Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Urodziny Taize

     To było lato 1986 r. Razem z grupą upośledzonych umysłowo i ich przyjaciół - czyli z "Muminkami" - wyruszyłam na pielgrzymkę do Lourdes. Na naszej trasie było Taize, o którym marzyłam od wielu lat.

     Pierwszy kontakt ze wspólnotami Taize miałam w czasach licealnych - to był rok 1979-80, kiedy niewielkie grupki młodych spotykały się w Poznaniu w prywatnych mieszkaniach, a później w niektórych parafiach na rozmowach i śpiewach. Ideą ekumenicznej jedności i... śpiewaniem kanonów zaraziła naszą klasę profesor od biologii Elżbieta Pajsert. To z nią wyjeżdżaliśmy w Karkonosze. Tam w schronisku "Samotnia" długo w noc płynęły łacińskie kanony. W 1981 r. odbywało się pierwsze w Polsce duże spotkanie Taize w Katowicach - mieszkaliśmy w rodzinach, spotykaliśmy się na wspólnej modlitwie i z zachwytem słuchaliśmy brata Rogera. Brat Roger wówczas już po raz czwarty odpowiedział na zaproszenie bp. Herberta Bednorza, z którym był zaprzyjaźniony od czasu Soboru Watykańskiego II.

     Pobyt w Polsce w roku 1981 zbiegł się z chorobą papieża Jana Pawła II po zamachu na jego życie oraz ze śmiercią i pogrzebem kard. Stefana Wyszyńskiego. Brat Roger i towarzyszący mu bracia z Taize byli przy trumnie Prymasa Polski w chwili ostatniego pożegnania w jego rezydencji oraz w dniu pogrzebu. Wprost z Warszawy brat Roger udał się do Rzymu, aby rannemu Papieżowi zawieźć bukiet polnych kwiatów nazbieranych przez polską młodzież na podwarszawskich łąkach.

     Przeżycie głębokiej jedności Kościoła, które towarzyszyło mi od czasu katowickiego spotkania, prowadziło do poszukiwań prawdziwie chrześcijańskiej atmosfery w moim otoczeniu. Tak trafiłam również do wspólnoty Wiara i Światło, czyli do polskich "Muminków". I teraz spełniało się moje marzenie. Dojechaliśmy do Taize. Skromne zabudowania, wielki biały brezentowy namiot spotkań i długa kolejka młodych ludzi z miseczkami w dłoniach - to widok, który nas przywitał. My również, uzbrojeni w plastikowe naczynia, stanęliśmy po bułki i porcję zielonego groszku.

     I natychmiast ogarnęła nas cudowna atmosfera tego miejsca. Wśród setek osób i wielu języków panowało niezwykle poczucie wzajemnej akceptacji, serdeczności i otwarcia na drugiego człowieka. We mnie - wyrwanej na krótko z komunistycznego betonu - największe wrażenie robił... uśmiech. Tam ludzie uśmiechali się do siebie - choć nie byli znajomymi. Widzieli się pierwszy raz i na krótko.

     Po kolacji poszliśmy do namiotu spotkań, gdzie słychać już było kanony prowadzone przez chór. Tam miał przyjść brat Roger. Siedzieliśmy na podłodze, niektórzy klęczeli. Obok mnie klęczał upośledzony chłopiec, powtarzał tylko końcówki łacińskich wyrazów. Wtedy właśnie - wśród ludzi różnych języków i wyznań, i takich, którzy mówili, że nie wiedzą, w co wierzą i czy w ogóle wierzą - poczułam znów tę głęboką jedność. Pewność, że szukamy tego, co łączy, co daje nadzieję i radość życia. W Taize o tym właśnie można było usłyszeć od brata Rogera, ale również doświadczyć tej wielkiej nowości Ewangelii, tej szokującej wciąż nowiny, z którą przyszedł na ziemię Jezus Chrystus: Bóg jest miłością i to Miłość jest najgłębszym spoiwem Kościoła.

     Kiedy do namiotu wszedł brat Roger poprzedzony przez dzieci, które garnęły się do niego - na chwilę zapadła modlitewna cisza. Upośledzony chłopiec klęczący obok mnie szepnął: - To anioł, wiesz? Przyszedł anioł! Dobro, łagodność i nieziemski uśmiech brata Roger sprawiały, że wszystko wydawało się proste, możliwe, pełne nadziei - na pewno był z nim jego anioł. Wyjeżdżając następnego dnia rano z Taize, byliśmy napełnieni ogromną radością, niemal pewni, że powrót do komunistycznej Polski nie zniszczy w nas śladów tej innej rzeczywistości.

     Podczas swojej krótkiej wizyty na wzgórzu Taize w 1986 r. Jan Paweł II w prostych słowach ujął charyzmat tamtejszej wspólnoty: "Do Taize przybywa się jak do źródła. Wędrowiec zatrzymuje się, zaspokaja pragnienie i rusza w dalszą drogę. Wiecie, że bracia nie chcą was zatrzymać. Chcą w modlitwie i ciszy pozwolić wam pić wodę żywą obiecaną przez Chrystusa, poznać Jego radość, odkryć Jego obecność, odpowiedzieć na Jego wezwanie, abyście mogli potem wyruszyć i świadczyć o Jego miłości, służąc braciom w waszych parafiach, w waszych szkołach, na uniwersytetach i we wszystkich miejscach pracy".

     W tych dniach Taize obchodzi 70. urodziny. Wszystkiego najlepszego!


Elżbieta Ruman


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 września 2010


   

Wasze komentarze:
 Krystyna: 05.10.2006, 10:01
 Swieta racja ! Mozna wypowiedziec wiele slow milych, cieplych,przyjemnych itd.. ,ale nie opartych na slowie Jezus . To coz one beda znaczyc?Czy beda one wiarygodne?Moze za nimi kryc sie falsz , klamstwo,ironia itd...A Jezus powiedzial- JA JESTEM PRAWDA i tylko prawda moze nas wyzwolic.Dlatego gratuluje . Juz Ksiadz przemowil!
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej