Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Pan Józef - epitafium dla przyjaciela

Kilka lat temu, przeglądając zeszyty mego syna, wtedy ucznia czwartej lub piątej klasy szkoły podstawowej, na jednej ze stron kajetu od języka polskiego spostrzegłem tytuł wypracowania: "Opisz swego przyjaciela".

Zaciekawiony, zagłębiłem się w lekturze, pragnąc dowiedzieć się czegoś bliższego o przyjacielu syna. W miarę czytania byłem coraz bardziej zdumiony i zbulwersowany: syn opisywał przyjaciela, którym był, ni mniej, ni więcej, tylko ponad sześćdziesięcioletni mężczyzna. A więc Krzyś, mając lat trochę ponad dziesięć, wybrał sobie na przyjaciela człowieka, który bujną młodość miał już za sobą, a dziś, mieszkając samotnie, imponował chłopcu swoją postawą i postępowaniem.

Nic na razię nie mówiąc synowi, zainteresowałem się jego przyjacielem. Okazało się, że Krzyś poznał go w kościele, gdzie od najmłodszych lat służył do Mszy św. Dowiedziałem się również, że pan Józef - gdyż takie miał imię - jest wiernym czcicielem Maryi i mieszka w sąsiednim bloku na najwyższym piętrze. Często uczęszczał do kościoła i opiekował się ministrantami. Od kilku lat był na emeryturze, podobno zmienił radykalnie swoje, kiedyś nieco burzliwe i nie zawsze chwalebne, życie.

Pewnego wieczora, będąc w domu sam na sam z synem, spytałem go o opisywanego przyjaciela.

- Tatusiu! - z entuzjazmem zawołał Krzyś. - Pan Józef to prawdziwy mężczyzna! Zawsze dotrzymuje słowa, nie tak jak inni koledzy. Kiedyś był sportowcem, umie świetnie opowiadać... A czy ty wiesz, jakie on ryby łowi, jaki ma sprzęt wędkarski?! Tatusiu, weźmy go kiedyś na wspólną wyprawę wędkarską!

- No dobrze, synku, ale przecież pan Józef jest trochę za stary dla ciebie, żebyś się mógł z nim przyjaźnić.

- E tam, wiesz, tatusiu, jak fajno się z nim rozmawia? Czasem po Mszy św. rano, wtedy kiedy idę później do szkoły, zaprasza mnie do siebie na śniadanie. Smaży dla nas obu jajecznicę z ośmiu jaj, a chleb ma zawsze bardzo świeży. Świetnie jest u niego. Ma mnóstwo świec, setki, takich dekoracyjnych o różnych kształtach...

Śledziłem uważnie wzrastający entuzjazm Krzysia. Policzki mu poczerwieniały, oczy były błyszczące. Ten zazwyczaj małomówny chłopiec teraz z werwą opowiadał o tym dziwnym człowieku. Zaproponowałem mu więc, żeby zaprosił pana Józefa do nas na herbatę. Był tym szczerze rozradowany.

Sam zacząłem obserwować znajomego z ulicy i z kościoła. Spostrzegłem, że musiał być nie najzdrowszym człowiekiem, gdyż chodził bardzo powoli. Był potężny, wybitnie przystojny, miał zgrabną sylwetkę. W drodze z kościoła do domu często przystawał, żeby porozmawiać ze spotkanymi znajomymi. Był uśmiechnięty, widać było jego dla nich życzliwość. Dla dzieci miał w kieszeni cukierki, po które często sięgał.

W któreś niedzielne popołudnie syn przyprowadził pana Józefa do nas. Gość ubrany w ciemny garnitur i jasną, ładnie wyprasowaną koszulę z dobrze zawiązanym krawatem. Mojej żonie wręczył zgrabny bukiecik kwiatów. Spodobał nam się jego bezpośredni sposób prowadzenia rozmowy. Lubił trochę przesady w opisach przyrody i wyczynów wędkarskich czy sportowych... Spostrzegłem, że entuzjazmował się wszystkim jak małe dziecko i to może właśnie potrafiło tak bardzo zbliżyć go do młodzieży. Przy okazji dużo mówił o Niepokalanej i swej ogromnej czci dla Jej sanktuarium w Niepokalanowie.

Słuchając tego, co mówi i jak mówi, można by go uważać za bigota i początkowo trochę takie odniosłem wrażenie. O sprawach wiary w naszym domu zawsze rozmawiało się z pewną rezerwą, nigdy z młodzieńczym entuzjazmem. Ale gdy posłuchałem pana Józefa dłużej, pomyślałem: "a może to nie jest udawane?..."

Nie upłynął rok od tego spotkania, a przy naszej kaplicy powstaje Rycerstwo Niepokalanej. Pan Józef znajduje się, oczywiście, w pierwszym szeregu jako współorganizator i propagator. Wierńy zasadom św. Maksymiliana, rozdaje na prawo i lewo cudowne medaliki, które przywozi z Niepokalanowa i których ma zawsze po kilkanaście w każdej kieszeni. Propaguje Rycerstwo i głęboką wiarę w Niepokalaną w każdym środowisku, nie zwracając uwagi, czy znajduje się wśród wierzących, ateistów czy ludzi innego wyznania. Niekiedy to narzucanie swego punktu widzenia na szereg spraw związanych z wiarą jest denerwujące. Czasem ludzie, nie chcąc sprawiać mu przykrości, unikają go, lecz więcej jest tych, których zaraża swym - niekiedy naprawdę czysto dziecięcym - entuzjazmem.

Posiada zawsze dalekosiężne plany i szerokie perspektywy. Przypominam sobie, gdy zabrałem go któregoś lata do krewnych w Bory Tucholskie, gdzie naprzeciw budynku, w którym mieszkaliśmy, znajdowała się figura Matki Bożej Różańcowej, to już po odmówieniu przed nią pierwszej modlitwy postanowił ją oświetlić. Dokonuje zaraz wstępnych pomiarów długości potrzebnego kabla, rysuje plan podłączenia do transformatora i podaje sposób przeciągnięcia kabla pod szosą. Syn mój, natchniony jego optymizmem, okazał również gotowość do realizacji tego planu.

Niektóre pomysły, nawet te nierealne, pan Józef wspiera tak wielką wiarą i zapałem, iż trudno oponować. Żyjąc w zasadzie samotnie, zajmuje się również malowaniem obrazów. Widać posiada talent i kilka z jego obrazków jest naprawdę udanych. Maluje dobrze technicznie głowę Chrystusa cierniem ukoronowanego i bardzo pragnie, by obraz został powieszony w kaplicy, ofiarowując go proboszczowi. Proboszcz umieścił go jednak w pokoiku biura parafialnego. Mimo że jest tym faktem zawiedziony, nie daje tego po sobie poznać. Wierzy jednak ciągle, że obraz ten będzie w przyszłości "cudownym". Pan Józef pomaga również przy prowadzeniu kroniki Rycerstwa Niepokalanej. Jest entuzjastą "nowej fali", która wtargnęła do Polski po sierpniowych dniach 1980 roku.

Choroba wieńcowa jednak coraz częściej daje się we znaki. Mimo to nie przestaje pracować społecznie. Udziela się teraz także w parafialnej akcji charytatywnej, pomagając przy rozdziale zagranicznych paczek dla ludzi potrzebujących.

Codziennie na porannej Mszy Św., z różańcem w ręku, rozmodlony i wpatrzony w oczy Królowej naszej Ojczyzny i całego świata, zagłębia się w medytacji. Często, gdy brak ministranta, staje przed ołtarzem, zawsze pełen pokory i wewnętrznej radości, że może służyć przy spełnianiu Najświętszej Ofiary.

Od czasu do czasu jeździmy na ryby, wtedy opowiada ze swadą o swych dawnych wędkarskich sukcesach. Niekiedy ponosi go fantazja. Widząc jednak, jak Krzyś z otwartymi ustami słucha jego opowieści, staram się ich nie prostować. W trakcie rozmaitych czynności pamięta zawsze, by w południe i wieczorem odmówić "Anioł Pański", angażując w tę modlitwę wszystkie przebywające z nim w danym momencie osoby.

Pewnego jesiennego popołudnia przybiegły do domu dzieci powiadamiając, iż pan Józef miał wyiew krwi do mózgu i zabrano go do szpitala. Kiedy go odwiedziłem następnego dnia, okazało się, że lewą stronę ma całkowicie sparaliżowaną, jednakże można było się z nim porozumieć. Jest pełen wiary, pragnie szybko wrócić do domu. Po kilkunastu dniach sąsiedzi na własną prośbę odbierają go ze szpitala i przywożą do domu. Ustalają całodobowe dyżury, odwiedzają go księża ze świętymi sakramentami, okoliczni znajomi i przyjaciele, dla których był zawsze naprawdę dobrym człowiekiem. W czasie tych odwiedzin widać w jego oczach i na twarzy radość i wdzięczność dla wszystkich. Chwile jego życia są już jednak policzone. Czwartego dnia, po przyjęciu Pana Jezusa, następuje kolejny wylew i po ' kilku godzinach, w spokoju, wśród wielu przyjaciół, oddaje ducha ukochanej Matce w niebie, która na pewno zaprowadziła go do swego Bożego Syna.

Matka Boża Niepokalana zabrała go do siebie, jednego ze swych wiernych synów i rycerzy, przyjaciela ludzi, entuzjastę i swego szaleńca. Wielu z nas długo będzie mieć tę postać przed oczami, wierząc, iż odpokutował przewinienia młodszych lat już tu na ziemi i jeżeli tak bardzo powierzył się Tej, która nigdy nie opuszcza swych dzieci, to Ona poprowadziła go do wiecznej szczęśliwości. My jednak, zgodnie z chrześcijańskim zwyczajem, polecajmy miłosiernemu Bogu w swych modlitwach tego skruszonego imiennika Opiekuna Bożej Matki.

Grzegorz Kamieński



   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Nawrócony zbrodniarz - świętym?Nawrócony zbrodniarz - świętym?

Problematyka masonerii współczesnejProblematyka masonerii współczesnej

Jaka była rodzina św. Maksymiliana KolbeJaka była rodzina św. Maksymiliana Kolbe

Sprawdzian z uczciwościSprawdzian z uczciwości

Życzenia dla kapłanaŻyczenia dla kapłana

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej