Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wrogów zawsze mieć będziemy

     Dwuznaczna postawa władz państwowych wobec krzyża przed Pałacem Prezydenckim, napaści na krzyż i modlących się, antykatolickie wystąpienia lewicy i propaganda w mediach - sprawiają wrażenie czegoś nowego. Tymczasem ataki na krzyż i chrześcijaństwo to zjawisko stałe. Dotyczy i krwawych prześladowań, i codziennej złości.

     Już św. Pawei w Pierwszym Liście do Koryntian stwierdzi}, że skoro ludzie nie chcieli znaleźć Boga posługując się rozumem, Bóg objawił siebie prowokacyjnie, przez "głupstwo krzyża". Stając się człowiekiem, dał się ukrzyżować, choć oczekiwany Mesjasz miał być królem-triumfatorem.

     Czytamy następnie: "Gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest skandalem dla Żydów, a głupstwem dla pogan" (1 Kor 1, 22-23). Mamy tu w pigułce dwie postawy, które bynajmniej nie ograniczają się do ludzi starożytnych. Są niedowiarki, które żądają od Boga dowodów rzeczowych, oraz przemądrzali, którzy wolą rzeczy wzniosłe od prawdziwych. Jednym i drugim krzyż wadzi. Jest bowiem znakiem wiary trudnej, "znakiem sprzeciwu".

     Zacząłem od postaw ludzi rozumujących, ale inicjatywa w epoce prześladowań należała często do żądnego krwi tłumu. Niemniej jednak uzasadniali je i myśliciele, jak Celsus i Krescens. Filozof na tronie, Marek Aureliusz, polecił skazać chrześcijan napadniętych w Lyonie przez motłoch. Jak zauważył św. Augustyn, nieuczone masy są podżegane do większej nienawiści przez uczone autorytety ("O państwie Bożym" 4,1).

     Okresowe krwawe prześladowania łączyły się ze zniesławianiem. Powtarzano zarzuty stawiane Żydom i innym grupom religijnym (nienawiść do ludzi, występki seksualne - nie czytali Państwo ostatnio czegoś w tym guście?). Na tym poziomie sytuuje się sławny rysunek z Palatynu, przedstawiający ukrzyżowanego człowieka ż głową osła, z greckim podpisem: "Aleksamenos czci boga". Inspirowały go może pogańskie plotki, że Żydzi czcili w świątyni posąg osła. Oto odpowiednik dzisiejszych frustratów internetowych, piszących o Chrystusie jako trupie czy zombie.

     AWANTURY RODZIME

     Motłoch i elitę połączył w jednej osobie Erazm Otwinowski, pisarz i dyplomata, teolog ariański, który w Lublinie w roku 1564 w czasie procesji Bożego Ciała wyrwał księdzu monstrancję z Hostią i podeptał ją, co uszło mu bezkarnie dzięki protestanckim protektorom politycznym. W roku 1638 uczniowie ariańskiej szkoły w Rakowie zniszczyli krzyż przydrożny we wsi Szumsk, za co sąd sejmowy po śledztwie szkołę zamknął. Ścięcie krzyża w Przemyślu ma przodków...

     Nie na darmo pamięć o arianach polskich była za czasów komunistycznych popularyzowana. Innych użytecznych prekursorów też wtedy wyciągano, jak Andrzeja Frycza Modrzewskiego, szkodliwego doktrynera, zwolennika podporządkowania Kościoła i szkoły państwu oraz protekcjonizmu gospodarczego. Państwowej edukacji chciał również brat czeski Jan Amos Komeński, potem jako kolaborant Szwedów zbiegły z Polski. W czasach nowszych młodzież polska nieraz zachłystywała się wolnomyślnym Wolterem. Mamy też galerię agresywnych ateistów sprzed stu lat, o tyle dziś niewygodnych jako patroni, że byli jadowicie antysemiccy (broszura Niemojewskiego o moralności Żydów w świetle Talmudu mogłaby konkurować z analogicznym paszkwilem Rosenberga). Kompletnie zapomniane są zamieszki studenckie na UJ w Krakowie w 1910 r., tak zwana "cymermaniada", wymierzone przeciwko nominacji ks. Zimmermanna na profesora socjologii; w czasie jego wykładu córka znanego ateusza, prof. Bujwida, wysiusiała się publicznie. Antyklerykalni chłopi potrafili w czasie wizytacji biskupiej wozić przed kościołem gnój.

     Nie tylko hitlerowcy strzelali do krucyfiksów (jak Berta Bauer w Licheniu). Robili to także rodzimi posiadacze broni (przypadek we wsi Piersiec). Krzyże na cmentarzach bywają często wywracane i kradzione. Ohydne profanacje pseudoartystów też znamy.

     Nie ma więc sensu szukanie genezy niechęci do Kościoła i krzyża we "wpływach żydowskich". Ortodoksyjni Żydzi odnosili się do tego znaku oczywiście niechętnie, ale ich wpływ na myślenie Polaków był znikomy, a jeżeli już, to pośredni (przez żydowskich komunistów albo przez filosemickich pięknoduchów). Wpływ sprzeciwów wobec krzyża oświęcimskiego był raczej odwrotny od zamierzonego. Liczni Żydzi dzisiejsi, przywiązani do swoich symboli, rozumieją, o co chodzi katolikom.

     Bezpośrednim poprzednikiem obecnych wrogich nastrojów jest oczywiście system komunistyczny. To Sowieci, jak przedtem rewolucja francuska, połączyli fizyczną przemoc wobec wierzących i niszczenie świątyń ze wstrętnymi fałszywymi oskarżeniami. A dzieci uczono palić domowe ikony.

     Polskojęzyczne władze PRL ustanowione przez Sowiety widziały w katolicyzmie głównego wroga. Stąd szeroka mobilizacja wszystkich sił, od tradycyjnych wolnomyślicieli po rekrutowany masowo do UB i milicji element kryminalny. Czyż morderca ks. Jerzego Popiełuszki i jego wspólnicy to nie rodowici Polacy? Władze walczyły z wystawianiem krzyża w miejscach publicznych, jak w sławnym konflikcie w Nowej Hucie. I jeszcze niewyjaśnione pożary kościołów oraz zabójstwa księży... Po tym okresie zostały miliony ludzi, którzy nominalnie bywają katolikami, ale nienawidzą chrześcijaństwa w życiu publicznym.

     Tendencje te zostały na pewien czas przyciszone. Komuniści od lat 70. stracili wiarę w skuteczność jawnych ataków i nastawili się na infiltrowanie Kościoła przez agenturę. Potem postanowili przyłączyć się do krajów demokratycznych i kapitalistycznych, czerpiąc z tego profity. Lewica dysydencka, zorientowana na Europę, była na wzór francuski antyreligijna, ale skoro Kościół jawił się jako sojusznik przeciwko komunizmowi sowieckiemu, na pewien czas o tym zapomniała.

     W związku z tym konflikty wokół Kościoła w latach 90. miały podłoże bardziej polityczne, zazwyczaj nie dotykając treści i symbolów chrześcijaństwa. Natomiast już wtedy można było zauważyć, że wpływ polityczny Kościoła to w dużej mierze fikcja, używana jako straszak. Politycy traktują Kościół instrumentalnie.

     WZOREM INNYCH

     Obecny rozwój sytuacji oznacza, że po prostu wracamy do pewnej nienormalnej normalności. Zapomnieliśmy, jak dawniej bywało. Chrześcijanie mieli w Polsce 20 lat względnego spokoju. Teraz mowa nienawiści, nauczanie pogardy, wybryki i napaści będą częstsze. Lewacy wsparci przez część mediów szykują się wręcz do ofensywy na wzór Hiszpanii.

     Polska jest jednak innym krajem. Hiszpanię od przynajmniej dwóch wieków głęboko dzielą dwie sprzeczne tendencje. Okresami jedna z nich zdobywa władzę i jest w stanie przeprowadzać przez pewien czas swoje. Natomiast Polska politycznie jest krajem ludzi skupionych na życiu codziennym, z dominującym biernym katolicyzmem, do czego odwołują się główne partie o charakterze centrowym. Na skrzydłach lokują się mniejszości, antyklerykalny sojusz agitatorów z motłochem oraz świadoma grupa konserwatystów, politycznie jednak niezintegrowana. Powyższego typu lewica od dawna ma w Polsce poparcie pewnego marginesu, ale niewiele więcej, mimo sporego spadku po PZPR. Czasami w sposób zamaskowany przepcha jakiś swój postulat, jak ostatnio ustawę o państwowym nadzorze nad rodzinami. Awanturnicy się organizują: sam widziałem na festynie w swoim mieście trzech podpitych bojówkarzy, którzy pytali przechodniów, czy są obrońcami krzyża. Tacy jednak bez otwartego poparcia władzy państwowej niewiele wskórają. A władza, choć przy ich ściganiu okazuje nieudolność i stosuje uniki, w obliczu wyborów nie zechce uchodzić za ich sojusznika. Przypuszczalnie skończy się na zwalczaniu wybranych inicjatyw katolickich i aktywnych chrześcijan, w nadziei, że ogół i hierarchia nie udzielą im wystarczającego poparcia.

     Chrześcijanie nie mają więc powodu, by ulegać panice. Powinni skupić się na pracach długofalowych, czyli na "szczepionkach" na złość, a nie na "antybiotykach" czy "operacjach". Te "szczepionki" to po prostu ewangelizacja, obrona życia i edukacja. Szczególnie edukacja, bo wydaje się, że w polskim katolicyzmie działania zewnętrzne i organizacyjne, kościół i parafia, a dla wybranych ruchy religijne i pielgrzymki przeważają nad aktywnością w przestrzeni myśli i ducha.

     Szkolnictwo publiczne ma oczywiście na celu zablokowanie konkurencji, ale można by więcej zrobić dla rozwoju szkoły katolickiej, choćby wykorzystując odzyskane nieruchomości kościelne. Księża i katecheci zwykle nie rozumieją, że zapoznanie uczniów i wiernych z mediami i książkami katolickimi jest ich zadaniem pierwszorzędnym, a nie dodatkowym i narzuconym. Kto raz zacznie czytać, w życiu znajdzie odpowiedź na pytania. Potrafi też osądzić sensacje z mediów.




Michał Wojciechowski

Autor jest biblistą, świeckim profesorem
teologii na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.
Ostatnio opublikował m.in. książki "Biblijny pogląd na świat",
"Etyka Biblii", "Czym jest Biblia?", "Cuda Jezusa".


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 września 2010


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej