Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Przebudzenie grzesznika

     Mówili o nim: pijak, degenerat. Jego zdjęcie z podpisem: "Uwaga, złodziej" wisiało w każdym sklepie. Teraz jest chlubą miasta. I dowodem, że na zmianę nigdy nie jest za późno.

     Na pierwszy rzut oka zwykły człowiek. Skromny, bardzo bezpośredni. Zadziwia radością i pasją życia. Po krótkiej rozmowie ujawnia się artysta - malarz, poeta. I niestrudzony ewangelizator.

     Tym bardziej zaskakuje jego postawa, że pierwsze 35 lat życia Kazimierza Paw-łowskiego było staczaniem się po równi pochyłej. Pić nauczył się od własnego ojca. Bardzo szybko zresztą go prześcignął, a "na głodzie" był w stanie zrobić wszystko. Gdy po jego awanturze pogotowie zabierało schorowaną matkę, chciał tylko, aby jak najszybciej odjechała. - Nie mogłem się doczekać, kiedy wyniosę coś z domu i zamienię na wódkę - wspomina ze wstydem.

     Po śmierci rodziców krewni zamknęli przed nim drzwi. Stracił dom, zaczęła się tułaczka po dworcach i klatkach schodowych. W końcu trafił do więzienia.

     - W sumie 13 lat siedziałem w kryminale - mówi Kazimierz. - Wszyscy sądzili, że tam umrę.

     Któregoś dnia po wyjściu kupił za litr wódki adres jakiejś nowej meliny: Domu św. Brata Alberta. Tam po raz pierwszy doświadczył życzliwości i zrozumienia. Uznał, że to nie dla niego. Zrobił włamanie i wrócił za kratki. Postanowił skończyć ze swoim bezsensownym życiem. - Chciałem skasować się przez powieszenie, ale mnie odratowali. I wtedy przyszedł do mnie założyciel Domu św. Brata Alberta Leszek Podolecki z pytaniem: "Czy chcesz jechać do Jezusa?". Odpowiedziałem: "Chcę!".

     Pojechali do Lichenia, Kalwarii Zebrzydowskiej, Częstochowy. Ale nałóg był silniejszy i po powrocie dał o sobie znać. Znowu picie, kradzieże, wyrok. I znowu list od Leszka: "Synu, gdy wyjdziesz, wracaj do domu. Czekamy!".

     Wyszedł 10 listopada 1992 r. - ze względów zdrowotnych otrzymał przerwę w odbywaniu kary. Kiedy tylko bramy więzienne się za nim zamknęły, pierwsze kroki skierował do knajpy. Do schroniska dotarł pijany.

     - Powiedziałem Leszkowi, żeby mi nie pomagał, bo idę na zatracenie. Przytulił mnie, dał mi nowe ubranie i kazał wracać do schroniska - wspomina wzruszony Kazimierz. - A ja pytałem sam siebie: dlaczego takie ze mnie bydlę? Wtedy poczułem, jakby ktoś powiedział do mnie: "Człowieku, to po co ja ciebie wypuściłem z więzienia? Uporządkuj swoje wnętrze!". I nagle zobaczyłem wszystkie swoje grzechy od dzieciństwa. Myślałem, że oszalałem. Dwa tygodnie nie mogłem jeść ani spać. Wydawało mi się, że nie ma dla mnie nadziei, bo Bóg nie potrzebuje kogoś takiego.

     Wreszcie przełamał lęk i przed obrazem Jezusa Miłosiernego powiedział: "Nie chcę już pić ani kraść. Boże, ratuj!". To było jak przebudzenie z koszmarnego snu. Już 3 lutego 1993 r. przyjął chrzest i przystąpił do Komunii Świętej. - Tego dnia Jezus uzdrowił mnie z alkoholizmu i narkomanii - mówi. - Poczułem, jakby na moje dawne życie spadła zasłona.

     Gdy nadszedł dzień powrotu do więzienia, nie buntował się. Pierwszego dnia pobytu opowiedział kolegom z celi historię swojego życia i uzdrowienia. Tej samej nocy doznał olśnienia. Postanowił założyć Bractwo Modlitwy i Trzeźwości "Arka".

     - "Arka", bo kto na nią wsiądzie, nie utonie - tłumaczy Kazimierz. - Wszystko tworzyliśmy my, więźniowie.

     Remontowaliśmy kaplicę, zakładaliśmy grupy modlitewne, organizowaliśmy pielgrzymki, wydawaliśmy biuletyn "Dobry Łotr". Czułem się wolny.

     Za swoją pracę doczekał się ułaskawienia. Po wyjściu rzucił się w wir ewangelizacji. Dawał świadectwo w szkołach, kościołach, klubach AA. Rozpoczął współpracę z Bractwem Więziennym, które w 2002 r. przyznało mu nagrodę i tytuł "Ewangelizatora świata".

     Kazimierz otrzymał w 1996 r. kolejny niezwykły dar: malowania obrazów i pisania wierszy. - Nigdy wcześniej nie miałem pędzla w ręce. Aż postanowiłem namalować szopkę. Sam się zdziwiłem, że mi wyszła. Od tamtej pory wykonałem 350 obrazów. Każdy z nich jest katechezą 0 wewnętrznej przemianie. Na stare lata stworzyłem nowy kierunek w malarstwie - surrealizm sakralny, czyli ewangelizacja przez sztukę! - śmieje się artysta.

     Siedem lat zajęło mu przekonanie rodziny i znajomych, że naprawdę się zmienił. Myśleli, że udaje nawrócenie, żeby okradać kościoły. Wernisaż, na który zaprosił tych, których okradł, oszukał i skrzywdził, był wielkim świętem przebaczenia.

     Dziś Kazimierz prowadzi w Rzeszowie hostel "Boży Dar" - dla wychodzących z bezdomności. Wystawy prac miał w wielu polskich miastach. - Jezus chwali się mną, aby ukazać swoje miłosierdzie - mówi o własnej rosnącej popularności. - To On dał mi wolność, talent i nowe życie.


Iwona Świerżewska

Tekst pochodzi z Tygodnika

23 stycznia 2011


   

Wasze komentarze:
 Joanna: 01.03.2012, 22:59
 Zawdzięczamy Panu Leszkowi wiele. Ja jeszcze większą miłość do mojego syna. Syn jeszcze większą miłość do mnie. Dziękujemy.
 Ewa: 29.01.2011, 21:20
 Chwała Panu!
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej