Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Pielgrzymka do wojny świętej

Chrześcijanie znów nie mogą zobaczyć miejsc związanych z życiem Jezusa

Z kraju, dzięki telefonom komórkowym, dochodzą straszne wiadomości. Rodziny podróżnych mówią o tym, co widzą w telewizji: o walkach, które przybierają na sile, terrorze, linczach, zamykanych miastach.

W takich nastrojach płynęli w połowie października pielgrzymi z Wenecji do ogarniętej nowym konfliktem Ziemi Świętej.

Bez pewności

Piloci grup turystycznych milczą i niewiele tłumaczą. Obiecują tylko, że wszystko wyjaśni się na Cyprze. Pielgrzymi uruchamiają tymczasem wszelkie kontakty, by porozumieć się z ambasadą polską w Izraelu.

Na dzień przed dotarciem do portu w Hajfie ambasada uspokaja, że jeżeli prom jest w drodze, to podróżni nie powinni niepokoić się. Nie zalecają wprawdzie rodakom, by się teraz wybierali do Izraela, ale jeśli już się jest w podróży, to z dotarciem do celu nie powinno być źle.

- Bądźcie spokojni - uspokaja również żydowska dziewczyna wracająca z Grecji, gdzie jest pilotką wycieczek turystycznych. - To jest cypryjski prom, a Cypryjczycy nie pozwolą sobie na taki ruch. Na pewno dopłyniemy do Izraela.

Jednak na pytanie, czy władze pozwolą nam odbyć pielgrzymkę i zobaczyć to, co chcemy zwiedzić, nie umiała odpowiedzieć.

Meksykanie, którzy płyną kilkudziesięcioosobową grupą, nie tracą nadziei. Wieczorem gromadzą się na górnym pokładzie i siedząc na czerwonych ławkach swoim melancholijnym śpiewem rozrzewniają wszystkich podróżnych.

- Zawsze mówiłam dzieciom, że do Ziemi Świętej pojadę na pewno - wspomina pani Teresa. - Jeśli nie będzie to za życia, to po śmierci pierwsze kroki skieruję tam. Nie wyobrażam sobie, by teraz miało się to nie spełnić. Wierzę, że dopłyniemy.

Betlejem niebezpieczne, Nazaret chłodny

Pierwsze kroki mieliśmy skierować do Betlejem. - Miasto jest zamknięte i dlatego nie pojedziemy tam - łamaną polszczyzną i z rosyjskim akcentem mówi Zoja, żydowska przewodniczka pochodząca ze Lwowa, która od dziesięciu lat mieszka w Izraelu. - Zmieniamy plany i jedziemy do Galilei - informuje grupę z Poznania, której większość stanowią pracownicy służby zdrowia.

Zoja jest zachowawcza, a nawet bardzo ostrożna. Stara się nie mówić o wojnie. Kiedy pielgrzymi w drodze do Nazaretu na kolejnym już przystanku autobusowym widzą grupy uzbrojonych żołnierzy, tłumaczy, że to dziewczyny i chłopcy wracający z weekendu do swoich jednostek.

Pielgrzymi, którzy próbowali dotrzeć przed nami do Betlejem, opowiadają, że jego bramy są najczęściej zamknięte.

- Musielibyśmy zmienić autobus, przewodnika i kierowcę żydowskiego na palestyńskiego. Wtedy może byłoby spokojnie - mówi pielgrzym z grupy, która nie dotarła do miejsca narodzin Jezusa. Pociesza się jednak, że gdyby wjechali, to pewnie ich autobus i tak zostałby obrzucony kamieniami.

Niektórzy mieli jednak więcej szczęścia. - Bogu dzięki, że udało nam się tam być i to o tym czasie - zwierza się warszawiak, który wraz z grupą tylko do Jerycha nie został wpuszczony.

Istotnie, jeśli spróbuje się wjechać do miasta nie od strony Jerozolimy, może się udać. Ale Zoja na propozycję podjęcia prób udania się do Betlejem, ma tylko jedną odpowiedź:

- Niebezpieczne!

Zawiedzionych pociesza ksiądz Ryszard: - Zawsze bardziej przeżywa się to, czego się nie mogło zobaczyć i dotknąć niż to, co można było przeżyć.

O osiemnastej w Nazarecie muezin wzywa na modlitwę. Na placu położonym poniżej Bazyliki Zwiastowania muzułmanie gromadzą się na wieczorną modlitwę. - To jest właśnie wojna - mówi pan Andrzej. - Cicha, chłodna wojna. Meczetu nie ma, ale i tak jest.

Meczet ma stanąć w takim miejscu, że zasłoni bazylikę. Na płocie okalającym plac, na żółtej plandece widnieje napis: "Meczet przed bazyliką jest symbolem harmonii i dobrego sąsiedztwa". Mężczyźni przed wejściem do prowizorycznego namiotu zdejmują buty i składając nabożnie ręce ustawiają się w równe szeregi.

Z nieba spada nagle ulewa, która zamienia ulice w potoki. Wszyscy uciekają do okolicznych sklepików albo chowają się pod pobliskie zadaszenia. Deszcz, charakterystyczny dla tych stron, nie przerywa jednak modlitwy muzułmanów.

Pusta Jerozolima

"Via Dolorosa" miała być zatłoczoną i pełną gwaru ulicą. Tymczasem jest pusto. Czasami tylko jakiś sklepikarz zachęci, by wejść do jego sklepu. Słychać nieśmiertelne: - Jedna dolar!

Wokół roznosi się zapach mydeł, ziół, drzewa oliwkowego. Ta pustka podpowiada, że miasto nie żyje swoim naturalnym życiem.

Na rogach nudzą się młodzi, uzbrojeni żołnierze. Jedzą hamburgery i piją coca-colę. Niektórzy bawią się z dziećmi zainteresowanymi bronią i amunicją. Amerykańscy dziennikarze, z ciężką kamerą na ramieniu, rozglądając się szukają tematu, ale w okolicy nie dzieje się nic ciekawego: nie słychać odgłosów wojny, nie widać nikogo, kto zachowuje się agresywnie. Reporterzy sprawiają wrażenie zawiedzionych.

Nie miało być czasu i sprzyjających okoliczności na modlitwę podczas Drogi Krzyżowej, tymczasem przy niektórych stacjach można ze spokojem pomedytować. Dopiero w pobliżu Ściany Płaczu czuć, że to Jerozolima, że to Sukot, czyli Święto Namiotów. Ze wszystkich stron ściągają Żydzi na modlitwę. Wielu niesie zapakowane w folię gałęzie, aby wziąć udział w obrzędzie zwanym "branie lulaw". Ojcowie ciągną swoich synów, otwierają przed nimi Księgi, tłumaczą, wyjaśniają.

Sukot jest świętem radosnym. Na dachach domów, na pamiątkę koczowania na pustyni po wyjściu z Egiptu, konstruuje się namioty, w których obecnie rodzina spotyka się przynajmniej na posiłkach.

Przy wejściu pod Ścianę Płaczu grupa Żydów przekazuje sobie z rąk do rąk bukiet czterech gatunków: etrog, owoc przypominający wielką cytrynę, który oznacza doskonałość Abrahama oraz bukiet o ściśle określonym składzie: gałąź palmy, symbolizującej Izaaka złożonego na ofiarę, dwie gałęzie szybko usychającej wierzby, przypominającej Józefa umarłego najszybciej spośród swego rodzeństwa i trzy mirtu, by przypominać Jakuba, który dał początek Izraelowi. W lewej ręce trzymają etrog, w prawej lulaw i wymachując nimi, z radością zwracają się na cztery strony świata. Nad nimi czuwają żołnierze w kuloodpornych kamizelkach. Opancerzone samochody wojskowe mają włączone silniki, ale biorący w obrzędzie udział mężczyźni nie zauważają ich.

Szczęście w czołgu

Raja, matka dwóch synów, mówi ze spokojem: - Młodszy jest za młody na wojnę. Starszy jest w armii, ale siedzi w czołgu. I całe szczęście! To go uchroni przed nieszczęściem.

Wśród zwykłych ludzi panuje przekonanie, że teraz jest tu najgorzej od pięćdziesięciu lat i nawet optymiści, którzy przywykli do stanu napięcia i ciągłych nawrotów przemocy, nie kryją zakłopotania. - To, co teraz się dzieje między nami a Palestyńczykami nie wróży niczego dobrego na przyszłość - mówią w domu Rai. - Nawet najmędrsze rokowania niewiele pomogą.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej