Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Znak dla niewierzących

     W hiszpańskim miasteczku Calanda, oddalonym o 118 km od Saragossy, dokonał się "el milagro de los milagros" - czyli "cud cudów". Dwudziestotrzyletniemu Miguelowi Juanowi Pellicerowi w sposób cudowny przywrócona została amputowana prawa noga. Owoce wieloletnich poszukiwań i badań historycznych dokumentów dotyczących tego miezwykłego wydarzenia zostały opublikowane w książce zatytułowanej II Miracolo (Cud), napisanej przez słynnego pisarza i dziennikarza włoskiego Vittoria Messoriego.

     29 marca 1640 r. wieczorem, pomiędzy godziną dziesiątą a dziesiątą trzydzieści, podczas snu w domu rodzinnym w Calandzie, Miguel Juan Pellicer w cudowny sposób odzyskał prawą nogę, którą amputowano mu w szpitalu publicznym w Saragossie 29 miesięcy wcześniej. Cudownie uzdrowiony był gorliwym czcicielem Matki Bożej z Pilar i to właśnie Jej wstawiennictwu przypisał odzyskanie utraconej kończyny. Tak w skrócie brzmi sensacyjna informacja o tym wstrząsającym cudzie maryjnym, który miejscowi ludzie określają jako "el milagro de los milagros" ("cud cudów"). Światowej sławy włoski pisarz i dziennikarz Vittorio Messori przez wiele lat badał w różnych archiwach licznie zachowane dokumenty dotyczące tego zdarzenia i stwierdził, że z naukowego punktu widzenia istnieje pewność, że cała dokumentacja opisuje historyczny fakt. Mówi ona o "przywróceniu" amputowanej nogi - wydarzeniu jedynym w swoim rodzaju, którego istnienia nie można zakwestionować. Szczegółowe odtworzenie tych wydarzeń stało się możliwe dzięki świadectwom, które trzy dni po cudzie zostały złożone pod przysięgą i zapisane w protokole notarialnym, oraz w oparciu o akta procesu kanonicznego, który rozpoczął się 68 dni później.

Wypadek i amputacja

     Z ksiąg parafialnych z Calandy dowiadujemy się, że Miguel Juan Pellicer urodził się 25.03.1617 r. jako drugie z ośmiorga dzieci Miguela Pellicera Maja i Marii Blasco. Jego rodzice byli biednymi rolnikami, odznaczali się prostotą i głęboką pobożnością. Miguel Juan wzrastał w atmosferze autentycznej religijności: codziennie szczerze się modlił, regularnie przystępował do sakramentów pokuty i Eucharystii, był żarliwym czcicielem Matki Bożej. W 1637 r., gdy miał dwadzieścia lat, opuścił dom rodzinny w poszukiwaniu pracy. Znalazł ją u swojego wujka Jamiego Blasca, mieszkającego w okolicy Castellon. Po kilku miesiącach pobytu u niego, w lipcu 1637 r., Miguelowi przydarzył się poważny wypadek, gdy prowadził dwukołowy wóz wypełniony po brzegi ziarnem, ciągnięty przez dwa muły. Podczas jazdy Miguel Juan najprawdopodobniej zasnął i tak nieszczęśliwie spadł z muła na ziemię, że jedno z kół przejechało przez jego prawą nogę. miażdżąc i łamiąc mu kość piszczelową. Natychmiast zawieziono go do szpitala w Walencji (w którego archiwach do dziś widnieje data jego przyjęcia: 3.08.1637 r., poniedziałek).

Fresk z kościoła del Pilar
 
     Pobyt w szpitalu nie przynosił żadnej poprawy, jednak Miguel głęboko wierzył w to, że pomogą mu lekarze z odległej o 300 km Saragossy, w słynnym Królewskim i Powszechnym Szpitalu Naszej Pani Łaskawej. Po usilnych prośbach otrzymał w końcu pozwolenie na przeniesienie się tam. Pomimo straszliwego bólu złamanej nogi i wielkich upałów owe 300 km pokonał w pięćdziesiąt dni. Do upragnionego celu dotarł na początku października 1637 r., wycieńczony i z wysoką gorączką. Najpierw udał się do sanktuarium w Pilar, gdzie wyspowiadał się i przyjął Komunię św.

     W saragoskim szpitalu lekarze zdiagnozowali u niego daleko posuniętą gangrenę w złamanej prawej nodze. W celu ratowania życia chorego konieczna była natychmiastowa amputacja kończyny. Decyzję odcięcia opuchniętej i sczerniałej od gangreny nogi podjął przewodniczący konsylium lekarskiego, znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga, wraz z chirurgami Diegiem Millaruelem i Miguelem Beltranem. Ci sami lekarze dokonali operacji ucięcia prawej nogi Miguelowi Pellicerowi "na wysokości czterech palców pod kolanem". Posługiwali się przy tym piłą i skalpelem, a jako środek znieczulający podano pacjentowi alkohol, stosowany w tamtych czasach jako jedyna substancja o takim działaniu. W czasie operacji młodzieniec nieustannie wzywał pomocy Matki Bożej.

     Po amputacji chirurdzy dokonali kauteryzacji kikuta za pomocą rozżarzonego żelaza. Odciętą nogę przekazali asystującemu przy operacji młodemu praktykantowi, Juanowi Lorenzowi Garcii, który wraz z kolegą pogrzebał ją na cmentarzu, w oznaczonym miejscu, w głębokiej dziurze o długości 21 cm (nawet tego rodzaju szczegół znalazł się w dokumentacji procesowej). W tamtych czasach tak wielkim szacunkiem otaczano ludzkie ciało, że wszystkie jego amputowane części były chowane na cmentarzu. Zanim rana po odcięciu części nogi się zagoiła, Pellicer musiał jeszcze przez kilka miesięcy przebywać w szpitalu. Został z niego wypisany wiosną 1638 r.; otrzymał wtedy drewnianą protezę prawej nogi oraz kule. Dwudziestotrzyletni młodzieniec bez nogi nie był w stanie zapracować na swoje utrzymanie, dlatego otrzymał oficjalne pozwolenie na zbieranie jałmużny przy wejściu do bazyliki del Pilar w Saragossie, co oznaczało dla niego bycie etatowym żebrakiem. Mieszkańcy Saragossy mieli w zwyczaju przynajmniej raz dziennie nawiedzać sanktuarium. Widok żebrzącego młodzieńca bez nogi wzbudzał u nich powszechne współczucie. Przyzwyczaili się do jego obecności i pokochali go, tym bardziej że Miguel Juan codziennie rano, przed udaniem się na miejsce żebrania, uczestniczył we Mszy św. w Świętej Kaplicy, w której na kolumnie El Pilar znajdowała się cudowna figura Matki Bożej. Również codziennie prosił obsługujących sanktuarium o trochę oliwy z palących się tam lamp, aby namaszczać swój kikut i nie w pełni zagojoną po amputacji ranę. Gdy miał pieniądze, szedł spać do pobliskiej karczmy De las Tablas. (Właściciel karczmy Juan de Mazasa i jego żona Catalina Xavierre byli również powołani na świadków w kanonicznym procesie, aby stwierdzić, że Pellicer po cudownym odzyskaniu odciętej kończyny jest tym samym człowiekiem, który przychodził do nich na nocleg i nie miał prawej nogi). Miguel Juan Pellicer sypiał również pod portykiem szpitalnego korytarza, gdzie był doskonale znany i z wielką życzliwością przyjmowany przez personel medyczny.

     Na początku marca 1640 r. Miguel zdecydował się wrócić do swoich rodziców, do Calandy. Podróż do domu rodzinnego (około 118 km) zajęła mu prawie siedem dni. Przez cały ten czas drewniana noga uciskała kikut i była przyczyną wielkiego cierpienia młodzieńca. W domu przyjęto go z wielką radością. Ze względu na swoje kalectwo Miguel nie był w stanie pomagać rodzicom w pracach polowych, dlatego postanowił chodzić po okolicznych wioskach i prosić o jałmużnę. W tamtych czasach dla inwalidy, który nie miał środków do życia, żebranie nie było hańbą, ale obowiązkiem i dawaniem innym okazji do czynów miłosierdzia. Miguel zbierał więc datki, jeżdżąc na osiołku po sąsiadujących z Calandą wioskach, a żeby wzbudzić litość, odsłaniał kikut swej uciętej nogi. W ten sposób tysiące osób stało się świadkami jego kalectwa, a później cudu przywrócenia mu nogi.

Wstrząsający cud

     W czwartek 29 marca 1640 r. Miguel Juan nie pojechał zbierać jałmużny, lecz został w domu, aby pomóc ojcu w napełnianiu nawozem koszyków, które osioł przenosił do nawożenia pola. Po całym dniu ciężkiej pracy Miguel wrócił do domu bardzo zmęczony. Podczas kolacji wszyscy widzieli kikut jego prawej nogi wraz z odkrytą, zagojoną raną, a niektórzy z gości nawet jej dotykali.

     Tego samego wieczoru na nocleg w Calandzie zatrzymał się oddział kawalerzystów. Pellicerowie otrzymali urzędowy nakaz przenocowania jednego z żołnierzy. Z braku miejsca Miguel Juan był zmuszony odstąpić mu swoje łóżko i pójść spać na materacu w pokoju rodziców. Do przykrycia dostał od ojca płaszcz, który był jednak za krótki na to, żeby okryć również jego jedyną stopę. Po kolacji, około godziny 22, młodzieniec pożegnał się z rodzicami i ze zgromadzonymi gośćmi, zostawił w kuchni swą drewnianą protezę oraz kule i poszedł spać, skacząc na lewej nodze. Po modlitwie i całkowitym zawierzeniu się Matce Bożej szybko zapadł w głęboki sen.

     Kiedy mama Miguela weszła do pokoju, w którym spał jej kaleki syn - a było to pomiędzy godziną dziesiątą trzydzieści a jedenastą wieczorem - poczuła "wspaniały, niebiański zapach". Kobieta podniosła oliwną lampkę i zauważyła, że spod płaszcza, którym był przykryty jej syn, wystawała nie jedna, ale dwie stopy, założone jedna na drugą. Wciąż jeszcze nie dowierzając, przybliżyła się do łóżka - i wtedy była już pewna, że wzrok jej nie myli. Zszokowana tym odkryciem zawołała męża, który po przyjściu odsunął cały płaszcz. Pellicerom ukazał wtedy niesamowity widok ich śpiącego syna z dwiema zdrowymi nogami. W jednej chwili zrozumieli, że stał się wielki cud: ich syn odzyskał amputowaną prawą nogę. Świadomi ogromu tajemnicy, zaczęli krzyczeć i potrząsać nim, aby się obudził. Dopiero po dłuższym czasie Miguel Juan otworzył oczy. Rozgorączkowani rodzice mówili do niego: "popatrz, odrosła ci noga!". Można sobie wyobrazić zdumienie i radość Miguela, kiedy zobaczył i poczuł, że rzeczywiście ma dwie nogi i że przestał być inwalidą. W międzyczasie zbiegli się wszyscy domownicy i z wielkim przejęciem oglądali cudownie przywróconą młodzieńcowi nogę. Miguel Juan zupełnie nie wiedział, jak to mogło się stać. Pamiętał tylko, że nim go obudzono, śniło mu się, jak namaszczał kikut swej uciętej nogi olejem z lampki w Świętej Kaplicy Matki Bożej z Pilar. Jednego był pewien: że to Jezus Chrystus dokonał tego cudu dzięki wstawiennictwu Jego i naszej Matki Maryi.

     Kiedy Miguel Juan ochłonął z pierwszego wrażenia, zaczął dotykać swej uzdrowionej nogi i poruszać nią tak, jakby chciał się upewnić, że to wszystko jest prawdą. W świetle oliwnych lamp wszyscy dokładnie oglądali jego cudownie odzyskaną nogę. Widoczna była na niej jedna duża blizna po złamaniu kości piszczelowej podczas wypadku, a także trzy mniejsze blizny: po ugryzieniu w dzieciństwie przez psa. po wycięciu czyraka i zadrapaniu przez kolczasty krzak. Blizny te wskazywały w oczywisty sposób na to, że była to ta sama noga, którą amputowano i pogrzebano na cmentarzu przed dwoma laty i pięciu miesiącami. Nastąpiło więc nie odrośnięcie, lecz cudowne przywrócenie uciętej nogi. Zachował się egzemplarz miejscowej gazety Aviso Historico z 4.06.1640 r., w której napisano, że przeprowadzono badania na cmentarzu szpitalnym w Saragossie i nie znaleziono tam żadnego śladu nogi w miejscu jej pogrzebania.

Kaplica w miejscu cudu
 
     Wieść o niezwykłym wydarzeniu bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Ludzie, którzy przybiegli do ubogiego wiejskiego domku Pellicerów, głośno modlili się i dziękowali Matce Bożej i Jezusowi Chrystusowi za ten wielki cud. Wszyscy zebrani odczuwali cudowny, "niebiański" zapach, który utrzymywał się w izbie przez kilka dni. Rankiem następnego dnia do domu Pellicerów przybył proboszcz, ks. Herrero. wraz z burmistrzem i najwyższymi przedstawicielami miejscowej władzy oraz dwaj chirurdzy, którzy przez dłuższy obmacywali prawą nogę Juana - wszyscy oni chcieli w sposób urzędowy i "naukowy" potwierdzić, że to wszystko jest prawdą. Już 30 marca, a więc następnego dnia po cudzie, sędzia pierwszej instancji Martin Corellano, odpowiedzialny za publiczny porządek w Calandzie, sporządził pierwszy oficjalny dokument o tym nadzwyczajnym wydarzeniu. Natomiast w niespełna 70 godz. od cudu w domu Pellicerów został sporządzony przez przedstawicieli władz kościelnych, świeckich oraz lekarza, spisany przez notariusza i potwierdzony przez dziesięciu świadków, akt notarialny dotyczący tego niesamowitego faktu, w którym stwierdza się "Boską interwencję". Uzdrowionego młodzieńca zaprowadzono w procesji do miejscowego kościoła, gdzie zebrali się wszyscy mieszkańcy Calandy, którzy widzieli, że Miguel Juan szedł na dwóch nogach, a jeszcze wczoraj miał tylko jedną. W kościele Miguel Juan najpierw poszedł do spowiedzi, a później razem ze wszystkimi mieszkańcami Calandy uczestniczył w uroczystej, dziękczynnej Mszy św.

     Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością dany nam przez Chrystusa znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu Paruzji. Stwórca natomiast uszanował prawa natury i dlatego odzyskiwanie niedoskonałych cech fizycznych i motorycznych cudownie przymocowanej nogi następowało u Miguela Juana w ciągu kilku miesięcy.

     25 kwietnia 1640 r. Miguel razem ze swoimi rodzicami wybrali się na pielgrzymkę do sanktuarium w Saragossie, aby podziękować Matce Bożej za cud przywrócenia nogi. Wszyscy mieszkańcy Saragossy doskonale znali żebrzącego przy bazylice młodzieńca z jedną nogą. Możemy zatem wyobrazić sobie ich zdumienie, kiedy zobaczyli, że Miguel Juan przestał już być kaleką i ma dwie zdrowe nogi. Prawdziwy jednak szok przeżył profesor Estanga - chirurg, który amputował Miguelowi nogę i który przez dwa lata opatrywał mu ranę w miejscu odcięcia kończyny. Teraz mógł naocznie stwierdzić, że ta część nogi, którą amputował, została przywrócona do normalnego życia i funkcjonowania, w sposób całkowicie dla medycyny niewyjaśniony. Podobny wstrząs przeżyli na widok Miguela Juana z dwiema nogami asystujący profesorowi lekarze oraz cały personel szpitalny.

Oficjalne uznanie "el milagro de los milagros"

     Należy podkreślić fakt, że 8 maja 1640 r. władze świeckie Saragossy wystąpiły z inicjatywą rozpoczęcia procesu, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności związane z cudem z Calandy - czyli "el milagro de los milagros". Rada miejska wyznaczyła jako swoich przedstawicieli dwóch znanych profesorów oraz prokuratora generalnego króla Filipa IV. Był to proces publiczny i odbywał się z zachowaniem wszelkich urzędowych reguł. Współczesny historyk Leonardo Aina Naval, który przez wiele lat badał jego akta, stwierdził, że był on "wzorem powagi, precyzji i dyscypliny prawniczej". Mamy tu więc do czynienia z najwyższym poziomem wiarygodności dokumentów. W czasie całego procesu obecnych było dziesięciu członków kolegium sędziowskiego. Ponadto przy wszystkich przesłuchaniach 24 świadków, którzy zostali wyselekcjonowani spośród mieszkańców Saragossy, Calandy i okolicznych wiosek, asystował sam arcybiskup Pedro Apaolaza Ramirez oraz dziesięciu teologów i prawników. Świadkowie zostali podzieleni na pięć grup: 1. Lekarze i pielęgniarze; 2. Krewni i sąsiedzi; 3. Władze lokalne; 4. Księża 5. Inni. Każdej z przesłuchiwanych osób pokazywano Miguela Juana stojącego z odkrytymi do kolan nogami. Z akt procesowych wynika, że fakt cudownego przywrócenia Pellicerowi amputowanej nogi był tak oczywisty i pewny, że nie podniósł się żaden głos sprzeciwu czy wątpliwości przeciw niemu. Po jedenastu miesiącach pracy kolegium sędziowskiego, 27 kwietnia 1641 r., arcybiskup Saragossy wydał dekret, w którym stwierdził, że przywrócenie amputowanej nogi Miguelowi Juanowi było możliwe tylko dzięki cudownej interwencji Boga. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej wstrząsających cudów w historii, który potwierdzili wszyscy mieszkańcy Saragossy, Calandy i okolicznych miejscowości.

Obraz przedstawiający Miguela
w momencie uzdrowienia
 
     Pierwsza broszura o cudzie, z imprimatur i dedykowana królowi Karolowi IV, która była streszczeniem akt procesu w języku kastylijskim, ukazała się w 1641 r. i została napisana przez karmelitę bosego Jeronima de San Jose. Rok później ukazała się również broszura poświęcona cudowi napisana przez niemieckiego lekarza Petera Neuratha. W tej to publikacji przy "nihil obstat" jezuita o. Jeronimo Briza napisał: "Z nakazu czcigodnego ks. Gabriela de Aldamy, głównego wicekróla w Madrycie, przebadałem książkę doktora Neuratha na temat cudu Najświętszej Dziewicy z Pilar, którego nie widziano ani nie słyszano w ciągu wieków, a którego prawdy osobiście doświadczyłem, ponieważ poznałem młodzieńca najpierw bez jednej nogi, proszącego o jałmużnę u drzwi w świątyni w Saragossie, a później w Madrycie, na audiencji u Króla, Naszego Pana, z obiema nogami; i widziałem, jak chodził. Widziałem bliznę, którą Najświętsza Dziewica zostawiła w miejscu amputacji, jako pewny znak, że noga została odcięta; i nie tylko ja, a również wszyscy ojcowie z Towarzystwa Jezusowego, z tegoż Królewskiego Kolegium w Madrycie. Poznałem nadto rodziców uzdrowionego oraz chirurga, który uciął nogę".

     Biedna izba sypialna, w której dokonał się cud, została natychmiast zamieniona na kaplicę, a z czasem w miejscu domu Pellicerów wybudowano wielki kościół z wysoką dzwonnicą. Była to inicjatywa wszystkich mieszkańców Calandy, którzy w ten sposób pragnęli wyrazić wdzięczność Bogu i Matce Najświętszej. Do dnia dzisiejszego mieszkańcy Calandy każdego roku w dniu 29 marca obchodzą święto upamiętniające to cudowne wydarzenie z 1640 r. Stolica Apostolska zatwierdziła na ten dzień specjalny formularz liturgiczny wraz z przywilejami duchowymi i odpustami.

Spotkanie z królem

     Cud przywrócenia Miguelowi Pellicerowi odciętej nogi stał się faktem tak powszechnie znanym w całej Hiszpanii, że doniesiono o nim królowi Filipowi IV. Po skończonym procesie i oficjalnym ogłoszeniu prawdziwości cudu hiszpański władca w październiku 1641 r. wezwał do siebie na audiencję uzdrowionego młodzieńca. Uczestniczył w niej cały korpus dyplomatyczny, w tym również lord Hopton, ambasador Anglii. On to właśnie przesłał królowi angielskiemu Karolowi I szczegółową relację z tej audiencji. Jej tekst zachował się do naszych czasów. Król Karol I, będący również głową Kościoła anglikańskiego, do tego stopnia był przekonany o prawdziwości tego cudu, że bronił jego wiarygodności przed oburzonymi teologami anglikańskimi. W oparciu o szczegółową relację lorda Hoptona oraz o inne świadectwa wiemy dokładnie, co się działo podczas audiencji u króla Filipa IV. Mianowicie uzdrowionemu Miguelowi Juanowi towarzyszyli pierwszy notariusz Aragonii oraz najwyższy archidiakon kapituły biskupiej. Każdy z nich po kolei złożył królowi relację o cudzie.

     Po wysłuchaniu wszystkiego Filip IV wzruszył się do łez i powiedział, że wobec tak oczywistych faktów nie ma już potrzeby mędrkowania i dalszego dyskutowania, ale trzeba z radością przyjąć i uczcić Tajemnicę. Następnie wstał z tronu, podszedł do uzdrowionego i ukląkł przed nim. Potem kazał Miguelowi odsłonić prawą nogę i pocałował ją w miejscu, w którym została ucięta, a później cudownie przymocowana. Był to wzruszający hołd, jaki na klęcząco złożył swojemu poddanemu - żebrakowi i analfabecie - władca światowego imperium, król Filip IV.

     Odnalezione ostatnio dokumenty w archiwum w Saragossie mówią o tym, że Miguel Pellicer, po swoim uzdrowieniu, został przyjęty do pracy w sanktuarium del Pilar jako kalikant (pomocnik organisty, Figura Matki Bożej del Pilar napełniający miechy organowe powietrzem). Był również jednym z odpowiedzialnych za zapalanie lampek oliwnych w Cudownej Kaplicy. W księdze wypłat widnieje adnotacja dotycząca daty jego śmierci - odszedł do Pana w święto Matki Bożej del Pilar: 12 X 1654 r.

Wnioski

     "Ten, kto odrzucałby prawdę o tym, co wydarzyło się w Calandzie tego marcowego wieczora w Tygodniu Męki Pańskiej 1640 roku - pisze Vittorio Messori - musiałby wątpić w całą historię ludzką, łącznie z faktami najpewniejszymi, bo najbardziej potwierdzonymi. (...) »przypadek Pellicera« ma cechy wydarzenia, które każdy badacz może, co więcej - musi, zaakceptować jako »potwierdzone w sposób pewny«, jako »z pewnością historyczne« chyba że zrezygnuje z obiektywności swojego zawodu w imię uprzedzenia lub ideologii. W słowach użytych przez arcybiskupa Saragossy w jego sentencji wyroku fakt jawi się jako równie prosty, co wstrząsający: »(...) jak ukazane to zostało w procesie, wspomniany Miguel Juan był widziany najpierw bez jednej nogi, a następnie z nogą; zatem nie wiadomo, jak można mieć wątpliwości co do tego«. To wszystko".

     Natychmiastowe przywrócenie M.J. Pellicerowi amputowanej nogi było spektakularną manifestacją Bożego działania, cudem niesłychanym w całej historii. Wydarzenie to jest z pewnością znakiem ukazującym bezpodstawność ironicznych twierdzeń ateistów, że nigdy nie widziano, aby komuś odrosła ucięta noga lub ręka.

     Jest to z całą pewnością cud niepodważalny, dokładnie taki, jakiego domagał się Wolter i jemu podobni ateiści - a więc urzędowo potwierdzony przez notariusza zaraz po jego zaistnieniu i po przesłuchaniu pod przysięgą świadków o odpowiednich kwalifikacjach. Ernest Renan, który był agnostykiem i zaciekłym wrogiem chrześcijaństwa, napisał, że do zwalczenia ateizmu wystarczyłby tylko jeden wiarygodny cud. Niestety, nieświadomy swojej ignorancji, był pewien, że w historii nie było żadnego.

     Cud z Calandy mówi nam o tym, że dla Boga wszystko jest możliwe. Wydarzenie to wskazuje na działanie nie jakiegoś nieokreślonego Boga, ale na Boską Osobę Jezusa Chrystusa, na Boga w Trójcy Jedynego, którego On nam objawił. Cud ten jest równocześnie boskim potwierdzeniem nauczania Kościoła katolickiego, sakramentów w nim sprawowanych, jego tradycji, czci oddawanej Niepokalanej Dziewicy Maryi i mocy Jej wstawiennictwa.

     "Maryja dokonała tam tego, czego nie uczyniła w żadnym innym narodzie" - tak śpiewają do dnia dzisiejszego wierni każdego roku podczas święta Milagro (Cudu) w Calandzie i Saragossie.

     Cud z Calandy jest również znakiem wzywającym nas do nawrócenia i wiary w zmartwychwstanie naszych ciał. Noga, która z powodu zawansowanej gangreny gniła - i dlatego musiano ją amputować, a później pochować w ziemi na cmentarzu - po 29 miesiącach powróciła do życia dzięki specjalnej interwencji Boga. Ten cudowny i jedyny w swoim rodzaju fakt wskazuje na prawdę wiary o naszym zmartwychwstaniu - że podobnie stanie się z ciałami wszystkich ludzi w dniu Sądu Ostatecznego.

     Zobacz również: [ Boska reimplantacja ]


ks. Mieczysław Piotrowski TChr


Źródła: Tomas Domingo Perez: El milagrode Calanda. Y sus fuentes historicas,
Edita: Caja Inmaculada, 2007.
Andree Deroo: L 'homme a lajambe coupee, 1959.
Vittorio Messori: Cud, Księgarnia św. Jacka. Katowice 2000


Publikacja za zgodą redakcji

nr 5-2007


Jezus Chrystus. Świadectwo Jego Całunów Jezus Chrystus. Świadectwo Jego Całunów
S. Blandina Paschalis Schlomer
Siostra Blandina Paschalis Schlömer jako pierwsza zestawia trzy odciśnięte twarze Chrystusa i z aptekarską dokładnością udowadnia zdumiewające podobieństwo Chusty z Oviedo, Całunu Turyńskiego i Chusty z Manoppello.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 kos: 17.03.2017, 22:36
 Powiem Wam jedno. Aby doznawać łaski Bożej to pierw trzeba znaleźć się w Jego owczarni (jak powiedział Jezus). Dlatego każdy powinien zacząć od modlitwy o otrzymanie łaski wiary.
 andrzej: 05.12.2016, 13:40
 Jezu ufam tobie.
 Kasia: 20.10.2016, 15:38
 Czy nam podoba się,czy też nie Bóg był,jest i będzie obecny w naszym życiu tylko trzeba naszej dobrej woli i zaproszenia do wspólnej wędrówki.Nie zawsze odpowiedz na nasze prośby jest właściwie odczytana przez nas.
 Ela: 18.10.2016, 16:07
 Sens działań Stwórcy poznamy,gdy spotkamy się z Bogiem twarzą w twarz.Pamiętaj dla Boga nie ma nic niemożliwego,módl się,przepraszaj za grzechy i proś o potrzebne łaski.
 .: 17.11.2015, 09:53
 Brian Dunning - to pospolity oszust.
 ulala: 20.07.2015, 11:44
 Ale czad, i to w zasadzie jedyny przypadek tego typu i to jeszcze mało wiarygodny. Takie właśnie są cuda. Wiara was uzdrowi, ale nigdy nie przywróci wam nogi. Wiara może wam przywrócić wzrok, może wam przynieść ukojenie psychiczne, może wam przynieść cofnięcie różnych chorób, to się zdarza i jest udokumentowane. Efekt placebo działa. Noga nie odrośnie, ręka nie odrośnie. Wielu ludzi uważa za cuda wyleczenie po leczeniu trwającym miesiącami. Kto chce niech wierzy, ale niech się uzbroi w cierpliwość jeśli chce doświadczyć "cudu" na sobie....
 kasia.b: 16.06.2015, 22:34
 ojcze święty proszę cię cuda o które nieustannie się modlae o zdrowie i prwcę dla taty i zęby nie był prsześladowany w pracy o błogosławieństwo i zdrowie dla rodziców o szczęsliwie zdany egzamin wojtka i zdrowie dla mnie i dla baci i cuda o które nieustanie się modlę o cud gwlw o cud macierzyństwa sakramen małżeństwa z arkiem proszę sprwa cuda
 ana: 16.11.2014, 12:28
 Bóg nie zostawia nikogo, każdy człowiek i każde położenie jest celem działania i doświadczania przez Boga. Pismo Święte mówi, że człowiek zbawiony ma ciągle pod górę potocznie rzecz biorąc. Jest również coś takiego, jak wolna wola, wtedy jest się narażonym na różne pokusy. Temat rzeka.......................
 ana: 16.11.2014, 12:24
 Bóg nie zostawia nikogo, każdy człowiek i każde położenie jest celem działania i doświadczania przez Boga. Pismo Święte mówi, że człowiek zbawiony ma ciągle pod górę potocznie rzecz biorąc. Jest również coś takiego, jak wolna wola, wtedy jest się narażonym na różne pokusy. Temat rzeka.......................
 ZROZPACZONA: 22.05.2014, 14:45
 JA JUZ NIE WIERZE W NIC.JEST TYLE NIESPRAWIEDLIWOSCI NA SWIECIE .TYLE NIEULECZALNIE CHORYCH,UMIERAJACYCH Z GLODU ,SIEROT,CIERPIACYCH.GDZIE JEST BOG,KTORYM JEDNYM DAJE WSZYSTKO, A DRUGIM TYLKO ZABIERA.JAK TO ROZUMIEC?
 Damian: 29.04.2014, 20:24
 1640 rok ... hmmm... trochę rzadko te prawdziwe cuda się zdarzają. Dziwne, że ten sam problem mają też inne Religie. 1000 uzdrowień na minutę, a te bezdyskusyjne .... wyłącznie w średniowieczu.
 rodzina: 28.02.2014, 14:58
 PANIE BOZE DZIEKUJE TOBIE ZE JESTES ZE KAZDEGO DNIA DAJESZ JAKIES ZNAKI POMAGASZ LUDZIA MY DZIEKUJEMY ZA ZDROWIE MILOSC JAKA SIE DAZYMY ZA DOBRYCH LUDZI JAKICH MAMY WOKOLO A ZLO I ZLILUDZIE SA ODSUNIECI DALEKO OD NAS PROSZE CIE BOZE ZAWSZE BYC I STRZEZ NASZA RODZINE CHRON OD NIESZCZESC NIEPOWODZEN POMAGAJ W KAZDYM DNIU NIDGY NAS NIE OPUSZCZAJ ZAWSZE CZUWAJ NAD NAMI DZIEKUJEMY TOBIE PANIE BOZE ZA WSZYSTKO CO DLA NAS UCZYNILES DAJ NAM DUZO WIARY W LEPSZE JUTRO ZA NASZE NAJSKRYTSZE MARZENIA O PRACY SPELNIA SIE DZIEKUJEMY
 Ewa: 30.01.2014, 20:33
 Kochany Ojcze Nasz proszę o nawrócenie z nałogu mojego brata i siostry,którzy utracili się wiarę i zatracili się w nałogu.Boże proszę uwierzyć mojemu synowi i synowej,że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.Panie umocnij w nich wiarę i nadzieję,proszę o światło Ducha Świętego.Amen.
 A.Górniak: 02.08.2013, 22:52
 Jedno jest pewne, nawet jeżeli Pan Bóg nie istnieje - wierząc w Niego jestem szczęśliwszym człowiekiem. Będąc przy Nim niczego się nie boję, bo wiem, że zawsze jest przy mnie. Wierzę w Boga i wiem, że musi być jakieś życie po śmierci. Mamy tyle cudów, tyle objawień, uzdrowień. Wystarczy uwierzyć! Wierząc nic nie tracę, a zyskać mogę bardzo wiele.
 Mateusz: 05.12.2012, 17:40
 Badania Briana Dunninga wykazały, że nie istnieje dokumentacja ani zeznania świadków potwierdzające, że noga była kiedykolwiek amputowana. Noga Pelicera nie została zaatakowana przez martwicę (łac. gangraena) w trakcie pięciu dni pobytu w szpitalu w Walencji. Spędził następnie 50 dni na rekonwalescencji, w czasie której nie był zdolny do pracy. Zajął się żebractwem i stwierdził, że złamana noga jest w tym pomocna. Po wyleczeniu chorej nogi zdecydował, że skoro złamana noga ułatwiała żebranie, to brak nogi będzie jeszcze bardziej korzystny. W drodze do Saragossy przywiązał podudzie do uda (noga zgięta w kolanie) i przez dwa lata odgrywał jednonogiego żebraka. Później, z powrotem w domu rodziców w Calandzie, w czasie snu jego tajemnica została odkryta. Aby zachować twarz (a możliwe, że i życie), Pelicer okrzyknął cud. Dunning zaznacza, że nie ma dowodu, że noga kiedykolwiek była amputowana, ani że była w ogóle leczona. Pelicer wymienił trzech lekarzy, ale nie ma żadnego zapisu o przesłuchaniu ich przez kogokolwiek. Na cmentarzu szpitala w Saragossie nie ma żadnego śladu po pochowanej nodze.
 ja: 27.10.2012, 11:19
 prosze nich bedzie tumacz
 Witek: 15.09.2012, 16:08
 W innym artykule przeczytałem, że "cud cudów" utrzymywany był w tajemnicy przez ok. trzy stulecia. Jest to wielce podejrzana sprawa. Takie "nośne" pod względem religijnym wydarzenie nie było wykorzystane przez władze kościelne do szerzenia wiary przez tyle lat? Opis wydarzenia podany jest z dużymi szczegółami, przewija się dużo nazwisk mimo upływu 400 lat. A może prawdziwość tych wydarzeń jest taka sama jak prawdziwość ewangelicznego rodowodu Jezusa od Adama, Seta, ... , Noego itd.? 2000 lat temu takie podanie szczegółów uwiarygodniało rodowód, a dzisiaj już wiemy, że nie jest on prawdziwy. Chyba, że chodzi nie o tego Adama, Seta i Noego z Księgi Rodzaju tylko o kogoś zupełnie innego, a kogo miał na myśli ewangelista - tego to już nikt nie wie. Dlaczego więc cud w Fatimie czy Lourdes jest tak popularny wśród wierzących, a cud cudów nie? Odpowiedź jest banalnie prosta. Cuda w Lourdes i Fatimie miały miejsce - świadczą o tym vota zostawione na pamiątkę i na świadectwo, a o "cudzie cudów" wiemy tyle, że po 300-letnim milczeniu ktoś napisał, że miał miejsce i tylko tyle. A to jest kapitalna różnica. To samo dotyczy zresztą niektórych opisów ewangelicznych. Jeśli jest napisane, że Jezus powiedział ..."proście, a otrzymacie"... to to oznacza, że jest tak napisane i tylko tyle - więc jeśli ktoś się dziwi, że prosi a nie otrzymuje, to po pierwsze: nie wiadomo czy Jezus swojej wypowiedzi nie dał jakichś ograniczeń, o których ewangelista nie wspomniał; po drugie: czy w ogóle tak powiedział (może ten kto relacjonował coś przekręcił), a po trzecie: nawet jeśli tak powiedział to nie powiedział kiedy mamy otrzymać. Może jeszcze na tym świecie, a może dopiero na tym lepszym - przyszłym? Nie wiadomo. To tajemnica. "Cud cudów" na zawsze pozostanie tajemnicą i może stać się elementem wiary. Uwiarygodnić się go nie da, wobec zbyt długiego milczenia władz kościelnych na ten temat. Np. czy ten człowiek bez nogi był tym samym człowiekiem co ten z nogą? A może był jego sobowtórem - dużo jest takich. A ilu to ludzi niewinnie skazano tylko dlatego, że wielu świadków rozpoznało w nich przestępcę. Niekiedy - po latach - dawało się przywrócić prawdę, bo właściwy przestępca się przyznał, a w ilu przypadkach to się nie udało? Zeznanie świadków to mało. Trzeba dowodów, dowodów. Ale teraz próżno ich szukać. Chcąc wykorzystać "cud cudów" do szerzenia wiary trzeba było działać 300 lat temu, a teraz można na to spojrzeć z wielkim przymrużeniem oka.
 Roman: 13.09.2012, 23:15
 Jedno jest pewne - co zauważył już Tomasz z Akwinu - że istnieje jeden(!!!) byt konieczny i on nazwał go Bogiem. Tomasz znał doskonale Biblię i mając światopogląd teisty nie był zdolny inaczej tego pojąć. Ateista może na sprawę spojrzeć inaczej i byt konieczny może nazwać realnym światem światów. Kto ma rację? Tego nikt nie jest w stanie rozstrzygnąć. Hipoteza Boga jest nieweryfikowalna (Bóg jest transcedentny), zaś real owszem - jest. Można Biblii zaufać (ja w zasadniczych sprawach tak zrobiłem), a można ją nie zaakceptować (nie mam o to do nikogo pretensji i nawet się temu nie dziwię). Chciałbym poznać prawdę, ale to okazuje się niemożliwe. Jedno jest pewne: Bóg objawił się człowiekowi (wg Biblii) b. późno, jakieś 5-6 tyś. lat temu, a ludzkość istnieje co najmniej 200-400 tyś. lat. Tak długo trzymał ludzi w niepewności, a oni "wymyślali" sobie bogów, bo na pewnym etapie rozwoju rodzaju ludzkiego istnieje wewnętrzna potrzeba posiadania przez człowieka bóstwa. Tak przecież było. Baal, bogowie greccy, rzymscy, egipscy, bóg Indian, Wikingów, ludów dalekiego wschodu itd. Ta epoka jeszcze trwa, ale już zaczyna "zgrzytać". Ludzie zauważyli, że Objawienie Boże jest mało efektywne. Minęło tyle tysięcy lat, a większość stanowią ci, którzy w to nie wierzą albo wiadomość o Objawieniu jeszcze do nich nie dotarła. Ci zaś co wierzą składają się głównie z ludzi, którzy od kołyski byli indoktrynowani przez treści religijne i pod wpływem tej indoktrynacji i nacisków środowiskowych nie są w stanie poddać w wątpliwość "oczywistych prawd wiary". Sama myśl, że mogliby inaczej spojrzeć na świat przeraża ich groźbą ognia piekielnego na wieki. Po trosze stali się bezmózgowcami w tym względzie. Ilu z nich czytało encyklikę "Fides et Ratio"? Ilu cokolwiek z niej zrozumiało? Ilu skonfrontowało idee encykliki z przemyśleniami np. Dawkinsa czy Hawkinga? Moje pokolenie w większości doniesie jeszcze nadzieję zmartwychwstania do grobu, ale za 100-200 lat może być już zupełnie inaczej. Będzie inaczej!
 malutka -stg: 23.06.2012, 23:21
 Nie rozumiem, dlaczego Bóg uzdrawia pewne osoby a innych zostawia na pastwę losu? Każdy jest grzesznikiem, więc w czym ci co modlą się o cud a go nie doświadczyli są gorsi?. Jakie kryteria trzeba spełnić? W Loudres na miliony osób które tam się modliły było tylko ok 60 uzdrowień przez cały ten czas, a co mają teraz czuć i myśleć te miliony które nie doświadczyły żadnego cudu? Ja jestem bardzo sceptyczna, bo nie widziałam żadnego cudu. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Kiedyś słyszałam że trzeba wierzyć, ale uważam że mierzenie cudów wiarą lub modlitwą jest nie ludzkie, przecież wielu wydaje całe oszdędności aby pojechać do Lourdes lub innych sanktuariów i jadą z wiarą że Bóg im pomoże ale odchodzą z niczym.
 mama: 16.03.2012, 23:40
 Boże pomóż uwierzyć mojemu synowi,że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.Panie umocnij w nim wiarę i nadzieję ,proszę o Światło Ducha Świętego .Amen.
 
(1) [2] [3] [4]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej