Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Błogosławieni pokój czyniący

     Metoda pójścia jak owce między wilki jest najbardziej skuteczną strategią pokoju. Czy jednak nie zdarzają się sytuacje, kiedy nie wolno nam rezygnować z użycia sity, a nawet z sięgnięcia po broń?

     W każdym z ośmiu błogosławieństw najpierw staramy się zobaczyć samego Pana Jezusa. Liczne proroctwa zapowiadały Mesjasza jako Dawcę pokoju. "On sam będzie naszym Pokojem" - prorokował Micheasz (5, 4). Kiedy się urodził, nad betlejemską szopą rozległ się śpiew aniołów: "Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania". Wreszcie, kiedy już wypełnił swoje ziemskie posłannictwo i po swoim zmartwychwstaniu przychodził do uczniów, niezmiennie pozdrawiał ich słowami: "Pokój wam!".

     Jeszcze przed swoim ukrzyżowaniem wysłał Pan Jezus siedemdziesięciu dwóch swoich uczniów z orędziem pokoju. Zatrzymajmy się chwilę nad tamtym epizodem. W jego świetle spojrzymy później na przełomową posługę pokoju, jaką wykonał On w Wielki Piątek.

     Otóż święty Jan Złotousty zwrócił uwagę na to, że swoich uczniów rozesłał Pan Jezus na przeciwieństwo wyprawy wojskowej. Oni mają iść do ludzi z życzliwością, nikomu się nie narzucać, nie odpowiadać na zaczepki i unikać jakiegokolwiek wchodzenia w konflikt. Ich jedynym zadaniem jest obdarzać pokojem: "Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was" (Łk 10, 5n). A w ogóle to On ich posyła jak owce między wilki - żadnej broni niech przy sobie nie mają, a nawet tego, co wędrowcom niezbędne, nawet torby ani sandałów. Jedyną ich bronią niech będzie moc Jego słowa oraz dar uzdrawiania chorych.

     "ON JEST NASZYM POKOJEM"

     Chciałoby się oskarżać Pana Jezusa o brak rozsądku - no bo jakżeż można wysyłać owce do wilków! Jednak człowiek, który ma w sobie coś z wilka i nie waha się gryźć i deptać słabszych od siebie, nawet jeśli niekiedy jest jeszcze bardziej krwiożerczy niż wilk prawdziwy, nie musi być wilkiem zawsze, może się nawrócić i zmienić. Dość sobie przypomnieć tego drapieżnego wilka, który nazywał się Szawłem z Tarsu, a którego spotkanie z Chrystusem przemieniło w łagodnego i ofiarnego baranka. Później całe swoje życie poświęcił on głoszeniu Ewangelii pokoju i w jej służbie zniósł wiele trudów i cierpień.

     Koniecznie zauważmy, że Chrystusowe "posyłam was jak owce między wilki" to coś więcej niż paradoksalna metafora. Za tymi słowami kryje się ta sama logika, która ożywia Jego przykazanie miłowania nieprzyjaciół. Jest to logika głęboko optymistyczna: jesteśmy dziećmi jetinego Boga i chociaż potrafimy oddzielić się od siebie bardzo wysokimi murami, a krzywdy, jakie jedni zadają drugim, wykopują niekiedy między nami przepaści wydawałoby się nie do zasypania - przecież nie potrafimy zniszczyć w sobie do końca tego człowieczeństwa, jakim Stwórca obdarzył nas wszystkich. A zatem pojednanie i pokój są możliwe również wówczas, kiedy wydaje się to zupełnie niemożliwe!

     Zobaczmy teraz, że ostatecznie w Wielki Piątek wypełniło się proroctwo, iż Mesjasz będzie Księciem Pokoju (por. Iz 9, 5). Na Kalwarii Jezus zgodził się na to, żeby siły zła uruchomiły przeciwko Niemu wszystko,.co leżało w ich możliwościach - całą potęgę okrucieństwa, niesprawiedliwości, kłamstwa, pogardy i nienawiści. Syn Boży, pełen miłości i pokoju, przyszedł do nas, żeby obdarzyć nas pokojem pojednania z Bogiem i pojednania wzajemnego. Wówczas siły zła maksymalnie zmobilizowały się do tego, żeby udowodnić, że jest to pomysł utopijny i idiotyczny.

     I co się stało? Kiedy na Jezusowe "Pokój wam!" zareagowano nienawiścią i agresją, nieprzyjęty pokój powrócił do Niego. Nawet kiedy Go miażdżono, nie zdołano Mu odebrać ani nawet zmącić pokoju, z jakim do nas przyszedł. Jak to napisał apostoł Piotr: "Gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie" (1 P 2, 23). Chociaż my, którzy Go ukrzyżowaliśmy - bo przecież naszymi grzechami ukrzyżowaliśmy Go wszyscy - byliśmy Jego nieprzyjaciółmi, to przecież On nawet wtedy był przepełniony miłością do nas. Co więcej, On modlił się o Boże przebaczenie nawet dla tych, którzy bezpośrednio zgotowali mu tę straszną kaźń (por. Łk 23, 34). Właśnie wtedy i właśnie dlatego - jak to przenikliwie wyjaśnia apostoł Paweł (por. Rz 5, 8-10) - dokonało się nasze odkupienie. Czcimy Jezusa, bo dla nas stał się Barankiem, który "wydał samego siebie za nasze grzechy, aby wyrwać nas z obecnego złego świata" (Ga 1, 4). Warto jednak przypomnieć sobie czasem, co się stało z wilkami, które Go zagryzły. Zbyt mało zwracamy uwagę na to, że Ewangelia zaczęła być głoszona najpierw tym, którzy ukrzyżowali Jezusa i że właśnie oni byli pierwszymi, którzy poprosili apostołów o chrzest i zaludnili Kościół. "Wydaliście Go - mówił apostoł Piotr do mieszkańców Jerozolimy zaledwie w dwa miesiące po ukrzyżowaniu Pana Jezusa - i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z majtwych, czego my jesteśmy świadkami. Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi" (Dz 3,13-17).

     Warto pamiętać, że w wyniku tych właśnie kazań apostoła Piotra Kościół rozrósł się tak bardzo, że "liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy" (Dz 4, 4). Z całą pewnością było wśród nich wielu spośród tych, którzy tak niedawno jeszcze wołali na dziedzińcu Piłata: "Ukrzyżuj Go!".

     POKÓJ BEZ BRONI?

     Metoda pójścia jak owce między wilki, jeśli tylko będziemy ją realizować konsekwentnie, jest najbardziej skuteczną strategią pokoju. A jednak są sytuacje, kiedy wręcz nie wolno nam rezygnować z użycia siły, a nawet z sięgnięcia po broń. Dość pomyśleć, jak zachowalibyśmy się, gdyby na naszych oczach jakiś szaleniec wpadł do przedszkola, żeby zabijać dzieci.

     Jan Paweł II - i to w encyklice Evangelium vitae, w której tak stanowczo przypomniał prawdę świętości życia ludzkiego - zapisał pouczenie następujące: "Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby, za wspólne dobro rodziny lub państwa. Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem, także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu na brak posługiwania się rozumem" (nr 55).

     Postawę stanowczego sprzeciwu wobec wszelkiej wojny, a nawet wobec używania broni, nazywamy pacyfizmem. Jednak nie każdy pacyfizm jest autentyczny. Nie mamy wątpliwości, że kiedy po podpisaniu traktatu monachijskiego w roku 1938 brytyjski premier Neville Chamberlain cytował: "Błogosławieni pokój czyniący" i gratulował sobie oraz Europie, że teraz czeka nas 25 lat pokoju, to był to pacyfizm fałszywy, pacyfizm egoistów, którzy chcą za wszelką cenę uniknąć cierpienia, własnego oczywiście. Tacy pacyfiści są gotowi innych wystawić niesprawiedliwie na większe jeszcze cierpienia, byleby nie cierpieć samemu. Nie liczy się dla nich sprawiedliwość, nie dbają o swoją ludzką i narodową godność, ich dogmatem jest zwierzęcy egoizm. Powodowani tym egoizmem, nie lękają się stosować przemocy wobec słabszego, oszczerstw i łamania sumień.

     Pacyfistą autentycznym był beatyfikowany niedawno austriacki rolnik, Franz Jaegerstaetter, ojciec trojga małych dzieci, który wiedząc, że czeka go za to kara śmierci i że wyrok będzie na pewno wykonany - odmówił przyjęcia hitlerowskiego munduru, gdyż sumienie nie pozwalało mu być żołnierzem tego zbójeckiego wojska.

     Radykalną różnicę między tymi dwoma pacyfizmami zobaczmy na następującym modelu: oto widzę, że silniejszy bije słabszego. Na sytuację tę, można zareagować trojako. Ktoś oddali się szybko od tego miejsca i jeszcze usprawiedliwi się obłudnie, że on jest przeciwny używaniu siły. Ktoś inny pobiegnie szybko bronić słabszego i przywołać silniejszego do porządku. Jest jeszcze możliwość trzecia, najtrudniejsza: wbiec bezbronnie pomiędzy nich, tak że silniejszy nie może już bić słabszego, ale jeśli się nie opamięta, to zacznie bić mnie. Postawa pierwsza, to znaczy pacyfizm obłudny, jest całkowicie niemoralna. Trzeba jednak być bardzo mocnym duchowo, żeby zdobyć się na postawę trzecią. Niekiedy możliwość takiego zachowania w ogóle przekracza wyobraźnię całego społeczeństwa. W każdym razie, jeśli nie stać mnie na zachowanie się w sposób trzeci, powinienem zachować się przynajmniej w sposób drugi. Ideałem jest jednak postawa trzecia. I w tym napięciu między postawą drugą i trzecią, w napięciu zwróconym ku postawie trzeciej, dojrzewamy do tego, żeby to nas dotyczyła obietnica Chrystusa Pana: "Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi".

     POKÓJ BEZBOŻNY

     Istnieje również pokój bezbożny, kiedy ważniejsza jest dla nas zgoda niż prawo Boże i sprawiedliwość. To o nim mówił Pan Jezus, kiedy wypowiadał te zadziwiająco ostre słowa: "Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową" (Mt 10, 34n).

     Ostre te słowa dotyczą rodziców, którzy podburzają córkę lub syna przeciwko swojemu zięciowi lub synowej. Ale również tych rodziców, którzy dla nieświętej zgody udają przed swoim dzieckiem, że nie ma nic złego w jego kohabitacji przed ślubem. A także brata lub siostry, syna lub córki, którzy oczekują od swoich najbliższych, że będą fałszywie świadczyć podczas rozprawy rozwodowej. Życie zna tysiąc różnych sytuacji, kiedy najbliżsi - wbrew wszelkim zasadom prawdziwej miłości - żądają od nas jakiegoś współudziału w złu. Przyjaciele Boży wolą wówczas raczej rodzonej matce lub rodzonemu dziecku się narazić, niż spełnić ich niegodziwe oczekiwania.

     Bezbożny pokój może być również komuś - zazwyczaj słabemu i ubogiemu - narzucony. Nam, Polakom, nie wolno zapomnieć, że pierwszy rozbiór Polski został przedstawiony przez zaborców jako wielkie zwycięstwo pokoju w naszej części Europy. Narzucony Polsce traktat rozbiorowy - świętokradczo zaczynający się od słów: "W imię Najświętszej i Niepodzielnej Trójcy Świętej" - objaśniał z całym cynizmem, iż anarchia, w jaką popadła Rzeczpospolita, stanowi zagrożenie dla trzech sąsiednich państw, jednak "szczęśliwie przeważył duch zgody (...) i prędko opracowano uzgodnienie stanowisk przez pełnomocników i komisarzy każdej ze stron". Żeby zaś nie oszczędzić Polsce żadnej hańby, zaborcy zażądali, by traktat rozbiorowy zatwierdził sejm Rzeczpospolitej - co osiągnięto drogą przekupienia zdrajców oraz sprowadzenia w pobliże sejmu wojsk rosyjskich. Niestety, tego rodzaju "miłośników pokoju" historia zna wielu, zwłaszcza w ciągu ostatnich stuleci. Nawet Adolf Hitler przemienił się kiedyś w gołąbka pokoju i 21 maja 1935 r. gromko wołał w Reichstagu: "Ten, kto pragnie zapalić w Europie pochodnię wojny, nie może pragnąć niczego poza chaosem!". Kiedy się spotykamy z takimi eksplozjami bezczelności i cynizmu, wielką pociechę przynosi przypomnienie sobie słów Pana Jezusa: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję" (J 14,27).

     WYSUSZAĆ ŹRÓDŁA WOJEN

     "Chciałbym coś zrobić dla pokoju w świecie" - zwierzył się ktoś św. Franciszkowi Salezemu. Ten pólżartem odpowiedział: "Zacznij od cichego zamykania drzwi". Początkiem wielu konfliktów i napięć między ludźmi są rzeczy drobne. Gdybyśmy przynajmniej takich konfliktów starali się unikać, mielibyśmy więcej energii i chęci na rozwiązywanie sporów obiektywnie trudnych.

     Niestety, rację miał św. Augustyn, gdy pisał, że niezgoda staje się niekiedy naszym nałogiem. Wtedy krzyk staje się normalnym sposobem wzajemnej komunikacji w rodzinie, zwyczajną zaś formą dyskursu politycznego - nieustanne oskarżenia i pogarda dla drugiej strony.

     Od ponad 40 lat w Kościele katolickim dokonuje się systematyczna refleksja na temat pokoju, kolejni papieże rokrocznie publikują swoje orędzia na Międzynarodowy Dzień Pokoju (1 stycznia). W dokumentach tych podpowiada się, co konkretnie każdy z nas może zrobić, żeby przyczynić się do wzrastania i utrwalenia pokoju między ludźmi; mówiąc inaczej, co robić, żeby również do nas odnosiły się te słowa Pana Jezusa: "Błogosławieni pokój czyniący".

     "Jeśli pragniesz pokoju, wyjdź naprzeciw ubogim" - to tytuł orędzia Jana Pawła II na rok 1993. "Sprawiedliwość warunkiem pokoju" - przypominał nasz wielki Rodak w orędziu na rok 1998. Bardziej zaś konkretnie w roku 1987: "Rozwój i solidarność - dwie drogi pokoju".

     W drugim z tych dokumentów Jan Paweł II pisał: "Sprawiedliwość i pokój idą w parze, istnieje między nimi stała i dynamiczna więź. Sprawiedliwość i pokój służą dobru każdego człowieka i wszystkich ludzi, dlatego wymagają ładu i prawdy. Są narażone na te same niebezpieczeństwa: obraza sprawiedliwości jest zagrożeniem także dla pokoju (...) Sprawiedliwość buduje, a nie niszczy, prowadzi do pojednania, a nie popycha do zemsty. Zauważmy, że sprawiedliwość najgłębszymi korzeniami tkwi w miłości, której konkretnym wyrazem jest miłosierdzie. Gdy zatem sprawiedliwość zostaje oderwana od miłosiernej miłości, staje się zimna i bezlitosna".

     Temu ostatniemu tematowi poświęcone było orędzie na rok 1997: "Przebacz, a zaznasz pokoju". Wrócił jeszcze Jan Paweł II do tego tematu w roku 2002. Orędzie pokojowe miało wtedy wyjątkowo długi tytuł: "Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia".

     Sprawiedliwość jest jednym z czterech filarów, jakich potrzebuje pokój zarówno w świecie, jak w naszych rodzinach czy innych ludzkich środowiskach. Trzy pozostałe filary - uczył Jan Paweł II, zresztą za bł. Janem XXIII - to prawda, miłość i wolność. Również te tematy zgłębiane są z różnych stron w papieskich refleksjach na Międzynarodowy Dzień Pokoju i naprawdę warto czasem do tych dokumentów zajrzeć.

     DOM BEZ FUNDAMENTU

     "Pokój to powierzony ludziom dar Boga" - taki temat miało orędzie na rok 1982. Wspomniane cztery filary, na których wspiera się pokój, nie ostaną się długo, jeśli nie ustawimy ich na solidnym fundamencie. Tym fundamentem jest wiara w Boga. Niekiedy musimy się zdecydować: albo będziemy w zgodzie z innymi budować dom bez fundamentów, albo też zakwestionujemy tę lekkomyślną zgodę i będziemy się domagali założenia fundamentów pod budowany wspólnie dom.

     Otóż nasze pokolenie, któremu przyszło żyć na początku trzeciego tysiąclecia, po raz pierwszy w historii chrześcijańskiej Europy spotyka się z generalnym odrzuceniem wartości chrześcijańskich w życiu publicznym. Nastąpiła bardzo znacząca ewolucja w historii europejskiego ateizmu. Dawni ateiści odrzucali wiarę w Boga, walczyli z Kościołem, ale swoją moralność budowali przeważnie na gruncie dekalogu. Niemało było wśród nich ludzi szlachetnych, którzy starali się realizować nawet ewangeliczne prawo miłości. Odrzucali wiarę chrześcijańską i starali się udowodnić sobie i innym, że nie jest ona potrzebna do tego, żeby zachować jej podstawowe wartości moralne.

     Dziś coraz wyraźniej widać, jak bardzo to było krótkowzroczne. Na naszych oczach załamuje się - ta formacja wolno-myślicielska, która starała się zachować chrześcijańską moralność. Obserwujemy wzrastającą agresję przeciwko życiu ludzkiemu, zwłaszcza przeciwko życiu najsłabszych i najbardziej bezbronnych. Brak szacunku dla ciała ludzkiego i propagowanie rozpusty staje się czymś normalnym. W ślad za kryzysem rodziny idzie kryzys w ogóle więzi międzyludzkich i coraz więcej jest ludzi, którzy, chociaż żyją w wielkich miastach, czują się bardziej samotni niż na pustyni.

     Okazuje się, że poprzednie pokolenia chrześcijan popełniły wielki błąd, ustępując przed ateistyczną agresją, skierowaną przeciwko obecności wiary w życiu publicznym. Dom pozbawiony fundamentu wcześniej czy później musi runąć. Pozorny to i krótkotrwały pokój, kiedy chrześcijanie zgadzają się na to, aby budować życie publiczne tak jakby Boga nie było. Myśmy sobie przecież Boga nie wymyślili, On nas stworzył i budowanie życia wbrew Niemu i bez Niego musi prowadzić do katastrofy.

     Rzecz jasna, że powinniśmy uszanować, i to uszanować najserdeczniej, przekonania ludzi niewierzących. Ale zarazem starajmy się w Pana Jezusa wierzyć naprawdę. Niech On ogarnia całe nasze życie, również nasze uczestnictwo w życiu publicznym. Niech Jego przykazanie miłości będzie główną wytyczną naszego życia. To właśnie w ten sposób, przez osobiste i potwierdzane naszym działaniem związanie się każdego z nas z Panem Jezusem, będzie zstępował na nas i na całą ziemię pokój, jakiego świat dać nie może. I spełni się wówczas na nas obietnica Pana Jezusa: "Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi".


Jacek Salij OP


Tekst pochodzi z Tygodnika

12 września 2010


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej