Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dziwna choroba

     - Doktorze, doktorze - wołała pani Lidia, cała wzburzona. - Wybuchła wielka epidemia! Proszę przyjść jak najszybciej, potrzebna jest natychmiastowa pomoc!

     Doktor Ezechiel o krótkiej, siwej bródce, noszący okrągłe okulary w cienkich, złotych oprawkach, stał z buteleczką antybiotyku w ręce i patrzył zdziwiony, i trochę zagniewany na swoją pielęgniarkę. Nigdy nie widział jej, przez tyle lat pracy, tak bardzo zaniepokojonej. Musiało rzeczywiście wydarzyć się coś bardzo poważnego.

     - Lidio, proszę się uspokoić, zamknąć drzwi i wytłumaczyć spokojnie, o co chodzi?

     - O, panie doktorze! Przychodnia jest pełna dzieci.

     - No i co? Dzieci są takie kochane! Czy pamięta pani Flawia, który sam, bez matki, przychodził na zastrzyk?

     - Tak, tak, przypominam go sobie, ale nie w tym problem. Dzieci, które tu czekają, mają takie dziwne twarze! Jakby to powiedzieć... wszystkie mają kwadratowe twarze!

     - Kwadratowe twarze? Niech pani nie żartuje, czy czasami pani nie napiła się czegoś?

     Tak mówiąc, doktor Ezechiel otworzył drzwi swego gabinetu... Ale co się dzieje? Ręka zawisła w powietrzu, okulary spadły na nos, usta otworzyły się z pełnym zdziwienia okrzykiem "Och!". Lidia miała rację. Wszystkie dzieci miały kwadratowe twarze. Gdyby nie zobaczył tego na własne oczy, nigdy by nie uwierzył.

     Cierpliwie zbadał każde dziecko od stóp do głów: wejrzał w oczy, skierował lampkę aż do głębi ucha, skontrolował gardło, każąc powiedzieć "aaa", posłuchał uważnie pracy płuc, pomacał brzuszek, kazał zgiąć kolana, ale nie mógł zrozumieć, dlaczego dzieci mają takie dziwne twarze.

     Co wieczór siedział w swym gabinecie aż do późna, przeglądał książki i słowniki, opisy chorób zakaźnych, ale nigdzie nie znalazł, jak należy leczyć kwadratowe twarze. Co więcej, nie znalazł nawet wytłumaczenia przyczyn tego zjawiska.

     Pewnej nocy Ezechiel, po przeglądnięciu któregoś z kolei tomu, zdrzemnął się nad jedną stroną, zmęczony i zrozpaczony. W pewnym momencie jednak z tych wszystkich napisanych na stronie słów, wyszedł karzełek, ubrany w żółte szaty, który, poruszając dzwoneczkami, zaczął skakać wokoło białej brody lekarza.

     - Obudź się i chodź ze mną! Przy pomocy tego magicznego proszku staniemy się niewidzialni.

     - Ale dokąd idziemy? - zawołał zaspany i zdumiony lekarz.

     - Do domu dzieci.

     - Ale teraz wszystkie śpią.

    - Dzięki memu dzwoneczkowi mam władzę, by czas płynął szybko. Teraz jest już ranek. Chodź! I żółty karzełek wziął za rękę Ezechiela i przeleciał z nim przez wszystkie domy.

     Ale co zobaczyli?

     O siódmej godzinie rano dzieci już oglądały telewizję. Gdy wracały ze szkoły, wszystkie oglądały w telewizji filmy o Człowieku-Pająku, o Batmanie... Około piątej po południu znowu zmieniały program i oglądały filmy rysunkowe. Wieczorem o ósmej filmy przyciągały całą rodzinę i aż do późna w nocy nikt nie kładł się spać.

     - Ale tego już za wiele! - powiedział Ezechiel - te dzieci ciągle oglądają telewizję i nie robią nic innego!

     Karzełek nic nie mówił, odprowadził doktora do jego gabinetu, ułożył się wśród słów otwartej książki na biurku i jedynie lekki dymek oznaczał jego nagłe zniknięcie.

     W tym właśnie momencie Ezechiel obudził się. Jak dziwnie się czuł!

     Wydawało mu się, że fruwał przez całą noc. Spojrzał na stronę otwartej książki, a żółta plamka jakby do niego mrugała. Założył okulary i prawie bez namysłu napisał wyraźnie diagnozę: Telewizjomania.

     Jak mógł leczyć tę chorobę? Myślał i myślał, przejrzał wszystkie swoje leki, wysypał na stół wiele kolorowych pigułek. Nie, nie! Żadna nie była dobra. Wreszcie znalazł!

     Zadowolony, zawołał panią Lidię.

     - Proszę powiedzieć, by powróciły tu wszystkie dzieci. Mogę je wyleczyć.

     Wszedł Fabrycy i usłyszał: rano i wieczorem musisz zrobić cztery przechadzki w parku.

     Markowi wręczył receptę: dziesięć okrążeń wokół fontanny oraz dwie jazdy rowerem.

     Jasiowi przepisał: Przed posiłkami i po posiłkach dziesięć skłonów, pięć koziołków, siedem skoków w dal.

     Podobne "leki" Ezechiel zapisał innym dzieciom.

     Na niedzielę wszystkim przepisał: obowiązkowa wycieczka z całą rodziną w góry, nad morze, na wieś, nad jezioro! Po długim okresie takiej kuracji, można oglądać telewizję jedynie przez pół godziny dziennie.

     Odtąd (czy uwierzycie?) dzieci w tym mieście nigdy już nie miały kwadratowych twarzy.

Flora Bresciani Nicassio


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




Poprzedni[ Powrót ] 
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej