|
|
W mocy Ducha
Myślę, że doskonale pamiętamy wszyscy opis Zielonych Świąt przedstawiony w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich. Nie jest bowiem łatwo zapomnieć ów szum z nieba, ogniste języki i entuzjazm, który wylewał się z serc Apostołów.
Chciałbym wpierw przyjrzeć się temu, co poprzedziło Pięćdziesiątnicę, następnie zaś pokazać, jakie skutki wydarzenie to pozostawiło w historii Apostołów i wspólnoty Kościoła.
Najpierw musimy sobie uświadomić, że Apostołowie przygotowywali się do Zesłania Ducha Świętego około trzech lat. To, co dokonało się w Jerozolimie, nie spadło na ludzi, którzy znaleźli się przypadkowo w pobliżu Wieczernika, ale wydarzyło się w życiu tych, którzy byli najbliższymi towarzyszami Jezusa z Nazaretu. Oni to widzieli znaki, które czynił, słuchali nauk, które głosił. Mieli też za sobą doświadczenie niejednej wspólnie przeprowadzonej rozmowy. To wszystko było dla nich czymś w rodzaju dalszego przygotowania.
Chwile szczególne Apostołowie musieli przeżyć w czasie bezpośrednio poprzedzającym śmierć Jezusa. Zebrani w Wieczerniku słyszeli o tym, że musi przyjść inny Pocieszyciel, że konieczne jest odejście Jezusa (zob. J 14,16-17.26; 15,26-27; 16,1-56). Nie przypuszczam, że wszystko z przemówienia Jezusa zrozumieli, ale to co mówił, zostało w ich pamięci.
Męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa były tym, co przerosło naturalne zdolności poznawcze Apostołów. Tego co przeżyli uczniowie, nie możemy sobie nawet wyobrazić. Oto osoba, którą znali, kochali, z którą związali swoje życie, zostaje w majestacie prawa żydowskiego i rzymskiego skazana na śmierć należną największym zbrodniarzom. Krzyż postawiony na Golgocie zdawał się przekreślać wszystko o czym marzyli uczniowie. Doświadczenie przegrania i porażki nie zostało im oszczędzone. Wstrząs był tak wielki, że kiedy kobiety przyniosły wiadomość, iż grób jest pusty, słowa świadectwa wydały się czczą gadaniną.
A potem dochodzi do spotkania, spotkania które ma stać się nowym początkiem. Przeczytajmy, jak pokazał nam to spotkanie Jan:
"Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20,19-23).
Owocem tego spotkania było obdarowanie Duchem Świętym. Uczniowie zostają obdarowani, aby mocą Ducha posługiwać tym do których zostaną posłani.
Od dnia Zmartwychwstania zaczyna się szczególny czas: przez 40 dni Jezus ukazuje się Apostołom dając im wiele dowodów, że żyje, poucza ich o Królestwie Bożym. Daje im również polecenie, aby nie opuszczali Jerozolimy, ale oczekiwali wypełnienia obietnicy Ojca. Dzięki temu będą mogli rozpocząć misję obejmującą swym zakresem cały świat (por. Dz 1,1-8).
Myślę, że to przypomnienie historii uczniów uświadomiło nam prawdę, iż do Zesłania Ducha Świętego musieli oni zostać przygotowani. Jestem głęboko przekonany, że to co później rozpoczęli Apostołowie, było możliwe również dzięki temu, co przeżyli wcześniej w czasie podążania za Jezusem.
Pięćdziesiątnica jest więc dniem, w którym kończy się oczekiwanie uczniów.
Teraz zobaczmy co się dzieje z Apostołami po tym wydarzeniu. Rozpoczyna się życie wspólnoty, które można scharakteryzować za pomocą następujących słów: misja i świadectwo, budowanie Kościoła żywego (myślę, że ten termin jest szczególnie bliski nam oazowiczom).
Wyraźnie możemy o tym przeczytać w następnych rozdziałach Dziejów. Po pierwszym kazaniu Piotra Apostoła nawraca się około trzech tysięcy ludzi. Trzeba im pomóc, zorganizować nauczanie... Dzieje (co prawda w sposób niepełny) mówią o tym, jak kształtowało się życie pierwszych wspólnot (zob. Dz 2,42-47; 4,23-37). Jest ważne, abyśmy czytając te fragmenty Dziejów pamiętali o Duchu, mocą którego mogły się dokonać wszystkie te wydarzenia. On był tą siłą napędową dzięki której mogli trwać w nauce Apostołów, znosić prześladowania i żyć we wspólnocie na co dzień bez wielkich wzruszeń. Czytając Dzieje zobaczyć Działanie Ducha, który napełnia Kościół pociechą (zob. Dz 9,31).
Nie do przecenienia jest również rola Ducha Świętego jako tego, który wspierał dzieło ewangelizacyjne pierwszego Kościoła. On wspierał świadectwo Apostołów (zob. Dz 5,32) dotknął serca diakona Filipa, gdy ten zbliżał się do dworzanina etiopskiego. Tenże sam Duch przemawiał do Piotra, zachęcając go, aby poszedł z wysłannikami Korneliusza (Dz 10,19-20; 11,12). Autor Dziejów przypisuje również posłudze Ducha Świętego początek misyjnej działalności Apostoła Pawła (zob. Dz 13,2-4). W trakcie działalności misyjnej Paweł był również prowadzony przez Ducha, który niejednokrotnie wskazywał, dokąd ma się udać (zob. Dz 16,6).
Szczególnie wyraźnie zaznaczył Duch swoją obecność w trakcie tzw. soboru w Jerozolimie, kiedy zebrani Apostołowie stawiali sobie pytanie czy nowoochrzczeni poganie muszą jeszcze zostać poddani obrzezaniu. Jakie były owoce soboru? Zajrzyjcie do Dziejów 15,22-29.
Byłoby błędem sądzić, że obecność Ducha zakończyła się w początkach istnienia Kościoła. Jezus dał obietnicę, że Duch Pocieszyciel będzie z uczniami na zawsze (J 14,16-17). I trzymając się w wierze tej obietnicy możemy śledzić obecność Ducha we współczesnym świecie i w Kościele. Zapraszam was teraz do studium kilku fragmentów Katechizmu Kościoła Katolickiego, które pokazują obecność Ducha.
"...Duch przygotowuje ludzi, uprzedza ich swoją łaską, aby pociągnąć ich do Chrystusa. On ukazuje im zmartwychwstałego Pana, przypomina im Jego słowa i otwiera ich umysły na zrozumienie Jego śmierci i Jego Zmartwychwstania. Uobecnia im misterium Chrystusa, szczególnie w Eucharystii aby pojednać ich z Bogiem i doprowadzić do komunii z Nim...." (nr 737).
"...Chrystus - Głowa Ciała - rozlewa Go (Ducha) na swoje członki, aby je karmić, uzdrawiać, ustalać ich wzajemne funkcje, ożywiać, posyłać by dawały świadectwo, włączać je do swojej ofiary składanej Ojcu i do swojego wstawiennictwo za cały świat..." (nr 738).
Wszystkie podkreślone czasowniki pokazują służbę Ducha. Mogą być one zachętą do modlitwy o konkretne działanie Ducha w nas. Widzimy w nich bowiem także i nasze potrzeby. To ja potrzebuję prowadzenia, pokarmu; to ja potrzebuję aby mi przypominać słowa Jezusa...
Ja również muszę przygotować się na przyjęcie Ducha. Myślę, że jedynym sposobem będzie droga uczniów Jezusa, którzy poznawali Pana osobiście a potem przyjęli dar Ducha.
Na koniec chciałbym przytoczyć fragment modlitwy prawosławnego biskupa, który kiedyś przeczytałem i który pozostaje we mnie do dziś jako ilustracja pokazująca znaczenie Ducha dla Kościoła.
"Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki, Chrystus jest przeszłością, Ewangelia martwą literą, Kościół tylko organizacją, władza panowaniem, posłannictwo propagandą, kult przywoływaniem wspomnień, a postępowanie po chrześcijańsku moralnością niewolników. Lecz w Duchu Kosmos jest wywyższony i wzdycha rodząc Królestwo, Chrystus Zmartwychwstały jest w nim obecny, Ewangelia jest siłą życia, Kościół znakiem komunii z Trójcą Świętą, władza służbą, która wyzwala, Posłannictwo Zesłaniem Ducha Świętego, liturgia wspominaniem i przewidywaniem a postępowanie człowieka jest przebóstwione".
Ks. Adam Prozorowski
Tekst pochodzi z pisma Ruchu Światło-Życie"Wieczernik",nr 109
Wasze komentarze:
|
monika baszuk: 29.11.2016, 14:24
|
|
omg
|
|
Roman Oleksin: 07.04.2013, 23:14
|
|
Artykuł ten jest pustym słowotokiem, sztuką długiego mówienia na temat, ale bez treści, bez przekonania do tezy. Rzadki to przypadek maniakalnego gadactwa.
|
|
Mandy: 02.03.2011, 18:12
|
Artykuł pięknie przywołujący to co przeżyli Apostołowie (wyczytałam to dokładnie z Dziejów Apostolskich), ale nadal nie dowiedziałam się, co właściwie znaczy chodzić w mocy Ducha Świętego.
Z artykułu wynika jakby to mogli przeżyć tylko pierwsi uczniowie Pana Jezusa, bo oni Go poznali i chodzili za Nim. A czy my dzisiaj nie możemy znać Pana Jezusa osobiście? Czy nam dzisiaj nie jest dana moc Ducha Świętego? Co właściwie znaczy być napełnionym Duchem Świętym?
|
|
Roman: 01.01.2010, 01:15
|
Drodzy Czytelnicy!
Pragnieniem mojego serca jest uwolnić ciężar, i aby wreszcie to co zakryte w całej pełni zostało
objawione. Wielokrotnie zwracałem się do niejednej redakcji, i jak zawsze zatyka się uszy
i nie chce słuchać, ani utrzymywać ze mną żadnego kontaktu, czego też wielokrotnie sam
doświadczyłem na własnej skórze. Bardzo mnie to dziwi, i trudno naprawdę to zrozumieć, bo
przecież w każdej redakcji urzędują ludzie z wysokim wykształceniem, a kierują się tak
bardzo ograniczonymi i prymitywnymi kryteriami. Ale jeszcze jest to następny dowód, iż
cały świat pogrążony jest w największych ciemnościach, a ludzie kiedy stają przed najmniejszym
dylematem zwracają się o pomoc do jasnowidzów, wróżek, wywoływaczy duchów, czy też
wszelkiego rodzaju, i wszelkiej maści czarodziejów. Ale tak to już jest przyjęte, iż ludzi
pasjonuje przede wszystkim to, co we wnętrzu człowieka budzi dreszcz emocji. Prawda
najczęściej nie rodzi w nas takich emocji, prawda jest nieraz okropnie cierpka i gorzka, i ma
posmak piołunu, ale za to ma tą niezwykłą zaletę, iż czyni nas wolnymi. Lecz żeby poznać
prawdę trzeba zdobyć się na odwagę, otworzyć się, i zobaczyć jaka ona naprawdę jest, ale
ogromna większość osób tej prawdy nie poznała, i postępują tak, aby jej nigdy nie poznać!.
Po pierwsze, że na świecie nie ma dwóch, ani wielu prawd, prawda może być tylko jedna, jak
objawia to nasz Pan Jezus Chrystus, Jana 16: 4 „Ja jestem droga i prawda i życie”, ta prawda
wyrażana jest poprzez zewnętrzne słowo „Logos”, którym jest Pismo Święte, jak też i wewnętrzne
osobiste słowo „Rema”, które Bóg w bezpośredni sposób kieruje do Swoich wybranych.
A jeśli na świecie pojawiają się inne prawdy, które nie miały i nie mają źródła, ani początku
w żywym rzeczywistym Bogu, każdy wierzący ma prawo traktować je jako wierutne kłamstwa.
Ludzie w naiwny sposób kojarzą sobie prawdę ze swoim wykształceniem, i mają tą głęboką
ufność, że skoro nabyli tak zasobną wiedzę, to tak naprawdę czyż mogą błądzić, i nie potrafić
realnie dostrzegać codziennej rzeczywistości? Następna grupa osób to ci, którzy mniemają, że
skoro znaleźli schronienie w religii, czy denominacji, to są na właściwej drodze i poznali
prawdę. Ale i te środowiska poddane są ścisłym ograniczeniom, co równie bardzo oddziela
ich od żywej rzeczywistej prawdy. Nie jest to żadną tajemnicą, że każda religia i sekta
w zewnętrzny sposób przyswoiła i zaakceptowała tylko te części Pisma Świętego, które
najbardziej odpowiadają ich utartym sloganom i zewnętrznym naukom. Jest rzeczą
oczywistą, że Biblia porusza tak wiele kwestii i przeróżnych myśli, że faktycznie każdy
może coś tam znaleźć na podtrzymanie swojej tezy i swych prymitywnych przekonań.
Chciałbym teraz wszystkim tym, którzy będą czytać ten artykuł zadać kilka chyba najprostszych
pytań; czy Pismo Święte nie objawia nam, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo
Swoje? A więc jeśli człowiek został stworzony na Boży obraz i Boże podobieństwo, i jak
nam objawia Słowo Boże, że Bóg jest trój jedyny, to skoro człowiek jest odbiciem Bożego
obrazu, to czyż człowiek również nie jest trój częściowy? A przecież nasze ciało poprzez pięć
narządów zmysłów, to znaczy przez wzrok, słuch, dotyk, smak i powonienie nie kontaktuje
się ze światem zewnętrznym? Zaś nasza dusza czyli „Psyche” poprzez umysł, uczucia i wolę
nie kontaktuje się ze sferą psychiczną? Teraz postawię chyba najtrudniejsze pytanie, czym tak
naprawdę jest, i jaką funkcję sprawuje nasz ludzki duch? Czyż nasz ludzki duch nie został
stworzony po to, aby jako najwyższy i najszlachetniejszy organ, aby poprzez intuicję, społeczność
i sumienie, miał żywy rzeczywisty kontakt ze sferą duchową, jak też z samym żywym rzeczywistym Bogiem!?. Pragnę jeszcze zapytać, iż skoro Bóg stworzył człowieka na Swój
obraz, i swoje podobieństwo, tak jak rękawiczka uszyta jest na obraz i podobieństwo ręki, to
czyż ta rękawiczka nie uszyta jest ze ściśle określonym przeznaczeniem? A przecież nawet
kilkuletnie dziecko o tym wie, że rękawiczka przeznaczona jest i służy temu, aby ręka mogła
w tą rękawiczkę wejść, i aby ta rękawiczka stała się wyrażeniem ręki. I tak niezwykle dziecinnie
prostej prawdy nie potrafią zrozumieć, tak wysoko wykształcone osoby, bardzo często, jak
posiadający o sobie niezwykle wygórowane mniemanie...
Jak już się dowiedzieliśmy w jakim celu, i z jakim przeznaczeniem została uszyta rękawiczka, to
teraz zadam chyba, już pytanie na które prawie sobie odpowiedzieliśmy.
Jeśli również człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo swoje, to tym bardziej, czyż
nie został stworzony w ściśle określonym celu, i z określonym przeznaczeniem?
Czyż Bóg nie stworzył człowieka na Swój obraz i Swoje podobieństwo, aby mógł wejść
w człowieka, uczynić Sobie dom, i aby na zawsze zamieszkać w człowieku!?.
A jeśli Bożym celem jest na zawsze przebywać we wnętrzu człowieka, to czyż Bóg również
nie pragnie mówić do człowieka, i nie pragnie przemawiać przez człowieka, i czyż tak
naprawdę człowiek nie jest stworzony po to, aby stał się wyrażeniem Boga, i aby reprezentował
Boga!?. Ale tak naprawdę ta jedna jedyna prawda, zakryta jest przed całym światem, zakryta
jest przed wszystkimi religiami i denominacjami. Bo tak jak mówi Pismo Święte, że kiedy
chrześcijaństwo znajdzie się w stanie upadłości, (to nie znaczy że przestaną istnieć) tylko, że
zatracą żywy rzeczywisty kontakt z Bogiem, wówczas Bóg będzie powoływał Swoich
zwycięzców, o których mowa jest w drugim i trzecim rozdziale księgi Objawienia.
Będą to pojedyncze osoby, które przed obliczem całego społeczeństwa, zdejmą zasłony, by
w zewnętrznych ciemnościach tego świata, objawić najjaśniejsze światło Bożego objawienia...
Nie zamierzam wcale być gołosłowny, i tak naprawdę pragnę podzielić się, i w konkretny
sposób pokazać, że wszystko to o czym piszę, nie jest górnolotnymi utartymi sloganami, czy też
zewnętrznymi naukami, lub wyizolowanymi doktrynami.
No tak, ale każdy przecież może zapytać, jak naprawdę sprawy się mają w naszym codziennym
życiu, i czy faktycznie jest to możliwe, aby Bóg mógł wejść w człowieka, i w jaki sposób
możemy przyczynić się do tego, aby tak właśnie się stało? Ale na tak poważne pytanie nie chcę
tylko odpowiadać własnymi słowami, a więc pragnę powołać się na słowo Boże, Ew. Jana 3:3;
„Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi
na nowo nie może ujrzeć Królestwa Bożego”. Jest rzeczą oczywistą, że nie możemy z powrotem
wejść do łona matki, aby znów się na nowo narodzić. Przede wszystkim nasz Pan Jezus Chrystus
objawił nam to, iż chodzi tu przede wszystkim o to, abyśmy tym razem narodzili się z Ducha
Świętego. To znaczy kiedy osoba jest powołana, i pragnie w swym sercu Boga, ważne jest to,
aby w pełni otworzyła się wewnętrznie, i z całego serca zaczęła wzywać imienia Pańskiego.
„Panie Jezu przychodzę do Ciebie, i w całej pełni otwieram się na Ciebie, proszę wejdź we mnie,
uczyń Sobie dom, mów do mnie, i mów przeze mnie, i od dzisiaj prowadź mnie, pragnę
przyjmować twój krzyż, który jest w Duchu Świętym, i aby Twój krzyż umartwiał wszystko
to, co oddziela mnie od Ciebie”. Pragnę i tym razem potwierdzić Słowem Bożym to co wyżej
napisałem, list św. Pawła do Kol. 1:26,27; „Tajemnicę, zakrytą od wieków i od pokoleń, a teraz
objawionym świętym jego. Im to chciał Bóg dać poznać, jak wielkie jest między poganami
bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały”. Jak również 2 list
świętego Pawła do Kor. 4:7a „Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych” czyli w naszym
ludzkim wnętrzu, ale pragnę pokazać, iż to, o czym piszę staje się naszym codziennym
doświadczeniem, nie zaś tylko moimi poglądami czy też opiniami.
Kobieta kiedy pocznie i będzie brzemienna, i płód będzie się rozwijał w zdrowy i prawidłowy
sposób, to czyż w odpowiednim czasie w łonie przyszłej matki, płód nie da znać o sobie, że obok
jej życia, powstało i zostało zrodzone nowe życie, i czyż kobieta nie będzie odczuwać ruchów jeszcze nienarodzonego dziecka? Tak samo rzecz się ma, kiedy do naszego wnętrza przyjmiemy
żywego rzeczywistego Chrystusa, i zostanie zrodzone w nas obok naszego ludzkiego upadłego
i śmiertelnego życia, powstanie Boskie niestworzone wieczne życie. I kiedy to Boskie życie będzie w nas wzrastać i rozwijać się, poprzez codzienną żywą rzeczywistą społeczność z Bogiem,
jak również dzięki temu, iż codziennie będziemy wzywać imienia Pańskiego i przychodzić
z modlitwą otwierając się całym sercem na Pana, to czyż to Boskie życie również nie da znać
o sobie w naszym wnętrzu?. Za każdym razem, kiedy z modlitwą przychodzę do Pana, i
z całego serca zaczynam wzywać i wołać Jego imienia, i im dłużej wzywam Pana, zaczynam
odczuwać jak w moim wnętrzu coś wzbiera, i coś się wzmaga, jakaś nadnaturalna siła zaczyna
porywać mnie, jak również przychodzi światło i objawienie, gotowe słowa i pełne zdania cisną
się na usta, czego tak często doświadczam. Wiele razy byłem na konferencji w Warszawie, by
posłuchać, czym tak naprawdę dzielą się wierzący, i jakie mają doświadczenia. I nieomal za
każdym razem, kiedy siedziałem na swoim miejscu, wewnątrz mnie jakaś siła, której nie
potrafiłem w żaden sposób się oprzeć, wyrzucała mnie, abym wstał i wyszedł na mównicę, choć
wcale nie byłem na to przygotowany, aby zająć głos, lecz kiedy już wyszedłem na mównicę
w wielkim niepokoju i zakłopotaniu zacząłem wzywać Pana, i im mocniej wzywałem zawsze
to odczuwałem, jak zstępuje na mnie ogromna moc, a w umyśle przejrzysta jasność i jakby na
wielkiej tablicy widziałem co mam mówić, i czym mam się dzielić. Kiedy to Boskie życie
przebywa w nas, i będziemy w niestrudzony sposób zabiegać oto, aby zachować bezustanną
społeczność w naszym wnętrzu, wówczas to Boskie niestworzone życie na każdym kroku
będzie dawało znać o sobie, jak mówi list do Rzymian 8:14 „Bo ci, których Duch Boży prowadzi,
są synami Bożymi”. Przed każdą decyzją, czy też wszelkim przedsięwzięciem Duch Święty
w naszym wnętrzu da nam odczuć, czy akceptuje daną sprawę, czy nasze przedsięwzięcie, czy
też jest przeciw. Bo jeśli postępujemy z myślą Bożą, w naszym wnętrzu będziemy odczuwać
pokój i niezwykłą radość, a jeśli nasze postępowanie będzie wbrew woli Bożej, będziemy
odczuwać niepokój, niesmak, będziemy się nieswojo czuć, a nawet możemy odczuwać
ogromny strach i lęk, aby tylko Duch mógł nas powstrzymać przed niewłaściwą decyzją.
Rzymian 8:6 „Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha to życie i pokój” jak również
1 list św. Jana 2:20,27 „A wy macie namaszczenie od Świętego i wiecie wszystko. Ale to
namaszczenie, które od niego otrzymaliście, pozostaje w was i nie potrzebujecie, aby was ktoś
uczył; lecz jak namaszczenie jego poucza was o wszystkim i jest prawdziwe, a nie jest kłamstwem
i jak was nauczyło, tak w nim trwajcie”. I to jest również wielkim objawieniem czego tak
naprawdę świat, ani całe to zewnętrzne chrześcijaństwo nie widzi, i nie dostrzega, co jest
następną przyczyną, że całkowicie chybiają celu. Dziecko kiedy każdy dzień do domu przychodzi
pobrudzone i umorusane, czyż to dla matki stanowi aż tak wielki problem? Matka dziecko
umyje, i ubranie wypierze i dziecko znów będzie czyste, i tym samym problem znika.
Ale kiedy dziecko przestaje jeść, czyż to nie będzie uzasadniony powód do niepokoju, i do
wszelkich obaw, że z dzieckiem faktycznie dzieje się coś niedobrego?
Tak samo rzecz się ma z dzisiejszym chrześcijaństwem, iż wszyscy za wszelką cenę zabiegają
o zewnętrzną formę, aby tylko pokazać jacy oni są w oczach ludzi dobrzy, jacy prawi, jacy czyści
i nieskalani. Ale czy oto Bogu tak naprawdę chodzi? Bóg wcale od nas nie oczekuje dobrych
uczynków, i abyśmy zachowywali zewnętrzną formę, czyż nie jest to tylko faryzeuszostwo, i
czy nie postępują tylko ludzie tak, którzy tak naprawdę nigdy nie poznali Boga!?
Czyż Bożym oczekiwaniem nie jest, abyśmy wypełniali Jego wolę, a nie według naszej
upadłej wyobraźni i naszego „ja” spełniali dobre uczynki? Czyż Bożym pragnieniem nie jest,
abyśmy Go przyjęli do naszego wnętrza, gdzie obok naszego ludzkiego upadłego i grzesznego
życia zostanie zrodzone Boskie niestworzone wieczne życie? I czyż Bożym celem nie jest,
aby to nowo narodzone życie, bezustannie w nas wzrastało, i aby przez całe nasze chrześcijańskie
życie, abyśmy byli prowadzeni przez to Boże życie, czyli przez Ducha Bożego?
Czy Bożym zamierzeniem nie jest, abyśmy Go bezustannie jedli i pili, abyśmy mogli duchowo
wzrastać i budować kościół, jako żywe rzeczywiste organiczne Ciało Chrystusa?.
Pragnieniem mojego serca jest jeszcze, w jasny i klarowny sposób przedstawić problem grzechu i
zbawienia, ale ten również zajmujący temat chcę opisać już w następnym artykule.
Nie piszę tego wszystkiego po to tylko, że ci którzy zbłądzili, i idą niewłaściwą drogą, aby ich
stawiać w niewłaściwym świetle, ale mam tą jasną świadomość, że skoro mnie Pan coś daje i
objawia, to nie daje tylko mnie, ale daje i objawia nam wszystkim. Bóg przez cały okres
przebywania człowieka na ziemi, zawsze posługiwał się ludźmi, i aż do powtórnego przyjścia
naszego Pana Jezusa Chrystusa, Bóg będzie posługiwał się ludźmi. Tylko że ludzie nie wiedzą
o tym, a raczej nie chcą wiedzieć, iż kto sprzeciwia się Bożej posłudze, że nie sprzeciwia się
ludziom, ale tak naprawdę występuje przeciwko samemu Bogu. Jeszcze raz solennie zapewniam
moich czytelników, że nie jest moim celem szukać w ludziach swoich przeciwników, ale szukam
przyjaciół i umiłowanych braci i sióstr w Jezusie Chrystusie Panu naszym. Roman Majoch.
|
|
|