Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
 

Co z chorym?

     Gdy w rodzinie pojawia się poważna choroba bliskiej osoby - szczególnie taka, która powoduje trwałe kalectwo lub jest związana z długotrwałym leczeniem - przeżywa się kilka etapów. Szok, bunt, chociaż częściową akceptację, świadomość zmiany organizacji życia i konieczności nieraz wieloletniej terapii, towarzyszenie w chorobie lub zupełne odrzucenie chorego człowieka. Inaczej swoją chorobę przeżywają ludzie starsi, inaczej młodsi, a jeszcze inaczej dzieci. Różne w związku z tym bywają też reakcje rodziny.

     Gdy mijają pierwsze emocje i pojawia się akceptacja stanu choroby, w którym osoba (rodzic, współmałżonek, rodzeństwo) pozostanie na zawsze niesprawna, wówczas powstaje nowy problem: opieka po wypisaniu ze szpitala. Nie wszyscy chorzy mogą liczyć na najbliższych. Dlaczego? Cóż, można usłyszeć argumenty, że nie ma czasu, że są problemy lokalowe, że brakuje sił i umiejętności, że nagle trzeba dokonać wyboru między bliską chorą osobą a swoim dotychczasowym życiem. Jedna z pań zastanawiała się nawet: matka czy pies amstaf? Wówczas jedynym ratunkiem dla opuszczonych w chorobie są oddziały dla przewlekle chorych czy domy pomocy społecznej (DPS), a przecież były one tworzone z myślą o ludziach zupełnie samotnych, którzy nie mają rodzin. Tragiczne jest to, że miesięczny koszt w DPS, pochłaniający całą emeryturę czy rentę, bywa czasem jedynym powodem powstrzymującym przed oddaniem tam chorego.

     Wydawać by się mogło, że gdy chorują dzieci, sprawa jest oczywista. To naturalne, że rodzice zapewniają opiekę - tak zresztą uważa większość z nas. Jednak tu mogą się pojawić inne problemy.

     Niezrozumienie przeżywania cierpienia przez dziecko, nadmierna ochrona przed istotą choroby - czym jest i czym może się skońęzyć (śmiercią lub kalectwem) - to może sprawić, że powstanie emocjonalna przepaść między dzieckiem a rodzicem. A nawet dzieje g się coś więcej - dziecko, widząc w matce czy ojcu opór przed takimi rozmowami, samo chce ich ochronić przed swym bólem, a w konsekwencji zostaje w nim osamotnione. Obie strony a? pragną wzajemnego dobra, ale tracą szansę na wspólne przeżywanie podarowanego im czasu.      Rodzi się pytanie, skąd w ludziach tyle wątpliwości, by zaopiekować się kimś bliskim, skoro wcześniej, gdy był zdrowy, jego obecność w rodzinie była czymś naturalnym; skoro istnieją stowarzyszenia pielęgniarek czy poradnie rehabilitacyjne, które oferują profesjonalną pomoc w warunkach domowych. Czy można tłumaczyć to lękiem przed nowym wyzwaniem, niewiedzą, wygodnictwem? To wszystko jednak można przezwyciężyć i wypracować. Przecież wiadomo, że każdemu człowiekowi, oprócz zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych, niezbędne do życia jest poczucie bezpieczeństwa, miłości i akceptacji w rodzinie bez względu na stan zdrowia. Gdy tego braknie, pojawia się pragnienie śmierci pomimo egzystencji nawet w najlepszych warunkach. Choroba nie przekreśla nikogo jako człowieka. Jak wielka jest rola najbliższych, żeby przekazać wówczas choremu informację o jego wartości i pokazać, że jest sposób, by mógł dalej żyć lub dobrze przygotować się na śmierć.

  • Domy pomocy społecznej były tworzone z myślą o ludziach zupełnie samotnych, którzy nie mają rodzin.
  • Dziecko, widząc w matce czy ojcu opór przed rozmową o swojej chorobie, chce ich ochronić przed swym bólem, a w konsekwencji zostaje w nim osamotnione.


Marta Zimnoch

Sygnały troski
nr 2(8) luty 2008


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć



[ Powrót ]
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej