Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czarna Madonno, dzięki Ci za to wszystko

W tym roku po raz pierwszy postanowiłem wziąć udział w Warszawskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Moje pielgrzymowanie miało dwa cele: pierwszy, to uprosić łaskę dobrej żony na resztę lat, a drugie to odpowiedzieć sobie na pytanie, co pcha ludzi w ramiona Czarnej Madonny.

Gdy byłem dzieckiem, dość często jeździłem z rodzicami do Częstochowy witać pielgrzymów. Fascynowały mnie te tłumy ludzi, ale nie rozumiałem jeszcze wtedy celu i przyczyn tej "mordęgi". Już wtedy chciałem być jednym z tych śmiesznie wyglądających braci (tak mi się wówczas wydawało), ale decyzję odwlekałem w nieskończoność. To, że w tym roku poszedłem, po części zawdzięczam "Rycerzowi", w którym czytywałem barwne opisy pielgrzymkowego trudu.

W swoich oczekiwaniach nie zawiodłem się, chociaż muszę przyznać, że początek był dla mnie dość zaskakujący.

Zaskoczeniem było odmawianie trzech części Różańca św. przez osobę, która modliła się od święta. Lecz jeszcze większym zaskoczeniem była przemiana, jaka się we mnie dokonała. Budząc się o godz. 4, zaczynałem nucić sobie Godzinki (co wcześniej w ogóle było nie do pomyślenia), a odmawianie Różańca czy Litanii sprawiało mi przyjemność i ... ulgę. Szczególnie upodobałem sobie prelekcje, które w naszej grupie codziennie się odbywały. Jakiś brat lub siostra, mocno siedzący w temacie, opowiadali np. o rodzinach rozbitych i skutkach rozbicia, a potem wywiązywała się dyskusja, dyskusja życiowa, nierzadko z elementami tragicznymi. Z głośników można było usłyszeć przeplatające się wzajemnie radość i płacz. W obliczu tych wszystkich nieszczęść, o których usłyszałem, moje problemy zmalały do rangi superpodrzędnych.

To pielgrzymowanie wyrobiło we mnie również ducha zwykłej, ludzkiej solidarności. Zresztą każdy, nie tylko ja, w końcu otwierał się na potrzeby drugiego człowieka. Poczęstowanie kogoś kubkiem wody czy bułką stało się czymś zwyczajnym, nie wzbudzającym niczyjego zdziwienia. Jako wspólnota religijna staliśmy się sobie potrzebni i nikt w tamtych dniach nie czuł się osamotniony czy pominięty. Można by godzinami opowiadać o wspólnych przeżyciach, jakże bogatych, lecz nikt z nas nawet przez moment nie zapominał, że celem naszego trudu jest Madonna w jasnogórskim wizerunku. Kiedy w końcu stanąłem przed Nią, brudny i spocony, chwyciło mnie wtedy coś za gardło. Długo przygotowywana "rozmowa z Matką" gdzieś prysła. Nie byłem w stanie wypowiedzieć nawet słowa powitalnego, tylko z trudem tłumiłem płacz. Ta chwila, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy, była krótka, lecz odczułem wówczas zstępujący na mnie spokój i odprężenie. Myślę, że wszyscy wtedy, jak staliśmy, odczuwaliśmy to samo. Było to chyba najprawdziwsze zjednoczenie serc i umysłów. Zrozumiałem wtedy, co takiego ciągnie ludzi przed Jej oblicze i dlaczego warto jest ponosić pielgrzymi trud. Trud, który zwraca się stokrotnie.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej