Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Nasi misjonarze w Zambii


     Przed II wojną światową do Zambii (to była wtedy Rodezja północna) udawali się wyłącznie zakonnicy. Ponownie zaczęli tam wyjeżdżać w roku 1965 (werbiści), a już w roku 1968 pojawili się w Zambii pierwsi misjonarze spośród kleru diecezjalnego, czyli, jak ich za Piusem XII nazywamy, fideidoni- ści. W Zambii jest w tej chwili 16 polskich fideidonistów (na 105 polskich księży), a w samej archidiecezji Lusaka jest ich 11. Polska ma w świecie najwyższą liczbę fideidonistów, ale w statystyce misyjnej jesteśmy na 13 miejscu, mając 1905 misjonarzy. Dla porównania: Hiszpania ma na świecie 20000 misjonarzy, Włochy 16400, a wyprzedzają nas nawet Indie - 2000 misjonarzy. Mała Irlandia ma w krajach misyjnych 4000 misjonarzy.

     Powołanie misyjne to szczególny charyzmat. Najpierw trzeba się uporać z przystosowaniem się do całkowicie różnych warunków klimatycznych, więc także zdrowotnych. A potem przeżyć rozłąkę ze swoimi bliskimi, ze swoim krajem, do którego się jedzie raz na 5 lat. Trzeba się przystosować do mentalności tamtych ludzi. Możliwe to? Mówił mi jeden z księży, że jest to w ogóle niemożliwe. Kardynał Adam Ko- złowiecki, wćiąż dziarski i sprawny, choć lat ma już 88 (Papież, podczas wręczania kapelusza kardynalskiego powiedział mu przed rokiem: - chciałbym tak chodzić jak ty), kiedy przed blisko 30 laty rezygnował z urzędu arcybiskupa Lusaki, mówił, że w jego miejsce musi przyjść ktoś, kto się tam, w buszu urodził i kogo przez trzy lata matka nosiła na plecach. Dopiero ten rozumie tamtą ziemię i tamych ludzi.

     Jak wygląda praca duszpasterska naszych misjonarzy? Główne zadanie polega na obsłużeniu stacji misyjnych, czyli kościoła głównego (parafialnego) i kościołów filialnych (nazywająje outntatioń), niekiedy licznych i bardzo odległych. Tak np. proboszcz parafii w Mpunde, gdzie "wikariuszem" jest kard. Kozłowiecki, ma do niektórych stacji aż 60 km. A droga? Pożal się Boże! W ciągu tygodnia odbywają się spotkania z różnymi grupami duszpasterskimi, ksiądz przecież odpowiada za ich formację. Są to zatem spotkania z młodzieżą, ze scholami, z ministrantami, z poszczególnymi stanami, a już na pewno z radami parafialnymi, które odgrywają tam znaczną i realną rolę. Poza tym wszystkim tydzień misjonarza wypełnia praca fizyczna, bo wiele rzeczy dla swojego kościoła i parafii, mimo zaangażowania świeckich, musi wykonać sam. On jest nie tylko duszpasterzem, ale jest także instytucją. Na ogół zatem każdy ksiądz dba też o to, ażeby jadąc do miasta, przywieźć pocztę dla siebie i dla swoich ludzi. Listonosze w Zambii nie chodzą, więc niekiedy na "swoją" pocztę trzeba jechać 200 km, żeby stamtąd korespondencję przywieźć i tam zawieźć tę do wysłania.

     Biskupa Pelplińskiego poproszono nie tylko o przewodniczenie liturgii mszalnej, ale także o pewne akty specjalne, jak pobłogosławienie kościoła i ołtarza w Tubalange (gdzie proboszczem jest ks. R. Szczodrowski) i nowego ołtarza w Chilongolo (gdzie proboszczem jest ks. K. Mróz). Nadto Biskup Pelpliński miał w Mandevu okazję promować 5 nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej. Jak oni to przeżywali! A trzeba było widzieć i słyszeć owację, jaką im zgotowali współparafianie. Szafarze zaś już w najbliższą po tej ceremonii niedzielę zaczęli wypełniać swój urząd.

     W Makeni, gdzie duszpasterzuje ks. Krzysztof, dzieciaki zgotowały Księdzu Biskupowi wyjątkowo serdeczne powitanie, śpiewając po polsku "Witamy Cię, alleluja", podobnie przy wręczaniu kwiatów: "Witamy Cię w parafii Makeni". Coś pięknego! Powitanie na lotnisku też było niezwykle sympatyczne - i ze śpiewem, i z tańcem, i oczywiście obfitymi wiązankami kwiatów.

     Afrykanie są bardzo gościnni. Zaznaliśmy tego podczas śniadania w jednym ze slumsów. Gościnność i serdeczność była dokładnie odwrotna niż warunki życia. Ale są naprawdę nędzne. Ale z tych slumsów pochodzi też cała czołówka parafialnych współpracowników naszych misjonarzy.

     Pozostaliśmy na specjalne życzenie naszych pelplińskich misjonarzy do Środy I Popielcowej. Brak i nam było polskiego klimatu, czyli przełomu zimy i wiosny, by tak naprawdę odczuć Popielec, ale tam klimat myli Polaków czy w ogóle Europejczyków wiele razy w ciągu roku. No bo jak przeżywać Boże Narodzenie przy drzewku bambusowym? Sama liturgia Popielca, jak wszędzie, z tym samym programem odnowy ducha: Lapa ndi ukhulupurira... Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Może nie wszędzie, ale w kościele na Mandevu zamiast sypania popiołu na głowy jest zwyczaj znaczenia popiołem krzyża na czole. Na czarnym czole srebrny popiół wygląda efektownie. Mnie się kojrzył ze znamieniem, jakie otrzymał Kain na czole. Wszyscy to musieli widzieć, że Kain jest zabójcą, grzesznikiem, ale zabić go nie wolno. Znak krzyża na czole to jak Kainowe piętno. To grzesznik, ale zabić nie wolno. W krzyżu jest nasze ocalenie. W Afryce, która jest - jak to wyraził papież Paweł VI - nową ojczyzną Chrystusa, na specjalne uznanie zasługuje praca sióstr zakonnych. Trudniej tu o statystykę. Wspomnę zatem, że pracująróżne zgromadzenia, m. in. siostry służebniczki, siostry boromeuszki, siostry Świętej Rodziny. Obsługują szpitale, sierocińce, pracują w nuncjaturze. Pozwolę sobie wspomnieć siostry z naszych stron, dwie z Diecezji Pelplińskiej - s. Mariolę Mierzejewską z Nowego i s. Ascelinę Kowiel z Bytowa, a także z dawnej Diecezji Chełmińskiej s. Tacjanę Perszon. W Mpunde pracuje jedyny w archidiecezji Lusaka świecki misjonarz, Stefan Szado.

     Po dwóch tygodniach można zżyć się z nowym kontynentem, nie dziwię się zatem misjonarzom, że chętnie tam zostają, choć wiele ich to kosztuje. To też bardzo ludzkie, że chcą. by o nich pamiętać. Ciekawe, czy zawsze umiemy pamiętać. Cały Kościół jest przecież misyjny, cały zatem we wszystkich swych członkach odpowiada za ewangelizację we współczesnym świecie.

     My jednak wracamy. Czekają zajęcia w Polsce, w Diecezji. Kiedy potężny Boeing 737/400 z 420 pasażerami na pokładzie uniósł się znad lotniska w Lusace, Polska była znów blisko. Jeszcze tylko 14 godzin lotu. trochę czekania na połączenie i kończy się ta wielka wyprawa. Zapraszają na kolejny raz. Oj, bambo, trzeba najpierw ochłonąć po tej pierwszej podróży.

Ks. JAN ŚCIESIŃSKI
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 21/99



   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej