Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Bierność za miliony

Nieubłaganie zbliżają się wybory. A że równie ważne, jeśli nie ważniejsze od starannie wyreżyserowanych "debat" i obietnic przedwyborczych jest to, kto i jak zasłuży! się swoim wyborcom przez minione cztery lata, warto spojrzeć wstecz. Na pracę biur poselskich. Zwłaszcza że kosztowały one nas podatników niemal 62 min złotych. Nie mówią wiele o działalności parlamentarnej posłów, jednak już całkiem sporo o tym, jak organizują oni sobie "pracę w terenie" i jak w rzeczywistości podchodzą do reprezentowania okręgów, z których startowali.

Jak więc działają biura? Monitoring 459 z nich przeprowadziło od marca do września br. Stowarzyszenie ProCollegio (www.procollegio.pl) w ramach finansowanego przez Fundację im. Stefana Batorego programu "Demokracja w działaniu". Wyniki są nader interesujące. - Biura poselskie nie spełniają podstawowych standardów instytucji skierowanych do obywateli. Mają też kłopoty z przejrzystym informowaniem o swoich działaniach i odpowiadaniem na zapotrzebowanie społeczeństwa - powiedział podsumowując wyniki badania prezes ProCollegio Piotr Pomianowski. W dziedzinie komunikacji z obywatelami każde biuro poselskie mogło uzyskać maksymalnie 40 punktów: za treść strony internetowej, odpowiedzi na maile i telefony oraz wysianą do biur ankietę dotyczącą posła i działania jego biura. Średni wynik wszystkich biur, których jakość nie różniła się zasadniczo w zależności od barw politycznych, to 13,5 pkt.!

- Spotkaliśmy się z licznymi przeszkodami i brakiem zrozumienia - komentował Piotr Pomianowski. Do 36 biur nie udało się ani Vazu dodzwonić, aż 77 posłów w ogóle nie ma dostępnych wyborcom stron internetowych, na profilach sejmowych zaledwie 302 posłów znajdują się aktywne linki na ich strony, na zaledwie 199 z nich podano informację o godzinach pracy biura - wynika z podsumowania badania.

Najgorzej wypadły ankiety, które ProCollegio wysłało posłom podając się za przeciętnych obywateli danego okręgu wyborczego. Odpowiedziało na nie zaledwie 71 posłów, co świadczy, że przytłaczająca większość biur poselskich ignoruje prawo obywatela do dostępu do informacji publicznej.

Ponad 30 pkt. uzyskało zaledwie 14 biur, głównie z SLD, PO i PiS. Z kolei biura aż 124 posłów nie zyskały w badaniu nawet 10 pkt. "Czarna lista" posłów, których biura uznano za nieużyteczne do wyborców liczy 26 posłów. Z PO to m.in. Stefan Niesiołowski i Tadeusz Ross (obaj uzyskali po 0 pkt.), z PiS - Karol Karski (2 pkt.), z PSL - Stanisław Żelichowski (3 pkt.), a wśród niezrzeszonych - m.in. Andrzej Celiński (4 pkt.).

Szefowie partii i klubów parlamentarnych oraz ministrowie uplasowali się w drugiej połowie rankingu. Wśród nich: Bogdan Zdrojewski (21 pkt.), Tomasz Tomczykiewicz (20), marszałek Grzegorz Schetyna (17), Mariusz Błaszczak (14), Elżbieta Jakubiak (13), Jarosław Kaczyński (12), Radosław Sikorski (11), Ewa Kopacz (10), Donald Tusk (10), Grzegorz Napieralski (9), Paweł Poncyliusz (8), Joanna Kluzik-Rostkowska (6).

Warto w tym kontekście przyjrzeć się wydatkowaniu ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biur. Na wynagrodzenie dla pracowników przeznaczono 33 proc. ze wspomnianych 62 min zł. Na najem biura poselskiego - średnio 15 proc. ryczałtu. Wydatki na telekomunikację to 7,5 proc, a koszty umów zleceń i umów o dzieło, materiałów biurowych, prasy oraz wszystkiego, co związane jest z BHP to kolejne 12,5 proc.

Zastanawiające jest, że najwięcej po wynagrodzeniu dla pracowników biura - bo aż 11,3 min zł (18,3 proc; średnio 24,5 tys. zł na osobę) - wydali posłowie na przejazdy samochodami! Czyli na coś, co nie wiąże się z pracą w biurze i jest pokrywane z innych poborów parlamentarzysty. Interesująca wydaje się również informacja ProCollegio o tym, że 93 posłów w 2010 roku zadeklarowało wydatki wyższe niż 6 proc. na pozycje z kategorii "Inne" (koszty gastronomii, artykułów spożywczych, obsługi prawnej, kwiatów itd.).

Posłowie i pracownicy biur nie rozumieją roli, jaką biura poselskie mają do odegrania w lokalnych społecznościach. Są w tej chwili raczej bezpośrednim zapleczem organizacyjnym posła, natomiast obywatele rzadko mogą liczyć wsparcie z ich strony - konkluduje Piotr Pomianowski. Bardzo to eleganckie wyrażenie, ale mówiąc dziennikarskim językiem: posłowie po prostu nas lekceważą. A nasze pieniądze wydają na swoje kampanie wyborcze.

Radek Molenda

Tekst pochodzi z Tygodnika
Idziemy, 2 października 2011


   

Wasze komentarze:
 alka: 03.11.2011, 17:59
 żelichowski to poseł weteran-takich wybieracie- co mają ludzi w głębokim poważaniu
 czytelnik: 05.10.2011, 01:41
 Co za stek bzdur. Posłów trzeba oceniać za to jak służą państwu, czy są za życiem, czy wyjaśnią katasrofę smoleńską(prof. Binienda z NASA udowodnił że brzoza nie mogła urwać skrzydła), czy są prolife. A nie czy zdaniem fundacji Batorego są dobrym biurem skarg i zażaleń. Posłowie w sejmie mają być dla kraju a nie tylko dla swojego okręgu wyborczego, od spraw lokalnych jest samorząd...
(1)


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej