Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jak należy kszałtować postawę życzliwości

Zarówno we własnym życiu, jak i w życiu innych łudzi zauważamy ciągłe ścieranie się egoizmu z postawą życzliwości. Nieraz trudno jest odróżnić czyny będące wyrazem życzliwości od egoistycznych. Egoizm bowiem umie się maskować. Przypisujemy sobie motywy wzniosłe tam, gdzie ich nie ma, i tylko gorące pragnienie znajomości prawdy o sobie, będące podstawą pokory, pozbawia nasz egoizm zdolności maskowania się.

Życzliwość wychodząca naprzeciw

Życzliwość to skromniejsza, bardziej więc dostosowana do życia, nazwa miłości. Rozumiemy przez nią chęć czynienia komuś dobrze. Wiadomo jednak, że świadczenie dobra może wynikać z różnych pobudek, czasem nawet niezbyt chwalebnych, jak chęć popisania się lub szukania zarozumiałego samozadowolenia. Zdarza się też, że czyni się coś dobrego w oczekiwaniu wzajemności.

Na ogół wszakże powody życzliwego odnoszenia się są "naturalne", takie, jak sympatia do kogoś, instynkt rodzicielski, zakochanie i inne. Czyni się dobrze zaspakajając swoją psychiczną potrzebę, wynikającą z cielesno-duchowej natury człowieka. Takie motywy nie są moralnie naganne; byłoby wręcz źle, gdyby się człowiek nimi nie powodował. Jednak motywy te bywają w ludzkich odczuciach chwiejne, mogą słabnąć, a nawet zanikać i wówczas brakuje bodźca do czynienia dobrze.

Na szczęście człowiek bywa także zdolny do świadczenia dobra tylko dlatego, że widzi w tym coś wzniosłego, świętego. Czyni wtedy dobrze nie tylko określonym osobom, lecz - bezinteresownie - w miarę możliwości wszystkim. To doświadczenie wzniosłości i świętości szerzenia dobra każe ludziom kierować myśl poza świat materialny, gdyż tak często trudno jest dopatrzeć się w nim samym wzniosłości bądź świętości. Czynimy dobrze w oparciu o wiarę w Boga. Samo okazywanie bezinteresownej miłości staje się udziałem w Jego życiu.

Jeżeli jesteśmy (a raczej bywamy) zdolni do prawdziwie bezinteresownej życzliwości, to możemy ją okazywać dwojako: możemy czynić dobrze, kiedy ktoś się do nas o coś zwraca, albo wychodzić ze swoją życzliwością "naprzeciw", tzn. starać się dostrzegać potrzeby ludzkie w swoim otoczeniu i przyczyniać się do ich zaspokojenia, nie czekając na czyjeś prośby czy wezwania.

Jeśli skierujemy myśli ku Ewangelii, to zauważymy, że właśnie ten drugi styl życia jest nam przez nią zalecany, m. in. w przykładzie Matki Najświętszej. Kiedy na weselu w Kanie Galilejskiej zabrakło wina, "rzekła Matka Jezusa do Niego: wina nie mają" (J 2, 3). Wiadomo, co potem nastąpiło. Aktem miłości wychodzącej samorzutnie ku potrzebom bliźnich było także nawiedzenie przez Nią krewnej Św. Elżbiety na wiadomość, że pozostaje ona w ciąży (por. Łk 1, 39-56).

Pierwszy z tych czynów Matki Bożej był przejawem troski o ludzkie potrzeby, drugi wymagał ponadto poniesienia trudów - trzydniowej wędrówki w niewygodnych warunkach oraz trzymiesięcznej opieki nad kobietą mającą rodzić. Na podstawie przytoczonych fragmentów Ewangelii stwierdzamy, że wskazuje ona ideał miłości wychodzącej naprzeciw potrzebom bliźnich bez czekania na prośby z ich strony.

Jednakże ostrość wymagań Ewangelii potrafimy dość skutecznie "neutralizować". Wysuwamy szereg pytań dając milcząco dogodne dla siebie odpowiedzi. Czyż możemy myśleć o innych - zapytujemy - mając tyle własnych kłopotów? Czy wychodząc naprzeciw potrzebom ludzkim nie będziemy nieuczciwie wykorzystywani? Czyż możemy zaradzić tylu ludzkim biedom, które dostrzegamy?

I wreszcie zastanawiamy się, czy wezwanie do przychodzenia z pomocą wtedy i tam, gdzie nas nie proszą, nie jest tylko czymś w rodzaju "rady ewangelicznej", wskazaniem wysokiego wzorca moralnego dla wybranych.

Odpowiedź na te pytania znajdziemy w prawdzie wiary, że człowiek został stworzony "na obraz i podobieństwo Boże" (Rdz. 1, 27). Zwykle rozumie się przez to podobieństwo fakt posiadania przez nas - w stopniu ograniczonym - władz duchowych: rozumu i woli. Nie zwraca się przy tym na ogół uwagi, że ów rozum to nie tylko zdolność logicznego myślenia, ale i zdolność poznawania wyższych wartości, które możemy dzięki naszej woli urzeczywistniać, czyli kierować się miłością.

Podobieństwo do Boga polega zatem m. in. na posiadaniu w sobie choćby zaczątków bezinteresownej miłości, a całym życiowym zadaniem człowieka ma być w świetle wiary jak największe powiększanie tego podobieństwa zgodnie ze słowami Zbawiciela: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5, 48). Ale Bóg, do którego mamy się upodobniać, objawił się jako Opatrzność, a więc Miłość, obdarzająca człowieka, zanim zdążył o coś poprosić, a co więcej, planująca jego dobro, zanim jeszcze zaistniał. Św. Paweł mówi, że Bóg wybrał nas w Chrystusie jeszcze przed założeniem świata, abyśmy stali się święci i niepokalani w miłości przed Jego obliczem (por. Ef 1, 4).

W Piśmie św. znajdujemy wprawdzie myśl o potrzebie modlitwy błagalnej, tak jakby Pan Bóg czekał, aż Go będziemy o coś prosić. Chrystus Pan nauczył nas modlitwy "Ojcze nasz". Nie zmienia to jednak charakteru Miłości Bożej jako wychodzącej naprzeciw. Miłość taka dostrzega, czego komuś potrzeba i zapewnia mu to. Modlitwy zawierające prośby potrzebne są nie Bogu, lecz ludziom, dla których mają znaczenie wychowawcze. Modlitwa błagalna jest okazją do zwracania się do Boga, często niemal jedyną okazją, gdy zaniedbuje się modlitwy wielbiące lub dziękczynne. Modlitwa prośby sprzyja uświadomieniu sobie przez człowieka zależności od Stwórcy. Wydaje mi się też, że i w takiej modlitwie prosząc Boga o jakieś dobro dla siebie lub dla innych stajemy się z pomocą Bożą inicjatorami tego dobra, współuczestnikami jego urzeczywistnienia.

Objawienie się Boga jako Miłości wychodzącej naprzeciw człowiekowi oraz wezwanie przez Stwórcę, byśmy Go naśladowali, powinno nas wystarczająco pobudzać do rozwijania w sobie życzliwości wychodzącej samorzutnie ku innym ludziom. Chodzi właśnie o rozwijanie w sobie takiej postawy, gdyż niezmiernie rzadko rodzą się święci jakby od urodzenia, dojrzali w miłości trzynasto - osiemnastolatkowie, jak św. Stanisław Kostka, św. Dominik Savio, bł. Laura Vicuna, bł. Karolina Kózkówna. Na ogół zaczyna się drogę życia od przewagi egoizmu i krótkowidztwa co do dobra innych, co łatwo stwierdzić obserwując dzieci. Między takimi początkami a miłością w stylu św. Maksymiliana jest przepaść, a próby choćby częściowego zasypania tej przepaści trwają całe nasze życie, o ile w ogóle są podejmowane. Jakże często - wobec braku właściwego wychowania w rodzinie czy ze strony Kościoła poprzez katechizację - człowiek pozostaje ze swym infantylnym egoizmem na całe życie.

Kształtowanie postawy życzliwości wychodzącej naprzeciw wymaga przede wszystkim rozwijania wyobraźni o potrzebach innych. Brak tej wyobraźni stanowi istotę bezduszności w stosunkach między ludźmi. Wielokrotnie daje się zauważyć, że ktoś w zasadzie nie jest złym człowiekiem, ale po prostu nie dostrzega, gdzie leży czyjeś dobro. Sięgnijmy po najprostsze przykłady z życia codziennego. W sobotę kolejka po gazetę sięga kilkudziesięciu osób. Ktoś bez wyobraźni zamiast wziąć samą gazetę podając odliczone pieniądze, zaczyna w tym właśnie czasie zakup proszków do prania, sznurowadeł, plastikowych zabawek, papierosów. Niech każdy kupujący zmarudzi dodatkowo tylko minutę, to ktoś na końcu trzydziestoosobowej kolejki będzie stał pół godziny.

Najbardziej charakterystycznym przykładem braku wyobraźni i bezduszności w naszych czasach jest produkowanie hałasów, w szczególności brzęczenie wszędzie radiem. Nawet w miejscowości wypoczynkowej bywa, że ktoś siada w ogrodzie z wystawionym radiem na zewnątrz domu, zakłócając spokój wszystkim sąsiadom. Zmarły niedawno pisarz Andrzej Kijowski wspomina w swej książce Tropy, że jednym z utrapień podczas pobytu w szpitalu było to, że chory na sąsiednim łóżku cały dzień grał na radiu.

Czy można mówić o właściwym wychowaniu dzieci i młodzieży, jeśli nie rozwija się w nich wspomnianego rodzaju wyobraźni, jeśli nie skłania się ich do refleksji nad tym, na czym polega dobro innych w różnych okolicznościach życia i w czym można by im pomóc.

I jeszcze jedno. Bezduszność w obcowaniu z bliźnimi szczególnie obciąża moralnie nas katolików świeckich, nie mówiąc już o duchownych. Ludzie religijnie obojętni nieraz myślą sobie: "on katolik, a jak się do mnie odnosi, jak załatwia moją sprawę?" Takie doświadczenia nie wzbudzają szczególnej sympatii do Kościoła, a nawet dla naszej wiary w ogóle.

Doc. dr hab. inż. Mirosław Roszkowski


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Nawrócony zbrodniarz - świętym?Nawrócony zbrodniarz - świętym?

Problematyka masonerii współczesnejProblematyka masonerii współczesnej

Jaka była rodzina św. Maksymiliana KolbeJaka była rodzina św. Maksymiliana Kolbe

Sprawdzian z uczciwościSprawdzian z uczciwości

Życzenia dla kapłanaŻyczenia dla kapłana

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej