Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Siła wielu pokoleń

     SĄ ZAPRZECZENIEM PESYMISTYCZNYCH TEORII, ŻE RODZINA NIE JEST MODNA! WIELOPOKOLENIOWE ZJAZDY RODZINNE ŚWIĘCĄ BOWIEM SWOJE TRIUMFY. CORAZ CZĘŚCIEJ NA MIEJSCE SPOTKANIA WYBIERAJĄ LICHEŃSKIE SANKTUARIUM.

     Rodzina – grupa ludzi połączonych więzami krwi; „podstawowa komórka społeczna” – mówiąc językiem socjologów; wielopokoleniowa mądrość życiowa i silna tradycja warunkująca ciągłość rodu. Nikt z nas nie jest samotną wyspa, każdy skądś i od kogoś pochodzi, każdy z nas ma nazwisko określające jego przynależność rodową. O tym, jak ważna jest znajomość własnych przodków, cioć, wujków i kuzynostwa przekonują uczestnicy zjazdów rodzinnych, jakie do tej pory odbyły się w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu.

     Pierwszym dużym spotkaniem był zjazd rodziny Teresy Łuczyńskiej z Konina zorganizowany kilka lat temu. Na międzypokoleniowe spotkanie zjechała się tu rodzina z całej Polski i z różnych stron świata. Pobyt w Sanktuarium potraktowano jako spotkanie – w przypadku niektórych gałęzi rodziny – odświeżające kontakty lub służące nawiązaniu nowych. A było o czym rozmawiać – rodu nie ominęła bowiem tragedia – wywózka na Sybir. A kto lepiej przekaże młodym pokoleniom informację o tej rodzinnej gehennie niż ci, którym udało się spotkać bezpośrednio z historią zesłanych? Takiej siły nie mają żadne podręczniki historii. Dlatego podczas spotkań jest wiele wzruszeń i wiele odkryć. Dlatego te chwile są tak cenne dla uczestników zjazdów.

     – Moi bliscy byli zachwyceni spotkaniem. Dostałam nawet listy z podziękowaniami” – wspominała Teresa Łuczyńska.

     Co powoduje, że na miejsce zjazdów wybierany jest Licheń? – Chcemy dziękować Bogu za rodzinę, za to, że jest z nami w dobrych i złych chwilach, że młode pokolenia zadbają o ciągłość familijnych tradycji – mówią przedstawiciele starszego pokolenia.

     Spory i odkrywanie korzeni

     Potem za ciosem poszli Kabałowie. We wrześniu 2008 roku około 50 członków rodu spotkało się w domu pielgrzyma ARKA. To połowa rodziny, o której istnieniu wiadomo. Niestety, z różnych względów – osobistych, zdrowotnych – nie wszyscy mogli na spotkanie dojechać. Niemniej było ono udane i niewykluczone, że będą jeszcze kolejne odsłony. Pomysł spotkania klanu Kabałów zrodził się dość przypadkowo. – Kiedyś zobaczyłam w Sanktuarium swoje kuzynki. Z rozmowy wyniknęło, że warto byłoby się spotkać w większym gronie. Przy okazji kolejnej wizyty padł termin, no i wyznaczono mnie na głównego organizatora – wspominała Beata Jarecka, z domu Kabała.

     Dla Kabałów był to pierwszy tak liczny zjazd rodzinny. Dla wielu - okazja do pierwszego spotkania. Na każdym kroku podkreślali, że wybór świadomie padł na Sanktuarium, na spotkanie z Matką Boską z Lichenia, bo Jej – Orędowniczce Rodzin – chcieli podziękować za to, że istnieją i wciąż trwają. Zjazd zainaugurowali więc modlitwą przed Cudownym Obrazem i udziałem w Mszy św., której przewodniczył ks. . . Zbigniew Krochmal MIC. Uwieńczeniem tego modlitewnego spotkania było zdjęcie grupowe przed Obrazem. Potem wszyscy przeszli do ARKI na uroczysty obiad. Wspomnieniom, opowiadaniom nie było końca. Doszło nawet do kłótni o podłożu politycznym między gdańską a krakowską gałęzią rodu.

     Tu zwyciężył jednak rozsądek oraz rodzinna ugodowość, i spór szybko zakończono.

     Mów mi wujku!

     Ród Kabałów wywodzi się z Ludwinowa, z małej wioski w Wielkopolsce. Tak zaczyna się drzewo genealogiczne, które zaczęto rozrysowywać podczas zjazdu. Tam mieszka do dziś jeden członek rodziny, reszta rozpierzchła się po kraju. Dziś mieszkają m.in.

     w Krakowie, Kamiennej Górze, Gdańsku, Mielcu, Wydartowie, Poznaniu, Kobylinie i w Koninie. Rolę seniora zjazdu pełnił wówczas 83-letni Kazimierz Kabała.

     – Moja 86-letnia mama, siostra Kazimierza, nie mogła dojechać ze względów zdrowotnych, ale jak jej opowiedziałam o zjeździe, to była wyraźnie wzruszona. W ogóle moje koleżanki z pracy, kiedy zobaczyły zdjęcia ze spotkania, były szczerze zdziwione, że można coś takiego zorganizować – mówiła Irena Wiśniewolska z Krakowa.

     Nie obyło się też bez zabawnych historii. – Poznałem na zjeździe o rok starszą od mnie dziewczynę, która powinna mówić do mnie wujku. Ale jej odpuściłem – wspominał ze śmiechem 17-letni Tomasz Jarecki.

     – Wie pani, ten zjazd był nam bardzo potrzebny – dzieliła się wrażeniami Irena Wiśniewolska – dotąd w liczniejszym gronie widzieliśmy się jedynie na pogrzebach, a teraz w końcu mieliśmy okazję wspólnie spędzić czas w radosnej atmosferze.

Magdalena Czapska

Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 9, wiosna 2009


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej