Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Gaudi - apostoł z Kataloni

     Pozostawił budowle o niespotykanej dotąd formie. Od dziesięcioleci pielgrzymują do nich tłumy. Gaudi nigdy nie zostanie zapomniany. Czy jednak powolnemu zapomnieniu nie ulega rzeczywistość jego wewnętrznej walki, ciemności twórczych poszukiwań i odkrycia, że w głębi swej duszy wznosił tylko jeden gmach?

     Kościół Sagrada Familia w Barcelonie jest niedokończonym sanktuarium Świętej Rodziny, w którym jego twórca, Antoni Gaudi, spoczął w 1926 r. Przez ostatnie lata życia mieszkał w pawilonie na terenie budowy. Wiódł wtedy ascetyczny, niemal pustelniczy tryb życia. Całkowicie poświęcił się swemu dziełu, do dziś będącemu najsłynniejszą barcelońską świątynią. Dziełu geniuszu człowieka inspirowanego wezwaniem do świętości.

     KATALOŃSKI PATRIOTA

     Gaudi, urodzony w 1852 r., drogę architekta rozpoczął w wieku 17 lat, gdy przeniósł się do Barcelony z rodzinnego Reus. Do końca swych dni nie przestał pracować. Jako adept gorączkowo poszukiwał sensu, pytał o swą artystyczną tożsamość. Przeszłość Katalonii odkrywana w II połowie XIX w. i wynikłe stąd narodowe duma i entuzjazm sprawiły, że młody architekt stał się wyrazicielem powszechnie panujących patriotycznych nastrojów. Wznosił zatem budowle w stylu, który miał być tyglem dokonań artystów tworzących w Katalonii przez stulecia, syntezą architektury arabskiej i gotyku, a jednocześnie nowych tendencji - właśnie narodowych - oddających swoistego ducha Katalończyków. Znamieniem talentu Gaudiego była oryginalność takich budowli jak Domek El Capricho (Kaprys), Palacio Giiell (do którego Gaudi zaprojektował też wszystkie sprzęty) czy Colegio Teresiano. Powstały w latach 70. i 80. XIX w.

     Twórcze zaangażowanie i ogromna zawodowa aktywność prawdopodobnie sprawiły, że Gaudi nie założył rodziny. Z nielicznych zdjęć przedstawiających architekta wiemy, że był przystojnym mężczyzną, nienagannie ubranym. Wątek homoseksualny, popularny wśród artystów końca stulecia, nie ma żadnego potwierdzenia w źródłach. Żył zatem Katalończyk pracą, która być może pozwalała mu oderwać się od pytań o dalszy los duszy, z której dzięki talentowi czerpał pomysły do nowych przedsięwzięć. Można jednak przypuszczać, że w jego wnętrzu istniał rodzaj rozdarcia, które - co się później okazało - było początkiem nowych twórczych poszukiwań.

     DUCHOWY PRZEŁOM

     Nie wiemy o duchowych zmaganiach artysty i już się nie dowiemy. Kiedy zatem nastąpiło przejście bramą, poza którą Gaudi zyskał pewność źródeł inspiracji dla swej sztuki? Możemy jedynie myśleć o ewolucji duchowej, której zwieńczenie nastąpiło gdzieś w pierwszej połowie lat 90. XIX w.

     Wydarzenia, które są rozumiane jako przełomowe, stały bez wątpienia u końca długiej drogi wewnętrznych zmagań. W przypadku Katalończyka za ów koniec można uznać okres Wielkiego Postu w roku 1894. Gaudi oddawał się wtedy ascezie mogącej zagrozić zdrowiu. Prawie nie przyjmował pokarmów. Jedna z barcelońskich gazet zamieściła nawet karykaturę architekta leżącego w łóżku, z wycieńczoną, zapadniętą twarzą. Gaudi miał później powiedzieć, że gdy słabnie jego ciało, duch staje się bardziej aktywny i wolny. Ascezie oddawał się już do końca życia, a jego późne dzieła były świadectwem duchowej przemiany, nie zaś wyłącznie wielkiego talentu, pracowitości i doświadczenia.

     WZGÓRZE OBJAWIENIA

     Budowle zaprojektowane w okresie przełomu XIX i XX w. wskazują nowy kierunek rozwoju. Gaudi uznał wtedy, że artysta nie może uważać się za twórcę, a jedynie za kontynuatora „wielkiego Architekta".

     Gaudi wzniósł Casa Mila w latach 1906-1910, i było to ostatnie dzieło przed całkowitym poświęceniem się kościołowi Świętej Rodziny. Duży narożny dom zawarł w sobie wszystkie wcześniejsze elementy stylu Gaudiego: fantazyjną formę fasady (przypominającą linie morskich fal), zbliżone do natury elementy wystroju klatek schodowych, paraboliczne łuki poddasza i surrealistyczne, pokryte kolorowymi ceramicznymi ułomkami kominy na dachu. Casa Mila przypomina wzgórze pośrodku miasta, sugerujące jakiś ważny moment, który zaraz ma się na jego szczycie wydarzyć. Niepokój falistych linii budynku miał swój związek z religijnym w istocie zamysłem Gaudiego. Pierwotnie architekt zaprojektował grupę rzeźb o jednoznacznej wymowie. W centrum miała znaleźć się Matka Boża z Dzieciątkiem, wokół niej dwaj aniołowie: jeden w pozie adoranta, drugi - broniący całej grupy przed wrogami.

     Casa Mila to góra objawienia, rodzaj kapliczki w środku miasta, której niepokojąca forma miała znaleźć swe wypełnienie w kontemplacji sakralnego zespołu rzeźb. Realizacja tej intencji nie powiodła się. Na przeszkodzie stanęły obawy fundatora budynku Perego Mila, które powziął po wydarzeniach z 1909 r., zwanych Semana Tragica. Podburzony przez antyklerykalnych agitatorów mot-toch splądrował wówczas wiele kościołów i klasztorów w Barcelonie i okolicy. Casa Mila, jeden z najoryginalniejszych budynków mieszkalnych stolicy Katalonii, nie spełnił religijnych zamierzeń swego twórcy. Spełnienie Gaudi dostrzegł już tylko w Sagrada Familia.

     KATEDRA W DZIELNICY UBOGICH

     Monumentalna bryła świątyni wznoszonej od 1882 r. w naturalny sposób stanowiła nawiązanie do gotyku. Gaudi pochylił się nad istotą gotyckiej katedry, którą była próba zawarcia obrazu wszechświata w kamiennej budowli, wedle idei wyłożonej w XII w. przez budowniczych katedry we francuskim Chartres. Czy Sagrada Familia, której wieże wystrzelają ponad dachy bar-celońskich zabudowań, miała być odwzorowaniem kosmosu? Odpowiedź twierdząca byłaby chyba nadmiernie patetyczna. Gaudi myślał przecież o mieszkających wokół robotnikach, którym chciał po prostu przedstawić historię Zbawienia. Ideał średniowieczny potraktował zatem w odmienny sposób - raczej z myślą o ubogich niż o elitach potrafiących odczytywać ukrytą symbolikę świątyni zawartą w jej proporcjach. Pozostał jednocześnie wierny podstawowemu założeniu każdej gotyckiej katedry: jej forma miała być dziełem skończonym, nie pozostawiającym nawet cienia rozdźwięku między pracą architekta, myślą teologa czy dziełem późniejszych dekoratorów. Piękno budowli miało polegać na krystalicznej jasności całego systemu.

     Gotyckie było też ujęcie barwy wznoszonej budowli. Zgodnie z założeniami średniowiecznych mistrzów Gaudi chciał, by jego kościół był ogromny i mienił się kolorami. Malowane portale średniowiecznych katedr mogą dziś zaistnieć tylko w wyobraźni - czas zatarł ich kolory. Gaudi, swoim zwyczajem, pragnął wykorzystać fragmenty barwnej ceramiki i szkła, by postaci, które projektował do trzech fasad świątyni także kolorem wyrażały istotę ewangelicznego przesłania. Za życia architekta - i tak pozostało do dzisiaj! - ukończono tylko fasadę wschodnią, poświęconą Narodzeniu. Figur do tej pory nie pokryto kolorami, choć Gaudi pozostawił szczegółowe instrukcje. Portal Nadziei, umieszczony z lewej strony fasady, ukazujący rzeź niewiniątek i ucieczkę do Egiptu, miał być - dla zrównoważenia niepokojącej wymowy - zielony. W barwach stonowanych, wręcz ciemnych, miała być utrzymana fasada zachodnia, dla której artysta przeznaczył sceny Męki Pańskiej. Wraz z promieniami zachodzącego słońca tworzyć miała nastrój zasmucenia śmiercią Zbawiciela.

     Obie fasady, wschodnia i zachodnia, były wprowadzeniem widza do ogarnięcia programu fasady południowej, z Bramą Chwały, gdzie miały być przedstawione pośmiertne dzieje człowieka: Piekło i Raj z tronującym Chrystusem we wszystkich kolorach. Gaudi i tu okazał się nowatorem: średniowieczne rozumienie barw jako alegorii, gdzie biel oznaczała czystość, czerwień - męczeństwo, żółć - zazdrość, a błękit był kolorem Matki Bożej, pogłębił o własne widzenie odwiecznych kontrastów występujących w przyrodzie, gdzie żaden kolor nie jest właściwie taki sam.

     W DRODZE DO ŚWIĘTOŚCI

     Warto wciąż próbować spoglądać na dzieło Gaudiego na tle ostatnich lat jego życia. Znana jest fotografia przedstawiająca pokoik architekta - stało w nim tylko łóżko, otoczone rulonami i gipsowymi modelami wznoszonego kościoła. Skojarzenie z celą pustelnika nasuwa się samo. Choć Gaudi chętnie oprowadzał gości po placu budowy, licząc wciąż na hojnych fundatorów, bardziej przypominał anachoretę niż cieszącego się sławą i poważaniem architekta. Praca przy Sagrada Familia stała się wyrzeczeniem, wyrzeczenie - powołaniem, to ostatnie świadczyło zaś o całkowitej jedności myśli artysty z jego dziełem.

     Ubóstwo, post, uczestnictwo w liturgii - ostatnie zdjęcia Gaudiego ukazują go podczas procesji w dzień Bożego Ciała - a także codzienna wieczorna modlitwa w kościele św. Filipa Neriego przynosiły mu ukojenie, potwierdzały właściwy wybór wewnętrznej drogi, u której końca miał znaleźć się ukończony kościół.

     Droga na codzienną modlitwę miała przynieść Gaudiemu również ukojenie ostateczne. Potrącony przez tramwaj i nie rozpoznany na miejscu wypadku z racji swego stroju biedaka, zmarł po kilku dniach w szpitalu, otoczony przyjaciółmi. Było to 10 czerwca 1926 r.

     Krąg, jaki zakreślił kataloński twórca, jest wciąż pewną propozycją, może nawet wyzwaniem dla innych chcących podążać wyboistym traktem uprawiania sztuki. W tym znaczeniu dzieło Gaudiego pozostało otwarte i ma również wymiar apostolski, co podkreśla proces beatyfikacyjny Katalończyka. Rozpoczął się w 1992 r., a powszechna opinia o świętości Gaudiego jest poparta również przez fakty nawróceń wielu osób.


Wojciech Chmielewski


Tekst pochodzi z Tygodnika

7 listopada 2010


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej