Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy i dziś możliwe jest wychowanie świętych?

Na przestrzeni kilkudziesięciu wieków Kościół wyniósł na ołtarze wielu świętych i błogosławionych, którzy pochodzili z różnych krajów i reprezentowali różne kultury. Zanim jednak świat o nich usłyszał, żyli oni wśród innych, często niczym się nie wyróżniając, a drogi, które zawiodły ich ku świętości, nieraz były długie i kręte.

Niektórzy znaczną część życia spędzili w taki sposób, że nikt nie mógłby spodziewać się tego, co później zdziałała w nich łaska Boża.

Ale byli i tacy, którzy swoją świętość wynieśli z domów rodzinnych, toteż w dzisiejszym zdeformowanym świecie bez wzorców osobowych, bez ideałów, w obliczu zagrożenia instytucji rodziny, właśnie oni powinni budzić największe zainteresowanie. Jaki był klimat w tych domach? Czym odznaczali się rodzice? Jaki był ich stosunek do dzieci? Jak kształtowali ich postawy życiowe?...

Odpowiedzi na te pytania można było już znaleźć w zaprezentowanych ostatnio w "Rycerzu" biografiach, ale spróbujmy doszukać się najistotniejszych uogólnień.

Przedstawieni rodzice wywodzili się z różnych grup społecznych i różnych środowisk; byli ludźmi żyjącymi w rozmaitych warunkach, a niektórzy z nich doświadczyli bardzo trudnych sytuacji życiowych, mimo to przeszli do historii jako zasłużeni dla Kościoła powszechnego.

Francuzi Zelia i Ludwik Martin, rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus, byli ludźmi interesu, jak powiedzielibyśmy dzisiaj - drobnymi przedsiębiorcami prowadzącymi wytwórczość połączoną z handlem gotowymi wyrobami, lecz tak mocno żyli wiarą, że wszystkie córki, a było ich pięć, oddały się na służbę Bogu.

Marianna i Juliusz Kolbowie byli ciężko pracującymi robotnikami, którzy w fabryce spędzali po 12 godzin dziennie, mimo to wychowali swoich synów w takim duchu, że wszyscy trzej wstąpili do zakonu, a jeden z nich, św. Maksymilian, zasłynął heroiczną świętością.

Stanisław Kowalski, ojciec bł. Siostry Faustyny, sekretarki Miłosierdzia Bożego, oprócz pracy na roli musiał dorabiać jako cieśla, by utrzymać liczną rodzinę, lecz swoją pobożnością zadziwiał nawet córkę, gdy już była zakonnicą. Podobnie obciążona pracą w polu i w gospodarstwie domowym była Małgorzata, prosta kobieta z włoskiego Piemontu, która samotnie wychowała troje dzieci, wśród nich wielkiego świętego - św. Jana Bosco. Ale i ojciec św. Teresy po śmierci żony został sam ze swymi córkami, z których najmłodsza miała zaledwie cztery lata; zatem niektóre z nich, od wczesnego dzieciństwa, były wychowywane przez samotnego ojca.

Na pierwszy rzut oka życie tych rodzin nie odbiegało od przeciętnych losów innych ludzi, ale po wnikliwej analizie dają się wyraźnie dostrzec dwa aspekty, które ukształtowały profil postępowania.

Pierwszy, to poważne podejście do wychowania potomstwa, oparte na zasadzie odpowiedzialności wobec Boga i Ojczyzny, i drugi, któremu podporządkowano całokształt spraw rodzinnych, to życie w przyjaźni z Panem Bogiem. Traktowali je tak poważnie, że ani interesy, ani ciężka praca, ani bieda, ani brak wystarczającej ilości czasu na kontakty z dziećmi, czy też samotność jednego z rodziców - nie mogły im w tym przeszkodzić.

Kształtowanie osobowości swoich dzieci opierali na fundamentach wiary niemal już od kołyski, dzięki czemu miały one tak głęboko wpojoną bliskość Boga i wierność Jego przykazaniom, że zarówno pod nadzorem, jak i bez niego - same starały się unikać okazji do złego.

Mali Kolbowie, zamknięci na klucz przez rodziców przebywających w fabryce - sami bawili się, modlili albo śpiewali. Nawet w najtrudniejszym wieku, czyli w okresie dorastania, zarówno młodzieńcy, jak i panienki, przebywając wśród obcych ludzi z dala od domu - jak Janek Bosco czy Helenka Kowalska - unikali złego towarzystwa i nie dali się wyprowadzić na manowce.

Pan Bóg, któremu powierzono dzieci pod opiekę, nie opuszczał ich, a one czerpały moc z poczucia Jego obecności. Jeszcze wspanialsze rezultaty wychowawcze osiągano w rodzinach szlacheckich, takich jak u Józefa i Celiny Borzęckich, czy arystokracji ziemiańskiej, której reprezentantami byli Antoni i Józefina Ledóchowscy. Stare rody od pokoleń pielęgnowały najbardziej wzniosłe ideały zawierające się w zawołaniu: "Bóg, honor i Ojczyzna" oraz strzegły przekazów o najpiękniejszych wzorcach osobowych. Z nich wywodziły się błogosławione dzieci, zrodzone i ukształtowane przez błogosławionych rodziców; dzieci wychowywane z miłością, ale według twardego wzorca rycerskiego; dzieci o wielkiej wrażliwości, otwarte na potrzeby innych ludzi, ale bez żadnej taryfy ulgowej dla siebie. Bogu niech będą dzięki, że już do przeszłości należą te straszne czerwone czasy, gdy wszystkich ziemian nazywano wrogami mas pracujących i krwiopijcami, którzy utuczyli się na ludzkiej krzywdzie...

Sądzę, że przedstawione przykłady są aż nadto wymowne, by świadczyć o tym, iż nie ma środowiska, nie ma domu czy rodziny, w której nie mogliby się wychować święci; nie ma takich przeszkód, które uniemożliwiłyby osiągnięcie świętości nawet w dzisiejszych czasach, jeśli bardzo się tego pragnie, a swoje pragnienia opiera na mocnym fundamencie.

Niewzruszonym fundamentem dla tamtych rodzin były przykazania Boże i oparte na nich nauki Kościoła.

Co prawda od ponad pół wieku żadnej spośród zaprezentowanych osób nie ma już na tym świecie, to zaś mogłoby niektórym sugerować, że ich zasady wychowawcze też się przedawniły, ale to błędne rozumowanie. Od tysięcy lat przykazania Boże są niezmiennie aktualne, tyle że dziś wielu podchodzi do nich wybiórczo, czyli według własnego uznania, a niektórzy zupełnie je odrzucają. Zatem na jakiej podstawie mieliby formować świętość u swoich dzieci?...

Inni znów, nawet niektórzy wierzący, uważają, że nadszedł już najwyższy czas, by wreszcie zreformować naukę Kościoła i dostosować ją do współczesnych modeli życia. Ci zapewne nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób podnoszą świętokradczą rękę na prawa ustanowione przez samego Boga. A może z pełną świadomością próbują podporządkować Go sobie, czyli człowiekowi? Może w swej zuchwałej pysze uważają, że ludzie nie muszą respektować praw Bożych, ale to Bóg powinien skłonić się ku ich zachciankom? Oni na pewno świętych nie wychowają...

Ale są i tacy, dla których już samo słowo "święty" jest dawno przeżytym anachronizmem; wstydzą się go i wykreślają z użycia jako niemodne. Ci także nie mają żadnych szans na wychowanie świętych...

Ileż to razy Ojciec Święty Jan Paweł II, najwyższy autorytet moralny świata w dzisiejszej dobie, głosił, że wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy powołani do świętości; ileż to razy nawoływał do wytrwałej pracy nad sobą, ale oni zapewne tego nie słyszeli...

A co daje świętość?

Przyjaźń z samym Bogiem i szacunek u ludzi, ład i równowagę wewnętrzną, pogodę ducha... Ze świętości wypływa miłość i życzliwość dla całej ludzkości, czyli pokój... Pokój to wielkie dobro, którego ostatnio tak bardzo brakuje całemu światu.

Dostrzega to Ojciec Święty i dlatego w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Pokoju wezwał kobiety całego globu, by wychowywały dzieci do życia w pokoju. "Niech będą świadkami, głosicielkami, nauczycielkami pokoju. (...) Niech postępują nieustannie drogą ku pokojowi, na którą weszło już przed nimi wiele kobiet, dając świadectwo odwagi i dalekowzroczności".

Mówiąc o kobietach, które wcześniej weszły na drogę pokoju, przed współczesnymi, być może miał na myśli i te świętobliwe matki, które poznaliśmy. One to bowiem, wychowując dzieci w szacunku do praw Bożych - w naturalny sposób wiodły je ku zamiłowaniu do życia w pokoju. One, wyciągając dobroczynne dłonie do wszystkich potrzebujących, dawały przykład swemu potomstwu, jak należy postępować wobec drugiego człowieka. To one, śpiesząc z pomocą nawet w środku nocy, zabierały ze sobą dzieci, by za młodu nauczyć je współczucia i poświęcenia dla innych. To one, nie bacząc na różnice klasowe - służyły każdemu, kto był w potrzebie, łagodziły napięcia i uśmierzały bóle.

Takie postępowanie odwzajemniane było wdzięcznością i błogosławieństwem, którymi ludzie darzyli swoich dobroczyńców. Sercem płacili za serce, a dobrem za dobro.

I to było najwymowniejsze działanie na rzecz pokoju.

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi" (Mt 5,9).

Julia Szwarc


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej