Dzisiejsza buzaBuzujące latoBył rok 1913. Na Bałkanach trwała wojna. Do Białegostoku przybyli Macedończycy. Dosłownie kilku mężczyzn. Uciekali przez wojenną pożogą, wędrowali za chlebem. Szukając źródła dochodu, zaczęli produkować buzę. Białostoczanie z miejsca oszaleli na jej punkcie. - Buza to tradycyjny napój, popularny na Bałkanach czy w Turcji - tłumaczy Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego w Białymstoku. Tam wyrabiana jest głównie z kukurydzy. U nas przybysze zaczęli robić ją z kaszy jaglanej. Tak powstał niepowtarzalny napój. - Receptura jest dosyć prosta. Sekret tkwi w proporcjach. Rozgotowuje się kaszę jaglaną, dodaje cukru, drożdży. Powstaje zawiesisty biało-szarawy napój. Doprowadza się go do lekkiej fermentacji. I gotowe - mówi Andrzej Lechowski. - Napój nie jest klarowny. Smak ma słodkawo-kwaskowaty, a przy tym jest bardzo mocno gazowany. Tradycyjnie podaje się go z chałwą. - Kawę pije się w kawiarniach, a buzę w buznach - dodaje Andrzej Lechowski. W dwudziestoleciu międzywojennym w Białymstoku funkcjonowało aż pięć takich lokali, o nazwach tak wdzięcznych jak Bałkan czy Orient. Wszystkie w samym centrum miasta. Nie sprzedawano w nich alkoholu, były oazami spokoju. Bardzo elegancko wyposażone w marmurowe stoliki i stylowe krzesła, klimatem przypominały raczej cukiernie czy pijalnie czekolady. Później zresztą poszerzono ich asortyment również o kawę i ciastka. Były oblegane przez młodzież gimnazjalną. Zawrotna kariera "buzowników", o których Biaiostoczanie mówili "nasze Ma- kedońce", trwała do wojny. Kiedy w 1941 r. po raz drugi wkroczyli tutaj Niemcy, przybysze z Bałkanów wrócili do ojczyzny. - Po wojnie buza nadal była bardzo popularna. Ludzie robili ją w domach. Produkcję zaczął lokalny przemysł spożywczy. Pojawiła się w sklepach. Wyparły ją dopiero wody gazowane, oranżady czy lemoniady - mówi Andrzej Lechowski.
Od paru lat zainteresowanie buzą powraca. - W paru miejscach w Białymstoku można jej spróbować, ale często są to już wariacje na temat buzy. Niektórzy wrzucają do niej rodzynki, cytryny, kostki lodu - zaznacza dyrektor Muzeum Podlaskiego, nie kryjąc, że budzi to u niego mieszane uczucia. Mnie taka nieortodoksyjna wersja nawet smakowała.
Sylwia Gawrysiak Tekst pochodzi z Tygodnika Idziemy, nr 668
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |