Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Choroba lub niepełnosprawność w związku

Czy można związać się z osobą niepełnosprawną?
Czy osoba na wózku też ma prawo do miłości?
Czy schizofrenia przekreśla szanse na małżeństwo?

Prawo do miłości ma każdy, choć nie zawsze przejawia się ono w takiej samej możliwości jego realizacji. Choroba czy niepełnosprawność zasadniczo nie ogranicza go, także w wymiarze miłości oblubieńczej. Nie czyni nas bowiem człowiekiem gorszej kategorii i nie powoduje, że przestajemy mieć pragnienia i marzenia. Nie pozbawia nas w żadnej mierze człowieczeństwa. Ale na pewno czyni nasze życie nieco innym, choćby z uwagi na ograniczoną sprawność fizyczną, powodującą mniejszą możliwość swobodnego poruszania się lub konieczność innego trybu życia z uwagi na przyjmowane leki. Skutki choroby mogą przekładać się na niemożność wykonywania niektórych zawodów, konieczność przystosowania pomieszczeń do swoistych potrzeb a czasem – uniemożliwiają niektóre życiowe funkcje. Czy zatem jest możliwe, by osoba chora lub niepełnosprawna założyła rodzinę?

Zasadniczo na pewno jest to możliwe. Jeśli tylko czujemy się na siłach, by podołać obowiązkom, jeśli sami siebie nie zwalniamy z niektórych rzeczy, tylko pomimo pewnych braków staramy się żyć normalnie to zazwyczaj nic nie stoi na przeszkodzie by założyć rodzinę. Musimy sobie jednakże sami odpowiedzieć na te pytania i realnie popatrzeć w przyszłość. To się oczywiście nieuchronnie wiąże z odpowiednim kandydatem na małżonka. Czy zatem najlepiej jest jeśli pobierają się dwie osoby o podobnym schorzeniu lub niepełnosprawności? Jeśli tak jest, mamy gwarancję najlepszego zrozumienia. Druga osoba wie co czujemy, nie wymaga od nas czegoś, czego nie możemy jej dać i nie dziwią jej pewne rzeczy i reakcje. Tyle, że jak zawsze będą też niedogodności. Minusem może być choćby mniejsza możliwość wzajemnej fizycznej pomocy, jak choćby przytrzymania drzwi lub radzenie sobie ze schodami, o pracach domowych nie wspominając. Dlatego konieczne jest, by – choćby awaryjnie – mieć możliwość uzyskania pomocy kogoś z zewnątrz, najczęściej rodziny. Ciekawym zjawiskiem jest też większa społeczna akceptacja takiego związku niż osoby pełnosprawnej z niepełnosprawną. Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Dlatego, że niejednokrotnie bywa tak, że dwoje ludzi przekonanych, że nieprzypadkowo na siebie trafili i że sobie sami ze wszystkim poradzą, w trudnych momentach zostaje pozostawionych samym sobie na zasadzie "chcieliście to macie". Czasem wspólne życie staje się tak trudne, że między małżonkami dochodzi do nieporozumień i wzajemnych oskarżeń. Znamy smutny przypadek związku osób z dużym ograniczeniem ruchowym. Pełni nadziei pobierali się przy zachwycie otoczenia, bo "tak do siebie pasują" (nawiasem mówiąc nie wiadomo czy chodziło tu o wspólnotę dusz czy tylko podobne schorzenie). Niestety, po kilku latach samotnego zmagania się z codziennym trudem (entuzjaści nagle zniknęli zajęci swoimi sprawami) doszło do rozwodu i oboje zostali ze swoim rozgoryczeniem, żalem, odrzuceniem i poczuciem zmarnowania sobie życia. Nie wiemy oczywiście co naprawdę było zasadniczym czynnikiem rozpadu związku ale możemy się domyślać, że oboje przeliczyli się co do swoich sił, zarówno fizycznych jak i być może – oczekiwań co do drugiej strony.

Najczęściej jednak otrzymujemy pytania o związek osoby zdrowej z niepełnosprawną, pytania o to, czy poradzę, czy udźwignę i – co na to otoczenie.

Jeśli wiążemy się z kimś, poznajemy go to bierzemy za niego coraz większą odpowiedzialność. Są pewne cechy człowieka, które poznajemy na samym początku. Taką cechą jest właśnie choćby niepełnosprawność, choroba, brak urody itp. To widać od razu i każdy musi liczyć się z tym, że ta druga osoba taka jest i będzie. Jeśli zatem wiążemy się z tą osobą to akceptujemy w niej właśnie te cechy, ponieważ akceptujemy ją jako osobę, a ta - powiedzmy "ułomność" jest jej częścią. Tym większa zatem odpowiedzialność i tym bardziej przemyślane powinny być decyzje. Oczywiście, pewne rzeczy wychodzą "w praniu". Oczywiste jest też, że nie ze wszystkimi cechami możemy się pogodzić i nie wszystko udźwignąć. Pamiętać jednak należy, że człowiek to nie sprzęt AGD i nie wytestuje się go - w żadnym wymiarze. Trzeba zatem bardzo przemyśleć decyzję: czy podołam, czy mi to nie przeszkadza? Czy się tego nie wstydzę? Czy mam świadomość co się z tym wiąże? Jakie będą ograniczenia? No, nie można potem mieć pretensji do chłopaka czy dziewczyny na wózku, że nie można z nią potańczyć wyczynowo. Ba, że czasami w ogóle nie można potańczyć, nawet na własnym weselu. Są zatem takie rzeczy, które widać wcześniej i wiążąc się z kimś trzeba się z nimi liczyć. Podstawowe pytanie, które zatem trzeba sobie zadać to takie: czy ją/jego akceptujesz? Takim jakim jest? Jeśli akceptujesz to się go nie wstydzisz, tak? Czy zatem byłbyś w stanie wyjść z nią czy z nim na ulicę? Pójść do znajomych? Przedstawić go w pracy? Bez oporu pokazać jego zdjęcia? Bez wątpliwości i wstydu powiedzieć rodzicom? Czy kochasz ją/jego? Czy wyobrażasz sobie jako żonę i matkę, męża i ojca? Czy nie ukrywasz Waszego związku? Czy faktycznie zależy Ci na nim i chcesz z nią/ z nim być a nie powoduje Tobą litość? Czy wiesz mniej więcej jak wyglądałoby Wasze życie? Czy ta niepełnosprawność nie wyklucza małżeństwa i zajmowania się dziećmi? Czy dałabyś sobie radę gdyby on np. nie mógł Ci pomóc znieść wózka z dzieckiem? Czy dałbyś sobie radę w domowych czynnościach gdybyś to Ty musiał gotować a może jeszcze zajmować się fizyczną opieką nad żoną? A co ze stroną finansową? Czy on jest w stanie pracować czy Ty musiałabyś być żywicielem rodziny? Jakbyście mieli dzieci to z czego się utrzymacie? A jeśli wiesz, że nie będziecie mogli mieć dzieci - czy zgadzasz się na to, jesteś w stanie sobie z tym poradzić? Czy on lub ona potrzebuje rehabilitacji i na czym ona polega? Czy jesteś mu w stanie pomagać? Czy pociąga Cię fizycznie (tak, to też ważne)?

Jeśli potrafisz sobie odpowiedzieć na te pytania to teraz traktuj swojego chłopaka czy dziewczynę... normalnie. Jeśli jesteś dziewczyną, to traktuj swojego chłopaka tak, jakbyś traktowała każdego innego chłopaka, w sensie: wymagaj od niego tego czego wymagałabyś od każdego innego chłopaka. Pomijając oczywiście aspekt jego niepełnosprawności, bo to jest niezależne. Zastanów się zatem czy on zapewnia Ci oparcie, poczucie bezpieczeństwa. Czy Cię wspiera radą, czy się o Ciebie troszczy, czy wykazuje inicjatywę w spotkaniach z Tobą? Bo mimo wszystko Ty masz być kobietą w tym związku i taka jest Twoja rola. Upewnij się, że nie widzisz siebie w roli tylko opiekunki (bo nie podołasz) ale i kobiety. Zapytaj siebie czy postrzegasz jego jako mężczyznę, z którego jesteś dumna i którego przedstawiasz bez lęku innym i przy którym czujesz się bezpiecznie - to najważniejsze dla kobiety! Czy on jako mężczyzna ma pomysł zarówno na swoje, jak i na Wasze wspólne życie i jeszcze Ciebie wspiera? Pamiętaj zawsze, że niepełnosprawność nie przestaje czynić go mężczyzną! Jeśli jesteś chłopakiem to czy jesteś dumny ze swojej narzeczonej? Uważasz ją za piękną kobietę pomimo jej niepełnosprawności? Czy mówisz jej to, czy ją podziwiasz, czy się nią zachwycasz? Czy podtrzymujesz w niej poczucie, że jest wartościowa a dla Ciebie wyjątkowa? Czy ona z kolei nie uważa się za osobę pokrzywdzoną tylko stara się na ile może? Czy nie wykorzystuje swojej choroby do tłumaczenia swoich kompleksów lub niepowodzeń? Czy stara się dla Ciebie? Czy szanuje Cię i jest Ci wdzięczna a nie uważa, że to przecież wyłącznie Twój obowiązek? Czy faktycznie wnosi kobiecy akcent w Wasz związek?

A teraz kwestia otoczenia. Niestety, bardzo często jeszcze jakakolwiek inność w naszym społeczeństwie jest natychmiast zauważana, wytykana, nieakceptowana. Z tym musicie się liczyć, choć to naturalnie nikogo nie usprawiedliwia. Jednak Wasz związek może być na rozmaite nieprzyjemności narażony. Musicie mieć w sobie więcej siły i asertywności, by bronić go przed wścibskimi spojrzeniami, powodowanymi jedynie chęcią poszukiwania sensacji. Musicie mieć na podorędziu więcej logicznych odpowiedzi i argumentów, by nie dać sobie wmówić, że jesteście gorsi.

Czy jakaś inna choroba wyklucza małżeństwo?

Jeśli chodzi o inne choroby tzw. somatyczne (dotyczące ciała) to oczywiście nie ma tutaj żadnych przeszkód i sami zainteresowani muszą ocenić czy ich stan zdrowia, zaawansowanie choroby oraz jej prognozy na przyszłość pozwolą im na podjęcie obowiązków małżeńskich i rodzinnych. Z reguły nie jest to problem – mnóstwo osób żyjących w małżeństwie choruje przecież np. na cukrzycę, musi odżywiać się pozajelitowo, ma kłopoty z krążeniem lub cierpi na inną przewlekłą chorobę. Oczywiście trzeba liczyć się w takim przypadku z pewnymi ograniczeniami lub utrudnieniami takimi jak dieta, niemożność uprawiania sportu lub wyjazdów w rejony o określonym klimacie, konieczność brania leków, może mniejszą wydolność fizyczną. Jednak tak naprawdę chyba nikt nie jest w stu procentach zdrowy a takie choroby mogą nas spotkać choćby dzień po ślubie i też będziemy musieli z tym żyć. Jeśli jednak zaawansowanie choroby jest na tyle duże, że uniemożliwia w jakiejś mierze zwyczajne funkcjonowanie to potrzeba tutaj uzgodnienia z przyszłym małżonkiem jak zostaną rozwiązane pewne kwestie, czy będzie on w stanie wziąć na siebie zwiększoną ilość obowiązków. Druga osoba może nie być np. w stanie pracować zawodowo czy dźwigać dziecko. Jeśli te ograniczenia mają dotyczyć mężczyzny sytuacja jest nieco trudniejsza, bo czy np. żona godzi się (i fizycznie jest w stanie temu podołać) by wykonywać niektóre męskie, wymagające siły prace lub być głównym żywicielem rodziny? A co w wypadku gdy sama zachoruje lub zajdzie w ciążę? Być może dana choroba będzie się też wiązać np. z niemożnością urodzenia dziecka, gdyż jest to zbyt duże obciążenie dla organizmu. I wówczas też trzeba będzie o tym porozmawiać – czy jesteśmy w stanie z posiadania dzieci (choćby biologicznych) dla tej drugiej osoby zrezygnować. Jeśli tego wszystkiego będziemy świadomi przed ślubem i będziemy się na to zgadzać to z pewnością nie będzie to przeszkodą w miłości i małżeństwie, choć musimy brać pod uwagę, że może być nam trudniej niż przeciętnej rodzinie i mogą też na tym tle być między nami częstsze nieporozumienia - wynikające nie tyle z nieakceptacji tej sytuacji ile z przemęczenia lub zwykłego ludzkiego żalu, że np. absolutnie w góry z małżonkiem nie pojedziemy.

A jeśli rodzice odradzają taki związek? Jeśli uważają, że absolutnie nie powinniśmy wiązać się z osobą chorą lub niepełnosprawną lub to my jesteśmy taką osobą a rodzice nie ufają intencjom tej "zdrowej" strony? Poniekąd rozumiemy zatroskanie rodziców – jeśli faktycznie wynika z obaw, czy syn lub córka sobie poradzi ze zwiększoną liczbą obowiązków lub czy ich dziecko nie zostanie skrzywdzone, porzucone. Decyzję jednakże podejmujecie Wy. Rodziców wysłuchajcie, zastanówcie się na spokojnie nad przytaczanymi przez nich argumentami. Posłuchajcie tego co mają Wam do powiedzenia, bo może są to ważne rzeczy np. o tym jak jest w małżeństwie, o których możecie nie mieć pojęcia. Ale decyzję podejmijcie sami. Nie jest możliwe, by rodzice zabronili Wam tego małżeństwa jeśli jesteście pełnoletni – ale liczcie się z tym, że być może małżonek nie będzie przez nich zaakceptowany i nie otrzymacie też żadnej pomocy czy wsparcia. Jakkolwiek jest to podwójnie przykre, bo dotyczy rzeczy niezależnej, nieraz krótkowzroczność i obawa "co ludzie powiedzą" zwycięża. Jeśli jednak jesteście pewni Waszej miłości i czujecie się na siłach pokonywać trudności to walczcie o Waszą miłość. Niejednokrotnie niepełnosprawny chłopak może być lepszy, mądrzejszy, bardziej odpowiedzialny niż zdrowy facet a niepełnosprawna dziewczyna radośniejsza, zaradniejsza i bardziej zadbana niż jej zdrowe koleżanki. I oboje mogą lepiej radzić sobie w życiu i więcej robić dla innych. Ale to Wy musicie być nawzajem o tym przekonani.

Jakiś czas temu poznałem moją obecną dziewczynę. 3 miesiące temu nastąpił powrót jej choroby (choroby afektywnej dwubiegunowej), do dzisiejszego dnia ona przebywa w szpitalu. To trudna przewlekła choroba - odbiera jej radość, normalne życie. Ciężar tej choroby spada też na mnie. Mimo wszystko jesteśmy razem i razem walczymy - przebywając razem ze sobą jesteśmy szczęśliwi i chociaż na chwilę zapominamy o chorobie. Potrzebuję potwierdzenia, że robię dobrze będąc z nią.

Zawsze w przypadku takich listów robi nam się przykro. Bo nie jest niczyją winą, że choruje psychicznie (podobnie jak i fizycznie) ale... Czy małżeństwo w takim przypadku to dobry pomysł? Z żadną chorobą psychiczną, nie tylko w małżeństwie, ale w ogóle w życiu nie jest łatwo. Autor listu sam ma dowód na to, że nie jest różowo - jeśli dziewczyna od 3 miesięcy jest w szpitalu to znaczy, że tak będzie i później, prawda? Nie możemy zatem potwierdzić, że dobrze robi, nie mamy prawa wpływać na jego decyzje. Nie możemy przyczyniać się do tego, że będzie później żałował, bo my mu tak doradziliśmy. My sami nie potrafilibyśmy świadomie się zdecydować na taki związek. Jasne, każdy może zachorować, także po ślubie. Ale to inna sytuacja niż kiedy od razu, z pełną świadomością wiążemy się z chorą osobą. Po ślubie mamy tę przewagę, że już wiemy jak wygląda małżeństwo, z czym się wiąże i choroba, jakkolwiek jest ogromnie trudną sytuacją może nas nie podzielić, bo my już swoją jedność, wspólnotę stworzyliśmy i ugruntowaliśmy. Aczkolwiek i tutaj, jeśliby się okazało, że małżonek stanowi np. zagrożenie dla rodziny mamy prawo wystąpić o jego leczenie albo nawet chroniąc siebie i dzieci po prostu odejść, by nie doszło do tragedii. Natomiast wchodzenie dopiero w małżeństwo z taką osobą jest zdecydowanie czymś innym. Jest godzeniem się nie na normalne małżeństwo tylko na funkcjonowanie z osobą już chorą i to w specyficzny, nieprzewidywalny sposób. A pamiętajmy, że jesteśmy w małżeństwie odpowiedzialni już nie tylko za siebie ale i dzieci. I nie zapominajmy, że ta odpowiedzialność rozciąga się też na tego chorego małżonka, o którego będziemy mieli obowiązek się troszczyć. A czy wiemy jak się troszczyć? Jeśli zatem jesteś w związku z osobą chorującą psychicznie musisz przede wszystkim o tej chorobie wiedzieć jak najwięcej. Jak wygląda, jak się ją leczy (lub nie leczy), jak wyglądają zachowania, czego można się spodziewać, jak długo trwają przerwy. Czy jesteś w stanie się na to wszystko zgodzić, czy jesteś w stanie w tym czasie kiedy ona będzie np. w szpitalu zajmować się wszystkim? Chodzić do pracy, utrzymywać rodzinę, jednocześnie opiekować się dziećmi, gotować i odwiedzać ją - i co najważniejsze - wyciągać ją z jej stanów psychicznych? Czy nie będzie to zbyt wiele, czy nie będziesz się złościć i mieć pretensji do losu, że Ciebie to spotkało, że (przynajmniej w czasie nawrotów jej choroby) nie masz w niej partnera?

A przecież nikt nie zdejmie z Ciebie innych obowiązków. Czy myślałeś nad tym jak pogodzisz wszystkie swoje funkcje? Czy jesteś gotowy na to, że (być może) ona nie będzie mogła całkowicie lub częściowo pracować a zatem i zarabiać a może i obowiązków domowych - w pewnych przynajmniej okresach - nie będzie wykonywać? Jak wytłumaczysz dzieciom co dzieje się z matką lub ojcem, jak będziesz chronić je w szkole, na podwórku przed złośliwymi uwagami? Co zrobisz kiedy jednocześnie Ty będziesz mieć grypę, dzieci ospę a mąż czy żona będzie miała depresję? Czy zdajesz sobie sprawę, że dzieci mogą odziedziczyć tę chorobę? Jak przede wszystkim Ty będziesz funkcjonować w układzie, o którym wiesz, że nie jest do końca taki jak u innych, a być może nikt Cię nie wesprze i jeszcze spotkasz się z wrogością, bo i tak bywa? Czy jesteś gotów do końca życia dotrzymać przysięgi, że jej nie opuścisz, nawet gdy będzie miała atak choroby i np. będzie Cię obwiniać, że jej nie kochasz albo będzie chciała popełnić samobójstwo? No i kwestia najważniejsza, którą w zasadzie należałoby poruszyć na początku – czy ta osoba w ogóle jest zdolna do pojęcia obowiązków małżeńskich, czy ma świadomość czym jest małżeństwo, czy jest zdolna do wyrażenia wolnej woli? Bo bez tego ślub będzie po prostu nieważny

Dlaczego Cię zniechęcamy? Otóż, widzisz, nie zniechęcamy ale pokazujemy jak jest potem, w małżeństwie. Zadaj sobie te pytania, wyobraź te sytuacje. Jeśli mimo wszystko Cię to nie zniechęciło i uważasz, że dasz radę - to próbuj. Jednak musisz mieć świadomość. To podstawa. Wchodząc w związek z kimś musimy mieć świadomość jego wad, ograniczeń, chorób. Musimy wiedzieć (a nie tylko ufać, że jakoś to będzie), że jesteśmy na tyle silni, że damy radę, że chcemy zaryzykować. Czy możesz w tej sytuacji na kogoś liczyć? Choćby na pomoc rodziców małżonka (bo że będzie potrzebna to przyjmij jako pewnik). Zakochanym wszystko wydaje się po przejścia, pogodzenia. Wydaje się, że wystarczy kochać. Tymczasem oprócz miłości konieczna jest wiedza, siła i chęć. I dlatego musisz wiedzieć, że czasem będziesz nie tylko mężem czy żoną ale i opiekunem i psychologiem. Pewnie to wszystko jest na ludzkie siły. Tyle, że może nie na każdego siły. Poza tym trzeba być na trudności gotowym i odpowiednio przygotowanym. Żebyście potem nie uważali się za oszukanych i bezsilnych, bo jednak nie dajecie rady. Choroby psychiczne są inne, dużo trudniejsze i przede wszystkim bardziej nieprzewidywalne niż fizyczne. Stąd musisz o jej chorobie wiedzieć jak najwięcej i być gotowym także na to od strony psychologicznej. Nie wystarczy – jak pisze autor listu – "być razem i chociaż na chwilę zapomnieć o chorobie". Jakkolwiek brutalnie to brzmi – małżeństwo nie jest instytucją charytatywną. Nie pobieramy się aby komuś pomóc, nie pobieramy się z litości ani lekkomyślnie licząc na to, że jakoś to będzie. Małżeństwo i rodzina to duża odpowiedzialność i nie wolno w sposób nieprzemyślany dokładać sobie i komuś ciężarów ponad miarę. Dlatego, że odwrotu nie ma, a skutki pochopnej decyzji będą nas obciążać do końca życia. Małżeństwo to też układ partnerski, nie tylko opiekuńczy. Można bardzo kochać dziewczynę czy chłopaka i właśnie z tej miłości nie wchodzić z nim w małżeństwo. Dla własnego i jego dobra. Lepiej czasem być dobrymi przyjaciółmi do końca życia niż poranionymi małżonkami przez krótki czas.

Dlatego nigdy nie wolno spieszyć się z decyzją, bo możemy za nią płacić przez całe życie. A ta zapłata będzie niewspółmierna do naszych (dobrych przecież) chęci. Fragment książki:
Co każdy mąż chciałby aby jego żona wiedziała o mężczyźnie Narzeczeństwo czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
To znakomite, napisane prostym, komunikatywnym językiem kompendium dla każdego chrześcijanina, który stoi przez wyzwaniami okresu narzeczeństwa...» zobacz więcej

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Tymoteusza i TytusaModlitwa do św. Tymoteusza i Tytusa

Litania do misjonarzyLitania do misjonarzy

Kropla drąży kamieńKropla drąży kamień

Jak klerycy przeżywają czystośćJak klerycy przeżywają czystość

Modlitwa do św. Pauli MontalModlitwa do św. Pauli Montal

Najbardziej popularne

Życzenia dla BabciŻyczenia dla Babci

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Wyznanie wiary - CredoWyznanie wiary - Credo

Psalm 51Psalm 51

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej