjeżdża do Sajgonu przede wszystkim ze względu na ten budynek i jego ponurą sławę. Widziałem także wielu młodych Amerykanów chodzących w skupieniu po słynnym tunelu Cu-Chi (liczy ponad 200 km, wykopany przez Vietcong stanowił całe podziemne miasto w dżungli z sypialniami, kuchniami, jadalniami, salami zebrań, położony ok. 60 km od Sajgonu; w czasie wojny dżungla została spalona napalmem, dlatego dziś las składa się tylko z młodych drzew; Amerykanie nie mogli go zdobyć, bo korytarze wystarczały Wietnamczykom, ale nie mieścili się w nich lepiej zbudowani żołnierze USA), także po Muzeum Wojny. "- To są synowie tych, którzy uczestniczyli w tej wojnie. Chcąnaocznie przekonać się o wszystkim" - powiedział mi mój przewodnik.

Miałem wrażenie, że Wietnamczycy nie umieją wyzwolić się z pamięci o tamtych strasznych latach. Wojna to przecież śmierć ponad 3 milionów mieszkańców kraju i 58000 Amerykanów. Zniszczonych zostało, w czasie jej trwania, 3000 szkół, blisko 2000 szpitali i placówek służby zdrowia; blisko 500 kościołów i 465 innych świątyń. Według danych rządu amerykańskiego wojna kosztowała ponad 350 bilionów dolarów. A ponieważ skończyła się stosunkowo niedawno i ponieważ towarzyszyło jej okrucieństwo niezwykłe z obu stron konfliktu, trudno się dziwić, że Wietnamczycy teraz dopiero - i to dość nieśmiało - próbują wychodzić poza nią.

PRASA

Przeczytałem kilka numerów dziennika wydawanego w języku francuskim "Le courrier du Vietnam". Miałem wrażenie, że czytam "Trybunę Ludu" z czasów realnego socjalizmu. Na pierwszej stronie, na najważniejszym miejscu zawsze wódz (premier, minister, przywódca partii itp.), jego zdjęcie, wypowiedź. Gazeta z zachwytem informuje gdzie był, z kim się spotkał, kogo przyjął, co odwiedził. Podkreśla się myśli, uwagi, spostrzeżenia, określenia,zdania... Typowo dworska gazeta, dla której ważna jest jedna gwiazda. Dla czytelnika w każdym razie staje się to przytłaczająco nudne, nawet wtedy gdy przytaczane myśli sągłęboko słuszne.

Cośjednak się rusza. Pojawiająsię pierwsze reklamy, także w TV, pierwsze zachodnie "podboje" (proszki do prania, szampony, pasty do zębów - takie same jak u nas). Partia komunistyczna zaczyna sobie zdawać sprawę z korzyści jakie płyną z normalnych relacji z państwami kapitalistycznymi. Najgłębiej w gospodarkę Wietnamu wkroczyły Francja, Chiny i Japonia; USA dopiero sąu początków. Wymienione trzy kraje mająna kulturę wietnamską wpływ od dawna. Znajduje to swoje odbicie w przysłowiu mówiącym, że Wietnamczyk powinien mieć dom francuski jeść jak Chińczyk, a ożenić się z Japonką.

Dodam na koniec, że 50 proc. mieszkańców kraju wyznaje buddyzm i obecność tej religii jest najbardziej zauważalna; 30 proc. to chrześcijanie (głównie katolicy), a 20 proc. to wyznawcy różnego typu sekt religijnych.

Kiedy mówimy o buddyzmie, to koniecznie trzeba podkreślić fakt, że zwykle obok świątyni znajduje się szkoła albo szpital (często zresztąi jedno i drugie). Świątynie bowiem, z ofiar, jakie składająwyznawcy bardzo hojnie wspomagająoba typy instytucji.

TOALETY

Ta obserwacja wprawiała mnie w niemałe zakłopotanie: w Sajgonie nie ma publicznych toalet, a ściślej jest jedna, na centralnym dworcu kolejowym. Jak zatem winno się postępować w chwilach trudnych? Sajgończycy znaleźli rozwiązanie proste: przystając lub przykucając (młodsi i starsi!) wszędzie - przy drzewach, na skwerkach (Sajgon ma dużo zieleni), na trawnikach... Przyznaję, że bardzo mnie te widoki zniechęciły do zakupów u wszechobecnych ulicznych handlarzy...

TAKA SOBIE REFLEKSJA

Przyglądałem się z ogromną uwagą mieszkańcom azjatyckich krajów, które odwiedziłem w tym roku. Po powrocie, u Ryszarda Kapuścińskiego (Lapidarium III, s. 156) znalazłem uzasadnienie. Autor przytacza opinię, że "przyszłe stulecie będzie... wiekiem Azji". Widocznie podświadomie przygotowywałem się już do lepszego zrozumienia przyszłości...

Ks. Wiesław Mering
Pielgrzym nr 204


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Cel życiaWierzyć nie rozumiejąc Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...

Historia i tradycja modlitwy Pod Twoją obronęHistoria i tradycja modlitwy "Pod Twoją obronę"

Początki kościoła katolickiego na BiałorusiPoczątki kościoła katolickiego na Białorusi

Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej