Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Sposób na nastolatka

     Awantury zakończone trzaskaniem drzwiami, oskarżenia i wymówki. No i odwieczne: "z nim się absolutnie nie da rozmawiać!". To chleb powszedni rodziców, którzy mają w domu nastolatka. Co zrobić, by go wychować i nie zwariować?

     - Dojrzewanie to okres, kiedy fizjologia najbardziej daje się człowiekowi we znaki - mówi dr Irena Grochowska z Instytutu Ekologii i Bioetyki UKSW. - Następuje nagły wzrost produkcji hormonów, które wpływają znacząco na samopoczucie, a tym samym na zachowanie młodego człowieka. U dziewcząt początek cyklu menstruacyjnego wystawia je na zmienne działanie hormonów. Efektem tego jest nadwrażliwość i wzmożone napięcie. Dziewczyny mogą stać się bardziej skore do płaczu, marudne i emocjonalnie rozchwiane. U chłopców znacząco zwiększa się poziom testosteronu, czyli hormonu walki i agresji może to spowodować pojawienie się zachowań ryzykownych, skłonność do rywalizacji i wdawania się w bójki.

     Dla młodego człowieka ta nagła zmiana też jest zaskoczeniem. Zmienia się nie tylko jego ciało i samopoczucie, ale też zainteresowania i sposób patrzenia na świat. Rodzice, do tej pory mądrzy i wspaniali, okazują się ułomnymi ludźmi. Słowa padające z ich ust dzieci przyjmowały dotychczas jako pewnik. Aż tu nagle okazuje się, że przecież można mieć na różne tematy inne zdanie. A nawet własną, zupełnie od rodziców niezależną tożsamość. Pytanie tylko jaką? Młody człowiek wkraczając w ten nowy, nieznany świat, ze wszystkich sił stara się to ustalić. Robi to najczęściej metodą prób i błędów. I tu konflikty i nieporozumienia znajdują podatny grunt.

     - W okresie dorastania następuje znaczne przyspieszenie procesu separacji od rodziców - mówi dr Agnieszka Hennel-Brzozowska, psycholog kliniczny z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. - Młody człowiek chce stanąć na własnych nogach. Jest to naturalny proces i nie ma co się na to obrażać. Czasem bardziej niepokojące może być, jeśli dorastające dziecko nie chce "przeciąć pępowiny". - Na własnej skórze doświadczyłam, jak trudny jest to okres dla całej rodziny - przyznaje Urszula Folczak, matka trzech synów w wieku 23. 22 i 15 lat. - Dziecko sprawdza rodziców, bada, na ile mu pozwolą, próbując w tym wszystkim odnaleźć siebie. Staje się przy tym całkowicie nieprzewidywalne. Często żartujemy z mężem, że nie znamy instrukcji obsługi naszych dzieci, a bardzo by się nam przydała.

     Choć rodzice zgodnie przyznają, że każdy nastolatek jest inny, problemy, z jakimi boryka się większość z nich, są podobne. Rodzinne pola bitwy można więc podzielić na obszary mniej lub bardziej zaminowane. I choć instrukcji poruszania się po nich wspólnej dla wszystkich nie ma, można wyznaczyć trasę, która pomoże zminimalizować straty.

     PYTANIA SAKRAMENTALNE

     Z kim wychodzisz? Gdzie będziesz? O której wrócisz? Dla rodziców są to istotne i absolutnie niezbędne informacje. Dla nastolatka bezprawna i pozbawiona podstaw inwigilacja. To jeden z tych obszarów, na którym najczęściej dochodzi do spięć. Przebywanie do późna poza domem jest przecież tym, co najdobitniej świadczy o poszerzaniu granic upragnionej wolności. A jednocześnie tym, co według rodziców jest najbardziej niebezpieczne. Do obrony swych pozycji obie strony potrafią wytoczyć najcięższe działa.

     - W pewnym momencie zaczęły się późne powroty do domu, chęć uczestniczenia w imprezach, o których sądziłam, że nie są odpowiednie dla dzieci w tym wieku, chęć wyjeżdżania na wakacje nie wiadomo z kim i dokąd - wymienia Urszula Folczak.

     - Młodszy syn nigdy nie lubił się tłumaczyć, dokąd wychodzi i z kim - dodaje Urszula Kowalczyk, matka 13-letniej córki oraz dwóch synów w wieku 18 i 21 lat. - Próbowaliśmy z mężem wszystkiego, ale efekt jest taki, że im więcej pytamy, tym bardziej staje się skryty.

     Jak problem ugryźć: prośbą czy groźbą? A jeśli jedne i drugie nie skutkują?

     - Dorastającemu dziecku stopniowo należy dawać coraz więcej swobody - twierdzi dr Hennel-Brzozowska. - Na początku musimy oczywiście wiedzieć, dokąd dziecko idzie, z kim i o której wróci. Z wiekiem czas pozostawania poza domem powinien się stopniowo wydłużać. Nie można siedemnastolatka traktować tak jak dwunastolatka, i odwrotnie.

     Specjaliści podkreślają, że w egzekwowaniu tego, jak młody człowiek stosuje się do ustalonych reguł, najlepiej sprawdza się metoda złotego środka. Poleganie jedynie na rygorystycznych karach, choć czasem pozwala osiągnąć upragniony efekt, w dłuższej perspektywie nie sprzyja przyswojeniu wpajanych zasad. Rodzice stają się żandarmami, którzy skutecznie wymuszają to, co chcą, ale wystarczy, żeby na moment spuścili pociechę z oczu, aby tej puściły wszelkie zahamowania.

     - Z mojego doświadczenia wynika, że nakazy i zakazy wypowiadane ex cathedra rodzą natychmiastowy bunt - twierdzi Urszula Kowalczyk. - Bo jedna rzecz to osiągnąć cel, czyli sprawić, żeby dzieci wróciły do domu przed godz. 22, a inna to przekonać je, że to jest naprawdę dla nich dobre. Dlatego zawsze starałam się o tym z nimi rozmawiać.

     Jednak sama rozmowa nie zawsze przynosi upragnione rezultaty. Zwłaszcza że często trudno ją w ogóle przeprowadzić. - Jasno postawione granice są potrzebne każdemu - podkreśla dr Grochowska. - Kary mogą być skuteczne, jeśli nie są po proostu próbą wyładowania na dziecku rodzicielskich emocji. Najlepsze są te, które wprost nawiązują do danego czynu. Jeśli dziecko wróciło za późno do domu, to można nie pozwolić mu wyjść z kolegami następnego dnia. Jeśli przekroczyło ustalony limit rachunku telefonicznego, można na jakiś czas o odebrać mu telefon komórkowy.

     - Rośnie dziś spora liczba młodych ludzi, których rodzice nigdy nie ukarali - ostrzega dr Hennel-Brzozowska. - Ich rodzice założyli sobie, że dziecko ma być caluteńki czas przeszczęśliwe i ich lubić. Dlatego nie wyobrażają sobie, żeby czegoś mu zabronić. A przecież to należy do wychowania. Oczywiście nie bicie i upokarzanie, ale zdecydowane mówienie "nie" różnym sprawom.

     Tak jak nadmierny rygor prowadzi do buntu, tak liberalizacja może skutkować rozwojem zachowań aspołecznych. Każdy nastolatek marzy, by mieć rodziców, którzy na wszystko pozwolą, o nic nie będą pytać i dadzą święty spokój. Każdy - oprócz tego, który takich rodziców ma. Wtedy bowiem pojawia się myśl, że może ci rodzice, który nie zaglądają do dzienniczka i ze ściśniętym sercem nie czekają po nocy na powrót dziecka, po prostu się nimi nie interesują.

     STRACIĆ, CZYLI ZYSKAĆ

     Z dziećmi trzeba rozmawiać - wiadomo. Jednak łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Kiedy bowiem kolejna próba nawiązania kontaktu kończy się awanturą, obu stronom mija ochota do konwersacji.

     - Nastolatki nie mają umiejętności słuchania - twierdzi Urszula Folczak. - Zazwyczaj mają ton oskarżycielski. Nie mówią o faktach, tylko oceniają, najczęściej bardzo negatywnie. Wszystko jest ich zdaniem głupie albo beznadziejne.

     - Ja ten etap nazywam "okresem kaktusa" - żartuje Roma Korzeniowska. - Cokolwiek matka czy ojciec powiedzą i zrobią, czy to będzie pochwała czy krytyka, dziecko w odpowiedzi wystawia kolec.

     Jednak porozumienie, choć trudne, jest możliwe. Pierwszym krokiem, jaki warto wykonać, jest spojrzenie na proces komunikacji oczami nastolatka. Z jego bowiem perspektywy sprawa może wyglądać tak, że to rodzice są całkowicie niekomunikatywni. Co za przyjemność rozmawiać z kimś, kto tylko "się czepia" i w kółko chce rozmawiać o stopniach w szkole? Wystarczy prześledzić dyskusję na portalu Pytajnia.pl, gdzie młodzi gniewni mogą bez ograniczeń wylewać żale. Ktoś rzuca temat: "O czym najczęściej rozmawiasz z rodzicami?". Posty są do siebie zadziwiająco podobne i nie napawają optymizmem. "Wszyscy starzy są tacy sami - pisze Monicka. - Nie wiedzą nic o moich przeżyciach." "Praktycznie mnie nie znają, bo z nimi nie da się normalnie porozmawiać" - wtóruje jej Gochna.

     - Najczęstszym błędem rodziców jest to, że zaczynają szukać z dzieckiem kontaktu dopiero wtedy, kiedy coś jest nie w porządku - przyznaje dr Hennel-Brzozowska. - I wszystkie rozmowy koncentrują wokół kwestii spornych. Nie próbują poznać zainteresowań nastolatka, jego znajomych, lekceważąco odnoszą się do młodzieńczych problemów czy pasji.

     Tymczasem o tym, w jaki sposób wygląda komunikacja z nastolatkiem, często decyduje to, jak wyglądały rozmowy z dzieckiem kilka lat wstecz. Nic w tym dziwnego, że młody człowiek chce się dzielić przeżyciami tylko z osobą, o której wie, że ta go spokojnie wysłucha. Aby móc rozmawiać o stopniach i bałaganie w pokoju, warto najpierw zbudować platformę porozumienia rozmawiając o płytach, jakich syn słucha, nowym hobby czy filmie, na którym był ostatnio w kinie. I warto nie czekać z tym do czasu, gdy sprawy przyjmą nieprzyjemny obrót.

     Małe dziecko jest najszczęśliwsze, kiedy rodzice chcą się z nim bawić. Z czasem propozycje rodziców bledną w zestawieniu z propozycjami rówieśników. Dlatego warto dobre relacje zacząć budować odpowiednio wcześnie. Z czasem może się okazać, że na budowanie jest za późno. Mając w domu 14-latka zbiera się już pierwsze plony kilkunastu lat wychowania.

     Choć wielu rodziców przyczyn komunikacyjnych trudności wolałoby upatrywać w burzy hormonów, czasem zdawkowa odpowiedź dorastającego dziecka jest po prostu wynikiem zdawkowo zadanego pytania. - Jeśli na pytanie o szkołę dziecko rzuca w biegu jakieś "spoko", to może jest to sygnał, że potrzebuje więcej obecności mamy lub taty - mówi dr Józef Placha, pedagog z Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. - Może pomoże wspólny wyjazd albo wyjście na pizzę, żeby zbudować grunt pod rozmowę?

     Czasem warto przełamać schematy, podziałać niestandardowo. - Kiedy widziałam, że dalsza rozmowa nie ma sensu, pisałam do synów listy - mówi Urszula Folczak. - Wypisywałam w punktach, o co mi chodzi. Kiedyś, kiedy syn był na mnie mocno obrażony, napisałam, że go kocham i że jest mi trudno. Ostatnio zaczęłam pisać maile. To działa!

     - Na siłę nie ma co się narzucać. Trzeba wyczekać moment - potwierdza Roma Korzeniowska. - I starać się nie rozmawiać tylko o tym, co nam się nie podoba. Trzeba pokazać, że interesujemy się ich punktem widzenia.

     Wszystko to wymaga czasu. Wspólne wyjścia, rozmów o pasjach, wyczekiwanie właściwego momentu. I chociaż czas jest dziś towarem zdecydowanie deficytowym, specjaliści przekonują, że w kwestii wychowania nie da się iść na skróty. Na to, żeby mieć dobry kontakt z dzieckiem, nie ma innego sposobu, niż po prostu "tracić z nim czas". Na rowerze, przy obiedzie, na działce.

     - Czas znajduje się zazwyczaj na to, co jest dla nas autentycznie ważne - dodaje dr Grochowska. - Oczywiście zdarza się, że rodzice mają zawody wymagające dużej dyspozycyjności, i trudno to zmienić. Wtedy warto wykorzystać do maksimum ten krótki czas, jaki im pozostaje.

     SZKLANKA W POŁOWIE PEŁNA

     - Jeden z naszych synów do dziś z wyrzutem wspomina sytuację, kiedy po poprawieniu oceny z chemii przybiegł do domu, żeby się pochwalić - wspomina Ula Folczak. - Był z siebie bardzo dumny, bo z trójki poprawił ocenę na cztery z minusem. A ja, zamiast się ucieszyć, zapytałam odruchowo: a dlaczego nie dostałeś czwórki z plusem? Dopiero widząc jego minę zrozumiałam, że mój komentarz był całkowicie nie na miejscu.

     Zwracanie uwagi raczej na straty niż zyski to przypadłość nie tylko rodziców. A jednak w wychowaniu szczególnie ważne jest, żeby umieć dziecko chwalić, dostrzegać jego mocne strony. Zwłaszcza że często pod kolczastym pancerzem kryje się delikatna istota wciąż spragniona rodzicielskiej akceptacji. Co więcej, istota, której tożsamość i poczucie wartości wciąż jeszcze się kształtują. Jak podkreślają psychologowie, to, czego nauczy się o sobie w młodości, poniesie dalej w dorosłe życie. Może wynieść przekonanie, że jest warta miłości i stworzona do wielkich rzeczy. Albo takie, że lepiej za nic się nie brać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie.

     - W jednym ze swoich listów napisałam synowi, co w nim lubię i cenię. Taką listę jego zalet. Ogromnie się z niej ucieszył - dodaje Ula Folczak. - Potem żartował, że wreszcie ma to spisane czarno na białym. Myślę, że w rodzinach za rzadko zwracamy uwagę na to, co jest dobre i wartościowe.

     Mama i tata też popełniają błędy, do których warto umieć szczerze się przyznawać. Większość dorosłych błędnie zakłada, że jeśli dziecko dostrzeże, że są niedoskonali i zdarza im się mylić, natychmiast stracą autorytet. Zapominają jednak, że nastolatki mają w kwestii tropienia rodzicielskich błędów szósty zmysł. Od razu wyczują sztuczność i brnięcie w zaparte. Stanięcie w prawdzie wymaga odwagi i pokazuje, że rodzice darzą młodego człowieka szacunkiem. A to nie tylko nie osłabia autorytetu, ale wręcz go wzmacnia. I uczy, że prawda jest w cenie. Nawet ta niewygodna.

     Co mają jednak zrobić rodzice, którzy próbowali już wszystkiego i nic nie pomaga? - Trzeba robić swoje - radzi dr Józef Placha. - Wytrwale i z uporem. I powierzać latorośl Najwyższemu Wychowawcy, którym jest sam Bóg. Czasami tylko to nam pozostaje.

     Doświadczyłem skuteczności tej metody w przypadku jednego z moich synów. W okresie jego dorastania obawialiśmy się z żoną, że zejdzie na złą drogę. Nawiązał kontakt z niebezpiecznymi ludźmi. Spędzaliśmy z nim długie godziny na rozmowach, po których sądziliśmy, że jako rodzice ponieśliśmy porażkę. Tymczasem po wielu latach wzajemnego zmagania się, lęków, okazało się, że syn wyszedł na ludzi. Jest w tej chwili bardzo zaangażowany społecznie, ma ustabilizowane, szczęśliwe życie rodzinne i zawodowe. Skończył studia, założył fundację, jest nauczycielem i wychowawcą. Doskonale dogaduje się z trudną młodzieżą. Wierzę, że teraz właśnie owocują te rozmowy, które wydawały się w ogóle do niego nie trafiać.

     Może nie taki nastolatek straszny, jak go malują? Jak każda burza, ta hormonalna też kiedyś mija. A wtedy rodzice dostrzegają ze zdumieniem w swoim niesfornym dziecku dorosłego człowieka. Kogoś, kto myje naczynia nieproszony i sam opłaca rachunek za telefon. Staje się to prędzej, niż sądzili.


Iwona Świerżewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 lutego 2012



   


Niechęć do szkoły Niechęć do szkoły
David Heyne, Stephanie Rollings
Książka jest poradnikiem wyjaśniającym problem absencji szkolnej spowodowanej różnego rodzaju fobiami, niepowodzeniami, stresem oraz trudnymi sytuacjami w domu i w życiu młodego człowieka. Autorzy książki opracowali strategie interwencji i terapii wagarującej młodzieży oraz program grupy wsparcia dla zaniepokojonych rodziców... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Ania: 24.08.2017, 14:46
 Ratunkiem mogą być warsztaty: Dobry rodzic: warsztaty rozwojowe dla rodziców nastolatków prowadzone w Krakowie przez Centrum Dobrej Terapii... http://www.centrumdobrejterapii.pl/oferta/dobry-rodzic-warsztaty/
 Trudnamlodziez: 30.07.2016, 18:01
 Ośrodek Fundacji Trudna młodzież - jak jej pomóc? w Warszawie powstał z myślą o młodzieży, ponieważ sposób rozwiązania ważnych dylematów w okresie dojrzewania wyznacza powodzenie w dalszym życiu. Nasza praca polega na wspieraniu młodych ludzi w tym, aby mogli osiągnąć życiowy sukces. Dla kogo? Oferujemy specjalistyczną pomoc psychologiczną dla: – młodzieży (Młodzieżowe Grupy Wsparcia oraz konsultacje indywidualne) – rodziców nastolatków (zajęcia w grupach oraz konsultacje indywidualne w ramach programu „Zimny Chów”) – studentów (zajęcia w grupach). - szkolenia ( Warsztaty dla rodziców ) Odwiedz naszą stronę! www.trudnamlodziez.pl Warszawa. Grupa dla rodziców. Zapraszam wszystkich na specjalistyczne zajęcia, których celem jest pomoc rodzicom i nastolatkom w poradzeniu sobie z trudnościami, jakie przeżywają Wasze dzieci. Program skierowany jest do osób, które mają kłopoty z nastoletnimi dziećmi, baź własne trudności i obawiają się, że mogą one wpłynąć negatywnie na rozwój dziecka. Zapraszmy również rodziców, którzy chcą rozwinąć swoją wiedzą na temat okresu dorastania i poprawić relacje z dzieckiem. Więcej informacji na stronie: www.trudnamlodziez.pl
 Trudnamlodziez: 30.07.2016, 18:00
 Odwiedz naszą stronę! www.trudnamlodziez.pl
 kalii: 26.04.2016, 09:58
 jak sama wychowujesz dwóch synów to niestety nie jest łatwo sama próbujesz wszystko ogarnąć dom utrzymanie szkołę dajesz z siebie 100 procent a i tak słyszysz pyskówki zagryzasz zęby dajesz kary jak trzeba chwalisz wytrwale realizujesz to co sobie założyłaś i sama się wykańczasz bo poza pracą domem dziećmi brak już sił- nawet się nie chce zrobić coś dla siebie marzysz tylko o spokoju
 Tomasz: 12.09.2015, 19:04
 Najleprzy wychowawca to pas
 Tomasz: 12.09.2015, 19:04
 Najleprzy wychowawca to pas
 Justyna : 16.08.2015, 13:53
 Zapraszam na bloga jak wychować nastolatka- z perspektywy nastolatka http://pandadzielnicowa1.wix.com/980628#!Dzieci-XXI-wieku-czyli-jak-wychować-dziecko-Oczyma-nastolatka-w-skrócie/c1rfl/E6693878-CF1C-4186-A399-620AC4CBD61D
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej