Sekty - fałszywa miłośćLato, wakacje, czas na piękną przyjaźń, może początek autentycznej miłości. Ale to również możliwość, że napotkasz miłość fałszywą, pozorną. Taką na pewno proponują sekty...Nie wszyscy ludzie są łagodni i kochający. Nie każdemu można bezgranicznie zaufać. Nie wszyscy spełniają obietnice, które składają. Są jednak ludzie, którzy będą mówić o wielkim szczęściu, możliwościach nieograniczonego rozwoju i górach pieniędzy po to, by wykorzystać człowieka do swoich celów i by móc nim manipulować. Najłatwiej zrobić to, gdy ktoś jest zagubiony, nie widzi celu swego życia, ma wątpliwości i czuje się tylko elementem szarego tłumu i numerem w dzienniku. Zdarza się to także wtedy, gdy nie ma przyjaciół a rodzina nie należy do idealnych, lub gdy brakuje w życiu takiego człowieka Boga, którego gdzieś się po drodze do szczęścia zgubiło. Wielu z tych manipulatorów to werbownicy sekt. Na pozór wydają się tacy otwarci, życzliwi i ciepli, że chciałoby się opowiedzieć im wszystkie swoje smutki i przyjąć podawaną przez nich receptę na poprawę sytuacji. Najczęściej jest ona bardzo prosta: "przyjdź na spotkanie, poznasz wspaniałych ludzi", "zobaczysz, jak ci będzie z nami dobrze" i "nie jesteśmy żadną sektą, tylko się razem modlimy". I wtedy idzie się na pierwsze, drugie i kolejne spotkania, bo ludzie ci już zdążyli wywołać w tobie wrażenie, że tylko im naprawdę na tobie zależy, tylko im możesz naprawdę zaufać a poza tą grupą nie ma dla ciebie miejsca w tym okrutnym świecie. Tym bardziej, że wydają się tacy uśmiechnięci, zgrani, jednomyślni i bez żadnych wątpliwości, a co najważniejsze wszyscy nawzajem darzą się bezgraniczną i bezinteresowną miłością, w której możesz uczestniczyć i której tak bardzo potrzebujesz. Człowiek będący w sekcie czuje się wyróżniony, że może należeć do tej właśnie wspólnoty, która przez swą działalność zbawi świat lub przyniesie mu pokój. Nawet jeżeli wymaga to wielkich poświęceń: braku snu, kiepskiego jedzenia, pełnej izolacji od rodziny i przyjaciół. Ważniejsze od tego jest jednak poczucie misji oraz fakt, że pozostaje się w centrum zainteresowania, zbiera się pochwały, a wszyscy są bardzo mili i kochający. Nie trwa to jednak długo. Gdy człowiek uzależni się od okazywanej mu sympatii i ciepła, gdy zaaklimatyzuje się w sekcie i staje się jednym z wielu, nie zasługuje już na zainteresowanie należne rekrutowanym. Wtedy pojawia się szara rzeczywistość - miłość sekty wcale nie jest bezinteresowna - trzeba sobie na nią zasłużyć. Rozpoczyna się rywalizacja o to, kto zarobi więcej pieniędzy czy zwerbuje więcej nowych ludzi. Rozpoczynają się kłótnie, które kierownictwu są bardzo na rękę, gdyż skłóconymi ludźmi łatwiej manipulować i zmuszać do jeszcze cięższej pracy i większych poświęceń. W sekcie nie ma miejsca na prawdziwą miłość i przyjaźń, a to, co na początku okazywali nowemu człowiekowi członkowie grupy było czystą manipulacją mającą na celu zwerbować go i zatrzymać w grupie. Nie ma też miejsca na szczerość, gdyż nie wolno wyrażać żadnych negatywnych myśli i uczuć związanych z działalnością grupy. Nie ma miejsca na zaufanie, gdyż istnieje ryzyko, że najintymniejsze sprawy zostaną wykorzystane do szantażu i jeszcze większego uzależnienia od grupy. Nie ma miejsca na współczucie ponieważ największy nacisk kładzie się na ciężką pracę i poświęcenie wszystkiego, co się posiada na rzecz grupy; gdy ktoś jest chory, jest to wynik jego grzechów i duchowej słabości, nieczystych myśli i wątpliwości. Znam kilka osób, które wybrały życie w sekcie. Zmuszano je do rzeczy, na które nie zgodziliby się będąc poza ta grupą. Tam jednak byli posłuszni i robili wszystko, co im kazano, ponieważ uwierzyli, że tylko tak mogą być godnymi miłości. W ten sposób utracili jednak swoje rodziny, dotychczasowych przyjaciół i wszystko, czym żyli do chwili poznania "tych wspaniałych ludzi". Kazano im zrezygnować z dalszej nauki, swoich myśli i pragnień, prywatności i wolności. Zabito w nich krytycyzm i racjonalność myślenia, a wpojono ogromny lęk i poczucie winy. Nauczono jak być posłusznym i nie mieć żadnych wątpliwości. W imię miłości zostali oni zniewoleni, zabito ich własną tożsamość, a w zamian ofiarowano tożsamość grupy, czyli bycie takimi jak wszyscy pozostali. Miłość to Wielkie Słowo, zachwycające i wspaniałe. Nie wszyscy ludzie wypowiadając je myślą jednak o tym samym. I nie chodzi bynajmniej o to, by po przeczytaniu tego artykułu zupełnie utracić w nie wiarę. Wystarczy być trochę bardziej ostrożnym. Joanna Wojno Kwartalnik Katolicki
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |