Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak żyć chrześcijaństwem?

     Przyznajmy: nasza wiara najczęściej znajduje się w uśpieniu. Nie traktujemy swych relacji z Bogiem jako wymagających z naszej strony zawierzenia i potwierdzania w codziennym postępowaniu. Jakbyśmy się znajdowali po dwóch stronach rzeki, których nie łączy żaden most.

     Boga traktujemy w sposób impresyjny, emocjonalny, na ogół nie pamiętając o tym, że najważniejsza jest trwała pomiędzy nami wierność. A przecież mamy wiele możliwości, by było inaczej. Potrafimy łączyć i rozdzielać, i to w szczególny sposób, mianowicie tak, że jedno jest warunkiem drugiego. Słusznie zauważono, że w każdej chwili jesteśmy istotami, które rozdzielają to, co powiązane albo łączą to, co rozdzielone. Zarówno w sensie bezpośrednim, jak i symbolicznym, zarówno cielesnym, jak i duchowym.

     Z Bogiem łączy nas specjalna więź. Ma ona dwa wymiary: naturalny, istniejący na mocy faktu samego stworzenia, oraz moralny, zależny głównie, choć nie wyłącznie, od nas samych. Skoro przyjęliśmy wieść o Jezusie, Synu Bożym, który narodził się w ziemi palestyńskiej i podjął trud zbawczej śmierci i zmartwychwstania, skoro uznaliśmy się za Jego uczniów i świadków, naszym wyrazistym (niemal) obowiązkiem jest trwanie przy Chrystusie, opowiedzenie się po stronie tego, co zgodne z Jego wolą. Trzeba w każdej niemal chwili chcieć z Nim spotkań. Wyrażać swe przywiązanie w postawie liturgicznej, w osobistej modlitwie, w moralności zgodnej z nauką Kościoła. Cóż byłoby, gdybyśmy ograniczyli osobiste nadzieje do samych siebie, stanowczo powiedzieli: do osiągnięcia szczęścia nikt nie jest mi potrzebny. Sam sobie wystarczam, wykorzystując własne talenty, szansę niesione przez kulturę i na przykład tak zwane układy w pracy.

     CZYN MIŁOŚCI

     Tymczasem błogosławieństwo zawsze łączy się z bliskością kogoś drugiego. Nawet najbardziej wysublimowane i artystycznie wzniosłe przeżycia są wynikiem doświadczenia relacyjnego. Oto ktoś zjawia się przede mną, wymusza niejako na mnie konieczność podejmowania decyzji, bo przecież z chrześcijańskiego punktu widzenia miłość to czyny miłości. S0ren Kierkegaard zanotował, że miłość Chrystusa nie była jakimś gorącym uczuciem, jakąś głębią serca, lecz czynem miłości, czyli Jego życiem. A taki czyn w każdej sytuacji oddziałuje na innych, wzmaga świadomość odpowiedzialności, dyktuje prawa mające na celu ochronę dobra, tak prywatnego, jak i wspólnego. Kształtuje również etyczną dynamikę życia.

     W tradycji ikonologicznej nieuchronność bycia z ludźmi przedstawia obraz mężczyzny, którego wskazujący palec prawej dłoni wycelowany jest w żarna leżące obok niego. Ów mężczyzna trzyma też w prawej ręce bociana. Żarna są symbolem ludzkich działań i obcowania z innymi ludźmi. Muszą być dwa, jedno wszak niczego nie może zemleć. Podobnie człowiek w pojedynkę niewiele potrafi zrobić, potrzebuje przyjaciela, z którym może wymieniać dobrodziejstwa, wzajemnie się wzbogacać, nieść ulgę na podobieństwo bocianów. Bociany według tej alegorii, mając długie szyje, podczas dalekich przelotów męczą się i nie mogąc utrzymać głowy, opierają szyję na ogonie lecącego towarzysza, przewodnik zaś, gdy jest znużony, przechodzi na sam koniec i wspiera się na ostatnim.

     Jesteśmy zatem sobie potrzebni i z codziennego doświadczenia wiemy, że religia objawiona przynosi ocalenie. Stanowczość tego zdania nie oznacza zaprzestania trudu duchowej pracy i konfesyjnego wysiłku. Wciąż bowiem pozostajemy w drodze. Nie jest to szlak biegnący przez pustynię, ale przez ziemię stworzoną przez Boga, który nigdy nie zapomina o swoim stworzeniu. Podejrzliwe wobec prawdy i laickie propozycje wielu (bo nie wszystkich) przedstawicieli współczesnej kultury nie przesłaniają tej radosnej, napawającej duchowym pokojem konkluzji.

     DBAĆ O SWOJĄ WIARĘ

     Rzecz w tym, żeby żyć w sposób możliwie najinteligentniejszy, czyli zgodny z rozumem i nie obrażać się na teraźniejszość, która jest taka, jaka jest! Ważne, by starać się żyć chrześcijaństwem i - zgodnie ze słowami Benedykta XVI - myśleć o nim w taki sposób, aby przejmowało z nowoczesności to, co dobre i słuszne, oddalając się tym samym i odróżniając od tego, co staje się kontrreligią.

     Tym bardziej, że staramy się przemyśliwać europejski szlak rysowany przez religie, jej zwolenników i zagorzałych przeciwników. Niektórzy z nas być może nadał są przerażeni nicością kosmicznych przestrzeni, inni nie mogą sobie poradzić z "religijną pustką" zalegającą w ich świadomości, jeszcze inni skupiają się na miłości do innych ludzi, tworząc świeckie formy duchowości, które przynoszą im jakąś osobistą ekstazę; jeszcze inni oczekują nadejścia ogólnoludzkiej sprawiedliwości, dającej poczucie ostatecznego spełnienia. Większość z nas jednak wciąż chce pozostać i pozostaje przy ewangelicznym stylu życia, przyjmując, że jedyną drogą, która prowadzi do szczęścia, jest prawda, zwłaszcza ta ukazywana przez Stwórcę wszechrzeczy. Dlatego trzeba i warto chronić swoją wiarę, dbać o nią, jak o najdroższy skarb. Jak to czynić?

     Sam siebie o to pytam! Bywam przecież nieraz znużony i nawet przygnębiony tym, że z takim trudem podążam za Jezusem. Że nie staje mi ufności w Chrystusowe urządzenie mojego życia. Utrwalam przekonanie, że to ja mam ostateczne słowo, jeżeli chodzi o kształt i barwy mojej codzienności, choć wiem, że wszystkim kieruje Boża Opatrzność. Widać z tego, że człowiek, przynajmniej taki, jak ja, niezbyt łatwo rezygnuje z poczucia egoistycznej wyniosłości. Nie utraciłem jednak wiary. Przenika ona całe moje istnienie, ciało i duszę. Nakierowuje wzrok na miejsca, gdzie mogę odpocząć, odetchnąć od szumu masowej i plakatowej propagandy, liberalnej dowolności. Wiara przypomina o wartości milczenia, ciszy, serdecznej życzliwości i zawierzenia. Mówi: unikaj pewności w ocenie innych ludzi. Jeżeli już musisz o kimś świadczyć, czyń to w sposób delikatny i łagodny. Naturalnie, zauważaj zło i przykładaj do ludzi sprawiedliwe miary, ale bądź subtelny. Masz zawsze przed sobą kogoś, kto skrywa niezgłębione tajemnice prywatnego doświadczenia, od którego możesz się wiele nauczyć. Wystarczy, że uśmiechniesz się na powitanie, będziesz uważnie słuchał, cieszył się z każdej dobrej cząstki wspólnego bycia.

     Akceptacja przeradzająca się w miłość to przecież najsilniejsza więź ze wszystkich, jakie istnieją we wszechświecie. Lecz pamiętajmy! Akceptacja nie oznacza tego, że mówię do kogoś drugiego: bądź taki, jakim teraz jesteś. Nie. Raczej mówię: kocham cię, a więc spróbuję, byś się wciąż rozwijał, stawał się większy od samego siebie. W tego rodzaju trudzie wiara wydaje się niezbędna. Wiara, że oto wspólnie wyruszyliśmy w drogę i podążamy do celu, prowadzeni blaskiem Jezusowej miłości.

     CZYM JEST WIARA?

     Mam głównie na uwadze wiarę w aspekcie tego, że wierzę i przyjmuję na przykład, iż Jezus zmartwychwstał. Ale odnoszę się też do wiary pojmowanej jako "wiara w", czyli wiara w coś lub kogoś. Wiara spełnia się też w sprawach codziennego życia. Kiedy wchodzę do miejskiego autobusu 103, by dojechać do metra, wierzę, że kierowca dowiezie mnie pomyślnie do celu; ufam swojemu nauczycielowi angielskiego, że wykorzysta wszystkie swe umiejętności i będzie cierpliwie uczył mnie tego języka, bym mógł porozumieć się z dzisiejszym światem. Każdy z nas w coś wierzy, ale niekoniecznie jest to wiara w Boga. Z drugiej strony jednak - już w planie religijnym - wiara stawia zdecydowany opór, wymyka się prostym opisom.

     W każdym razie uznać się za kogoś wierzącego oznacza kazać się nosić przez kogoś innego, opierać się na kimś, pokładać w nim ufność. Akt ten wyzwala nie tylko uczucia i określone wrażenia, lecz przejawia się w poznaniu (Bóg wszakże mówi w swoim słowie) oraz w konkretnym postępowaniu. Wówczas wiara pochłania nas bezgranicznie, bezwarunkowo. W takiej sytuacji niejako przywieramy do Boga, choć trudno wyrazić owo "doświadczenie" za pomocą jednoznacznych określeń. Wiąże nas bowiem przedziwny sekret relacji, w którą jesteśmy zaangażowani całym sobą, całym swoim, by tak określić, wyposażeniem egzystencjalnym.

     Wiara zatem to ufna odpowiedź na Boże zaproszenie, ale i wciąż na nowo podejmowana próba życia w świetle chrześcijańskiej Tradycji i porządku sakramentalnego ustanowionego przez Chrystusa. Dlaczego piszę: "próba"? Łatwo zrozumieć. Jesteśmy ludźmi słabymi i bez wysiłku rozgrzeszamy się ze zła, które czyha z wielu stron. Należy również uznać za oczywiste, że to właśnie Jezus ma moc wyzwalania z grzechów, przyjmowania do grona swoich najbliższych, którzy - właśnie dlatego - są zobowiązani do odwzajemniania Mu się wiernością. Jeśli zostaliśmy przez Jezusa włączeni w duszpasterską wspólnotę, warto ponowić ważne pytania: jakimi argumentami popieramy swoje religijne zawierzenie? Ile w nich jest Chrystusa, a ile osobistej ambicji i zachowywania faryzejskich nawyków? Wiara wymaga wolnego rozstrzygnięcia i świadomości, że może będzie trzeba oddać życie, bo sprawą najważniejszą jest wierność słowu Bożemu. Daje do myślenia, że Jan Paweł II tak bardzo często powtarzał i przypominał tę formułę.

     Tak więc to, że zdolni jesteśmy do przyjęcia łaski i pozostawania w niej, znajduje się - nie sposób tego faktu ukryć - poza możliwością jakiegokolwiek zasługiwania. Ale bądźmy świadomi tego, że przecież wszelkie dary Boże przyjmujemy zgodnie z ludzką naturą, w sposób rozumny i wolny. Pozostajemy aktywnymi uczestnikami swojej wiary, pozostając naturalnie w głębi Bożej życzliwości. I ta aktywność świadczy o mocy naszego zaufania.

     WIARA I WIRTUALNE ZNAKI

     Niemal wszyscy używamy komputerów. Nie wyobrażamy sobie bez nich życia. A nasze dzieci rodzą się wręcz w ich błysku. Tak jest, i to chyba dobrze. Trzeba korzystać z udogodnień, jakie niesie najnowsza technika. Ale zwracam uwagę na pewne niebezpieczeństwa.

     Władysław Stróżewski napisał kiedyś, że komputer wymusza pewien typ myślenia, który trzeba nazwać myśleniem radykalnie dyskursywnym, co może, choć oczywiście nie musi, doprowadzać do zaniku lub degradacji innych rodzajów myślenia, w tym także myślenia kontemplacyjnego. Powtarzam: tak się stać może, choć bynajmniej nie musi. Ale jednak jesteśmy świadkami tego, że w naszym doświadczeniu coraz bardziej zacierają się granice między rzeczywistością a światem wykreowanym przez znaki. Odsyłają one tylko i wyłącznie do samych siebie, pozostawiając nas, jak wspomniałem, bez związków z jakąkolwiek rzeczywistością. I niestety, nie jesteśmy w stanie nad nimi ostatecznie zapanować, zwłaszcza dotyczy to osób najmłodszych.

     Te najróżniejszego rodzaju znaki czynią z realności płynną i ruchomą falę przypominającą mozaikę krzyżujących się diaspor, choć internetowe diaspory, jak zauważył Zygmunt Bauman, nie dysponują swoimi siedzibami terytorialnymi. W związku z tym znaki zaczynają przejmować rolę spełnianą dotąd przez to, co realne, a także udają rzeczywistość, czyli sugerują, że mają to, czego właściwie nie mają. Czy to jednak faktycznie wielkie niebezpieczeństwo? Korzyści płynące z możliwości niesionych przez komputery i wszelkiego rodzaju gadżety elektroniczne są doprawdy imponujące.

     Lecz nie powinniśmy się dawać zamykać w ich pociągającej sile. Cudowną rzeczą wciąż pozostaje poznawanie rzeczywistego świata, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak to sformułował św. Paweł. Cóż z tego, że będziemy wymyślali coraz to nowe przedmioty, rzeczy czy budowali jakieś fantastyczne projekty. Będą one zapewne piękne, będą przynosiły samozadowolenie i pewną estetyczną przyjemność. Niestety, bez żadnego związku z rzeczywistością.

     Wolę choćby i najmniejszy pyłek, ale realnie istniejący, niż wytworzony z głębi wyobraźni świat sztucznych artefaktów. Wielu z nas pragnie jednak żyć w ich otoczeniu. Ludwik Feuerbach w przedmowie do drugiego wydania "O istocie chrześcijaństwa" z 1843 roku zauważył, że jego epoka ceni wyżej obraz niż rzecz, kopię niż oryginał, wyobrażenie niż rzeczywistość, pozór niż istotę, i że jest tego świadoma. Ta jego ostrzegawcza skarga, by teraz powołać się na esej Susan Sontag poświęcony fotogram, została w XX wieku przekształcona w diagnozę, co do której panuje powszechna zgoda: społeczeństwo jest "nowoczesne", kiedy jednym z dominujących typów działalności staje się w nim produkcja i konsumpcja obrazów, które stają się niezbędne dla zdrowej gospodarki, stabilizacji politycznej i poszukiwania szczęścia przez każdego z nas. Dlatego nie odwracajmy się od prawdziwej rzeczywistości, poznawajmy ją.

     Ona nie daje się całkowicie ograbiać ze swej wielostronnej, także religijnej, tajemnicy. Żaden znak czy obraz nie wnika dogłębnie w to, co jest. Raczej zachęca do pełniejszej kontemplacji, skupionego wnikania i rozważania. Mamy sporo możliwości czerpania z bogactw świata. Niech więc nie ograniczają naszych działań komputerowe znaczki; wykorzystujmy je natomiast właściwie, idąc za wskazaniami mądrości, która nie zamyka się w ani jednym, nawet najbardziej perswazyjnym, geście. Komputer niech będzie nam sługą, nie panem.

     WIARA I MIASTO

     Obok fascynacji możliwościami, jakie niesie komputer, świat, w którym żyjemy, określa obecność miast. Trudno wyobrazić sobie mapę świata bez wielkich aglomeracji, z ogromnymi wieżowcami i lotniskami, które powoli zdają się zastępować średniowieczne katedry. Wystarczy zauważyć, jak symbolika miasta zawładnęła kulturową wyobraźnią, nie wyłączając religii. Znawcy przepowiadają, że w niedługiej przyszłości aż 70 proc. ludzkości będzie mieszkała w miastach. Ich rytm jest po prostu rytmem teraźniejszości.

     Ale nie tylko. Okazuje się, że ludzka cywilizacja w ogóle na trwale zrosła się z miastami, które pojawiły się - zgoła paradoksalnie - dzięki rolnictwu. Uprawa roli bowiem pociągnęła za sobą konieczność osiedlania się w jednym miejscu i dobrosąsiedzkiej współpracy. Mniej więcej w VIII tysiącleciu przed Chrystusem pojawiły się pierwsze budynki; z czasem powstawały osady, a wraz z nimi świątynie, pałace dla władców, mury obronne. Popyt na towary podnoszące prestiż sprzyjał rozwojowi handlu, który z kolei zależał od bliskości dużej rzeki lub morza. Tak oto wioski przekształciły się w miasteczka, a miasteczka - w sprzyjających okolicznościach - w wielkie miasta.

     A więc komputer i miasto - dwie strony naszej nowoczesnej wyobraźni. A pomiędzy nimi religia i wiara, które, choć obite z wielu stron nie znikają z codziennego życia. Nadchodząca z kultury Zachodu fala sekularyzacji nie objęła nas jeszcze ostatecznie. Ale to od nas zależy, czy poddamy się jej wpływowi. Jeżeli przynajmniej w każdą niedzielę będą nas jednoczyły dzwony zwołujące na liturgię, jeżeli nie pokona nas pokusa życia luksusowego, wówczas ocalejemy, osłonimy intymny świat doznań i zawierzeń. Jeżeli Bóg istnieje, a istnieje, ja nie jestem już w centrum świata, ponieważ istota poznania Boga ukazuje moje istnienie jako pochodzące w całości od Niego. Takie jest prawdziwe doświadczenie nawrócenia, poświadcza to wielu nauczycieli duchowości.

     Mogę więc kochać siebie i bliźniego tylko dlatego, że najpierw pokochał mnie Bóg. Rozmyślając przeto o wierze, o swych słabościach i miernocie, o miastach, które zrodziła powszechna cywilizacja, o technice i jej cudownościach, pamiętajmy, że to wszystko jest i nadal będzie możliwe, gdyż u spodu rzeczy znajduje się stwórcza miłość Trójedynego Boga. Miejmy się na baczności, gdyby przyszło nam udawać kogoś, kto chciałby, jak Fryderyk Nietzsche, przezwyciężyć człowieka i stać się "jego bogiem". Kto odczuwa szczęście bycia tylko ze sobą i swoim twórczym umysłem. Kto idąc przez miasto nie widzi już na horyzoncie blasku jaśniejącego z Betlejem.


ks. Jan Sochoń

Tekst pochodzi z Tygodnika

27 lutego 2011


   

Wasze komentarze:
 PaMa: 21.09.2008, 19:04
 Ogromnie dziękuję za te słowa. Staram się żyć i iść drogą życia we wspólnocie z Bogiem.
 Maria: 10.10.2007, 12:51
 Dziękuje za mądre słowa-abyś zawsze kierował ludźmi i był dla nich podparciem w ciężkich chwilach i był dla tych co znasz ich przyjacielem.
 Natalia: 02.10.2007, 00:19
 Drogi Kleryku, ja już wybrałam- Drogę za Chrystusem, juz nie moge sie doczekać Dziękuje, że wspierasz nas....i że pamiętacie o ludziach, którzy wciąż poszukują swej drogi. Ufajcie, i sluchajcie Głosu Pana, On wam powie, gdzie was widzi
 Łukasz: 09.07.2007, 18:15
 Dziękuje za mądre słowa, które mogą stanowić drogowskaz w życiu
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej