Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ukryte choroby dzieci w rodzinie

     Wszystkie szczęśliwe rodziny
     są do siebie podobne,
     każda nieszczęśliwa rodzina
     jest nieszczęśliwa na swój własny sposób.


     Lew Tołstoj: "Anna Karenina"

     Rodzina to system, który tworzą nie tylko osoby, ale także (a może nawet przede wszystkim) historie życia poszczególnych osób, ich postawy, nastawienia, emocje, oczekiwania. Każda osoba ma swój wewnętrzny świat, który zawiera się w systemie rodzinnym. System rodzinny, jako większy i szerszy niż świat pojedynczej osoby, wpływa na sposób porozumiewania się członków rodziny, ich wzajemne traktowanie i rodzaj ról, które odgrywają. Dzieci pełnią szczególną rolę w tym systemie, albowiem wyrażają to, co ukryte i trudne do opowiedzenia. Wyrażają swoim zachowaniem i działaniem różne zepchnięte poza margines świadomości motywy. Według amerykańskich badań każde dziecko pojawiające się w rodzinie ma inną, specyficzną dla siebie funkcję. Pierwsze dziecko z reguły identyfikuje się z ojcem, dąży do bycia autorytetem i do tego, aby zasłużyć na szacunek i miłość ojca i każdego innego autorytetu. Jego rolą jest ujawnianie problemów dotyczących adaptacji rodziny (ojca) w społeczeństwie. Drugie dziecko wybiera z kolei do identyfikacji matkę i to ono stara się spełnić wszystkie jej (także nieuświadomione) potrzeby i oczekiwania. Trzecie dziecko w rodzinie wchodzi w rolę osoby identyfikującej się z relacją partnerską rodziców, a jego zachowania oddają charakter relacji i problemy pary. Czwarte dziecko ujawnia swoimi zachowaniami i emocjami rodzaj relacji rodzinnych i jej trudności oraz mocne strony.

     Dzieci są barometrem nastrojów i emocji, wyczuwają to, co niewypowiedziane, reagują nie tylko na działania, ale także na ich intencje, rozpoznają nawet bardzo zawiłe układy. Nie sposób ukryć przed nimi złości, smutku, pustki w relacji, kłótni małżonków czy cichych dni. Aby połączyć zwaśnionych rodziców, potrafią zachorować, być niegrzeczne, przynieść dwóję. Poprzez swoje zachowania dzieci utrzymują równowagę w systemie, aby rodzina nadal mogła funkcjonować w oparciu o to samo status quo - zmiana na nowe jest zbyt zagrażająca i zdecydowanie zbyt niezwykła, żeby ją akceptować. Choroby dzieci w systemie rodzinnym funkcjonują jako ważny komunikat wyrażający to, czego wyrazić nie umie sama rodzina lub poszczególni jej członkowie. Chore dziecko skupia uwagę (odwracając od innej ważnej kwestii, zbyt emocjonującej lub wieloznacznej), zmienia zachowania rodziców. Jest delegatem problemu: pokazuje, co jest lękiem lub problemem rodziny.

     Ciągle wraca mi w pamięci historia pewnej rodziny, którą spotkałam w swojej pracy terapeutycznej. Zastanawiam się, o czym chciał powiedzieć Sławek, mądry i bardzo wrażliwy jedenastolatek chory na astmę od drugiego roku życia.

     Sławek miał dwóch braci: prawie dorosłego Irka, samodzielnego i życzliwego wobec wszystkich, oraz szesnastoletniego Krzysztofa, szczupłego, spokojnego i nastawionego na powolne oswajanie świata. Miał wspaniałą matkę - oddaną dzieciom, serdeczną, spokojną i bezpieczną w kontakcie. Owszem, grzeszyła nadopiekuńczością, potrafiła wstać o piątej rano, aby przed wyjściem do pracy ugotować każdemu mężczyźnie w swojej rodzinie obiad taki, jaki on lubi. Byli szczęśliwi jako rodzina, choć musieli pokonywać wiele trudności: wczesne rodzicielstwo, poszukiwanie własnego miejsca, rezygnację pani Heleny z pracy.

     Gdy urodził się trzeci chłopak (a trudno ukryć, że czekali na dziewczynkę), lekko nadwerężył się naciągnięty do granic możliwości system rodzinny. Chłopcy obrazili się na mamę, że poświęciła się cała trzeciemu dziecku, i po raz pierwszy zwarli szyki, aby wyrazić swoje niezadowolenie z pojawienia się oseska. Ojciec rodziny, delegowany do pomagania przy dzieciach i zarabiania pieniędzy, frustrował się z niedostępności psychicznej, emocjonalnej i fizycznej swojej małżonki. Lekko rozpalony faktem braku córeczki, szybko zaakceptował trzeciego syna, kreując z niego w wyobraźni małego geniusza. Najtrudniej było pani Helenie - miała plan rozwoju zawodowego, chciała się poczuć potrzebna inaczej niż tylko w domowo-dzieciowych sprawach. A tutaj ciąża. Martusia, bo tak miała mieć na imię wymarzona córeczka, okazała się być niezwykłe wymagającym chłopczykiem. Prawie trzy lata karmienia piersią i codziennych zmagań z domagającym się uwagi Sławkiem. Moment odstawienia od piersi, tak oczekiwany przez wszystkich w rodzinie, okazał się kryzysem. Pojawiła się astma, pobyty w szpitalu, ciągła obserwacja, wizyty u lekarza, kontrola wszystkiego, co dziecku może szkodzić. Szybko okazało się, że najbardziej szkodzi mu to, czego nie da się wyeliminować: pierze, kurz i roztocza. Matka chroniła syna, tym bardziej że czuła się winna, iż nie dość chciała dziecka, że chciała córeczkę, że zabrała mu pierś, czym spowodowała jego chorobę. Pozostali czuli się winni, bo nakłaniali ją do odstawienia od piersi, twierdząc, że już czas.

     Chroniony przez matkę Sławek wyrastał na tego, który ma szczególne prawa, nie pracował tak jak inni w domu, nie jadł tak jak inni. Wieczne pretensje skierowały się ku Sławkowi, starsi chłopcy natrząsali się z jego lęków, czym skutecznie je pogłębiali. Nie potrafili zbliżyć się do niego. Ojciec skarżył się na jego słabość, matka chroniła go ze względu na chorobę i swoje poczucie winy. Dodatkowo po miesiącach pracy terapeutycznej okazało się, że choroba Sławka funkcjonowała także jako element relacji małżeńskiej. Pani Helena obawiała się, że mąż jej nie akceptuje, bo nie urodziła mu córeczki, chciała wyjść z domu i podjąć pracę zarobkową, czym w mniemaniu męża groziła jego pozycji jedynego zarabiającego. Chorujący stale dzieciak skutecznie trzymał żonę w domu, jednocześnie też zwalniał z myślenia o następnym dziecku, a obawa o urodzenie syna, a nie córeczki, była zbyt zagrażająca. Rozmowa z małżonkami na temat niewypowiedzianych oczekiwań i pretensji spowodowała zmianę relacji w rodzinie na tyle znaczącą, że Sławek zaczął mniej cierpieć i powoli mógł zacząć odstawiać sterydy. Rodzice nie musieli komunikować się poprzez dziecko, więc* nie musiało ono chorować. Poświęcając uwagę innym dzieciom, stali się też bardziej dostępni dla pozostałych chłopców, więc zmniejszył się krytycyzm starszych, a młodszy mógł się zmienić w bardziej stanowczego i męskiego młodego człowieka.

     Każda choroba może mieć wpływ na to, jak rodzina się komunikuje i co sobie komunikuje. Warto się zastanowić, dlaczego dziecko choruje, co się zmieniło w rodzinie poprzez chorobę, czego nie może być w związku z chorobą w rodzinie, utrzymaniu jakiego układu służy choroba. Warto czasem zapytać samego siebie: "Czy choroba dziecka ma jakiś inny wymiar niż fizjologia? Czy choroba jest komunikatem o tym, że dzieciom brakuje mamy? Czują się samotne? Chronią rodziców przed samotnością w związku? Chorują po to, aby było o czym rozmawiać?".

     Moje dzieci chorują, gdy wyjeżdżam na zbyt-długo. Zawsze.

Izabela Barton-Smoczynska

Sygnały troski
nr 2(8) luty 2008


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej