Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Duszpasterstwa Akademickie w Warszawie

     MŁODOŚCI, TY NAD POZIOMY

     W Warszawie działa dziesięć dużych i kilkadziesiąt mniejszych duszpasterstw akademickich. Proponują dyskusje i spotkania z ciekawymi gośćmi, wyjazdy, grupy modlitewne i kluby. Każdy znajdzie coś dla siebie.

     Tu student czuje się jak w domu. Zawsze może liczyć na wsparcie po oblanym egzaminie czy dobrą radę w sytuacji pozornie bez wyjścia. Tu żarliwe dyskusje nie kończą się, kiedy zabraknie herbaty, bo tematów do rozmów nie zabraknie nigdy. Tu zbierają się ci, dla których życie to coś więcej niż kariera czy chwilowe przyjemności.

     - Zanim trafiłem do "Dębu", należałem do klubów turystycznych na Politechnice Warszawskiej i spotykałem tam różnych ludzi - mówi Janek Sochoń, który należy do Duszpasterstwa Akademickiego "DĄB" od czterech lat. - Często było mi trudno ze względu na brak możliwości porozmawiania o tym, co związane z duchowością. Tutaj mogłem się otworzyć i rozmawiać o swoim życiu. To daje poczucie, że nie jestem jakiś inny ze swoimi poglądami i stosunkiem do życia.

     ŻYCIE NIE ZNOSI PRÓŻNI

     Rolę wsparcia ze strony ludzi wyznających podobny system wartości i poczucie wspólnoty podkreśla też ks. Janusz Kopczyński z Diecezjalnego Ośrodka DA "Arka". Do dziś pamięta studenta, który po jednym ze spotkań powiedział mu, że kiedy jest w duszpasterstwie, czuje się na swoim miejscu, ale gdy tylko wraca do akademika, zaczyna się zastanawiać, czy ma rację obstając przy swoich wartościach. Bo wszyscy wkoło postępują inaczej.

     - Trzeba tworzyć środowisko przyjazne dla tych, którzy poszukują trwałych wartości - mówi ks. Janusz. - Serce człowieka nie znosi próżni. Jeśli wyrzuci się z niego Boga, człowiek chce tę pustkę wypełnić. Przypomina to sytuację, o której mówił św. Jan Bosco. W czasach ogromnej biedy ludzie jedli trawę, żeby oszukać głód. Ale człowiek nie potrafi jej przetrawić, i ci, którzy to robili, umierali. Podobnie jest z człowiekiem, który głód Boga próbuje zagłuszyć zmysłowością i materializmem. Często kończy się to zranieniami i złamanym życiem.

     Rozeznawanie powołania, przygotowanie do życia w rodzinie i społeczeństwie, a przede wszystkim troska o rozwój duchowy i moralny - to cele zadania, które stawiają przed sobą dzisiejsi duszpasterze i studenci.

     WCZORAJ I DZIŚ

     A wszystko zaczęło się w 1928 r., kiedy kard. Aleksander Kakowski powołał do życia pierwsze w Warszawie Duszpasterstwo Akademickie przy kościele św. Anny i mianował rektorem ks. Edwarda Szwejnica. Wkrótce potem, w 1936 r., odbyła się pierwsza majowa pielgrzymka studentów i profesorów na Jasną Górę. Zgromadziła na wałach 20 tys. osób. To właśnie wtedy, w obecności Prymasa Augusta Hlonda, zabrzmiały słowa Ogólnopolskiego Akademickiego Ślubowania Jasnogórskiego. Jego słowa są pomimo upływu lat nadal aktualne. Co roku powtarzają je nowe roczniki. - Dziś liczba osób biorących udział w majowej pielgrzymce to około 4 tys.. a więc znacznie mniej. - ocenia rektor kościoła św. Anny ks. Jacek Siekierski. Od tamtego czasu kościół św. Anny stał się miejscem, gdzie biło serce akademickiej Warszawy. Nie zmieniło się to nawet w czasach okupacji, kiedy działające przy nim organizacje podjęły intensywną pracę konspiracyjną. Święta Anna była ośrodkiem jednoznacznie kojarzonym z tradycją niepodległościową, także za sprawą słynnych grobów wielkanocnych, które wyrażały przeżycia umęczonego narodu.

     Dziś nie jest to jedyny kościół, który gromadzi warszawskich studentów. Choć wciąż na odbywające się w ciągu tygodnia spotkania formacyjne tutaj przychodzi najwięcej, bo około 600 osób. Oferta, którą św. Anna proponuje, jest przebogata. W każdy dzień tygodnia w salkach na tyłach kościoła spotyka się inna wspólnota.

     Tutaj główną siedzibę ma Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej i Soli Deo, czyli grupy działające na największych warszawskich uczelniach. Ich członkowie dobrze wiedzą, czym zainteresować kolegów. Organizują wykłady, panele dyskusyjne, obozy letnie i zimowe. - Do studentów trzeba trafić - twierdzi ks. Siekierski. - To wbrew pozorom ludzie bardzo zabiegani. Studiują często na dwóch kierunkach, łączą naukę z pracą. Czasem przyjście do nas po całym dniu zajęć jest niewykonalne. Dlatego tak cenne są stowarzyszenia działające w campusach. Z myślą o najbardziej zagonionych prowadzimy rekolekcje adwentowe i wielkopostne w salach wykładowych. Od ubiegłego roku mamy też dyżur duszpasterza na kilku uczelniach. Sam jestem zaskoczony, jak dużą popularnością cieszy się ta inicjatywa. Kiedy ksiądz przyjeżdża na miejsce, pod jego drzwiami czeka już kolejka.

     Dużymi wspólnotami działającymi przy św. Annie są Ruch Światło-Życie, Odnowa w Duchu Świętym i Droga Neokatechumenalna. To spod św. Anny co roku w sierpniu rusza Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna, w której do Matki Bożej Częstochowskiej wędrują studenci ze wszystkich stołecznych duszpasterstw.

     Ośrodków skupiających studentów jest więcej. Część z nich jest prowadzona przez zakonników. Na Starym Mieście działa dominikańskie "Freta 10", a na Służewie "Studnia", jezuickie duszpasterstwa "DĄB" i "Szczep" działają na Mokotowie, a salezjańska "Przystań" - w Bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa na Kawęczyńskiej. Swoje duszpasterstwo ma Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Na pl. Narutowicza działa wspólnota "Wody Życia", na Filtrowej młodzież męska gromadzi się w Opus Dei. Dla diecezji warszawsko-praskiej centralnym ośrodkiem jest mieszcząca się na Grochowie "Arka".

     Największe duszpasterstwa, jak "DĄB" czy "Studnia", gromadzą w ciągu tygodnia nawet 300 osób. Na niektóre spotkania jest więcej chętnych niż miejsc. Takim "hitem" są organizowane przez jezuitów "Rekolekcje w życiu codziennym". Ogromną popularnością ciszą się we wszystkich ośrodkach wykłady o relacjach damsko-męskich.

     - Naszym celem jest stworzenie takiego miejsca i środowiska, żeby osoba w wieku studenckim mogła dojrzewać na poziomie duchowym - mówi jezuita o. Piotr Kropisz z DA "DĄB". - Żeby człowiek, który za kilka lat będzie pełnił w społeczeństwie rozmaite funkcje, stał się dojrzałym chrześcijaninem. Obserwowanie ludzi, którzy spędzają w "Dębie" kilka lat, jest dla mnie ogromną radością, bo oni po prostu rosną. Widać zmiany w procesie dojrzewania, w poukładaniu uczuć, odwagę w relacjach i w mówieniu o Bogu. Jeśli zbudują solidny fundament swojego życia oparty na wierze w Boga, jestem o nich spokojny.

     TRZEBA OD SIEBIE WYMAGAĆ

     Duszpasterstwo to wyjazdy, wspólna modlitwa i zabawa, ale przede wszystkim stawianie sobie wymagań. Słowa Jana Pawła II skierowane do młodych: "Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali" - nie tracą na aktualności. Dlatego w duszpasterstwie, jak w życiu, są przywileje i obowiązki. Każdy jest za coś odpowiedzialny. Ktoś zajmuje się organizacją wyjazdu, inny czuwa nad zaproszeniem gościa na spotkanie, a jeszcze inny tworzy stronę internetową. Każdy według talentów, jakie posiada. Dla nikogo pracy nie zabraknie, bo cała wspólnota to żywy organizm, który funkcjonuje dzięki wysiłkowi wszystkich. Tak w praktyce realizuje się życie ideałami Ewangelii. Bo przyjść i posłuchać konferencji o tym, że trzeba pomagać bliźniemu to jedno, ale poświęcić swój czas, żeby przygotować kolację dla pięćdziesięciu osób, to drugie. Dlatego też na letnie wyjazdy wybierane są wciąż miejsca odludne i dzikie. Studenci żartują, że przed ślubem trzeba przyszłego męża lub żonę zabrać w góry czy na spływ. Jeśli para wytrzyma na szlaku czy w kajaku, ma szansę przetrwać niejedną życiową burzę.

     Duszpasterstwo jest miejscem, gdzie każdy jest żywym świadkiem nauki Kościoła. Raz kolega swoją postawą wskaże drogę, innym razem sam będzie potrzebował drogowskazu. Temu służy wspólne zgłębianie Pisma Świętego. Coraz częściej studenci deklarują też, że potrzebują indywidualnego kierownictwa duchowego, stałego spowiednika.

     - Półtora roku w duszpasterstwie naprawdę mnie zmieniło - mówi Magda Molenda, członek modlitewnej Wspólnoty św. Jana. - Kiedyś zastanawiałam się, w jaki sposób Bóg przychodzi i do mnie mówi. Teraz wiem, że na pewno robi to przez ludzi, których poznałam we wspólnocie. Jeśli mogę porównać moje życie duchowe do drzewa, to tutaj stało się ono mocne i zaczęło owocować.

     - Zanim trafiłem do "Dębu", był w moim życiu duchowym duży bałagan. Moja wiara tu się kształtowała, głównie poprzez rozmowy z Bogiem oraz z ludźmi o Bogu - potwierdza Janek Sochoń. - Dla mnie osoby, które tu poznałem, najbardziej charakteryzuje to, że są szczęśliwe. Emanują pozytywną energią, którą można się podładować, i to daje siłę.

     Najlepszym przykładem trwałości wpływu, jaki duszpasterstwo wywiera na dalsze życie, są rodzice Janka, którzy poznali się w "Dębie" trzydzieści lat temu i wciąż utrzymują kontakt ze wspólnotą z Rakowieckiej. Byli i obecni członkowie duszpasterstwa są częstymi gośćmi w ich domu. Bo w sercu "dębowiczem" zostaje się na całe życie.


Iwona Świerżewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

7 listopada 2010


   

Wasze komentarze:
 Bruno: 10.11.2010, 07:58
 Na temat Opus Dei polecam książkę, w której mowa jest o ośrodku na Filtrowej: "Byłem w Opus Dei - Fakty, świadectwa, dokumenty" http://wysylkowa.pl/ks1103288.html
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej