Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Po kolędzie

     Ksiądz nareszcie poszedł. Zapytał tylko, czy chodzimy do kościoła, obejrzał zeszyt dziecka od religii i wziął kopertę - można przeczytać na forach internetowych. Najczęściej pada pytanie: po co w ogóle jest kolęda?

     Prześmiewczy skecz "Wizyta księdza" Kabaretu Moralnego Niepokoju jednych bawi, innych wprawia w niepokój. Co zrobić, żeby prawdziwa wizyta duszpasterska nie wyglądała w ten sposób? Z opublikowanych niedawno badań przeprowadzonych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że w archidiecezji warszawskiej 31,4 proc. badanych sądzi, iż to okazja do modlitwy w domu z udziałem księdza, 13,3 proc. -do rozmowy z księdzem o sprawach parafialnych, 15,4 proc. - o sprawach rodzinnych. Aż 28,8 proc. uważa, że jest to po prostu rutynowa wizyta. Jak zmienić ten stereotyp?

     WIĘCEJ CZASU

     Oryginalne pomysły ma ks. Aleksander Radecki, ojciec duchowny Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu.

     - Kolęda w obecnej formie nie jest w stanie spełnić zadań, które na niej spoczywają - mówi. Dlatego proponuje zmiany: wizyta duszpasterska powinna być rozłożona na cały rok, księża odwiedzaliby w danym dniu najwyżej kilka rodzin i każdej poświęcaliby około 30 minut. Parafianie sami zapraszaliby kapłanów na dogodny termin. - Co można zrobić przez pięć minut? Można się pomodlić, pobłogosławić mieszkanie i powiedzieć "szczęść Boże" - stwierdza pół-żartem ks. Radecki. -Trudność polega na tym, że trzeba się przebić przez pewną tradycję, uświadomić ludziom, że moglibyśmy spotykać się w trakcie całego roku. Ksiądz Radecki stosował taką metodę wizyt, gdy posługiwał w Szczawnie Zdroju i w Mokrzeszowie. Jednak pomysły, które sprawdziły się w małych parafiach, trudniej zrealizować w dużym mieście, na przykład w Warszawie. Ksiądz Krzysztof Mindewicz, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Wilanowie, odwiedza parafian przez cały rok szkolny, parę razy w tygodniu. Zaczął w listopadzie 2008 r. i do tej pory nie udało mu się dotrzeć do wszystkich mieszkań. - Wizyty trwają tylko od godz. 19 do 21, bo wcześniej nikogo nie ma w domu, w większości mieszkają tu młodzi ludzie pracujący w dużych korporacjach - wyjaśnia. - Wizyta w każdym mieszkaniu trwa około 20 minut, parafianie doceniają brak pośpiechu.

     Jednak w większości warszawskich parafii na jedno mieszkanie poświęca się średnio 10 minut. - Nie wyobrażam sobie rozłożenia wizyt na cały rok - mówi ks. Piotr Paweł Laskowski z parafii św. Jana Kan-tego na Żoliborzu. - Oprócz kolędy mam szkołę, dyżur w kancelarii, przygotowanie młodzieży do bierzmowania i opiekę nad Wspólnotą Żywego Różańca, a przecież jest jeszcze taka zwykła rzecz jak mo- je życie duchowe: lektura, modlitwa. Na czas kolędy muszę z czegoś zrezygnować.

     ŻEBY ROZMOWA SIĘ KLEIŁA

     W parafii księży marianów na Stegnach dawniej wizyta duszpasterska trwała od października do kwietnia. Teraz zmniejszył się teren parafii, więc wrócono do tradycyjnej formy. Proboszcz ks. Bogusław Binda uważa, że nie wszyscy wierni potrzebują dłuższych wizyt: - W każdej rodzinie to się wyczuwa, zależy, ile osób mieszka w domu, czy mają jakieś problemy. Jeśli jest taka potrzeba, to ksiądz zostaje dłużej, ale czasem widać, że rozmowa się nie klei.

     - Księża bardzo się starają, ale sama formuta kolędy nie sprzyja prawdziwemu nawiązaniu kontaktu - twierdzi Maria Krynicka, psycholog chrześcijański. - Ksiądz często tylko pyta, co słychać, nie porusza głębszych tematów, przegląda kartotekę, jakby byt urzędnikiem. A w wizycie duszpasterskiej chodzi o spotkanie, dialog.

     - Ta wizyta powinna stwarzać szansę na zmianę w życiu parafian, skłonić do zastanowienia - dodaje Bogusław Dę-bowski, mieszkaniec Żoliborza. - Chciałbym, żeby ksiądz kiedyś zapytał: czy państwo mają problemy z wiarą, ze zrozumieniem jakiegoś tematu, wypełnianiem przykazań?

     POBUDZAĆ DO AKTYWNOŚCI

     Nawet jeśli księża znaleźliby czas, dobrą wolę muszą wykazać też parafianie.

     - Problem w tym, że wierni często nie objawiają pragnienia rozmowy o wierze i Kościele - podkreśla ks. Leszek Slipek, proboszcz parani św. Andrzeja Apostoła na Woli. - Wizyta duszpasterska musi pobudzać do aktywności. To świetna okazja, by porozmawiać i powiedzieć, jaką konkretną rolę mogę odegrać w życiu naszej parafialnej rodziny. Większość nie chce z tej okazji skorzystać.

     Kiedy ks. Slipek był proboszczem w Podkowie Leśnej, zachęcał parafian do przygotowania własnej modlitwy, która pomogłaby odwiedzającemu księdzu wejść w atmosferę domu, uczynić spotkanie mniej sformalizowanym. Zasugerował też, by podczas wizyt poruszyć konkretne zagadnienia związane z udziałem wiernych we wspólnocie parafialnej. Odzew był niewielki.

     TYLKO NA ZGŁOSZENIE?

     Może powinno się odwiedzać tylko tych, którzy o to poproszą? - W niektórych blokach więcej czasu spędzam na pukaniu i stwierdzaniu, że nikt nie otwiera albo ktoś odmawia, niż na samych wizytach - przyznaje ks. Laskowski. Mimo to puka do wszystkich drzwi - nawet ktoś, kto wcześniej nie przyjmował kolędy, może zmienić zdanie albo do mieszkania mogą się wprowadzić nowi lokatorzy.

     - Pewnie o wiele mniej osób przysłałoby zgłoszenia, niż po prostu otworzyło drzwi - twierdzi ks. Binda.

     - Miałem taką sytuację, że ktoś zapomniał potwierdzić chęć wizyty, a czekał - dodaje ks. Mindewicz.

     Jednak kolęda na zgłoszenia zdarza się coraz częściej. Ksiądz Paweł Piotrów -ski siedem lat temu został proboszczem parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. Nie zastał żadnej kartoteki parafialnej, dlatego dla ułatwienia poprosił wiernych, żeby złożyli w zakrystii zaproszenia kolędowe. Co roku powtarza tę prośbę do osób, które niedawno zamieszkały na terenie parafii. Informacje o kolędzie są też wrzucane do skrzynek pocztowych.

     - Mamy orientację, kto chciałby, żeby ksiądz go odwiedził, natomiast do nikogo, kto sobie tego nie życzy, nie będziemy się wdzierać - zaznacza.

     Chęć przyjęcia wizyty muszą potwierdzić także mieszkańcy parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus na Tamce. - To nie wynika z tego, że nam się nie chce, tylko z poszanowania ludzkiej woli. Jeśli ktoś raz powiedział, że dziękuje, to trudno, żeby mu ksiądz ciągle zawracał głowę - wyjaśnia proboszcz ks. Ryszard Lewandowski.

     - Odwiedziny kapłana u osób stojących z dala od Kościoła mogą odnieść niepożądany skutek - uważa ks. Slipek. -Usypia się w ten sposób sumienie tych ludzi i utwierdza ich w przekonaniu, że są w porządku, pochwala letniość ich wiary. Omijanie ich mieszkań może zaowocować u nich głębszą refleksją.

     JEDNAK POTRZEBNA

     Kontrowersje budzą też ofiary, które wierni zwykle składają przy okazji kolędy. - Nie przyjmuję księdza, bo nie mam pieniędzy - przyznaje Renata Żelechowska, studentka wynajmująca mieszkanie w Warszawie. Ksiądz Radecki postuluje, żeby dla uwolnienia od podejrzeń i dla podniesienia bezpieczeństwa księży składać ofiary tylko w kościele. Tak rozwiązano ten problem m.in. w diecezji opolskiej, gdzie księża mają zakaz przyjmowania pieniędzy podczas kolędy.

     - Ksiądz, który bierze kopertę, wygląda, jakby pobierał opłatę za wizytę - twierdzi Adam Zając, ministrant w jednej z parafii na Białołęce. - W czasach, kiedy dużo się mówi, że Kościół kradnie, że jest zbyt bogaty - nawet jeśli są to niesłuszne oskarżenia - myślę, że można się zgodzić na stratę części pieniędzy, żeby wizerunkowo wypaść lepiej.

     A przecież składanie ofiar jest realizacją piątego przykazania kościelnego: troski o potrzeby Kościoła jako wspólnoty. Nie musi się to jednak odbywać w trakcie kolędy. Nieprawdą jest, że księża zatrzymują dla siebie zawartość kopert. Większość pieniędzy przeznacza się na utrzymanie diecezji i parafii - określają to poszczególni biskupi.

     Mimo wszystkich problemów związanych z kolędą, księża i wierni są zgodni: ta forma duszpasterstwa jest potrzebna.

     - Dzięki niej nawiązuje się łączność między parafianami i księżmi, widać, że kapłani nie siedzą tylko w kościele, ale wychodzą do ludzi - mówi Regina Pakoca, emerytka z warszawskich Bielan. - Podoba mi się, gdy ksiądz pyta, jak chcielibyśmy udoskonalić parafię, czy posługa kapłańska jest prawidłowo prowadzona.

     - Niektórzy podczas kolędy proszą o pomoc albo stawiają pytania, które w innej sytuacji wstydziliby się zadać - podkreśla ks. Laskowski. - Konkretnym efektem tych rozmów bywa decyzja o ochrzczeniu dziecka, przyjęciu bierzmowania, wstąpieniu do jakiejś wspólnoty. Kolęda kosztuje wiele wysiłku, ale jeśli chce się osiągnąć coś dobrego, wysiłek jest niezbędny.


Hanna Dębska

Tekst pochodzi z Tygodnika

16 stycznia 2011


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej