Jesienny różaniecSzedł Pan Jezus drogą, a Jesień układała Mu pod nogi dywan z liści czerwonych, zielonych, złotem nakrapianych, żółtych, brązowych, słońcem malowanych. Szumiały, szeleściły, szeptały coś te liście i całowały Jezusa po bosych stopach, a mgły jesienne biegły przez łąki, by otulić Mu szyję swoimi szalami, bo był już chłodny październik. Szedł Pan Jezus drżący trochę i zasłuchany w te pożegnalne szepty i poświsty, gdy nagle usłyszał coś, co Go w miejscu zatrzymało... Odwrócił się i zobaczył coś niespotykanego: chyba z pięćdziesiąt albo i więcej róż biegło za Nim, tuptając złamanymi łodyżkami...
![]() - "Gdzież to tak pędzicie, siostry różyczki?" - zapytał Jezus zdziwiony, ale trochę tak na niby, bo On już wiedział wszystko, ale chciał pozwolić różom, żeby się wygadały. - "Co zrobicie bez korzeni? Pomrzecie, biedule!" - "Uciekamy przed dziwnymi pieszczotami Października! - wyszeptały zdyszane. - Raz nas przytula do słońca, a raz ściska mrozkiem-przymrozkiem. Nie chcemy ginąć w jego uściskach. Ratuj nas! - prosiły. - Przecież nas znasz. Byłyśmy zawsze blisko Ciebie i Maryi. Weź nas ze sobą do nieba, do Niej..." Przyjrzał im się Jezus. - Tak, ta niebieska była wplątana w kaptur Anioła Gabriela zwiastującego; tą żółtą przyniósł pastuszek do stajenki; tę białą dał Józef Maryi; ta czerwona, to od krwi w Ogrójcu; ta złota chciała Go zatrzymać swoim kolcem przed Wniebowstąpieniem; o a ta czarna, to ściemniała w ciemnościach grobu; a ta zwykła, herbaciana, zgubiona została przez Maryję, gdy porwali Ją Aniołowie... Ulitował się Jezus i przytulił je wszystkie do Siebie, a że były akurat wtedy październikowe imieniny Maryi, zaniósł Jej ten bukiet, rozsypał pod nogi i powiedział: - "Weź je i zrób z nimi coś, bo to są kwiatowe wspomnienia naszych cudownych chwil na ziemi. Ileż w nich naszych i człowieczych smutków, uśmiechów i spotkań serdecznych..." Maryja spojrzała na te róże, a one w jednej chwili pogubiły swoje kolce i obsiadły Jej stopy, tuląc się jak do wiosennego słońca. Maryja brała je do rąk, a one szeptały, jak kiedyś Anioł Gabriel: "Zdrowaś Mario ..." Potem schyliła się ku ziemi, chwyciła jedną, najbardziej złotą nić babiego lata i nią zaczęła wiązać te róże-chwil- -pamiątki. A że nie przestawała się modlić, to co dziesięć róż kolorowych, wplątała różę srebrzystą z szeptem "Ojczenasz..." I tak powstało coś, jakby naszyjnik żywy i rozmodlony. A kiedy Jezus go zobaczył, pomyślał, że czegoś tu brakuje i zawiesił na nim swój krzyżyk. Nazwał go RÓŻAŃCEM i długo patrzył na niego, widząc drogę po ziemi, którą przeszedł razem z Maryją. - "Wiesz - powiedział do Maryi - pokaż go ludziom, niech po tej dróżce różami przetykanej, z krzyżykiem ciężkim, niosą do nieba swoje prośby. Przecież ja po to po ziemi chodziłem i tę drogę na krzyżu skończyłem, by oni mieli którędy dojść do nieba." Uśmiechnęła się Maryja, w ręce klasnęła i pobiegła z Różańcem na ziemię, pokazać go dzieciom. A Październik, choć róż już nie miał, sypnął pestkami, żołędziami, ziarenkami i babie lato rozsnuł, aby ludzie mieli z czego wiązać różańce i żeby nieśli na nich swoje prośby, drepcząc po śladach Jezusa i Maryi. Autor nieznany
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |