Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Czystość małżeńska

     Pisaliśmy dotąd na łamach "Miłujcie się" sporo o czystości przedmałżeńskiej. Czytelnicy proszą o, jak gdyby przedłużenie tego tematu, a mianowicie o omówienie czystości małżeńskiej. Rzeczywiście mało się pisze i mówi o tej sprawie, choć jest ona bardzo ważna dla dobra małżonków i ich rodzin. Kościół przypomina, że "Człowiek (...) nie zdoła osiągnąć prawdziwego szczęścia, do którego tęskni całą swoją istotą inaczej, jak zachowując prawa wszczepione w jego naturę przez najwyższego Boga" (Enc. Humanae Vitae nr 31).

     Kiedy mówimy o czystości małżeńskiej, pytamy właśnie, co jest wolą Bożą w seksualnej relacji małżonków (czystość), a co się jej sprzeciwia (nieczystość). Oczywiście na czymś innym polega czystość przedmałżeńska (chodzi o powstrzymanie się od wszelkich działań seksualnych nawet w myślach i pragnieniach), na czymś innym zaś czystość małżeńska (działania seksualne mogą być dobre, miłe Bogu, błogosławione przez Niego).

     Takim "świętym" działaniem seksualnym małżonków jest to, które spełnia cele zaplanowane dla nich przez Boga. Jakie są owe cele współżycia seksualnego?

     Kościół naucza nas, że istnieją dwa takie cele (nierozerwalnie z sobą związane); prokreacja i wyrażanie miłości. (Popularna kultura, z którą mamy nieszczęście się stykać, naucza nas natomiast, że celem współżycia seksualnego jest rekreacja). Jeżeli małżonkowie nie szanują Bożych planów dla swojej seksualności, popełniają grzech, który rani przede wszystkim ich samych.

     Umiejętność zachowania czystości seksualnej w małżeństwie, uzależniona jest w dużym stopniu od wcześniejszego wypracowania w sobie cnoty czystości (dlatego Kościół podkreśla znaczenie wychowania do czystości już od dzieciństwa, co - jak wiemy - ma odbywać się w rodzinie). Cnota czystości (pochodzi od cnoty miłości) jest wewnętrzną dyspozycją uzdalniającą do temperowania i pokonywania w sobie pożądliwości cielesnej. Św. Paweł pisze: "Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, z tej żądzy..." (Kol 3, 5).

     Mąż traktuje mnie jak rzecz, która nie ma dla niego specjalnej wartości. Nie okazuje mi nigdy żadnego uczucia, nie darzy miłością, nie zwierza się.

(Maria, lat 28)

     Właśnie cnota czystości uzdalnia do "uśmiercania" tego, co pożądliwe. Pożądliwość jest zawsze destruktywna i przed, i w czasie małżeństwa. Oznacza bowiem przedmiotowe traktowanie swojego ciała i ciała partnera, egoistyczne szukanie własnego zadowolenia, traktowanie drugiej osoby tylko jako środka dla osiągnięcia własnego celu, nadawanie seksualności przesadnego znaczenia, hedonistyczny stosunek do niej itp.

     Zacytujmy jeszcze raz św. Pawła: "Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i w czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie" (1 Tes 4, 3-5). To bardzo ważny dla małżonków tekst. Współżycie ma być wyrazem miłości małżonków do siebie a nie "żądzy" (jakże często utożsamia się obecnie miłość z pożądliwością!). "Żądza" musi zostać utemperowana, nawet "uśmiercona" przez miłość. Miłość nie może zostać zdominowana czy nawet "uśmiercona" przez żądzę! Jak opisać tę miłość? Jakie są jej cechy? Wymieńmy przynajmniej niektóre: pokora, szacunek i podziw dla ciała, szacunek dla godności współmałżonka i jego wolności, troska o jego dobro, zdolność do zrezygnowania z własnych pragnień, ofiarność...

     Jesteśmy małżeństwem od dwóch 2 lat Współżyjemy z żoną dość rzadko. Jest w naszym codziennym obcowaniu sporo napięcia seksualnego, ale potrafimy je łatwo kontrolować. Zmienia się ono we wzajemną czułość i delikatność. Na pewno tak jest. Myślę, że nawet innych przez to kochamy bardziej. Zbyt częste współżycie pozbawia mnie tego ciepła. Wstrzemięźliwość jest jak ładowanie akumulatorów.

     Jeżeli już mówimy o fizycznej stronie naszego związku, to jest w naszym fizycznym obcowaniu sporo, powiedziałbym, dziecięcej niewinności. Nie tyle pożądam żonę, co raczej zachwycam się nią, również jej ciałem. Kiedyś inaczej patrzyłem na kobiety. Wyzbyłem się zmysłowości. Sporo mnie to kosztowało. To prawda, ze żyłem jak mnich, ale otworzył się przede mną zupełnie nowy świat.

(Andrzej, lat 27)

     Jeśli akt małżeński dopełnia prawdziwa miłość, staje się aktem jednoczenia pragnień, zamiarów, celów, myśli, stapianiem się nie tylko ciał, ale przede wszystkim dusz. Głęboko jednoczy małżonków... Nic takiego nie ma miejsca, jeżeli małżonkowie powodowani są pożądliwością. Ich współżycie przypomina wtedy raczej świadczenie sobie wzajemnie (w najlepszym wypadku) usług seksualnych w celach rekreacyjnych. Coś innego znaczy podejmować współżycie, ponieważ "pragnę oddać się, powierzyć tobie", a coś innego, gdy "nie mogę już wytrzymać" albo ponieważ "chciałbym się nieco rozerwać".

     Seksualny akt małżonków może być dopełnieniem ich miłości tylko wtedy, jeśli jest wolnym darem z siebie. Wolnym, a więc nie wymuszonym przez pożądliwość. Darem, a więc podejmowanym nie wyłącznie z myślą o sobie, ale kiedy wiadomo, że sprawi współmałżonkowi radość, jaką ma się z czegoś upragnionego i oczekiwanego. Zwróćmy uwagę, że poczucie "jestem kochany(a)" daje radość, która jest ważniejsza niż zmysłowa przyjemność. Powstrzymanie się od współżycia także może być wyrazem miłości: "Z myślą o mnie, o moim zmęczeniu i złym samopoczuciu zaniechałeś współżycia. Potrafiłeś zrezygnować z własnej przyjemności, ponieważ mnie kochasz."

     Opanowanie siebie (czyli posiadanie cnoty czystości) staje się przyczyną wielkiej hojności, z której wypływa głęboka satysfakcja. Szczyt rozkoszy seksualnej, to tylko chwila. Radość w dawaniu zaś trwa. Chwila przyjemności a trwałe szczęście, to dwie zupełnie różne rzeczy!

     I odwrotnie, akt małżeński może dawać zmysłową przyjemność, a przy tym być wyrazem czysto egoistycznego brania: "Chodzi mi nie o ciebie, a jedynie o twoje ciało. Potrzebna mi jesteś tylko jako środek do uśmierzenia namiętności". Seks ma być językiem miłości. Taki jest jego wewnętrzny cel zaplanowany przez Boga. Kiedy nie spełnia go - rani. Jest może przyjemność, ale nie ma radości zjednoczenia z osobą, którą się kocha.

     Jesteśmy stworzeni do miłości, spełniamy się przez nią. Ale miłość to nie sprawa kilku minut spędzonych w seksualnej gorączce, to sprawa całego życia. Jeżeli jest dojrzała, seks przestaje i być najważniejszy. Najważniejszy jest dla tych, którzy nie wiedzą, na czym polega prawdziwa miłość. Współżycie bez miłości to zwykła kopulacja. Bez miłości współżyje się z prostytutką, l można nawet mieć chwilę przyjemności, choć i tak wątpliwej jakości, ale nie szczęście.

(Barbara, lat 22)

     Powstają teraz praktyczne pytania, które małżonkowie sobie zadają: "Czy nasze współżycie jest dostatecznie przesycone miłością? Czy jesteśmy wewnętrznie wolni? Czy potrafimy żyć bez ulegania pożądliwości?..." Odpowiedź na te pytania daje zachowanie małżonków w czasie, kiedy normalne współżycie nie jest możliwe, np. w czasie dni płodnych kobiety (oczywiście, o ile nie planuje się potomstwa), późnej ciąży, okresie bezpośrednio po porodzie, dłuższej nieobecności współmałżonka w domu itp.

     Cnota czystości (która - powtórzmy - pochodzi od cnoty miłości) umożliwia powstrzymanie się w tym okresie od wszelkich działań seksualnych. Natomiast osoba, która nie jest wewnętrznie wolna, lecz w jakimś stopniu zdominowana przez pożądliwość cielesną, będzie szukała zastępczych sposobów jej zaspokojenia. Może wtedy dojść do grzechu masturbacji - czy to w samotności, czy też "z pomocą" współmałżonka. Jak wiadomo, masturbacją jest aktem wewnętrznie i poważnie nieuporządkowanym bez względu na to, czy ma miejsce w okresie przedmałżeńskim czy też małżeńskim. Można ją zdefiniować jako takie działanie seksualne, którego jedynym celem jest osiągnięcie pełnego zaspokojenia seksualnego.

     Czytelnicy zapewne rozumieją, co mam na myśli. Nie wszyscy jednak wiedzą, że masturbację można uprawiać na różne sposoby. Np. tzw. "seks oralny", jeśli prowadzi do pełnego zadowolenia, będzie właśnie niczym innym jak tylko masturbacją jednej osoby przez drugą. Stosunek przerywany (tzw. grzech Onana) to onanizowanie się przy pomocy ciała partnerki... O cóż innego może w nim chodzić, jeśli nie tylko o zaspokojenie namiętności? Trudno tu mówić o jakimś "jednoczeniu pragnień, celów, myśli", kiedy trzeba myśleć o tym, żeby na czas przerwać stosunek, bo inaczej może dojść do "katastrofy" (ową "katastrofą" jest poczęcie dziecka).

     Stosunek antykoncepcyjny jest "nowoczesną wersją" grzechu Onana, który też by sobie nałożył prezerwatywę, aby się nie stresować gdyby je wtedy znano i gdyby je miał pod ręką. Albo też namówiłby swoją partnerkę na przyjmowanie jakichś pigułek (choćby miały nawet 20 skutków ubocznych!). Stosunek przy użyciu antykoncepcji może służyć tylko uśmierzeniu pożądliwości, i niczemu innemu choć małżonkowie mogą chcieć, aby był czymś więcej. Czy można mówić w takim wypadku o stapianiu się dwóch w jedno", "akcie całkowitego oddania się sobie", "bezwarunkowej wzajemnej akceptacji"? Przecież przy pomocy swoich działań mówi się partnerowi zupełnie cos innego, a mianowicie: "Twoje ciało jest niebezpieczne, ponieważ grozi ciążą", "mogę zaakceptować cię, ale tylko bezpłodną" itd.

     Żona wie, kiedy mąż uprawia masturbację przy pomocy jej ciała. Najtragiczniejsze, że bywa on zadowolony z tego stanu rzeczy, ponieważ myśli, że na tym właśnie polega współżycie. Bagaż doświadczeń jaki wnosi się do małżeństwa, czasami czyni nas kalekami. Tylko ci, którzy nauczyli się od siebie wymagać, przygotowani są do seksualnego współżycia.

(Iza, lat 26)

     Miłość i otwarcie na życie są ze sobą nierozerwalnie związane. Nie można prawdziwie kochać, jeżeli zamyka się na życie. Powiedzieć współmałżonkowi przy pomocy języka ciała: "Jestem gotów mieć z tobą dziecko" to zupełnie coś innego niż powiedzieć mu - Jestem gotów mieć z tobą chwilę rekreacji".

     Niezdolność małżonków do okresowej wstrzemięźliwości świadczy o kryzysie ich miłości, który wcześniej czy później zrodzi gorzkie owoce.

     Odkrycie w sobie słabego punktu me powinno prowadzić do wynajdywania tysięcy usprawiedliwień albo narzekań: na Kościół, księży, Pana Boga. Robi się to tylko po to, aby utrzymać istniejący stan rzeczy. Tymczasem potrzebna jest zmiana. Konstruktywne jest tylko podjęcie wyzwania i przezwyciężenie kryzysu.

     Ważne, zęby nie zadowalać się byle czym, ale myśleć o ideale. Zadać sobie pytanie: "Jak mogłoby wyglądać nasze współżycie nasza miłość, nasze życie małżeńskie gdybyśmy zechcieli popracować nad sobą?" Nieraz tyle zabiegów czynią małżonkowie, aby upiększyć mieszkanie, dom, swój wygląd zewnętrzny... Można także upiększać małżeńską miłość! Każdy powołany jest do prawdziwego szczęścia, pięknej miłości, wielkich rzeczy!

     Rozpocząć trzeba bardzo prosto - od rachunku sumienia, spowiedzi św., uczynienia zdecydowanych postanowień (np. nauczenie się naturalnych metod planowania rodziny).

     Podstawą jest jednak zintensyfikowanie życia duchowego. Pan Bóg musi powrócić na właściwe, tzn. centralne miejsce. Kryzys miłości małżeńskiej wynika przeważnie z kryzysu miłości Boga. Wspólna modlitwa małżonków (m. in. o czystość) odgrywa niezastąpioną rolę. Bez modlitwy me nastąpi w naszym życiu żadna istotna zmiana. Sami z siebie jesteśmy słabi Otaczający świat nie pomaga nam żyć w czystości, a przeciwnie, często zmusza do heroicznych wysiłków, aby żyć zgodnie z Bożą wolą. Potrzeba nam otworzyć się na łaskę i wytrwale współpracować z nią, co na pewno zrodzi dobre owoce.


o. Wojciech Mainka - Szwecja


Publikacja za zgodą redakcji

nr 1-2/1998



Płynąć śmiało przed siebie. Pierwsze lata wspólnego życia młodej pary Płynąć śmiało przed siebie. Pierwsze lata wspólnego życia młodej pary
Paola Bassani
Kotwica podniesiona i rozpoczyna się podróż pary. Dwoje żeglarzy jest zajętych zaokrętowaniem się w codzienności, przy wietrze sprzyjającym lub przeciwnym, na morzu spokojnym lub wzburzonym. Podróż będzie polegała w dużej mierze na zdolności dwojga do przechodzenia przez nieuniknione okresy spokoju i nagłe nawałnice, które cechują jakąkolwiek podróż przez szerokie morze... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 maciej: 06.04.2016, 20:41
  zastanawiam się czy to forum jest katolickie ..wiele tu jest zachęty do oddawania się żadzom ciała ..zgniłe owoce nowoczesnych mód .. Pan Jezus zapowiadał że przyjdą gorszyciele fałszywi nauczyciele i że będzie dziać sie spustoszenie
 sylwester : 30.03.2016, 21:50
 SPRAWY ŚWIĘTEJ SPOŁECZNOŚCI Małżeństwo 7 1 Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. 2 Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. 3 Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. 4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan. 6 To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu. 7 Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja1, lecz każdy otrzymuje własny dar1 od Boga: jeden taki, a drugi taki. 8 Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. 9 Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć. 10 Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan2: Żona niech nie odchodzi od swego męża! 11 Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. 12 Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez "brata"3. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte3. 15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani "brat", ani "siostra" w tym wypadku4. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?5 Stan społeczny 17 Zresztą niech każdy postępuje tak, jak mu Pan wyznaczył, zgodnie z tym, do czego Bóg go powołał. Ja tak właśnie nauczam we wszystkich Kościołach. 18 Jeśli ktoś został powołany jako obrzezany, niech nie pozbywa się znaku obrzezania; jeśli zaś ktoś został powołany jako nieobrzezany, niech się nie poddaje obrzezaniu! 19 Niczym jest zarówno obrzezanie, jak i nieobrzezanie, a ważne jest tylko zachowywanie przykazań Bożych. 20 Każdy przeto niech pozostanie w takim stanie, w jakim został powołany. 21 Zostałeś powołany jako niewolnik? Nie martw się! Owszem, nawet jeśli możesz stać się wolnym, raczej skorzystaj [z twego niewolnictwa]!6 22 Albowiem ten, kto został powołany w Panu jako niewolnik, jest wyzwoleńcem Pana. Podobnie i ten, kto został powołany jako wolny, staje się niewolnikiem Chrystusa. 23 Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci7. Nie bądźcie więc niewolnikami ludzi7. 24 Bracia, niech przeto każdy trwa u Boga w takim stanie, w jakim został powołany. niech mi ktoś wytłumaczy czemu służy ten tekst mam więcej ale na razie ten . czy on nie mówi o małżenstwie to czego słuchać mam
 gość: 10.02.2016, 11:14
 Od kiedy to do nas zależy planowanie potomstwa!!! To Pan Bóg wie ile w danym małżeństwie będzie dzieci. To on planuje za nas a nie my sami.
 WuCek: 07.07.2015, 13:46
 "Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i w czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie" Jestem niewierzący, a mimo to zachowuję się wobec żony tak, jak zaleca powyższy artykuł. Jako poganin przestrzegam praw bożych. Czy coś ze mną nie tak ?
 WuCek: 07.07.2015, 13:43
 "Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i w czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie" Jestem niewierzący, a mimo to zachowuję się wobec żony tak, jak zaleca powyższy artykuł. Jako poganin przestrzegam praw bożych. Czy coś ze mną nie tak ?
 anonimka: 28.09.2014, 00:27
 A co w przypadku gdy zajście w ciąże grozi śmiercią matki i dziecka? Czy taka sytuacja wymusza całkowite zaniechanie współżycia, skoro inne formy bliskiego kontaktu są nieczyste? Czy tak się da? Czy to jest dobre? Co z czystą miłością? Co z napięciem seksualnym? Może ktoś z Was żyje w czystości małżeńskiej? Szukam takiej pary i do tego najlepiej szczęśliwej?
 Tomasz: 05.11.2012, 18:55
 radze posłuchać Jacka Pulikowskiego
 krzysztof: 06.09.2012, 21:39
 Przeczytałem większość komentarzy i mogę z łatwością powiedzieć że przeżyłem 30 lat z żoną ale każda nocka dla nas jest nocką tą pierwszą jestem przekonany że tak u nas pozostanie aż do śmierci i każdemu małżeństwu tego życzę.
 cedr: 07.08.2012, 16:58
 Bóg mnie kocha i chce żebym była szczęśliwa. A ja jestem bardzo szczęśliwa gdy kocham się ze swoim mężem pod prysznicem, na łące czy w łóżku, bo akurat taka mamy ochotę. Uwielbiam jak po 20-tu latach małżeństwa wciąż patrzy na mnie pożądliwie :) Nie ma w tym grzechu - koniec, kropka!
 Karolka: 22.07.2012, 15:34
 Powiedzieć współmałżonkowi przy pomocy języka ciała: "Jestem gotów mieć z tobą dziecko" to zupełnie coś innego niż powiedzieć mu "Jestem gotów mieć z tobą czwarte dziecko bez względu na to, że nie będziemy mieli go za co wychować ani gdzie zmieścić w naszym dwupokojowym mieszkaniu" - jak to by było w naszym przypadku. Pięknie ten tekst wygląda w idealnym świecie. W prawdziwym życiu jest inaczej. Wtedy zostaje prawdziwa miłość, ale nie dla prokreacji tylko dla rekreacji która też się małżonkom należy.
 Karolka: 21.07.2012, 16:55
 Powiedzieć współmałżonkowi przy pomocy języka ciała: "Jestem gotów mieć z tobą dziecko" to zupełnie coś innego niż powiedzieć mu "Jestem gotów mieć z tobą czwarte dziecko bez względu na to, że nie będziemy mieli go za co wychować ani gdzie zmieścić w naszym dwupokojowym mieszkaniu" - jak to by było w naszym przypadku. Pięknie ten tekst wygląda w idealnym świecie. W prawdziwym życiu jest inaczej. Wtedy zostaje prawdziwa miłość, ale nie dla prokreacji tylko dla rekreacji która też się małżonkom należy.
 Józef: 26.01.2012, 07:40
 Myślę, że to jest jasne, że w małżeństwie jest wszystko dopuszczalne co prowadzi do normalnego stosunku i co wynika z miłości. Jasne, że można wtedy kochać się pod prysznicem. Artykuł nie mówi, że nie można.
 młoda żona: 05.07.2011, 22:39
 Dziwi mnie ilość negatywnych opinii na temat tego artykułu. Nawet jeśli jest w swoim wyrazie sprawia wrażenie za bardzo rygorystycznego, przesadzonego, to myślę że to właśnie dobrze. Żyjemy w czasach przesadzonej afirmacji seksualności. Dlatego warto zwracać uwagę na to, że ubóstwianie seksu zagraża miłości, warto podkreślać tą jego niebezpieczną stronę. Wiem, że czasami zdarza się tak, że kochający się małżonkowie mocno pragną swojej bliskości w akcie seksualnym, który jest wyrazem ich miłości, lecz wydaje mi się że częściej jest tak, że ludzie "uprawiają z sobą seks", który spycha miłość na drugi plan. Dlatego warto się przyjrzeć swojemu życiu seksualnemu pod tym kątem: czy jest w nim miłość czy nie? Z własnego doświadczenia powiem, że często słyszymy od ludzi, że jesteśmy zupełnie niezwykłą parą, dla niektórych jesteśmy wzorem (tak mówią) i pytają czasami jak to robimy, że tak się kochamy. Właściwie nie wiem co takiego odróżnia nas od innych par, ale w kwestii życia seksualnego mogę zdradzić, że w naszym związku seksu prawie nie ma, jest na dalszym planie. W kontekście tego artykułu myślę, że może to jest właśnie to co sprawia, że kochamy się tak silnie. Może to brzmi jak absurd, ale tak właśnie jest. Gdy mamy chwilę dla siebie, szkoda nam czasu na spotkanie naszych ciał, wolimy z sobą rozmawiać. Jest w naszym małżeństwie dużo czułości, tęsknoty za sobą nawzajem (nie koniecznie za seksem). Myślę, że seks jest mocno przereklamowany. Kocham mojego męża, kocham spędzać z nim czas, ale seks jest czynnością taką samą jak inne które wspólnie wykonujemy, np. taniec lub jedzenie - nie rozumiem wciąż tego dlaczego niektórzy ludzie stawiają go w centrum swoich związków. Myślę, że gdyby zdarzyło się tak, że z jakiś względów (np. zdrowotnych) nie moglibyśmy współżyć to nasze małżeństwo by się przez to nie rozpadło.
 mobydick: 12.04.2011, 14:36
 A ja uważam, że ta cała ludzka seksualność to w zasadzie nadmuchany balonik. Istnieje, bo w narządy rozrodcze są unerwione i w mózgu są rozwinięte ośrodki odpowiedzialnie za odczuwanie przyjemności. Ale czy warto to ubóstwiać? Mówić o szczególnej roli w życiu? Człowiek może np. w wyniku urazu kręgosłupa mieć ograniczone odczuwanie różnych doznań seksualnych i popędów. Wtedy patrzy na życie z innej perspektywy. Widzi, że tyle ludzkich uczuć i starań w sferze seksualnej nie ma wielkiej wartości. Zastanawiam się, jak Bóg patrzy na życie człowieka i jak to wszystko ocenia. Wg mnie seks jest konstruktywny jeżeli prowadzi do prokreacji. Wtedy coś z niego wynika. W przeciwnym razie może być bez sensu. Ot jedna z wielu namiętności.
 mały mniszek :P: 12.02.2011, 15:22
 autor tego artykułu z pewnością jest specjalistą i ufam mu, tak powinny wyglądać oparte prawdziwe na miłości stosunki i relacje w małżeństwie i przed, choć to nie będzie i nie jest łatwe do zrealizowania, ale jeśli wrzuca się zapałkę do pokoju wypełnionego po sufit papierem to wiadomo co się stanie, właśnie pożądliwość i przesadne zachwycanie się seksem czy tam jak to zwał płodnością to te papiery, człowiekowi tylko wydaje się że ma kontrolę potem wystarczy jedna zapałka no i po miłości i po szczęściu, bo człowiek nie jest stworzony do zachwytu nad przyjemnością ani do przesadnej jej przeżywania czyt. doznawania bo to jest właśnie pożądliwość, czyli większe ukochanie pragnień i doznań, namiętności od prawdziwej miłości która może i jest szorstka, czasem twarda i wymagająca ale zawsze prowadzi do bezpieczeństwa i przede wszystkim szczęścia i to bez końca, nie tak jak z pożądliwością, człowiek zawsze pozostanie pożądliwy i popędliwy ale liczy się to co ukocha bardziej, na tym polega sens miłości albo bezsens przyjemności, no i nie liczmy że wszystko nam wytłumaczą bo prawie wszystko człowiek musi odkrywać sam, nikt tej pracy nie zrobi za niego, jeśli ktoś nie wie czym dokładnie jest pożądliwość powinien zrobić gruntowny rachunek sumienia i odbyć spowiedź, a dalej solidnie pracować nad sobą można by rzec tak po męsku nawet jeśli chodzi o kobietę, gdy człowiek jest w łasce to tak naprawdę wie i rozróżnia bo serce mu mówi ale trzeba go słuchać i to jest to zasadnicze TRZEBA!
 Mąż swojej żony: 09.10.2009, 12:37
 Przykro mi, ale autor tego tekstu nie do końca dojrzale patrzy na życie i piękno ludzkiej seksualności. Nie do końca mówi prawdę. Przede wszystkim jeśli się kocha kobietę to się jej pragnie - emocjonalnie, duchowo, fizycznie. Autor tekstu MYLI pożądanie z pragnieniem! A pragnienie to głęboka tęsknota za bliskością, za zjednoczeniem z tą osobą... Tęsknota zaś jest wyrazem miłości. Temu pragnieniu towarzyszyć powinien zachwyt, namiętność, pasja, fascynacja - wszystko to dał Bóg żebyśmy mieli satysfakcję i radość z daru naszej płodności. Słowa - " "Żądza" musi zostać utemperowana, nawet "uśmiercona" przez miłość" - wyrażają kompletną niewrażliwość na piękno ludzkiej płodności. Zresztą typowy tekst humanisty - nie sprecyzował nawet co to jest według niego "żądza". Miesza pojęcia. Autor tekstu jest tak mało precyzyjny, że to po prostu ŻENADA. Bo jedyne co ma być uśmiercone w seksualności to egoizm i traktowanie BEZ SZACUNKU i zachwytu świętego i pięknego ciała małżonka. Jeśli mój orgazm nie jest celem samym w sobie a pieszczenie ciała partnera jest wyrazem zachwytu dla piękna, które nas łączy to nawet jeśli nastąpi szczytowanie przy tych pieszczotach, co jest bardzo możliwe - NIE MA W TYM GRZECHU. Co innego gdy mówię - ja chcę mieć orgazm, doprowadź mnie do orgazmu - wtedy to jest NIEWŁAŚCIWE, bo wtedy się stawia orgazm za najważniejszą rzecz w naszej seksualności, a poza tym jest to wyrazem egoizmu - bo JA jestem najważniejszy, nie bliskość, nie dawanie siebie - tylko moja przyjemność. Jeśli ja chcę pieścić moją żonę, by sprawiać jej radość - to wtedy nie jest to wyraz mojego egoizmu, tylko jest to mój dobrowolny DAR siebie dla niej. Jeśli w akcie seksualnym jest dla mnie najważniejsza moja przyjemność - to wtedy w istocie - mam grzech, bo jestem egoistą, bo krzywdzę siebie i nasze małżeństwo. Egoizm i miłość własna jest zawsze NISZCZĄCA! Patrzcie dojrzale na ludzką seksualność. Bóg dał nam ją by nas cieszyła i pogłębiała miłość małżonków do siebie. Akt miłosny bez egoizmu - choćby tam były pieszczoty oralne, gryzienie, drapanie, głaskanie - jest wyrazem miłości małżonków do siebie i podoba się Bogu. Ale zaznaczam - BEZ EGOIZMU.
 fl: 18.04.2009, 20:35
 Od 7 lat żyje z kobieta która ma poglądy jak w tym artykule... i mogę powiedzieć że żeniąc się z nią zmarnowałem sobie życie - gdyby nie dzieciaki to dawno byśmy się rozstali
 bb: 12.12.2008, 11:31
 do moje zdanie: to ideał tam jest pożądanie tam jest podniecenie ale tyle ile trzeba bo piewsza jest miłość. a ideał tak trudno zdobyć, czasem trzeba powalczyć
 Acha: 23.10.2008, 12:20
 Zgadzam się z mimi. Też bym tak chciała,żeby wygladało w przyszłości moje zbliżenie z mężem. Powinno wyrażać miłość i przejawiać się w czułości.
 bercia: 25.10.2007, 12:13
 moj maz nauczyl sie dla mnie metod naturalnych .i jestesmy szczesliwi ze mozemy cos dac Bogu ,ze milosc cielesna nie jest zwierzeca tylko dojrzala juz.jezzeli sie zaufa Bogu to niesie sie krzyz bo wychowac 4 dzieci nie jest latwo mozna sie wesprzec o niego .moze jest sie egiostycznym bo troche sie boje ,jak by sie kolejne dziecko znalazlo ale niech sie dzieje wola nieba ...,bez cierpienia nie osiaga sie nieba ani swietosci jak by ludzie to zrozumieli ze we wszystkim oddac sie Bogu nie bylo by tyle egoizmu i narzekania na siebie na wzajem ,ktos tu zle czyta widze bo mozna sie podniecac widza swoja zone piekna w jej ciele i ubiorze ale bez przesady nie mozna tylko myslec o sexsie przez cale dnie
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej