Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Od nas wszystkich zależy - następne tysiąc lat

XV Warszawska Akademicka Pielgrzymka

Ostatni pielgrzymkowy wieczór, poprzedzający wejście do Częstochowy, był inny niż poprzednie. Na polach namiotowych i w zagrodach - jak okiem sięgnąć, wrzały gorączkowe przygotowania: czyszczono odzież, rozwieszano pogniecioną, aby się wyprostowała; gorączkowo prano bluzki i skarpetki, myto głowy i modelowano fryzury. Wszystko musiało być najświeższe, najczystsze i najpiękniejsze, godne Królowej, przed którą każdy tak bardzo pragnął stanąć. A potem jeszcze uroczysty apel wieczorny - wielka gala w obecności dwóch księży biskupów, którzy zaszczycili pielgrzymów swoją obecnością.

Niekończące się brawa, okrzyki i śpiewy...

Dzięki ci, Księże Przewodniku, za zorganizowanie tej pielgrzymki i wielką troskę, jaką nam okazywałeś! Dzięki wam, kapłani, za to, że przez całą drogę leczyliście i kształtowaliście nasze dusze; za to, że codziennie umacnialiście nas Chlebem Życia! Dzięki 26 lekarzom i 211 pielęgniarkom za zachowanie sprawności naszych ciał! Dzięki służbom kwatermistrzów obiadowych i noclegowych oraz zaopatrzeniowcom za zabezpieczenie normalności egzystencji naszej olbrzymiej gromady! Dzięki przewodnikom tras za to, że nie pozwolili nam błądzić; porządkowym za to, że nikt się nie zgubił, ani nie uległ wypadkowi; łączności - za nagłośnienie pielgrzymki i stały kontakt z całością! Dzięki służbie "Sanepid" za uprzątanie odpadków i "ułomków" z naszych skromnych biesiad! Dzięki służbie specjalnej i całej pracowitej bazie! Nade wszystko zaś - DZIĘKI JEZUSOWI I JEGO MATCE PRZENAJŚWIĘTSZEJ za przeżycie tej Świętej Przygody, która zbliżyła nas do Boga i pozwoliła spędzić 10 dni w innym, lepszym, Bożym i błogosławionym świecie! Dzięki wszystkim za wszystko!!!

"Polska żyje, Polska rośnie, póki słucha Twego Syna"

Noc nad Jaskrowem rozgościła się już na dobre, ale z nadmiaru wrażeń trudno było zasnąć, tym bardziej, że długo jeszcze po rozległych polach niosły się tęskne śpiewy. W tę noc jedno było pewne: kto przeszedł przez życie nie przemierzywszy nigdy pielgrzymkowego szlaku, ten bezpowrotnie utracił coś wielkiego i niezwykle pięknego; ten zubożył swoją duszę... O 3 - pobudka. Szybkie pakowanie, pośpieszna toaleta poranna... Nasza młoda gospodyni (biało-czerwonych) też już wstała (!!!), by ugotować nam wody na herbatę. Boże! Błogosław jej, błogosław nieustannie! Czoło pielgrzymki ruszyło szybkim krokiem - pierwszy, jak zawsze - krzyż Pana naszego. Jeszcze Górka Prze- prośna, jeszcze pół kilometra piachów, jeszcze jeden odpoczynek, czyszczenie zakurzonych butów, ostatnie tańce grupy zielonej i błękitnej S - i ... ostatnia droga do celu.

Kolumna uformowała się w marszu. Przed Częstochową włączył się do niej ks. bp S. Kędziora, a na rogatkach miasta - ks. bp Orszulik. Poczuliśmy się zaszczyceni. Pielgrzymka kroczyła spokojnie i z godnością. W jednym z pierwszych szeregów szła para młodych nowożeńców - Michał i Kasia odziani w stroje ślubne. Ponad domami ukazała się wieża Jasnej Góry - ta sama, na którą w historii czyhało tylu wrogów; ta sama, na widok której, majaczącej jeszcze we mgle, klękaliśmy w przeddzień na środku szosy. Wieża Jasnogórska... symbol Polski katolickiej. To był zwykły dzień roboczy, ale na ulicach stało dość dużo ludzi. Witali nas i przyglądali się. Ale byli też i obojętni, a nawet tacy, którzy odwróciwszy oczy od pielgrzymki - uporczywie wpatrywali się w wystawy sklepowe. Wielki "robak" musiał drążyć ich dusze... No cóż... Samo życie...

Aleja Najświętszej Maryi Panny z każdym krokiem przybliżała nas do Jasnej Góry, aż wreszcie doszliśmy. Krzyż niesiony przez Jerzego pokłonił się świętym murom; pielgrzymi przyklękli. Z wysokości wałów witał nas Ksiądz Rektor, który przedstawiał każdą wchodzącą grupę. Nie byliśmy pierwsi, bo przed nami weszły już pielgrzymki z Siedlec i Płocka. Rzeka głów już od trzech godzin płynęła ku bramom klasztoru. I oto one: brama Lubomirskich; po niej druga - Matki Boskiej Zwycięskiej; i następna - Matki Boskiej Bolesnej; i ostatnia - brama Jagiellonów. Serca biły coraz mocniej...

Dziedziniec duży... przejście obok wieży... dziedziniec mały i... kaplica kryjąca w sobie najświętszą naszą świętość narodową - Cudowny Obraz Królowej Polski. Krzyż pochylił się niziutko. Pątnicy padli na kolana albo na twarze. Maryjo, Matko nasza... Kochamy Cię... Kochamy Twego Syna... Zmiłuj się nad nami... Chwila bezruchu minęła jak sen. Trzeba było wyjść, by inni mogli choćby przejść przez kaplicę. Tego dnia miało przewinąć się tędy sto dziesięć tysięcy ludzi (!!!) - pielgrzymów z różnych stron... Tylko para młodych podeszła do ołtarza, by odnowić zawarty przed tygodniem ślub. Reszta wyszła.

Pomiędzy wejściem na Jasną Górę a planowaną godziną rozpoczęcia Mszy Św., było wystarczająco dużo czasu, by odebrać z samochodu swój plecak i znaleźć jakiś nocleg, który pozwoli pozostać do następnego dnia, na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Nie było to łatwe, ale jakoś się udało. Gościnny dom pani Krysi w dwóch pokojach przygarnął aż 30 pątników z różnych pielgrzymek. Najbliższą noc mieli spędzić obok siebie przybysze z Warszawy, Lublina, Łodzi, Opoczna, Kalisza, Zamościa, Legionowa, Siedlec i Radomie k. Błonia. Było ciasno, ale serdecznie, jak na pielgrzymce, bo pani Krysia wszystkim matkowała. Zostawiwszy swój bagaż, poszłam witać następne wchodzące pielgrzymki: zamojską i lubelską, a potem pątników z Salezj ańskiej Grupy Ewangelizacyjnej. Wszystkie szły głośno i radośnie, a tak tłumnie, że trudno było przecisnąć się na drugą stronę alei.

- Gdzie są ci - myślałam - którzy mówili, że po upadku socjalizmu kościoły będą świeciły pustkami?!!!

W każdej z pielgrzymek młodzież stanowiła znaczną przewagę, tryskając tą wielką radością Bożą, która jak rzeka wlewała się na jasnogórskie błonie. Salezjańczycy czekając na wejście - tańczyli przed bramą. Wiadomo... "Ksiądz Bosko zawsze radosny..."

Moją uwagę zwróciła grupka niepełnosprawnych - dwoje na wózkach i kilku towarzyszących. Sądziłam, że przybyli z którąś pielgrzymką, ale okazało się, iż są to podopieczni z Domu Opieki Braci Albertynów i przyszli tylko popatrzeć. Pełna pokoju i miłości twarz młodego brata, ich opiekuna, była urzekającym dowodem Miłosierdzia Chrystusowego. Nie często spotyka się na co dzień tak promienne twarze... Na Mszy św. odprawianej na wałach, znów spotkała się cała XV WAPM pod swoimi znakami.

"Pokój z tobą"... ostatni uścisk rąk. Ostatnia wspólna Eucharystia... Tu i ówdzie słychać było płacz. Ksiądz Krzysztof z zielonej nazwał go przed rokiem wołaniem o ratunek, bo dla niektórych wszystko piękne, dobre i pełne miłości skończyło się. Trzeba było wracać do siebie, trzeba było żyć. Jak żyć?!!! Jeszcze kilka wspólnych zdjęć, wymiana adresów, uścisków i pocałunków... Do zobaczenia za rok!...

Tymczasem nadeszła "Warszawa paulińska", ta zasadnicza, olbrzymia, kilkunastotysięczna. Otwierało ją Wojsko Polskie. Na przedzie niesiono krzyż Pański z przewieszoną stułą, której napis głosił: "Bóg Honor Ojczyzna". Za nim szła orkiestra wojskowa - wielki bęben, tuby... Blask słoneczny padający na lśniący mosiądz sprawiał, że robiło się jeszcze bardziej gorąco, a tu trzeba było bacznie uważać, by niczego nie uronić.

Szli w szyku, w nowiuteńkich mundurach polowych - zmęczeni, opaleni, ale radośni. Obok, księża kapelani. Pierwszy raz w życiu widziałam stułę na bluzie moro. Ludzie wołali: "Szczęść Boże Armii Polskiej!", "Niech Bóg błogosławi polskich żołnierzy!" A oni szli i szli... Kielecki, Pomorski, Krakowski, Zamojski, Śląski Okręg Wojskowy, Marynarka Polska i Ordynariat...

Podhalańczycy mimo upału - obowiązkowo w eleganckich pelerynach i kapeluszach z piórem - pełen szyk; Marynarka - na biało... Szeregowcy... kaprale, podoficerowie i najwyższa kadra oficerska... Ilu ich?... Przed rokiem było czterystu, a teraz ponoć dwa i pół tysiąca. Jeden z kapelanów - zapytany - odpowiedział, że ponad 60% oczyściło w drodze swoje dusze w Sakramencie Pokuty...

Weszli do Kaplicy Królowej Polski - w szyku, po wojskowemu, z honorami. Przed Nią - Bogurodzicą Dziewicą, Bogiem sławieną Maryją ugięli kolana. A potem już stojąc - "Jeszcze Polska nie zginęła" - huknęli pełną piersią wraz ze swą orkiestrą. Zrobiło się tak głośno, że z przerażeniem myślałam o szacownych murach, aby ich nie uszkodził powstający rezonans. Powietrze drżało. A potem był Apel Jasnogórski, w którym nie wierząc własnym uszom słyszałam, że: "Już dzisiaj zależy od polskich żołnierzy, następne tysiąc lat". Ludzie płakali, ja też... Już dzisiaj zależy od polskich żołnierzy, od polskiej młodzieży, od polskich matek i ojców - od nas wszystkich - następne tysiąc lat.

Julia Szwarc


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Jacka OdrowążaModlitwa do św. Jacka Odrowąża

Litania do św. Jacka OdrowążaLitania do św. Jacka Odrowąża

Aby przestać pić trzeba wierzyć, że to jest możliweAby przestać pić trzeba wierzyć, że to jest możliwe

Czy Bóg przestaje być Bogiem?Czy Bóg przestaje być Bogiem?

Otwarcie drzwi jest symbolem otwarcia życia dla BogaOtwarcie drzwi jest symbolem otwarcia życia dla Boga

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej