Opowiadanie o dwóch bałwankach- Idziemy lepić bałwana?- Fajnie! Łukasz wziął Dorotkę za rękę i pobiegli razem przez ośnieżone pole. Pod samotną gruszą na miedzy leżała spora łacha mokrego, lepkiego śniegu. Wystarczyłoby go na całą rodzinę bałwanów! Dzieci raźno zabrały się do roboty. Łukasz nabrał pełną garść śniegu i starannie oblepił dół głowy, żeby nie spadła. Z reszty śniegu uformował zgrabne wąsy. - Popatrz, wygląda jak tata! - zaśmiała się dziewczynka. - Dobra, robimy tatę! Dorobienie kapelusza, okularów i teczki pod pachą zajęło kilka minut. Po chwili dzieci stały przed bałwanem podziwiając swoje dzieło. - Teraz mamę! - zawołała Dorota. Znów rzucili się turlać kule ze śniegu. Drugi bałwan wyszedł im jeszcze zgrabniej. Stanął obok taty wysoki i smukły. - Niech się trzymają za ręce - zaproponowała Dorotka. Kilka garści śniegu połączyło białe postacie mocnym uściskiem. - Teraz nos! - obwieścił Łukasz i z rozmachem ozdobił twarz bałwana sporym kawałem śniegu. - Oj, czemu taki duży? - skrzywiła się Dorota. - Wiesz co? ona wcale nie jest podobna do mamy! Łukasz cofnął się o kilka kroków, spojrzał i aż poczerwieniał ze złości. - Ty wiesz, kogośmy ulepili? Siostra spojrzała na niego pytająco. - Wysoka, chuda, z dużym nosem i wiecznie trzyma tatę za rękę... to jest przecież Monika! - powiedział cicho. - Tata kazał mówić: pani Monika... mruknęła Dorota. Chłopiec milczał. Wsadził ręce w kieszenie i kopnął leżącą obok grudkę lodu. - Nawet tutaj go nam zabrała - powiedział po chwili i nie wiadomo dlaczego pociągnął nosem. - Nie dość, że się do niej przeprowadził i nie chce do nas wrócić, to nawet nie możemy się bawić, że trzyma mamę za rękę... nie becz, przecież jesteś już duża! - To nie ja beczę - wzruszyła ramionami Dorota. Ale i ona, podobnie jak brat, miała dziwnie czerwony nos i błyszczące oczy. Łukasz wyjął ręce z kieszeni, podniósł z ziemi garść śniegu i rzekł: - Zresztą, może to i dobrze, że nie ulepiliśmy mamy... - Dlaczego? - zdziwiła się Dorota. - No pomyśl: powiedziałabyś do mamy "ty bałwanie"? - A do taty... zapytała cicho dziewczynka. Łukasz podszedł do wąsatego bałwana i położył dłoń na śniegowym ramieniu. - Wiesz, Dorota - powiedział zamyślony - tam w środku jest taki wielki kawał lodu. Dostał się tam, kiedy toczyliśmy kulę... To jest jego serce. Ale przyjdzie wiosna, zaświeci słońce i roztopi ten kawał lodu. I wtedy on przestanie być bałwanem. I wiesz - kiedy przyjdziemy tu za miesiąc, nie będzie go tu już z tą Moniką. Bo on z nią jest tylko dlatego, że jego serce zamieniło się w bryłę lodu - zimną i twardą... - Panie Boże - szepnęła Dorota - żeby już "była wiosna... niech jego serce się rozpuści... patrz, on płacze!..." Rzeczywiście, na białe wąsy spłynęło parę kropel rozpuszczonego śniegu. Może roztopiło gó słońce, wyglądające zza kępy buków na wzgórku, a może nagły podmuch ciepłego, wiosennego wiatru? - Ale na razie - westchnął Łukasz - to tylko bałwan... KRZYSZTOF WIECZOREK
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |