Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Piosenki i muzykowanie niosły ludzi przez pielgrzymkowy szlak

Każdy dzień pielgrzymkowy rozpoczynał się od dziękczynienia składanego Panu Bogu za szczęśliwe doczekanie kolejnego ranka i od prośby o błogosławieństwo. Nad polami spowitymi poranną mgiełką rozlegała się stara pieśń Kiedy ranne wstają zorze. Po niej odmawiano pacierze, a następnie - jak za naszych pradziadów - prosto do nieba płynęło wezwanie "Przybądź nam Miłościwa Pani ku pomocy...", czyli Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP Dalej czytano słowo Boże przewidziane na dany dzień, rozszerzone krótką nauką kapłana, aż wreszcie rycerska Bogurodzica i tradycyjna pieśń Z dawna Polski Tyś Królową - kończyły modlitwy poranne.

"BOŻA RADOŚĆ JAK RZEKA..."

Wszystko działo się w marszu, bowiem pątnicy wyruszali w drogę bardzo wcześnie. Modlitwy, nabożeństwa i stare pieśni kościelne, śpiewane także podczas codziennych liturgii, głęboko osadzały młodzież w tradycji historycznej naszego narodu, uświadamiając ciągłość wiary, pielęgnowanej poprzez wieki i pokolenia. Wyrażały jedność z tymi, którzy nam ją przekazali, i nakładały obowiązek zachowania jej dla tych, którzy przybędą po nas.

Ale gdy część poważna została już uhonorowana, jak przystało na pielgrzymkę młodzieżową, spomiędzy szeregów wystrzeliwała kaskada lekkich współczesnych piosenek marszowych o charakterze religijnym. "Śpiewaj hosanna, śpiewaj hosanna, Śpiewaj Panu, który Królem jest!" niosło się po okolicy, dopóki nie nałożył się śpiew innych idących grup. W ciągu ostatnich kilkunastu lat skomponowano tak wiele nowych piosenek, że śpiewniki pielgrzymkowe stały się niemal opasłe i w bagażu znacząco dawały znać o sobie. Każda grupa miała ulubione piosenki, każda inaczej je interpretowała, każda starała się wykonać je tak, jakby występowała przed jury złożonym ze wszystkich świętych. To było niesamowite! Ku niebu wzbijały się śpiewy jedno i dwugłosowe, przeplatały się słowa najrozmaitszych kanonów; efektowne solówki i duety odbijały się od ścian mijanych domów i grzęzły w pomroce milczących lasów. Wiatr daleko rozgłaszał, że "Dotknął mnie dziś Pan i radość ogromną w sercu mam!" Przydrożni obserwatorzy byli świadkami prawdziwej rewii piosenek religijnych. Śpiewano wszystko, łącznie z religijnymi przebojami Lory Szafran, Mietka Szczęśniaka czy Jacka Wójcickiego:

"Coś postanowił niech się ziści i woła Twoja niech się stanie, ale broń mnie od nienawiści, od pogardy zachowaj mnie Panie". Każdy tekst traktowano niezwykle serio.

W grupie biało-zielonej często słychać było śpiew w dwu językach. Laurence i Christophe prezentowali poszczególne zwrotki, natomiast refren należał do Polaków. Francuzi korzystali z własnych śpiewników, które zawierały wiele pieśni znanych i u nas. Byliśmy tym mile zaskoczeni. Ale najpiękniej brzmiały wspólne refreny z odpowiednią aranżacją tła wokalnego i akompaniamentem gitar albo trąbki. Słowa "Laudato si, o mi Signore" tak rozsławiały chwałę Pana, że mury Jerycha - gdyby znalazły się na drodze - nie wyszłyby bez szwanku z tego spotkania.

Wśród solistów grupy prym wiodła Ania z Warszawy, legitymująca się 13-letnim stażem pracy nauczycielskiej. Już pierwszego dnia, na 35 przebytych kilometrach, przy mikrofonie spędziła połowę tego dystansu, mimo to jej głos pozostał silny i czysty. Ona kierowała zespołem śpiewających i czujnym uchem wyławiała z grupy nowe talenty, by w przyszłości "swoim śpiewem mogły służyć innym". Piosenki dobierała selektywnie, eliminując śpiewy - jak je nazwała - bez treści. Wokalne tło dla jej solówek, a także brzmienie dwugłosowe, zapewniała ucząca się jeszcze Kasia i pielęgniarka Wanda, obie także z Warszawy.

W następnych dniach, śpiewające dziewczęta często były zmieniane przez swoich kolegów: Grzegorza, studenta Wyższej Szkoły Zarządzania, oraz Andrzeja z Rembertowa, który na co dzień godził pracę z nauką w LO. Pierwszy z nich należał do Schołi Gregoria- num Cantorum, która w każdy czwartek uświetnia Msze Gregoriańskie w kościele po- seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu. On też skłonił swoją siostrę Kasię, by dar pięknego głosu, jakim Bóg ją obdarzył, ofiarowała na potrzeby pielgrzymki.

Podstawowy zespół wiodący raz po raz zmieniała trójka licealistów z Mińska Mazowieckiego - dwie Anie i Darek, którzy dograli się już wcześniej u siebie, śpiewając we wspólnocie liturgicznej. Gdy pytałam, skąd znają tyle piosenek, odpowiadali, że przede wszystkim z poprzednich pielgrzymek, a także ze spotkań we wspólnotach parafialnych. Niektóre grupy miały własne śpiewniki, co znacznie ułatwiało zadanie wokalistom. Przy mikrofonie grupy złotej prym wiedli bardzo młodzi kapłani - ks. Rafał, ks. Paweł i ks. Krzysztof z warszawskich parafii: Zwiastowania NMP i Wniebowstąpienia Pańskiego.

Z ich inicjatywy pielgrzymka weszła do Niepokalanowa w takt poloneza. Na oczach licznie zgromadzonych gości, którzy w świąteczne przedpołudnie przybyli do sanktuarium, młodzi pątnicy trzymając się za uniesione ręce, dostojnie kroczyli śpiewając: "Matko Boża Jasnogórska, znów historia biec zaczyna - Polska żyje, Polska rośnie, póki słucha Twego Syna". A powtarzając refren, kończyli go słowami: "Jeszcze Polska nie zginęła, póki słucha Twego Syna!" Niektórzy spośród starszych widzów wzdychali poprzez łzy mówiąc: "O, gdyby wszyscy rodacy chcieli to zrozumieć, inaczej żylibyśmy dzisiaj" - i smutnie kiwali głowami...

Ale młodość, która szła w pielgrzymce, nie dopuszczała do siebie smutku, a jeśli przeniknął się gdzieś niepostrzeżenie - zaraz musiał odlecieć. To było szczególnie widoczne w grupie zielonej, która na każdym dłuższym postoju, po niewielkim odpoczynku, śpiewała i tańczyła. Na obwodzie koła, jak w kalejdoskopie, zmieniały się układy choreograficzne podyktowane wybujałą fantazją tancerzy.

Z tego samego powodu grupa biało-czerwona wykonywała najdziwniejsze ewolucje postawy w trakcie marszu. Ćwiczenia odbywały się na wesoło, w takt refrenu zabawnej piosenki, którą przed rokiem ułożono na cześć ogromnie lubianego, wesołego księdza Wiesława ze Skierniewic:

"Wąską ścieżką przez ogródek, idzie sobie "czarny ludek",
- Dokąd idziesz mój malutki?
- Idę do swej małej trzódki".

Potem następowało refrenowe - "pa ra ra ra ra...", przy którym zwykły marsz coraz bardziej się udziwniał. Mała trzódka, jak powiedzieli mi skierniewiczanie, to niemal połowa ministrantów tego miasta, która w służbie ołtarza znalazła się dzięki księdzu Wiesiowi. Nawet na pielgrzymce nie odstępował go najmłodszy, 5-letni Adaś.
Podczas odpoczynku jedna z grup zwracała uwagę zabawną, stylizowaną przyśpiewką góralską, na melodię znanego przed laty przeboju "Skaldów". Prosili w niej Jezusicka, co by im: "Nie zabrakło chleba, nie zabrakło gruli, Hej, ani miejsca w sercu u Twojej Matuli" (grule to ziemniaki).
Pielgrzymkowe śpiewy to była jedna, wielka, Boża radość, ale o ileż byłyby one uboższe bez oprawy muzycznej. Wśród pątników byli bowiem najrozmaitsi instrumentaliści - od profesjonalistów po ledwie przyuczonych amatorów, bo każdy chciał chwalić Boga jak potrafił. Najliczniej reprezentowane były tamboryna i przeróżne grzechotki perkusyjne, no i oczywiście - gitary. W grupie biało-złotej było ich aż siedem! Tę grupę właśnie należałoby nazwać muzyczną, gdyż obok gitar dysponowała akordeonem, fletem, wer- belkami, czynelami, tamborynami i grzechotkami. Była nawet boliwijska samponia - pamiątka misyjna - na której grała jedna z sióstr werbistek, a także .... duży, ok. 5 - kilogramowy bęben.
Wśród grających prym wodziła młodzież z Grójca i Mińska Mazowieckiego, ale flecistki były z Kołbieli, a akordeonista z Ostrówka. Akordeony miały też inne grupy. Biało-złota była bardzo liczna, stanowiła bowiem ok. 500 osób, ale formowała się przez cały rok pod kierunkiem przewodnika ks. Janusza podczas spotkań w podwarszawskich parafiach. Grupę brązową prowadził trębacz Jan, kierownik orkiestr dętych w Rawie Mazowieckiej, który, jak mówił, ze swoim instrumentem nie rozstawał się już 34 lata, ale i w biało - zielonej też była trąbka. Grał na niej Francuz Christophe, który codziennie budził swoich braci przepięknym hejnałem porannym, a potem przygrywał w drodze.
Francuzi mieli też flet - piccolo. W niektórych grupach grano na harmonijkach ustnych, czyli na organkach.
"Biało-czerwoni" używali bębenka afrykańskiego, który przywiozła pątniczka z Poznania, a "Żółci", w skład których wchodziła "mocna grupa" z Warki, zadziwiali najciekawszymi "instrumentami przystosowanymi". Ich puszki od napojów wypełnione grochem, ryżem czy kukurydzą - z powodzeniem oddawały głosy grzechotek, a puste plastikowe butelki po napojach świetnie naśladowały bęben. Podobnie jak "Zieloni", którzy tańczyli - oni na każdym postoju śpiewali aranżowane przez siebie rytmiczne piosenki, budząc ogólne zainteresowanie.

Piosenki i muzykowanie niosły ludzi przez pielgrzymkowy szlak. Bez nich wędrówka byłaby znacznie trudniejsza, a może nawet zupełnie niemożliwa. Ale to, co miało miejsce w drodze, nie oddawało jeszcze w pełni Bożej radości. Tę bowiem wyzwoliła dopiero grupa seledynowa na apelu w Brzustowie. Wielka gościnna wieś przygarnęła na nocleg całą, niemal sześciotysięczną, pielgrzymkę.

Po modlitwie i Apelu Jasnogórskim zamiast wyciszenia, dał się słyszeć głośny, radosny śpiew prowadzących. To porwało zebranych, którzy włączyli się doń spontanicznie, wywołując ogólny entuzjazm. Śpiewali i podskakiwali trzymając się za ręce, a potem klaskali w dłonie krzycząc co sił: "Jezus żyje!", "Jezus jest Panem!" I znów wyskakiwali wysoko w górę z energicznym wyrzuceniem rąk, jakby wspinając się do gwiazd.

Przy kolejnych pieśniach śpiew i okrzyki stawały się coraz potężniejsze. Było w nich tak wielkie zapamiętanie i tak nieopisana Boża radość, że aż dziwnym się wydaje, dlaczego nikt nie uleciał prosto do nieba.

Entuzjazm zdawał się nie mieć końca, bowiem żadne nawoływania ks. Rektora do zakończenia apelu nie odnosiły skutku. Nikt nie myślał o tym, że jest zmęczony, że jutro czeka go wczesna pobudka i kolejny trudny dzień. Radość kipiała. Wreszcie ktoś zaintonował spokojną, przepiękną pieśń Panience na dobranoc i dopiero wtedy żywioł uciszył się, a emocje przygasły. Wielka rzesza, trzymając się za ręce, zaczęła falować w takt melodii, po czym z każdą zwrotką szeregi załamywały się i przerzedzały, a oderwane grupki powoli rozpływały się w ciemności. Stopniowo dziedziniec kościelny opustoszał. Jeszcze tu i ówdzie błyskały światełka latarek, ale i one szybko pogasły. Boża radość zakumulowana w sercach poszła na spoczynek, aby znów się objawić, gdy nastanie świt.

Julia Szwarc


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki WiernychModlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych

Akt oddania się Maryi Wspomożycielce WiernychAkt oddania się Maryi Wspomożycielce Wiernych

Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety mają być poddane mężom?Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety mają być poddane mężom?

Medytacja: U Marii i MartyMedytacja: "U Marii i Marty"

Śmierć świętego pustelnikaŚmierć świętego pustelnika

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej